Strona 4 z 6
Przechył
Przechył drogi przez wzgórza grzbiet.
Bardzo wolno tu dziś dobrnąłem,
jakbym bardzo daleko szedł.
Poza czarnych pni częstokołem
srebro słońca w wąskich prześwitach.
Poprzez drzewa chłodnawy powiew.
Nic nie żądam, o nic nie pytam,
Sercem przecież losu się dowiem.
Duszność w piersiach czuję. Pod język
okruch leku ponownie kładę.
Rozwiązują się wszystkie więzy,
nim nastąpi wzlot. I upadek.

