Zaklinacz pogody
gdzieś znikł
pewnie
wchłonęła go chmura
pobliskie wzgórze
łysiną świeci
jak na zamówienie
drobnymi kroczkami
podbiega deszcz
chichocze szeptucha
z pazurem w kałuży
pełen westchnień
jest las
Przemiany
Już we mnie
zastygłe ogrody
drzewom podobny
tylko krwiobieg czynny
krzyczy paw
i tańczą karły
w oczy sól sypię
niech odejdą ludzie
teraz wietrzyć będę
wszystkie moje skóry
M.D. Betto
Rzeczywistość
Czai się plotka
w miasteczku
dopada strach
ktoś w rękaw chlipie
w pobliskim szpitalu
tuli embriony
matka-formalina
sen wiekuisty pikietuje cisza
nawiedza czasem
głos człowieka
***
Trwałam przy nim
jak kot wyleniały i senny
pozostał po nim
łoskot i błysk
jak po pociągu
teraz
prowokuję go wierszem
jak puma
gdy zostawia wonny ślad
na gałęziach
x x x
Zaplątałam się
w latach
jak w sieci
moje dni
nieporadne staruszki
drepczą strwożone
pociesza mnie mrówka
w pobliżu
uparcie naprawia gniazdo
wybiega z ram obraz
radośnie trzepocząc rękami
wiem że odchodzę
charon
znużony pluskiem wioseł
dobija do brzegu

