Schodzę nad brzeg morza.
Jak wszystko lśni w porannym świetle!
Szpic trąbika,
pęknięty schowek mięczaka,
otwarte, niebieskie małże,
księżycowe ślimaki, bladoróżowe i oszpecony pąkiel –
i nic zupełnie całe lub zamknięte, ale obszarpane, rozdarte,
zrzucone przez mewy na szare skały, już nie wilgotne.
To jest jak szkoła
małych słów,
tysiąca słów.
Najpierw pojmujesz, co znaczy każde jedno
ostryga siodełkowa, pobrzeżka, przegrzebek,
wypełnione księżycowym światłem.
Potem zaczynasz, powoli, czytać całą historię.
Smutek miłości
Jest teraz twoja i musisz
zadbać o to, co zostało Ci
dane. Czesz jej włosy, pomóż jej
założyć płaszczyk, trzymaj ją za rękę,
szczególnie podczas przechodzenia przez ulicę. Gdyż pomyśl,
co gdybyś ją stracił? Wtedy byłbyś
samym smutkiem; jej wymizerowana twarz, jej bezsenność
byłaby twoją. Dbaj, dotykaj
jej czoła, żeby nie czuła się tak
zupełnie sama. I uśmiechaj się, aby nie
zapomniała całkiem o świecie przed lekcją.
Okazuj wielką cierpliwość. I nigdy
nie kłam ani nigdy nie zostawiaj jej nawet na moment
samej, można chyba powiedzieć, znowu,
opuszczonej. Jest dziwna, niema, trudna,
czasem niesforna, ale pamiętaj, ona jest dzieckiem.
I zdumiewające rzeczy mogą się wydarzyć. I możesz zobaczyć,
jak oboje idziecie
razem w porannym świetle, ona się rozgląda,
zaczyna wzrastać.
Ocean
Jestem zakochany w Oceanie
unoszącym tysiące białych kapeluszy,
smaganym sztormem
lub leżącym, gładkim i niebieskim, to
najśliczniejsze łoże świata.
W osobistym życiu jest
zawsze za dużo żalu,
brzemienia w sercu każdego z nas,
na zakurzonej drodze. Przypuszczam,
że istnieje powód, więc będę
cierpliwy, zgodny. Ale nie będę mieszkał
nigdzie indziej tylko tu, nad Oceanem, ufając
równie silnie w cały ten podmuch i powitanie
jego pozbawionej smutku, słonej istoty.
Z angielskiego przełożył
Michał Mazurkiewicz

