Największa się nie spełnia.
Największa to ta, co się nie spełnia.
Piękni i zmarli młodo nie starzeją się w nas.
Mają wielkie, szukające oczy.
Jak za życia niecierpliwi. Wołają.
Przebywamy z nimi długo, coraz dłużej.
Z nimi radujemy się i troskamy.
Nie wiemy, że wokół nas staje się cicho
i żywi przestają dostrzegać naszą cichnącą obecność.
Do matki
Ręko pomocna i ciepła,
ręko poniewierana,
uśmiechu smutny w srebrnieniu późnej jesieni,
światło rozbite mym cieniem,
bliskości, od której się oddalam,
módl się za mną,
nim okrutnie uderzę, nim rozerwie mnie przestrzeń,
nim rozwieję się w popiół,
nim zapomni o mnie brat.
Módl się za mną,
bo tylko ciebie wysłucha uważna noc
i tylko z twoich ust może być rozgrzeszenie.
Masz władzę nad spełnieniem prośby,
gdyż spełnianiem jest twoja codzienność,
i jest ci posłuszne, co będzie,
gdyż rani cię wszystko, co było.
Módl się za mną,
nie klękając i nie splatając dłoni.
Wychylenie
Zdziwiłem się sobie,
swojej zdradzie.
Gwałtowna lekkość
wezwała pomocy.
Równoważyłem poziomem ciała
rozchwianie świata.
Wdychałem upływ czasu
jak tlen.
Sprawdzałem rzecz
bezsilnie moją.
Zacinałem zęby w mdłym wysiłku,
w trudzie powrotu.
Stawiałem kroki,
troską innych
obrócony w marginalne centrum.
Uwalniałem się wolno i długo
od zdziwienia
gniotącego wnętrze głowy.
Przechył
Przechył drogi przez wzgórza grzbiet.
Bardzo wolno tu dziś dobrnąłem,
jakbym bardzo daleko szedł.
Poza czarnych pni częstokołem
srebro słońca w wąskich prześwitach.
Poprzez drzewa chłodnawy powiew.
Nic nie żądam, o nic nie pytam,
Sercem przecież losu się dowiem.
Duszność w piersiach czuję. Pod język
okruch leku ponownie kładę.
Rozwiązują się wszystkie więzy,
nim nastąpi wzlot. I upadek.
Wytrwanie
„Co minęło? Życie". Jeszcze mija.
Przed tym przemijaniem już się nie broń.
Szarość trwa zupełna i niczyja.
Spróbuj szarość tę rozkruszyć w srebro.
„Teraz się nie wstydzę". Czego? Losu,
który się potoczył tak bezwładnie.
A nie tego ostatniego ciosu,
co mnie jutro - przecież wiem - dopadnie.
Życie mija. Nie minęło jednak.
Zanim się to nieuchronne stanie,
z przeszłym i z obecnym czas się jednać.
„Tylko z trwania bierze się wytrwanie".
Wstecz
Kiedy, wstecz patrząc, już nie przeczę,
że „wszystko było cieniem złudzeń"
i snów (sny były nieczłowiecze),
z których się nigdy nie obudzę;
i kiedy wolno - kadr po kadrze –
nie usiedliśmy już przez strach,
wstecz, bez przebudzeń (śniąc o snach)
„na film byłego życia" patrzę
i tę teraźniejszość
widzę (śniąc ciągłe) jak rzecz cudzą
od siebie dawnej nagle mniejszą
(nadal nią jednak serce trudząc),
znajduję w sobie późną zgodę
na to (choć ciężko przyjąć los),
że „tak po prostu trzeba odejść,
jak echo, gdy zamilknie głos".

