Stefan Pastuszewski - Odkrycia i aktualia ze sfery staroprawosławia

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Rola Katedry Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w inspiracji refleksji naukowej nad staroprawosławiem jest nie do przecenienia. Nie tylko systematyczne badania i związane z nimi kontakty, ale liczne seminaria i konferencje sprzyjają wymianie rezultatów dociekań oraz zachęcają do ich kontynuacji. Choć kwestie językoznawcze pozostają ze względów oczywistych na pierwszym planie, to jednak toruńscy naukowcy wiążą z nimi badania historyczne, kulturologiczne, antropologiczne, nie pomijając też sfery religioznawstwa i etnologii.

 

Ze względu na fakt, że obszarem Rosji etniczno-historycznej, a ściślej mówiąc pozostającym w granicach obecnej Federacji Rosyjskiej, zajmują się uczeni rosyjscy, naszym badaczom przypadł teren poza tymi granicami, choć ze względu na dziejową ekspansywność Rosji ich delimitacja jest raczej umowna.

 

 

Od 2008 roku przy Międzynarodowym Kongresie Slawistów działa Komisja Badań Staroobrzędowców, będąca forum łączącym badaczy staroprawosławia z całego świata. Już samo zainteresowanie tym fenomenem etnoreligijnym jest fenomenem, bowiem de facto przedmiotem tego zainteresowania są obecnie tylko 2 miliony wiernych. Pewnym wyjaśnieniem może być żywotność staroprawosławia aż w 30 krajach świata oraz jego niezwykła umiejętność adaptacji do zmiennych warunków przy zachowaniu rdzenia religijno-kulturowego. Badaczy nie-Rosjan zapewne fascynuje też zakonserwowanie późnośredniowiecznej formuły chrystianizmu w wydaniu wschodnim, nie dzielącego – jak to ma miejsce dziś – świata na sacrum i profanum. Bytowoje christianstwo jest dla idealistów, mających dość XXI- wiecznego materializmu, konsumizmu i dehumanizującego indywidualizmu, rajem utraconym, ale też upragnionym.

 

W 2010 roku toruńscy slawiści wydali zbiór rozpraw Staroobrzędowcy za granicą. Spotkał się on z życzliwym przyjęciem nie tylko w świecie nauki, ale i w sferze samego staroprawosławia, które od kilku dziesięcioleci otworzyło się na świat i akceptuje już badania naukowe, których jest przedmiotem. Wielu jego przedstawicieli twierdzi, że efekty tych badań sprzyjają zachowaniu, zagrożonej przez ekspansywne otoczenie, tradycyjnej, tożsamości staroprawosławia, która jest jedną z jego konstytutywnych cech. Kontynuacja tego tomu była więc kwestią czasu; w 2014 roku ukazał się zbiór Staroobrzędowcy za granicą – II. Artykuły zamieszczone w nim składają się na cztery bloki tematyczne:

 

1. Badanie nad językiem staroobrzędowców;

 

2. Dzieje staroobrzędowców na obczyźnie;

 

3. Kultura i tradycje;

 

4. Religia, sztuka i piśmiennictwo staroobrzędowców w świecie.

 

Pisane są w języku polskim (9) i rosyjskim (23). Niezwykle staranna, ale też żmudna redakcja w miarę ujednoliciła formę, publikacji, choć w niektórych przypadkach także metodę prezentacji wyników badań, jako że w różnych szkołach badawczych są one różne. Niektórym tekstom dodała naukowego szlifu, ponieważ naukowi fascynaci staroprawosławia dopuszczają do swego grona żywych przedstawicieli staroprawosławia, co czyni badania i refleksje pełniejszymi.

 

Szczególnym walorem omawianego zbioru jest poruszanie problemów dotąd nie rozwiązanych oraz… nowych.

 

Do tych ostatnich należy gorący spór toczący się od lat osiemdziesiątych XX wieku wśród czasowienników osiadłych w obu Amerykach, a dotyczący złożenia palców do uczynienia znaku krzyża przez postaci malowane na ikonach. Odnokrestnicy uważają, że kanonicznie dopuszczalna jest tylko jedna forma złożenia, zaś dwukrestnicy, że są dwie: jedna do żegnania się (trzy palce złożone opuszkami), a druga do błogosławieństwa (trzy palce przyciśnięte do dłoni). Choć artykuł Jeleny A. Agiejewej napisany został według nie przyjętych w Polsce wzorów metodologicznych (mało krytyczne relacjonowanie stanowisk uczestników sporu, niczym nie uzasadnione ukrycie ich imion i nazwisk pod inicjałami), to jednak po wnikliwej lekturze pozwala zorientować się w istocie tego fascynującego, a tak przecież typowego dla staroprawosławia, lubującego się w imponderabiliach, sporu. Od 2010 roku wśród białokryniczan moskiewskich toczy się przecież spór z tzw. herezją nowopaschalników, którzy twierdzą, że dotychczasowe wyznaczanie terminu obchodzenia Paschy było błędne. Grupa pod przewodem A. J. Rjabcewa ogłosiła, że od XV wieku prawosławie źle
wylicza dni świętowania Paschy i świętuje je wraz z Żydami, co jest niedopuszczalne z
punktu widzenia nauki Apostołów. Mimo przekonywania ich, że przez pięć wieków święci,
męczennicy i inni wybitni ludzie Kościoła nie mogli się mylić, nowopaschalnicy
podtrzymują swój pogląd, uzasadniając go dokładnymi obliczeniami. 18 października 2011 roku zostali na Uświęconym Soborze RPSC wykluczeni z Cerkwi.

 

Odkrywcza, a nawet jakby obrazoburcza jest konstatacja Nadieżdy Afanasjewny Morozowoj, że nie sposób wiarygodnie zlokalizować miejsca odbycia Polskiego Soboru 1751 roku, choć większość dotychczasowej historiografii wskazywało na Gudiszki na Litwie. Autorka po długich i bardzo wnikliwych, opartych o nieznane dotąd źródła, analizy skłania się do lokacji soboru w miejscowości Obitiel pod Siebieżem.

 

Jewgienij W. Akieljew analizuje, nie ujęty dotąd całościowo, dyskurs publiczny między carską władzą a starowierami z Rzeczypospolitej na temat warunków ich powrotu do Rosji. Utwierdza on w przekonaniu, że kwestie wyznaniowe w XVII i XVIII wieku były dla migrujących starowierów ważniejsze niż bytowe. W XIX wieku ranga motywów zmieniła się – na czoło wysunęły się kwestie ekonomiczne.

 

 

 

Relacja władz rosyjskich na masową emigrację do Polski

 

Liczba starowierskich emigrantów na terenie Rzeczypospolitej jest trudna do ustalenia. Niemniej badacze problemu są zgodni, że sięgała ona na początku XVIII wieku dziesiątek tysięcy. Nic też dziwnego, że rosyjskie władze, widząc pustoszenie całych regionów Rosji, już w latach dwudziestych tego stulecia zaczęły zdawać sobie sprawę z rozmiarów tego problemu, w grę wchodziła też utrata dochodów budżetu państwa z, obarczających starowierów od 1714 roku podwójnych podatków pogłównych. Pojawiły się więc ukazy o umocnieniu granic poprzez budowę specjalnych zastaw. W listopadzie 1733 roku Kolegium Wojenne poinformowało Senat, że granicę polską ochrania 428 żołnierzy i tak mała ich liczba na tak dużych dystansach nie jest w stanie właściwie realizować swoją powinność. Caryca (1730-1740) Anna Iwanowa Romanowa (1693-1740) w latach 1732-1734 wydała cztery manifesty gwarantujące Rosjanom przybywającym za granicą bezproblemowy powrót do Rosji, darowanie win, jednak pod warunkiem pogodzenia się z Cerkwią panującą. Wracający uchodźcy mieli być osiedlani w miejscach pierwotnego pobytu, a więc poddani uciskowi szlachty, przed którym przecież także uciekali.

 

Nic też dziwnego, że manifesty te, rozpowszechniane przez specjalnych wysłanników (wierbowszcziki), nie zdały egzaminu. 14 czerwca 1934 roku kancelaria guberni smoleńskiej poinformowała Senat, że po publikacji tych manifestów „nie tylko, że do Rosji nikt nie wraca, ale nawet pozostali ludzie i chłopi, zapatrzeni w polską wolność, uciekają bez żadnych ograniczeń.” Niemniej nadal stosowano siłowe rozwiązanie problemu i wysyłano oddziały w celu deportacji uchodźców. 31 lipca 1734 roku Gabinet Ministrów nakazał wojskom operującym na ziemiach Rzeczypospolitej deportowanie staroobrzędowców. To również nie zdało egzaminu, gdyż deportowani nie dość, że na powrót uciekali do Rzeczypospolitej, ale i zabierali ze sobą innych, co w 1759 roku orzekło Kolegium Spraw Zagranicznych. Stwierdzono, że siłowe rozwiązanie nie zdaje egzaminu i zaczęto szukać innych sposobów. W 1732 roku rozpoczęto, trwającą aż do 1917 roku akcję nawracania staroprawosławnych przez misjonarzy Uświęconego Soboru. Za panowania carycy (1741-1762) Jelizawiety Pietrowny Romanowej (1709-1762) rozpoczęto dialog z przebywającymi za granicą starowierami na temat określenia warunków powrotu do ojczyzny.

 

Część staroobrzędowców, głównie ze wschodniego Polesia i Witebszczyzny podjęła ten dialog, występując kolektywnie, bądź za pomocą powierników. Znanych jest dziewięć kolektywnych wystąpień, z czego trzy w oryginałach a sześć odnotowanych i cytowanych w dokumentach państwowych. Stawiano w nich warunek osiedlenia się grupowego w dogodnych miejscach, zapisania do grupy chłopów państwowych (gosudarstwiennyje kriestijanie), płacących podwójny podatek pogłówny (dwojnoj podrisznyj okład). Żądano swobody wyznawania wiary, budowy cerkwi i molenn, utrzymywania klasztorów i duchowieństwa. Mimo niechęci części urzędników do realizacji tych postulatów, motywowanej groźbą rozpowszechniania się raskołu gdy poprawią się warunki jego wyznawania, caryca Jelizawieta Pietrowna Romanowa wydała 4 września 1755 roku manifest wzywający zagranicznych starowierców do powrotu do 1 stycznia 1757 roku. Manifest ten różnił się od manifestów poprzedniczki tym, że nie mówił o obowiązkowym powrocie na łono Cerkwi, ale też nie gwarantował swobodnego wyznawania wiary, po prostu – wschodnim sposobem - pomijając tą kwestię. Powrót również miał nastąpić do miejsca wcześniejszego pobytu. Wyznaczono jednak zagranicznym starowiercom miejsca osiedlania się w guberni woroneżskiej bądź w Nowej Serbii, czyli utworzonej w 1751 roku prowincji na południe od dolnego Dniepru w dorzeczu rzek Ingnu i Ingulec. Zdecydowano się na wysłanie oddziałów wojskowych eskortujących uchodźców z miejsc pobytu w Rzeczypospolitej do granicy z Rosją. Efekty tych działań były jednak mizerne, gdyż nie gwarantowały tego co najważniejsze – swobody religijnej. Za swobodą tą opowiadali się uczestniczący w tworzeniu nowej polityki wobec staroprawosławia: kanclerz Kolegium Spraw Zagranicznych, A. P. Biestużew-Rjumin, wicekanclerz M. I. Worancow, a także kijowski gubernator A. I. Glebow oraz wicegubernator L. I. Kostiarin. Podobny pogląd miał hetman z Małej Rosji Kiriłł Grigorijewicz Razumowskij, który chciał nawet przybyszy osiedlić na swoich ziemiach. Opór wobec tych sugestii był duży i dopiero ukaz cara Piotra III z 29 stycznia 1762 roku umożliwił migrującym do Rosji starowiercom osiedlanie się na określonych przez nich warunkach, choć głównie na Syberii. Ukaz ów zapoczątkował nowy etap polityki wobec starowierów trwający do 1826 roku, kiedy car (1825-1855) Mikołaj II (1796-1855) wydał ukaz o ograniczaniu działalności starowierów, co wywołało również masową akcję nawracania na jednowierstwo.

 

 

 

 

 

Nie znane dotąd na polskim forum historiograficznym dzieje staroprawosławnych w Mandżurii (1932-1945) prezentuje japoński historyk Hideaki Sakamoto i Iwan L. Szewnin z Chabarowska. Ten ostatni odpowiada na frapujące pytanie: Dlaczego polski konsulat w Habrinie zainteresował się w 1939 roku rosyjskimi staroobrzędowcami? Odpowiedź na nie w niezbyt korzystnym świetle stawia ówczesną polską dyplomację.

 

Były jednowierca, a obecnie apologeta i kierownik naukowy moskiewskiego Seminarium Duchownego Rosyjskiej Prawosławnej Staroobrzędowej Cerkwi, Roman A. Majorow wraz z byłym nastawnikiem pomorskim, a obecnie proboszczem białokrynickiej parafii p.w. św. Męczennika i Wyznawcy Awwakuma w Jakubowie (Jēkabpils) na Łotwie, Wasilijem W. Wołkowem, przedstawiają sylwetkę białokrynickiego kapłana z międzywojennej i wojennej Litwy Kiriłła Iwanowa (1892-1983). Zarówno jego parafia w Pielitkoniach na Litwie, jak ośrodek popowski w Wilnie obsługiwany przez księdza Dorofieja Jakowlewicza Rancewa oraz grupy białokrynickie w Rydze i Dyneburgu falsyfikują stwierdzenie współczesnych pomorców, że Inflanty i Litwa to teren ich kanonicznej jurysdykcji. Przekonaniu temu także na co dzień zaprzecza dziś ks. W.W. Wołkow, który jako dziekan (błagoczynnyj) Jeparachii Bałtyjskiej Metropolii Białokrynickiej z siedzibą w Briale prowadzi bardzo owocną misję na Inflantach. Pragnienie pełni życia sakramentalnego i kościelnego od wieków dręczy bowiem bezpopowców i co rusz jakieś ich grupy przechodzą na stronę popowską.

 

Fałszywa skromność byłaby tu nie na miejscu, więc muszę dodać, że mój artykuł Starowiercy Polskiej Łatgalii a Powstanie Styczniowe zdaje się już chyba definitywnie rozstrzygać, w oparciu o mało znane źródła, kwestię wystąpień inflanckich starowierów przeciwko Polakom, co zapoczątkowało włączenie ich przez carat w bezwzględny mechanizm popowstańczej rusyfikacji. Fakt ten, jakby oczywisty z punktu widzenia interesów starowierców, zaciążył już na stałe na ich złej opinii u Polaków. Pejoratywne pojęcia: burłak i kacap to między innymi rezultat owych zdarzeń.

 

Tom drugi Staroobrzędowców za granicą w odróżnieniu od pierwszego zawiera krótkie sylwetki autorów. Jednak znalazł się w nich błąd, będący jakby permanentnym grzechem polskiego piśmiennictwa. Rosyjski termin ispowiednik, choć wieloznaczny, tym razem tłumaczony jest błędnie jako spowiednik (s.401). W rzeczywistości św. Awwakum Pietrowicz Kondratijew (1620-1682) ma tytuł męczennika i wyznawcy (ispowiednik to przecież także wyznawca).

 

Dla porządkowania wiedzy o staroprawosławiu warto tez wskazać na niektóre inne mankamenty:

 

Lech J. Kościelak w artykule sugerującym całościowe ujęcie tematu Staroobrzędowcy z Mazur w reportażu polskim z lat 30. XX w., przedstawił – bez krytycznych ocen – prace Jędrzeja Giertycha (1903-1992) i Melchiora Wańkowicza (1892-1974). Obaj powtarzali za oficjalną Cerkwią rosyjską, ze starowierzy to sektanci, co oczywiście jest z punktu widzenia religioznawstwa nadużyciem. Autor omówienia napisał błędnie, że „w liturgii nie było zasadniczych różnic między filiponami a jednowiercami” (s. 247). Przede wszystkim w chrześcijaństwie wschodnim Liturgia Święta jest odpowiednikiem katolickiej Mszy Świętej, a bezpopowcy z braku kapłanów Liturgii nie odprawiają, a jedynie nabożeństwa słowa. Poza tym pojęcie filiponi dotyczy wszystkich staroprawosławnych, zaś na Mazurach nie ogranicza się do bezpopowców (fiedosiejewców, pomorców), gdyż jest raczej kategorią społeczno-kulturową a nie konfesjonimem.

 

Nie jest prawdą, co pisze Anna Jorroch, że „na Mazurach dzieci uczyły się w polskich szkołach do 1872 r.” (s. 65). Szkół polskich tam nie było, a kontakt z językiem polskim, a raczej z mazurską gwarą, miał charakter sąsiedzki.

 

Dorota Paśko-Koneczniak bardzo nieprecyzyjnie – za E.S. Uzieniową – opisuje wędrówkę niekrasowców. Z jej informacji wynika, że po upadku powstania Kondratija Buławina nad Donem w 1707 roku, niekrasowcy uciekli równocześnie na Kubań, do północnej Dobrudży i Małej Azji (s. 78). W rzeczywistości ich exodus był stopniowy- z Kubani dalej…

 

Zaskakujące jest w streszczeniu, bardzo skądinąd rzetelnego tekstu Joanny Orzechowskiej Skitskoje pokajanija iż kollekcii wojnowskogo monastyrija przetłumaczenie terminem skitskoje pokajanie jako modlitwa pokutna (s.335).

 

W rzeczywistości jest to zestaw modlitw wraz ze spisem grzechów, służący do samospowiedź (samoispowied`). Polskim odpowiednikiem może być pokuta klasztorna bądź pokuta pustelnicza. Warto też wiedzieć, że skitskoje pokajanie bywa nadużywane przez bezpopowców, którzy nie chcą się spowiadać u takiego czy innego nastawnika.

 

W istocie są to jednak drobne potknięcia, co dowodzi coraz doskonalszej wiedzy o staroprawosławiu, do czego w znacznym stopniu przyczynili się polscy uczeni, będący redaktorami omawianego tomu.

 

 

 

 

Staroobrzędowcy za granicą II, red. Michał Głuszkowski, Stefan Grzybowski, Dorota Paśko-Koneczniak i Magdalena Ziółkowska-Mówka, Toruń 2014, Pracownia Wydawnicza Eikon

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok