Jest to malarstwo szerokiego rozmachu, ale zdyscyplinowane. Wciąż poszukujące, ale już konsekwentne w drążeniu znalezionego tematu odkrytej fascynacji. Mamy więc cykle tematyczne, choćby wspomnieć „Fantasmagorie”, „Gorgonie”, „Dready” oraz cykle „formalne”, choćby przywołać wycieczki w abstrakcjonizm [„Aleja”, „Szklane drzewa”, „Podwodne ogrody”], z wyraźną jednak pępowiną przywiązania do konkretnych przedmiotów i miejsc.
Te ucieczki od, mającego społeczne zapotrzebowanie, klasycznego malarstwa pejzażowo-portretowego świadczą o wielkim potencjale, szkoda, że nie w pełni wykorzystanym, Wandy Ireny Koźmińskiej. Trudno zapomnieć powiew symbolizmu w akrylu „Kołobrzeskie łabędzie” – te esy-floresy w łagodnej pastelowej tonacji biało-niebieskiej. Sen na jawie! Podobne wrażenie sprawia akryl „Drzewa i morze”, ale na nim zamiast słonecznego, zmuszającego do zmrużenia oczu blasku, mamy ulubioną przez malarkę poświatę księżyca. To ona roztacza magiczną aurą. W podobnym nastroju są, wykonane techniką mieszaną, baśniowe widoki willi w Nałęczowie i cerkwi prawosławnej w Piotrkowie Trybunalskim. Księżycowa aura przeniknęła także w głąb morza na, wykonanym suchym pastelem, obrazie „Konik morski ciemny”.
Symbolizm przekształca się w tym malarstwie czasem w społeczny interwencjonizm, choćby wspomnieć olej „Żony rybaków”, odwrócone plecami do wzburzonego morza z łodziami na grzbiecie fal. Przywołuje to widok „Piety rybackiej” nad jeziorem Pejpus w Estonii. Wzruszają dwa wykonane techniką mieszaną obrazy „Pandemia I” i „Pandemia II”. Wzruszają miłością i czułością malującą się na twarzach, zatopionych w trującym różowo-żółtym medium. Nastrój bez mała oniryczny.
Głównymi źródłami inspiracji W. I. Koźmińskiej jest otoczenie, w którym stale przebywa [Pomorze Środkowe, Kołobrzeg] oraz przestrzeń, w której znalazła się okazjonalnie, głównie podczas plenerów, tak niegdyś popularnych w polskim życiu artystycznym [Bułgaria, Litwa, Niemcy, tudzież Gdańsk, Nałęczów, Zamość, Podlasie, Mazury]. Ważnym źródłem inspiracji zdaje się być sen i wyobraźnia, co znalazło swoją realizację głównie w cyklu „Dready”. Wyrastają z tego wyraźne fascynacje lasem, głównie wertykalnym rytmem drzew, ale też leśnym mrokiem. W ogóle mrok, a konkretnie zmierzch to częsty klimat obrazów zainspirowanych pomorską, postpruską, szachulcową wsią. Chaty, ogrody, jest mrocznie, szarawo, ale wyraźnie świeci księżyc, którego na obrazie nie widać, a który świeci za plecami malującej artystki. Taki poetycki klimat bliski jest romantycznej fantasmagorii, wnosi literacką treść. W ogóle literackość, a więc pewna opowieść i symbol w wielu realizacjach autorki „Rybackiej Piety” spiera się, a raczej współgra z malarskością. Uzupełnia ją, ale nie przygłusza, bo to przecież prawdziwe, bardzo dobre malarstwo, w którym kształty i kolory przede wszystkim się liczą. Tak, kształty. Jak zauważył jeden z krytyków sztuki, podstawę tego malarstwa stanowi rysunek, wyczuwalny w każdym obrazie.
Ten solidny warsztat i jego wszechstronność wykorzystało tak zwane społeczne zapotrzebowanie. To ono wywołało wspomniany cykl, utrwalony potem w serii pocztówek „Polskie dwory i dworki” oraz „Kołobrzeskie akwarele”, rzuconych na rynek i mających wzięcie. Miejscowe władze poprosiły artystkę o wykonanie w latach 2006-2018 „Kalendarzy kołobrzeskich”, a literaci o oprawę plastyczną ich książek. Zamówienia te zdają się nie gwałcić preferencji artystki, która wyraźnie lubi rysować piórkiem zanurzonym w tuszu, bądź cienkopisem architektoniczne cuda jak „Willę w Sopocie” czy „Stodołę w Ciechocinku”. Niemcy nabyli tekę z akwarelami swoich szachulcowych budowli; w ogóle malarka zadomowiona w postpruskim krajobrazie Pomorza Środkowego zdaje się gustować w szachownicy czarnych bądź brązowych belek na tle białego tynku, nie tylko stanowiących konstrukcję domu, ale też tworzących jego estetykę. Widać to też w akwarelach z osobistych plenerów, jak „Mój Serbinów” czy „Dom pod dębem w Dąbkach”.
Akwarele… Tak, to obok olejów i pasteli specjalność W. I. Koźmińskiej. Tu potrzebna jest pewność ręki, gdzie o powodzeniu decyduje jedno uderzenie pędzla.
Doskonałość warsztatowa jest cechą malarki, która przez wiele lat była pedagogiem kształcącym wrażliwość plastyczną młodzieży. Ta misja bez wątpienia sprzyjała pracy nad warsztatem, w tym eksperymentowaniu, bo przecież pani profesor musi wciąż zaciekawiać. Ta pedagogiczna misja sprzyjała też porządkowi, który w artystycznym oczywiście wymiarze – panuje w dorobku jubilatki, na której wystawę okolicznościową, otwartą 4 lipca 2024 roku w Galerii Sztuki Współczesnej w kołobrzeskim ratuszu, przybyła cała elita miasta, z panią prezydent Anną Mieczkowską na czele.
60 lat pracy twórczej to czas zmagań z materią malarską i porywów ducha, pracy i laurów, na czele których znajduje się Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.
To także aktywność środowiskowa w Stowarzyszeniu Artystów – Grupa Kołobrzeg oraz w Polskim Stowarzyszeniu Edukacji Plastycznej.

