Archiwum

Tadeusz Sznerch - VIII Nadmorskie Spotkania Literackie

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Po raz czwarty zjechali do Międzywodzia (18–28.08.2016) literaci z całej Polski do gościnnego pensjonatu przy Zatocznej 18, a ósmy w historii plenerów organizowanych w sierpniu nad Bałtykiem przez Barbarę i Mariana Jedleckich – animatorów kultury w regionie z ramienia kołobrzeskiego oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich.

Komisarzem tych plenerów, znanych już i cenionych w kraju przez miłośników słowa, był i pozostaje niezmordowany, ciepły i empatyczny w relacjach Stanisław Nyczaj – poeta, eseista, edytor, redaktor naczelny „Świętokrzyskiego Kwartalnika Literackiego”, prezes Kieleckiego Oddziału ZLP.

Tym razem, ze względu na rekordową ilość uczestników, prezentacje autorskie i zajęcia warsztatowe organizowaliśmy też przed południem, a nie tylko w godzinach wieczornych.

Jako pierwsza wystąpiła Beata Kępińska. W barwnej, żywej i dowcipnej narracji przedstawiła najważniejsze momenty swego życia osobistego i rodzinnego, które stały się inspiracją do napisania kilku powieści (debiutanckiej bestselerowej Sielsko i diabelsko, a także Taniec z czarownicą, Zaradna, Piekło–niebo) i dwu tomików wierszy.

Perypetie życiowe bohaterek zainteresowały szczególnie żeńską część słuchaczy, bo też proza ta nastawiona jest głównie właśnie na takiego wirtualnego odbiorcę i one też najczęściej kupowały okazałe tomy atrakcyjnej w odbiorze współczesnej prozy.

Spotkanie dopełniały umiejętnie dobrane i zapowiadane przez męża autorki – Michała – przeboje muzyczne z lat 60-70-80., wybrane z imponującej kolekcji, które chętnie emitowało przez pewien czas z jego komentarzem kieleckie radio.

Irena Grabowiecka z Białegostoku i Krystyna Henczel z Poznania (pierwszy raz na plenerze) przedstawiły swoje wiersze z ostatnich tomików. Wybrały teksty o charakterze refleksyjnym, filozoficznym, czasem dydaktycznym (Henczel), wyrażające zadumę nad naturą, kosmosem, tajemnicą życia i przemijania. Pierwsza z nich zaprezentowała też kilka swoich haiku, co wywołało żywą reakcję słuchaczy, pamiętających lata 70., 80. XX wieku, kiedy to na Dolnym Śląsku – w Chojnowie – odbywały się regularnie konkursy i warsztaty poświęcone tej formie japońskiego wiersza, a to małe miasto okrzyknięto stolicą polskiego haiku goszczącą poetów, japonistów i krytyków literackich z różnych centrów akademickich i kulturalnych kraju.

W naszym gronie znalazła się też osoba nietypowa, która uczestniczyła we wszystkich zajęciach i z zainteresowaniem się nam przyglądała. Okazała się wiktymologiem z tytułem naukowym i długoletnią praktyką mającą na celu pomoc skrzywdzonym dzieciom, ofiarom przestępstw (łac. victima – ofiara). Pani dr Mirosława Gawęcka chętnie zgodziła się na spotkanie, które miałem przyjemność prowadzić. Temat brzmiał: „Portret człowieka szczęśliwego w ujęciu wiktymologii”.

Reakcje słuchaczy były żywiołowe; nie wszyscy chcieli się zgodzić z tezą, że każdy z nas jest, gdzieś tam głęboko w sobie, skrzywdzonym dzieckiem lub ofiarą przemocy w ogóle. I że naszym zadaniem (w czym pomaga wiktymologia) jest to sobie uświadomić, przepracować, a nie zadowalać się przyjętymi fałszywie, lękowo i ucieczkowo wartościami zastępczymi (gromadzeniem dóbr, ekstra ubiorem, karierą za wszelką cenę, uwodzicielstwem na pokaz, seksem, pseudo gwiazdorstwem itp.).

Jan Chruśliński – laureat nagrody literackiej im. Stefana Żeromskiego (2014), urodzony w 1937 roku, w młodości z powodzeniem uprawiający kolarstwo (należał do kadry), członek Zespołu Pieśni i Tańca w Busku-Zdroju, absolwent Wydziału Historycznego WAP w Warszawie, emerytowany pułkownik WP, aktywność literacką i publicystyczną rozpoczął po siedemdziesiątce i pokonaniu nieuleczalnej, jak się wydawało, choroby.

Swoje niebanalne życie, umiejętność wsłuchiwania się w perypetie życiowe swoich równie interesujących interlokutorów, uczynił materiałem wyjściowym do pięciu wydanych książek: Rozstania i powroty (2009), Tak było… wspomnienia oficera wojsk drogowych (2010), Życie wpisane w historię (2012), Starość zaczęła się wczoraj… (2013), Miłość i wojna (2014).

Autor podczas swego wieczoru imponował rozległą wiedzą historyczną i umiejętnym wplataniem w dzieje swoich bohaterów opisów przyrody, krajobrazów, detali architektonicznych.

Jego proza urzekła słuchaczy autentyzmem, prawdą wewnętrznych przeżyć, nostalgicznym klimatem, subtelną emocjonalnością miłosną, której nie uświadczysz dziś w postmodernistycznej i popkulturowej, jednowymiarowej, seksualnej głównie, nadekspresji.

Jako druga tego samego wieczoru wystąpiła Alina Karolewicz – dotąd znana uczestnikom jako świetna konferansjerka, osoba obyta estradowo, która na prośbę autorów czytała ich wiersze lub prozę.

Teraz opowiedziała o swojej pasji przywoływania dawnych, historycznych czasów swego regionu. Sięga w tym celu do źródeł, dokumentów, przetwarza i beletryzuje fakty, rozwija stylizowaną narrację w formie gawęd i legend. Przeczytała kilka takich tekstów ze starannie wydanej przez Zachodniopomorską Organizację Turystyczną książeczki Złoty Most. Gawędy i legendy o Ziemi Czaplińskiej (2015) i równie efektownej pod względem edytorskim (autor pastelowych ilustracji: Radosław Barek) Legendy Heinrichsdorf, wydanej przez Henrykowskie Stowarzyszenie w Siemczynie (2016).

Oprócz oficjalnych spotkań i dyskusji prowadziliśmy też w mniejszym gronie wiele rozmów, analiz i interpretacji, dochodziło nawet do ostrych polemik i konfrontacji; podczas spacerów na plaży, przy grillu, w pokojach, a nawet w pomieszczeniu kuchennym, gdzie parzyliśmy kawę czy herbatę.

Podczas przeglądania poplenerowej antologii i czytania wierszy w niej zamieszczonych (m.in. Wojciecha Czaplewskiego z Kołobrzegu) przez Alinę Karolewicz w moim i Staszka Nyczaja pokoju w sobotnie przedpołudnie (które skończyło się późnym popołudniem) postanowiliśmy zadzwonić do poety. Udało mi się go przekonać, że jest wielce oczekiwany i powinien u nas zaistnieć osobiście jako poeta i krytyk z esejami Pochwała niezrozumiałości (Wyd. KAMERA, Kołobrzeg 2013), za którą otrzymał prestiżową nagrodę i tomikiem poezji Próba czytania (2014).

Na drugi dzień w południe odbyło się spotkanie autorskie. Kołobrzeżanin okazał się znakomitym lektorem swoich wierszy, znajomym Aliny, z którą konkuruje jako nauczyciel przygotowując młodzież do Ogólnopolskich Konkursów Recytatorskich.

Podczas dyskusji była też okazja do porozmawiania o motywach tematycznych pojawiających się w esejach, szkicach i felietonach, wcześniej publikowanych w „Latarni Morskiej” oraz czasopismach z lat 1990-2013.

Specyfiką eseistyki Czaplewskiego jest umiejętne wydobywanie odniesień filozoficznych, metafizycznych w utworach literackich i posługiwanie się językiem klarownym, zrozumiałym, żywym, swobodnym i pozbawionym „naukawej”, akademickiej nowomowy i upozowanej powagi.

Osiągnął też u nas sukces finansowy; sprzedał kilkanaście kompletów swoich książek…

Podobny ciężar gatunkowy prezentowała twórczość Kazimierza Świegockiego – doktora nauk humanistycznych, poety i autora esejów o relacjach poezji z filozofią. Tom, który prezentował (Kamień i czas, Łódź 2014, z reprodukcjami znakomitych obrazów ceramicznych Bronisława Wolanina, przyjaciela autora) jest wielką (350 stron ) summą , bilansem dotychczasowej twórczości literackiej. Zawiera juwenilia z lat 50. i wiersze późniejsze oraz szkice i studia dotyczące m.in. cierpienia metafizycznego, tajemnicy istnienia, nieskończoności, czasu i przestrzeni, w której bytujemy jako ludzie.

Aparat pojęciowy i sposób myślenia naukowca przebija wyraźnie w tych tekstach, ale i daje o sobie znać w wierszach o szerokiej frazie zdaniowej i komplikacji semantyczno-frazeologicznej. Wiersze charakteryzuje regularność, budowa zwrotkowa, uporządkowana rytmika i często dopełniana łatwo wpadającymi rymami. Nad wszystkim góruje jakaś niesamowita wyobraźnia; mnóstwo tu zestawów obrazowych o odległych asocjacjach.

Po tego typu tekstach zaprezentowały swoje utwory, o zdecydowanie mniejszej sile grawitacji (to konstatacja, a nie sąd wartościujący!) panie:

– Blanka Łukomska-Świegocka, żona Kazimierza, z wykształceniem muzyczno-kompozytorskim, która bardzo udatnie skomponowała muzykę do swoich wierszy adresowanych do najmłodszych. Teksty lekkie, zabawne, dały nam chwilę radosnego odprężenia po „ciężkich Norwidach” metafizycznego Kazimierza. Podobnie cieszyły nas swoją bezpośredniością utwory kierowane do dzieci Julii Pawlickiej-Dekert oraz jej pastelowe obrazy kwiatów, bezpretensjonalnie przypięte klamerkami do sznurka rozwieszonego na ścianie, stanowiącej tło dla występu całej trójki.

Jeden z poranków poetyckich oddaliśmy do dyspozycji twórców miejscowych: Marianowi Jedleckiemu i Mariannie Kargul oraz Leszkowi Lutemu z Sosnowca. Ten ostatni zaprezentował wiersze bardzo osobiste i szczere, co podkreślał tytuł zbiorku (Pisało serce). Dyskutanci proponowali potraktować je jako teksty piosenek i namawiali Blankę Świegocką do ułożenia na poczekaniu prostej melodii, którą wspólnie moglibyśmy zaśpiewać.

Marianna Kargul z Międzyzdrojów rozbawiła zebranych żartobliwymi wierszami nawiązującymi do turystycznego charakteru swojej miejscowości.
Wiersze Mariana Jedleckiego zmuszały do głębszej refleksji zarówno swoją treścią, jak i organizacją słowną. Próbowałem podczas ich słuchania krótko nazwać swoje odczucia: introspekcje poetyckie, życiopisanie, obrazy stanów wewnętrznych, zwierzenia bardzo osobiste, ekshibicje literackie, intymne impresje w formie strumienia świadomości itp.

Taka forma werbalizacji swoich stanów psychicznych bardzo spodobała się pani Mirosławie Gawęckiej, bo znalazła w nich znakomity materiał do swoich analiz terapeutycznych. Ja jednak nie mogłem się z tym zgodzić, bo nasze spotkania warsztatowe mają mieć charakter literacki, a zapis, z jakim się spotkaliśmy, posiada fragmenty znakomite, ale wymaga przekomponowania, bardziej zdyscyplinowanej formy, porządnej „obróbki skrawaniem” w obecności życzliwie krytycznego doradcy, redaktora. Autor po dwóch dniach przyznał mi rację… To budzi nadzieję, że należny mu tom poezji wkrótce się ukaże.

Miałem i ja swój czas, aby podzielić się z koleżankami i kolegami po piórze refleksjami na temat sposobów uprawiania krytyki literackiej, jej zadań i funkcji. Spotkanie pomyślałem jako wspólny dialog, a wprowadzeniem miał być mój zmodernizowany ostatnio szkic Uwagi o krytyce literackiej, drukowany przed laty w miesięczniku „Odra”. Przeczytała go, uważnie rozkładając akcenty, nie za szybko, dobitnie, gdy tego wymagała treść – Alina Karolewicz. Może to spowodowało, że tekst skłonił do dyskusji wiele osób.

Stwierdzono, że wypowiedź przedstawia model krytyki idealnej, niezależnej, posługującej się różnorodną metodologią badawczą, zależną od specyficznych właściwości materiału literackiego, wieloaspektową.

Ubolewano też nad stanem krytyki literackiej ostatniego ćwierćwiecza. – Zniknęła krytyka problemowa (o którą tak się upominał Karol Irzykowski w 20. i 30. latach XX wieku), nikt dziś nie waży się na krytyczny bilans roczny (robił to niegdyś Andrzej K. Waśkiewicz), obejmujący poszczególne dekady, czy całe okresy np. od transformacji. Krytykę z prawdziwego zdarzenia zastąpiło recenzenctwo, często koteryjne, dworskie…

W dodatku zniknęły periodyki literackie i kulturalne („Życie Literackie”, „Kultura”, „Tygodnik Kulturalny”, miesięcznik „Poezja” itp., a te nieliczne, które istnieją (np. „Odra”, „Akant” czy pisma internetowe), nie są w stanie sprostać zadaniu.

Czytelnik dzisiejszy gubi się w tej masie tysięcy książek o ambicjach literackich, które każdy może wydać, bo nie obowiązuje już cenzura (na szczęście), ale też i recenzje wewnętrzne w licznych prywatnych wydawnictwach. Krytyka nie spełnia więc roli sita, selekcjonera oceniającego, jak to kiedyś określano, „poziomu drukowalności”. Nie towarzyszy tym samym twórcom na etapie przygotowywania książki do druku (szczególnie debiutantom, osobom mniej obytym literacko) i nie pełni tym samym roli akuszera w momencie „rodzenia się” publikacji i pośrednika między autorem a odbiorcą.

Należy na koniec powiedzieć, że niektórym z naszych prezentacji literackich, spotkań otwierających i zamykających plener towarzyszył śpiew Małgorzaty Siemieniec, dysponującej profesjonalnym podkładem muzycznym do wielu szlagierów.

Czasem też uzupełniała jej repertuarowe menu melodiami z młodzieżowego repertuaru jej 13-letnia wnuczka Samanta.

Dzięki zabiegom i doświadczeniu w pracy kulturalnej na rzecz środowiska Barbary Jedleckiej, w ciągu 10-dniowego pobytu spontanicznie sformowane grupy poetów wraz z Małgorzatą Siemieniec przygotowały sześć występów dla mieszkańców i wczasowiczów w Międzyzdrojach i Międzywodziu – w domach wczasowych i bibliotekach. Uczestniczyła w nich m.in. Irena Łukszo z Warszawy, poetka i prozatorka, która na samodzielne spotkanie autorskie się nie zdecydowała, ale w tych występach uczestniczyła kilkakrotnie.

Szczególnym zainteresowaniem cieszył się recital poświęcony Annie German, przeplatany interesującą narracją przypominającą meandry życiowe piosenkarki (w wykonaniu Aliny Karolewicz, Beaty Kępińskiej i Blanki Łukomskiej-Świegockiej) oraz pełna swady i humoru konferansjerka naszego (kto by pomyślał, że ma i takie talenty!) plenerowego komisarza – Staszka Nyczaja.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok