Archiwum

Jarosław Sułkowski - Tylko jeden zabójca

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Turcja jest pod wieloma względami krajem wyjątkowym. Jedną nogą tkwi w Azji, drugą kotwiczy w południowo-wschodnich rubieżach Europy. Gdyby ją przyrównać do przerzuconego nad Bosforem mostu, nie byłoby w tym większej przesady. W zreformowanym przez Atatürka państwie istnieje mnóstwo historycznych i kulturowych artefaktów świadczących o inności tej cywilizacji. W Troi (obecnie słynnym stanowisku archeologicznym) swojej kolebki szukali Rzymianie. Egejskie wybrzeża Turcji usłane są pamiątkami po starożytnych Grakach. W południowym, śródziemnomorskim Side do dziś pozostały ruiny starożytnego teatru greckiego oraz świątynia Apollina. Reportaże, które Witold Szabłowski przywiózł z owej krainy wnoszą nową jakość do tego gatunku publicystyki.

 

Zabójca z miasta moreli to niezwykłe osiągnięcie gazetowego specjalisty do zadań specjalnych (cyt. za Pawłem Gożlińskim).  Pierwszą cechą tej wyjątkowej publikacji jest jej naturalność, która pochodzi z autentycznej potrzeby rozpoznania sytuacji nie tyle samej Turcji, ile Turków. Szabłowski nie jest wścibski, nie pcha się do byle jakiego szynku, zakładu produkcyjnego, domu -  pisze o tym, co widział i wie, nie dorabia żadnych atrakcyjnych fabuł, chociaż można czytać jego tekst jak fabularyzowaną opowieść. Posługuje się językiem bardzo konkretnym, oszczędza jego leksykalne zasoby, jakby miał świadomość, że już wszystko zostało powiedziane. Dlatego opowiada inaczej. Nie ma w jego reportażach słów zbędnych. Czasami nie ma nawet tych, które być powinny, ale dlatego Zabójca z miasta moreli ma taki świeży zapach i zupełnie oryginalny smak. Szabłowski jest mistrzem form eliptycznych. Pisze jakby po trochu, a   czytelnik i tak otrzymuje obraz całości, nadto zaś nie nudzi się. Afrykański Heban Kapuścińskiego jest doskonałym przykładem reporterskiej wykwintności, zbliża się bardzo do tej granicy, której przekroczenie naraża tekst publicystyczny na bycie samą tylko sztuką. I też się nie nudzi. Szabłowski szybuje znacznie niżej, toteż widzi wiele, może nawet ostrzej, ale krócej. Tłumaczy, jak się stało, że w konserwatywnym kraju islamskim obowiązuje alfabet łaciński (a zatem europejski), że to nie jedyne dziecko szalonych reform Ojca Turków – Atatürka.
Nadto zaś były student nauk polityczno-społecznych w Stambule nikogo i niczego nie ocenia. Prawdopodobnie po ludzku współczuje, zazdrości, przeżywa złość. Ale zawsze poza słowami. Unika siebie, własnego humanistycznego ciągu do bezpośredniej krytyki zjawisk. Z niczego nie wyręcza czytelnika. Nie byłby reporterem, zaś jego teksty nie byłyby reportażami. Tylko pisze, ale czyni to niezwykle sugestywnie. Po mistrzowsku stosuje język dla zobrazowania różnych aspektów życia. Dzieli się własnymi obserwacjami z bohaterami mrocznych historii. Niczego sobie nie przywłaszcza. Bardzo często stosuje mowę niezależną. Pozwala wypowiadać się prostytutkom, eleganckim panom, biznesmenom, adwokatom i wielu innym. Bywa jednak, że ci – jak Hatice - nieraz mówić nie mogą: Hatice zasłania ręką usta, jakby bała się, że słowa się z niej wysypią [...] zwyczajnie nie wie, jak o tym opowiedzieć... Bo jak opowiedzieć o ojcu? Na całym świecie ojcowie kochają córki. Ojciec Hatice chciał ją zabić. Jak opowiedzieć o matce. Matka powinna zasłonić córkę własnym ciałem. A matka Hatice krzyczała do męża: „Kiedy wreszcie zabijesz tę dziwkę?! Nie znam publikacji, które w tak dosadny sposób informują o honorowych zabójstwach w niedawnej i współczesnej Turcji. Jakże inną rzeczywistość przybliża nam Szabłowski! Dziewczyna nie może pozostawać z chłopakiem w żadnym, najluźniejszym nawet związku, nie może widywać się z nim po lekcjach, nie pójdzie do kina. Zwłaszcza ta wiejska dziewczyna z centralnej i wschodniej części kraju. Tu chodzi o honor, o honor Turka i tureckiej rodziny, o wybitnie megalomańską zwierzchność. Szabłowski pisze o zabijaniu córek przez koczowników, o mordowaniu kobiet, które planowały rozwód, i które nie chciały zgodzić się na małżeństwo aranżowane przez rodzinę. Mieszkańcy wschodniej Turcji honor utożsamiają z powodem, dla którego żyją, z sensem swoich dni, z kobietą winną okazywać bezwzględne posłuszeństwo mężowi. Nad Hatice zawisło fatum honorowego unicestwienia. Chciała rozmawiać z chłopakiem. Chciała być normalną dziewczyną. Normalną w naszym, europejskim odczuciu. Ale tam naszą normalność zwą barbarzyństwem, zgniłą zwyrodniałością, tam gardzą naszą normalnością i za nic ją mają. Zatem kim będzie zabójca? Wynajętym mordercą? Dobrze opłaconym importem z innego świata, z innej kultury? Gangsterem pozbawionym bizantyjskich rysów twarzy? Nie, zabójcą zostanie ktoś z najbliższej rodziny. Ktoś, kto pierwszy raz chwyci nóż, siekierę, aby sprowadzić śmierć za pokalanie honoru. Zabójca powie, że zachował się właściwie i niczego nie żałuje. Przecież chodzi o honor. Honor muzułmańskich Turków. Tylko czy Koran takie kary przewiduje? W której z jego stu czternastu surat sekretarze Mahometa odnotowali tak nieludzkie prawidła? Wydawać by się mogło, że zabójca zostaje postawiony w sytuacji dość specyficznej. Słuchać Koranu, czy podporządkować się niepisanemu, dotyczącemu kręgów rodzinnych, prawu honorowemu? Jak brzmi odpowiedź? Cała Turcja mówiła o Yalim jako o wiosce zabójców. Turek to człowiek zaradny... Żaden tam Edyp. Raczej anty-Edyp.
Są w Zabójcy z miasta moreli biografie jakby wykrojone z innej, piekielnej przestrzeni. Seliha Ermez i Ayse Türkükcu  w roku 2007 wystartowały do tureckiego parlamentu. Nie dostały się, ale zwróciły na siebie uwagę, na sytuację kobiet w ojczyźnie Nazima Hikmeta. Ich historie nie miały prawa się zdarzyć. A jednak. Obie tego nie chciały, obie – wskutek partykularnych machinacji, mężów, teściowych, samozwańczych przyjaciół, kochanków i szefów – zostały (o ironio islamskiej praworządności!) niczym mityczny sylen odarte ze skóry ludzkiej godności. Nikt nie chciał wiedzieć, jak było naprawdę. Nikt, oprócz Szabłowskiego, który ludzi nie dzieli na lepszych i gorszych. W każdym, bez względu na obyczajowe uformowanie, dostrzega mozaikę prywatnych dramatów. Wyzwala w nich dumę i odwagę, poczucie potrzeby mówienia. Potem usuwa się w cień. Milczy, bo nic lepszego nie ma do powiedzenia. Jest na to zbyt mądry, aby mówić. Wie, że to nie jego opowieść i nie ma do niej prawa. Seliha, Ayse – upokorzone kobiety wreszcie mówią swoimi głosami. Są szczere, natchnione bólem, kołaczącym westchnieniem. Ich relacje o gwałtach, aborcjach, szantażach, licznych pobiciach, uzależnianiu od narkotyków i alkoholu, o wieloletnim spętaniu ducha i ciała dosłownie odbierają oddech. Dlatego czyta się ów „czarnopis" na jednym wdechu. Potem przychodzi katharsis. Kiedy już wiemy, że ptaki (Ermez i Türkükcu) zostają wypuszczone z klatek zła, że idą w świat szukać nowej skóry i odrobiny patosu. W portfelach mają zdjęcia dzieci. Lubią na nie patrzeć.
A tytuł książki? Zabójca z miasta moreli jest tylko jeden. Urodzony w ubogiej rodzinie, w Hekimhan, pod pachnącą morelami Malatyą, mroźna zimą 1958 roku. Współczesny mesjasz islamskiego świata. Do naszego Papieża strzelał, bo był narzędziem w ręku mocy wyższej. Zabójca jest jeden – Mehmet Ali Ađca. Kochał Jana Pawła II jak ojca. W trakcie rozmowy z niedoszłą Ofiarą miał powiedzieć: Lękam się zemsty Matki Boskiej Fatimskiej. Papież mu odpowiedział: Ona cię kocha. Szabłowski dotarł do rodziny i osób z najbliższego otoczenia ciepłego i czułego mordercy. Posługując się czasową inwersją, przybliża polskiemu czytelnikowi koleje życia tej enigmatycznej postać. Była narzeczona Alego, Rayba Özdan Kazan i adwokat Demirbađ zaufali „Witkowi". Dużo mówią o wspaniałym, zupełnie innym, niż można przeczytać w gazetach mesjaszu.
Reportaże z Turcji są rodzajem opowieści o ludziach, którzy, nie tolerując Zachodu, we własnym grzęzną Koranie, o indywiduach gardzących ideami oraz symbolami kojarzonymi z europejskością, Ameryką Buscha, a jednocześnie sprowadzających zgniłość Zachodu do siebie i uprawiających złe owoce na ziemiach przodków. Szabłowski napisał książkę przesyconą piękną, odrażającą prawdą.

Witold Szabłowski: Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, ss.207.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok