Archiwum

Tadeusz Zawadowski - Szukanie drogi

Spis treści

Idę do Boga Jednak
nie po turniach
ale w głąb skały Jakbyś
światło łowił
w Czarnym Stawie
pośrodku nocy Stajesz się
rybą I kamieniem wewnątrz
kamienia Szukam
Boga a On jest
w każdym
z nas Rośnie
niczym góra

 

 

 


 

DRUGI  LIST  DO  OLGI  LALIĆ  - KROWICKIEJ

to boli to bardzo
boli gdy w nocy budzą się
zmarli w pokrwawionych koszulach
z przestrzelonymi piersiami niosą
w dłoniach odłamki naszych domów
dawni koledzy z placu
zabaw stojący po obu stronach
śmierci przeglądają się
w naszych koszmarach kilkunastoletnie
dziewczynki które nagle stały się
kobietami biegną wśród nocy zapłakane

to boli to bardzo
boli gdy brat staje naprzeciw
brata Kain zabija
Abla czci się  rocznice
śmierci stawia pomniki
z krwawiących jeszcze serc

 


 

SEMEN  NIE  PAMIĘTA

to było tak dawno gdy jako dziecko
chodził z ojcem i braćmi
riezać Lachów wtedy mówiono
że tak właśnie trzeba aby była
wolność i niepodległość ojciec zawsze
wiedział co mówi a on mu wierzył
matka czasem
płakała w kącie izby
nie wiedzieć czemu mówiono
że ona też Laszka bracia
zabili Janko z którym razem
grali w piłkę tak trzeba powtarzali kiedyś
ojciec wrócił do domu blady podobno
kazano mu zabić matkę żeby udowodnić że kocha
swój kraj spakowali na wóz
co się dało i uciekli nigdy więcej
nie widział Wołynia dzisiaj
ma ponad osiemdziesiąt lat tęskni
i nie chce pamiętać…

 

 


 

LIST  DO  OLGI  LALIĆ – KROWICKIEJ

chociaż Wołyń i Jugosławia to
światy żyjące już tylko
w pamięci śnią nam się
po nocach nasi bosonodzy rodzice
biegający za śpiewem ptaka
lub goniący lot trzmiela
nad królestwem koniczyny
mój ojciec w grzywach koni wiatr
ścigający a twój zapewne
doglądający słonecznej winnicy
nasze domy w proch
zapadły się na grobach przodków
trawy rodzą swoje dzieci czasem
jakaś zbłąkana kula po latach wyjrzy
z serca ziemi by dać coraz bardziej
zamazane świadectwo czasów
pogardy i nienawiści losem człowieka
jest pamiętać i przebaczać chociaż
boli każdy wers wyrosły
z tej ziemi bezradny niczym
gałązka oliwna złożona na grobie wiersza
póki w nas pamięć żyje
zielony Wołyń i słoneczna Jugosławia

 

 

 





Franji Franćićowi

kochani piszę ten list z wariatkowa jak towarzysze
nazywają ten niby szpital
w którym lekarze faszerują mnie różnymi
lekami żebym nie oszalał
do reszty wcześniej włożyli mi
do ręki karabin żebym nim wymazywał
z listy żywych nazwiska moich wrogów zniknęły już
imiona kolegów z podwórka
nie wiem ojcze czy najpierw przyjść
do twoich serbskich braci czy może
mamo zastukać w drzwi twoich sióstr urodzonych
w Chorwacji jak spojrzeć im w oczy gdy powitają mnie
winem lub rakiją kochani nie wiem
czuję się najbardziej własnym wrogiem
i dlatego przed chwilą postanowiłem
swoje imię też wykreślić ten list
otrzymacie gdy będę już w drodze
do Boga…