Archiwum

Jan Paweł Krasnodębski - x x x

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Spis treści


Dzisiaj masz urodziny,
odkurzyłem twój portret, ten jasny
koło regału, z którego nadal wystaje
Człowiek bez właściwości, bardzo delikatnie
odkurzyłem tą chińską miotełką,
którą kupowaliśmy w Cepelii, pamiętasz.
W domu jest czysto, dziewczyna z parteru
co tydzień sprząta, raz w miesiącu myje
okna. Papierosów nadal nie palę,
to cię na pewno ucieszy.


Odpoczywaj spokojnie, przyniosłem
twoje ulubione królewskie strelicje
i światełko czerwone, które właśnie
zapalam.






Goście już wyszli, możemy posprzątać.
Janek przecierał podpuchnięte oczy
i bawił się sznurem,
Romek podrzucał pistolet,
po każdym kieliszku chwytał się za głowę,
Ewa krzyczała, że jest bardzo śpiąca,
rozsypywała niebieskie tabletki,
Andrzej i Małgosia mówili o Porsche
zmiażdżonym przez drzewo,
przyjechali do nas składanym rowerem.
Wreszcie jest cicho i drzwi są zamknięte.
Zdmuchniemy świece, otworzymy okna
i wyjedziemy do dalekich krajów,
nikt nas tam nie znajdzie
i nawet w Zaduszki nikt nas nie odwiedzi.




Wszystkie szpitale psychiatryczne są mną przepełnione
Wszystkie szpitale
O, panie doktorze, a kiedy byłem mały, to nocą
wyciągał mnie z łóżka diabeł, ciągnął mnie do
kuchni, panie doktorze i w kuchni dusił mnie,
a rodzice spali w sypialni, panie doktorze,
mówili, żebym im nie przeszkadzał, bo będzie
bicie, panie doktorze, będzie bicie, tak mówili,
a ja ich bardzo kochałem,
panie doktorze…




Za oknem piękna bażancica wysiaduje młode,
czwarta noc bezsenna,
a przecież dobrze wiem,
że to gałęzie tak się ułożyły i nie muszę jej odwiedzać,
dokarmiać,
przykry jest ten świat.
W dzień nie rozumiem,
gdzie jawa a gdzie majaczenie,
myśli się gonią, nie do poskładania.  
Trzeci tydzień nie wychodzę z mieszkania,
a najgorsze dopiero nastąpi.
Nie mogę pojąć jak można powiesić się na klamce od drzwi,
ale mógłbym spróbować,
albo chociaż umrzeć na serce,
tak cicho.
W głowie huczy moje imię wołane przez ojca,
niech się ten potwór ode mnie odczepi.
Nad ranem myślę,
że mógłbym siekierą zabić żonę i dzieci,
boję się,
nigdy tego nie zrobię,
nie mam żony,
nie mam dzieci, 
smutno mi,
bażancica mnie oszukała,
świat mnie oszukał,
sam siebie oszukałem,
paprocie uschły,
przeklęte słońce,
nie do zniesienia księżyc,
kiedyś mogłem czytać,
mogłem się modlić,
mogłem się dotykać,
mogłem śnić,
wszystko ponure i bez sensu,
to się już nie zmieni.
Czwarty tydzień nie wychodzę z mieszkania.
Z regału wychyla się profesor Kępiński,
kto to widział w depresji pisać o depresji.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok