Moje zdanie o pewnym stylu
Znam ten język, co chce pić smak cisz, woń łez,
czcić groby czuć, nieść nagi strój bez ozdób,
lecz jego jeży szyk tez i antytez,
alternatyw kosz, skromny taniec długich dób
pracy nad linią prostych, klarownych słów,
które brzmią jak szerokie płaszcze prozy
rozwieszone na sznurze złych rozkazów,
powinności liryki – bez obrazy -
nie spełnia, bo nie widzę sposobów,
aby wyraz prostotą biegłą skoczył
przez głęboki, naturą rozwarty rów
między nim a wszystkim, co więcej niż pył
pamięci przyjmującej dźwięk głuchymi
uszyma znaczy, oraz myśl podsuwa
o pisaniu obszernymi zdaniami,
bardziej wciągającymi mnie niż salwa
celowo ubogich słów i wrażeń prym
wiedziony przez melodię lir niewiedzy,
iż mylił się przebrzmiały już romantyzm -
rozum nie czucie trzyma wiersz na wodzy -
oczyszczając rygorem pomysłowym
myśl z naleciałości niepotrzebnej
doskonali ją trybem bardzo zdatnym
do rozbudzania wprawy językowej,
człowiekowi właściwej, przyrodzonej,
czyniącej z niego cud i wyrzutek
cisz, milczenia, przyrody bełkotliwej -
więc nie cofa się, bierze swój kierunek.
- Radosław Żyszczyński
- "Akant" 2011, nr 5
Radosław Żyszczyński - Wizja Ksenofonta - Moje zdanie o pewnym stylu
Spis treści
Strona 5 z 5

