Archiwum

Danuta Sułkowska - Utopiec

Spis treści

stara chałupa suszy zmurszałe belki w porannym słońcu
postękując mości się w bezpieczniejszej pozycji
bardziej na prawym boku a tuż obok rzeka w odwrocie
na kopcu granicznym jej wpływów
obok suszarni przybyło okorowanych gałęzi
dobrych na podpałkę
nieco przeźroczysty utopiec
(takie byty znikają wraz z wiarą w ich istnienie)
zsuwa się z cembrowiny studni
odgarnia zielone włosy sprzed wyłupiastych ślepiów
i odważnie rusza przez mokre podwórze
(odciski błoniastych stóp znikają za nim momentalnie a może
wcale ich nie było?)
na przeszukanie wnętrza opuszczonej chaty
potrzeba tyle czasu by zaschnął błotnisty ślad na progu
powracający utopiec gęstnieje nad nim z radości
a potem znów blednie
rzeka opowiada o wielu twarzach schylających się
nad wodą o lęku fascynacji i zachwycie
a w studni została kolorowa dziecięca piłka pocieszycielka
osamotnionego straszydła
(znikające demony nie mogą podnosić przedmiotów)

wrócę obiecuje utopiec przed wejściem w fale










Żaba

żaba wie że ten daleki szum to rzeka

czasem ogarnia ją gwałtowne pragnienie
by pójść do niej dać się porwać
nurtowi w nieznany świat
radośnie rusza w stronę kuszącego dźwięku
jednakże po kilku metrach ogarnia ją lęk i znużenie
(potężne lenistwo żab nie zostało dotąd opisane tylko
z powodu jeszcze większej gnuśności żabologów)

żaba mocniej wydyma gardło bardziej niż zwykle
wytrzeszcza oczy co jak się zdaje jest przejawem
intensywnego namysłu a ten męczy płazy
niemal bezgranicznie
wreszcie wzdycha boleśnie
i człapie z powrotem
do bezpiecznej i swojskiej kałuży





Polowanie. Baśń


obejmuje mnie luźny warkocz wody
spadający z wyższego piętra góry
rosną mi płetwy skrzela chwytają oddech
drobne łuski połyskują szmaragdowo

zielony żywioł znakomity jest dla radosnych
igraszek doskonały dla polowania
(łowy to jest to od czego dreszcze uniesienia
i wzrastanie)
małe rybki śmigają w panice rozpryskują się jak
srebrne iskry pogoń pogoń
pogoń

cień szczupaka nade mną

przed większym drapieżnikiem tylko ucieczka
szybkość wypryśnięcie nad powierzchnię
wyżej
w powietrze w pióra w skrzydła i pazury
w lot pod chmurami w przestrzeń niezmierzoną
w upojenie
w zachwyt

jastrząb spada na moje stado






Pada

Pada
a rzeka myśli że to tylko dla niej
te muskania i chłostania z góry
do dreszczu do pulsowania dygotania
do fali drobnej jak łuska ryby i do huczącej
groźnie skręconej w spiralne wiry wężowo lejowato
na wskroś od grzbietu w pianach do dna zmąconego
Pada
a rzeka myśli że to tylko dla niej
te miliardy kropel wnikających z góry w jej zachłanne wnętrze
i te strumienie wezbrane spieszące z szumem
tęsknoty do niej
zawsze do niej
Pada
zieleń coraz bujniejsza wszędobylska zuchwała
drzewa zrzucają konary zboża się kładą z przepicia
na podwórku sześcioletni Jasiek próbuje nie spaść ze starej
opony i wygrać zawody w pływaniu ze stadem kaczek
Pada
a rzeka myśli że to wszystko dla niej






* * *


I rzekł Mahomet do Góry
(z odległości znacznej)
Nie przyjdę do Ciebie!
U Twych stóp
Człowiek czuje się mały i nieważny
Na szczycie
Rozległe widoki budzą żądzę władzy nad światem
i chęć rozwinięcia skrzydeł
(których istnienie jest bardzo wątpliwe)

A wiatry wieją gwałtowne
Deszcze chłoszczą to znów słońce pali

Nie przyjdę!

I nie odrzekła mu nic
Góra





Opowieść o źródle

wydostało się spod wielkiej skały
i stało początkiem leśnej strugi
gotowej na przyjęcie potoków
w akcie narodzin rzeki
na jej brzegach wyrosły przylaszczki
mech rozłożył się zielonym dywanem
słońce posypało warkocz nurtu złotym pyłem światła
ptaki dołączyły swe głosy do szemrzącego śpiewu wody

dawała ochłodę radość i siłę wędrowcom
utrudzonym marszem górskimi szlakami

zapragnęły napić się ze źródła wilki
i choć wody było dosyć i miejsca aż nadto
rozpoczęły walkę
każdy chciał mieć źródło tylko dla siebie
drugiemu bronił dostępu ostrymi zębami
wilcze łapy zmieniły strumień w grzęzawisko
na szczęście źródlana woda
uleczyła rany ziemi
i pomknęła znowu
dawnym szlakiem

nowi wrogowie zarzucili potok śmieciami
i stracił swoją niezwykłą urodę
posprzątaliśmy i wszystko już miało być dobrze
lecz postanowiliśmy spojrzeć na swe dzieło z góry
i wywołaliśmy lawinę kamieni
ucichł szept wody
ślad po strumieniu
znaczy tylko wstęga ciemniejszej trawy
ale niedługo wszystko się wyrówna

przykładam dłonie do ziemi obok głazu
szukając pulsowania wody
może
gdy poczuje ciepło
wytryśnie





Kaja Danczowska i Ewa Bukojemska grają sonatę B–dur nr 32 KV 454
Wolfganga A. Mozarta

dla Justyny

Nie otwieraj oczu. Palce na strunach
i klawiszach zbyt szybko przędą splątane nitki
rozmów drzewa i wiatru, nieba w czerwonych łunach
i rzeki, skowronka i ziemi brzemiennej z majowym
deszczem, kochanków w sierpniowy poranek
kiedy dojrzałe kłosy pszenicy kłaniają się słońcu.

Nie otwieraj oczu. Zahipnotyzują cię
pośpiesznie biegnące po klawiszach i strunach
palce i nie zobaczysz tańca baletnic. Oto czarna
jaskółka okrąża na palcach srebrną synogarlicę.
Coraz gorętszy staje się taneczny dialog; już rozwinęły
skrzydła i lecą, zagarniają lotkami światło,
splatają z niego zawiły ornament szczęścia.

Nie otwieraj oczu. Szybkie palce na strunach
i klawiszach tkają migotliwą zasłonę przed wyobraźnią.
Nie usłyszysz przekomarzania się
deszczu z tęczą, ani swego lekkiego biegu do źródła
z którego zaczerpniesz jasnej wody piękna.

Nie otwieraj oczu.
Zamknie się wokół ciebie czarodziejska kula sonaty.
Zaśpiewasz z duetem skrzypiec i fortepianu
własną melodię radości:
Largo, Allegro
Andante
Allegretto

Żadna nuta nie zostanie pominięta.

 

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.