Archiwum

Grażyna Wojcieszko - Spotkanie II

Spis treści

natrafiłam na ciebie w gęstym lesie
zieleń naszych tęczówek zatraca się
zatraca tak samo żółtawą obrączką
a jednak
celujmy do siebie z czeluści źrenic

kiedy się odezwę czy będziesz musiał
mnie zabić tylu tutaj strzela a wszyscy
padają w rytm tępej muzyki a wszyscy
są do siebie podobni jak ich kołnierze

twoja źrenica robi się coraz czarniejsza
czy widzisz jeszcze zieleń w moim oku
kim jesteś chciałam cię tylko zapytać o
imię chciałam cię zapytać o kolor serca

nie mam ci za złe że nie pamiętasz odcieni
lekkości ale kiedy przypomnę ci jej zapach
czy będę mogła udawać motyla którego ty
zasuszysz w swoim niezbędniku żołnierza

 

 


 W twoim oku

w twoim oku Ziemia przesłania Słońce
w twoim oku brzask oplata źrenicę zielenią
szafirem błękitem brązem płynie daleko
daleko aż po sen aż do urwiska kosmosu

w twej źrenicy tańczą nagie dziewczyny
wbiegają jak dzikie konie na smugi stepów
karawaną przemierzają gorące piaski pustyni
zanim odmrożą sobie nogi w śniegach lodowca
zanim przebrną nad przepaścią wodospadu
zanim boso przejdą po kamieniach do głazów

w twoim oku ktoś buduje świątynię rękoma
wygładza głazy ich brzegi szlifuje palcami
rzeźbi pacierze stawia wielkie złote ołtarze

 

 


 Kim jesteś

kim jesteś chciałam cię zapytać o imię
nadal nie czuję jaką jesteś rośliną choć
twój kwiat pnie się po moim drzewie

bóg o wyglądzie Priapa nie mógł przecież
przetrwać on porzucił swój główny atrybut
i w wątłym przebraniu czeka na inne czasy

może boisz się że jestem niszczycielem
ale kiedy odezwę się w dobrym języku
to może staniemy się sprzymierzeńcami

a może okaże się że mamy wrogie barwy

kim jesteś

 

 


 Extraordinary rendition
(historia pomyłki)

można by go pomylić z chochołem
gdyby nie kapelusz spadający na oczy
stoi jak cień stracha na wróble jak pień
któremu robaki wyjadały wnętrza słomą
zasłania swoje dziury kuglarz jarmarczny
refrenem płoszy nocnych przechodniów

gdzieś w Damaszku siedzi diabeł na daszku i puszcza fajerwerki
gdzieś w Damaszku siedzi diabeł na daszku w czarnym kapeluszu
dłutem pstrzy plecy potem koloruje czernią podczernią podczerwienią
 

 

 


Smutek Diabła


kiedy już nałożył sobie farbę na pół głowy  
zrozumiał że i tak zimą czapka zsunie się
że żadne kupione spodnie nie będą pasowały  

zawiesił na drzwiach swego domu tabliczkę:
złote myśli - szybkie bezbolesne przeszczepy  
implanty sumienia - efekt w ciągu minuty

i choć kieszenie marynarki aż wyciągają się
na ulicy nikt się nie kłania nikt go nie gości
kita moknie wala się w błocie a na twarzy
łzy
 

 

 


List do R

tyle lat …
mówią żeś niedaleko że nie ustajesz ale
u nas widziano cię po drugiej stronie ulicy
tam gdzie chodnik gdzie panie w futrach
tutaj graffiti zapisano krwią a my tańczymy
na ciałach dziewczynek z zapałkami a my
grzejemy się przy zimnych ogniach

wiesz…
w naszej alei jest teraz galeria z fasad blisko
ruin twojej kamienicy zaraz po drugiej stronie
ktoś przeciągnął kładkę nad ulicą i po zmroku
przeprowadzamy sny nad domami przeprawiamy
emigrantów z suteren pod schodami do chmur
gdybyś wiedziała jaki mamy tu ruch

 

 


 Najpiękniejsza

najpiękniejsza jest szubienica wielofunkcyjna
dzieci wdrapując się na jej barwne drążki  
nie zwracają uwagi na ciała na wiszące ciała
skacząc czasem chwycą za rękę potrącą zrzucą
razem przybierają nowoczesne formy radości

w środku lasu jest wielki kolorowy plac zabaw
Amy Winehouse i inne portrety na powitanie
ogromne krzywe lustra wygładzają każdą myśl
pod napisem Exit wygłodniałe stado krokodyli
kłębi się kłębi nadzieją na pełne rosy leśne runo

no time left for regrets

i nagle pośrodku zabawy tak wśród tańca tramwaj  
podjechał tramwaj z tabliczką: powrót do miasta
jedziemy przez pola już świta już miasto już domy
ale cóż to tramwaj ucieka z torowiska i wjeżdża w
podwórze pełne poszarpanych smutnych domów
stanął    

wchodzę do piwnicy bo słyszę jęki oto kupa węgla
a na niej chłopaki przykucnięci przykuci do ściany
przykuci łańcuchami za nogi do odrapanej ściany
chciałam ich uwolnić ale coś mnie wystraszyło i
wybiegłam na podwórze a tam pusto i jasny dzień

 

 

 


Głupia sekunda

sekunda i stołek po nogami dzieciństwa  
przewrócił się nie wiadomo czy nie wpadł
w poślizg nie wiadomo czy zbyt pochopnie
nie odwrócił się plecami zostawiając nogi
zdziwione niedojrzałe nogi w powietrzu

może nie był dość silny aby udźwignąć
aż tyle młodości może liczył że ktoś go
powstrzyma mocno złapie solidnie ustawi
lub potrzyma choć przez sekundę potrzyma nogi
a teraz sznur sunie sznur butów czarny i bosy

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.