Archiwum

Zdzisław Opałka - Moje krople...chwile

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

czas lubi życie
cierpliwie znosi jego neurotyczną zachłanność
lgnie do codzienności dyskretny elastyczny niedoceniany
nigdy nie odmawia współpracy
 jak chmury deszczem mgły rosą
skrapla się chwilami
przed każdą z nich - cząstką przemijalności wieczność
jest bezsilna i przeraźliwie... nudna
patrzę bez emocji jak umykają nikną...
przybliżam wyschnięte wargi
podstawiam puste dłonie
to nie jest żebractwo
choć tak może być widziane z parapetu okna i
jest w tym trochę a może dużo prawdy przecież koczuję
na skrzyżowaniu orbit
żałosne fascynujące dziwne zaistnienie



to nie prawda że nic nie czuję że nie jest mi żal
blasku spojrzeń zgaszonych zawsze przedwcześnie...
wiem już - nie wystarczy
tych gestów słów kroków które mogłyby zdarzyć się
w czasie tak przybyłym ubywanym
dla kogo?... po co?... nie pytam nie wołam
nie czekam na odpowiedź echa
spadam chłodną kroplą w twoje ciepło
czerwone wargi
delikatność dłoni
opływam każdy zaułek tej doskonałości zwanej ciałem
odradzam się z każdym wyparowaniem

po co to życie te chwile pytają ludzie nie wiedząc
co to jest życie i jak je nie mylić
z sytuacją i miejscem w którym jest na szczęście znowu
z pomocą przybywają nam nie po raz pierwszy
zauważmy to wreszcie
rośliny i zwierzęta które nie pytają o nic
nawet wtedy gdy schodzą z linii strzału lub stoją
zakorzenionym życiem cierpieniem tym między
ziemią a niebem - żyją każdą chwilą
jakby każde z nich wiedziało że
w chwili jest życie całe
nie skarżą się na jego jakość ilość i czas
w ich oczach kształtach zachowaniach
nie ma pytań o cel i sens
są same odpowiedzi
na swoją obronę mają tylko samotność i piękno
i milczenie - gdy zarastają pole bitwy

lubię wpływać łódką w ciszę
stacjonującą na jeziorze wyposażony tylko
w chybotliwe oparcie zmysłów
siłom natury i prawu Archimedesa
powierzać swoje istnienie
echosondą wyobraźni dotykam gwiazd penetruję dno okupowane rekwizytami scenografii końcowego aktu jakiejś historii: bezład
antycznych kolumn skorupy naczyń fragmenty murów skrzynie
lufy armat wyszczerbione miecze pogięte krzyże -
tak znaczą drogi rycerze mitów o panowaniu i życiu wiecznym
mija mnie
dryfująca wyspa z sitowia traw i cywilizacyjnych odpadów
jak cicha trumna nad grobami a może oaza
patrzę w oczy żabie zaglądam pod skrzydła ważkom
obserwuję wodnego pająka z osobistą bańką powietrza
co za cudowne istoty
z własnym programem na życie
mój oddech mieszany z wiatrem
marszczy wodę pochyla trawy przesuwa obłoki
dmucha w żagle ale może też... wiem to... łamać drzewa
zrywać dachy potęgować fale... póki co
wozi się na wodoszczelnych grzbietach kaczek
chowa w piórach gołębia który przysiadł obok
jeszcze bardziej spowalniam ruchy...
otuleni atmosferyczną opieką zapadamy w mrok
spływają kropla za kroplą
odżywcze chwile

jest taka kropla nieco dziwna po niej inna...
piszę wiersz... przebudzenie...
podarunek dnia czarny pies celny strzał pierwsza krew
ostatni podarunek - lekkość... mogę iść
strojny w płaszcz kij i sandały idę
przez złote góry
szklane domy
zielone pastwiska
nigdzie nie zatrzymam się na dłużej
nad przydatny czas nad nienasycenie
każdej napotkanej chwili - jem z ręki
uśmiechów przymilnych nie posyłam zza lat istnieniu zbieram z warg ocalałe resztki
wystarczą z nawiązką jak na jedno życie
z biletem in blanco
wciśnięte w świat

                   I nagroda

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok