Archiwum

Bogdan Stangrodzki - FAUX PAS (2)

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

KINGA (cicho do FRANKA)




Ciągle mam przed oczami awantury, kiedy żył Staszek. A teraz kłopot z bratem, pije codziennie, dołuje nas, gnębi, katuje. Po nocach się zrywa, krzyczy, spać nie daje… śnią mu się diabły. Nie wiem, ile jeszcze
z nim wytrzymamy.

FRANEK (uspokajająco)

Nie smuć się. Przyjdę do niego dziś wieczorem, porozmawiam z nim sobie.

KINGA

Słyszałam, że cię kiedyś uderzył. Nie masz do niego żalu?

FRANEK



Nie. Był w swoim prawie. Naśmiewałem się z jego dziewczyny.
(odchodząc)
Nie zamykajcie drzwi.

(JAŚ w milczeniu podąża myślami ku ukochanej; twarz skupiona, pogodna)

GŁOS JASIA

Śniłaś mi się tej nocy… taka czuła i mądra.
Twarzą w moją stronę zwrócona.
Gdzie cię spotkałem?
Może to był szkolny taras?
Nie, dzwonka na lekcję nie słyszałem.
Gdybym go i słyszał, to nie zbudziłby mnie,
bo sen był marzeń pełen.
Potem znów cię widziałem:
Chyba to dworzec kolejowy.
Ludzie chodzili tam i z powrotem.
Nie widziałem pociągów i ławek.
Mnie i ciebie ogarniała cisza.
Aniu…


SCENA 6



ZENEK wraca do domu pijany. Siada na krześle, coś mamrocze pod nosem. Zapala papierosa, popada w półsen. Do izby wchodzi FRANEK ubrany w czarny garnitur i zimową czarną czapkę. Potrząsa ZENKA za ramię.

ZENEK

Ki czort! Precz, precz!
(odpycha rękami postać FRANKA)

FRANEK

To ja, Lucyper.

ZENEK

O Boziuniu! Widziałem wczoraj twoich kumpli, ale tacy mali byli, o tacy (pokazuje) jak pchły. A ty – jak żyję, tak ogromnego diabła nie widziałem. Diabeł w garniturze, ho, ho.

FRANEK

Mało jeszcze w życiu widziałeś! No nic,
w każdym razie fajny z ciebie łotr i pijak. Takich nam właśnie w piekle potrzeba!
(widząc, że ZENEK cały drży)
Ależ masz kaca! Na kolana przede mną,
a dam ci część Królestwa Piekielnego! Będziesz mógł napić się do woli… czysty spirytus, nie jakieś tam siki. Spójrz!
(roztacza przed ZENKIEM wizję libacji).

(Scena wyobrażona: pijane osoby za stołem, podnoszą kufle, kieliszki, wykrzykując:)

PIJACY (głos)

Na chwałę piekieł!

(Ciąg dalszy sceny wyobrażonej: pijacy przy stole, po którym chodzi dziewczyna w negliżu)

FRANEK (do ZENKA)

No widzisz sam, na własne oczy… że chcę ci pomóc.

ZENEK

To tak codziennie będę ucztował?

FRANEK

Tylko w niedziele i święta.

ZENEK

A w dni powszednie?

FRANEK

Będziesz przedstawiał dobra ziemskie, zachwalał ich zalety, podkreślał potęgę pieniądza, sukcesu i władzy.

ZENEK

Czy dostanę… narzędzia?

FRANEK

Tak. Bat i ustawy.

ZENEK (nieśmiało)

A jak dam wypowiedzenie?

FRANEK (zacinając się, z kręczem karku)

To - to dostaniesz w mo - mordę, o tak!
(uderza ZENKA w twarz)

ZENEK (krzyczy)

Ratunku!

FRANEK (strzepując brud z rękawa)

Co za bydlę, jeszcze mi garnitur od bierzmowania pobrudzi.

(ZENEK upada na podłogę, zapada w stan transu – tarza się, wykonując ruchy ciałem. Słychać salwy śmiechu, powtarzane słowo:)

GŁOSY

Zbawienie –
FRANEK (podnosząc ZENKA, popychając go na krzesło)

Na mnie już czas, idę na obchód. Muszę sprawdzić, czy wszyscy na kolanach. Gdy będziesz gotów, zawołaj mnie po imieniu! Przyjdę na pewno.
(odchodząc, do siebie)
No, dług wyrównany! Ere mere sza sza.

ZENEK (wraca mu świadomość
i orientacja: płacze, klęka, wznosi ręce)

Boże, ulituj się nade mną.

(Do izby wchodzi HELA)

HELA

Zenek?!... Co z tobo? Czyżbyś ty się modlił?

ZENEK (zrozpaczony klęka przed HELĄ)

Hela, ratuj! Diabeł mnie opętał! Jestem zgubiony, potępiony!

HELA

Jak cie opętał?

ZENEK

Obiecał mi pracę w piekle! A ja się zawahałem! Nie odmówiłem! Przyjdzie po mnie, rozliczy! Błagam, sprowadź księdza, chcę się wyspowiadać!

HELA (przerażona)

Kinga! Kinga!

(Przybiega KINGA)

HELA (do KINGI)

Duchem po księdza! Ja Zenka przypilnuję… źle wygląda. Żeby się nam nie zabrał bez pojednania z Bogiem! Co by ludzie powiedzieli?

(KINGA wybiega.
Chwila ciszy, scena niema: HELA pochylona nad leżącym ZENKIEM. Wchodzi KSIĄDZ)

KSIĄDZ

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

ZENEK

Na wieki wieków…
(słabym głosem)
Proszę księdza… chcę się wyspowiadać.

KSIĄDZ

Proszę.

(Siadają obok siebie na krzesłach. HELA i KINGA przynoszą parawanik, rozstawiają przed KSIĘDZEM i ZENKIEM, zasłaniają ich. Trwa spowiedź uszna. Cisza).



GŁOS KSIĘDZA



Bóg odpuszcza ci wszystkie grzechy. Za pokutę odmów Ojcze Nasz.
(wychodzi zza parawanika).


ZENEK (wychodząc również)

Tylko tyle?

KSIĄDZ

Tak. Zostań w pokoju Bożym. Nie grzesz więcej.

ZENEK

Chwała Bogu.

KSIĄDZ

I czytaj Pismo Święte.

(KSIĄDZ wychodzi. ZENKA otaczają uradowane HELA i KINGA)

ZENEK

Czy wybaczycie mi, siostry kochane?

(Wymieniają uściski)


ZENEK

Dajcie Pismo Święte.

(HELA podaje mu starutkie Pismo Święte w tłumaczeniu Jakuba Wujka. ZENEK siada
i zagłębia się w lekturze. Po dłuższej chwili czyta wersy z Listu do Efezjan, rozdz. 4).

ZENEK

…powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży… który przewyższa… wszelki rozum… strzec będzie serc waszych… (płacząc) Bóg mnie kocha!

HELA (z ulgą)

Chwała na wysokościach.


SCENA 7



HELA z KINGĄ grabią liście na podwórzu. Wieje wiatr. Zimno)

HELA

Kinga, patrz! Ile liści spadło do zagrody! Bierzwa się do roboty. Idzie zima, czas dom gacić.

(Obie siostry grabią liście w kierunku domu)

KINGA

O! Jak pięknie szeleszczą…

HELA

So suche. Matce do siennika dołoże.

KINGA

Stawią czoła niejednej zawierusze.
HELA
Nie bedzie nam zimno.

KINGA

Tyle w nas chłodu i samotności.

(W ich kierunku zbliża się FRANEK. Obie go zauważają)

HELA

A oto i nasz bohater.

KINGA

Bądź dla niego miła. Wiele mu zawdzięczamy.

FRANEK

Witajcie! Cieszę się, że was widzę. Chciałbym zapytać, czy brat zmienił swoje postępowanie.

KINGA (ze szczerym uśmiechem)

O tak, i to bardzo. To twoja zasługa.
(ciepło) Masz dobre serce.

FRANEK

Dla Ciebie, Kingo, wszystko. Zechcesz mnie za męża?

KINGA (z namysłem, życzliwie)

Teraz częściej o tobie myślę. Myślę też, że małżeństwo to dla mnie zbyt wysoka poprzeczka. Ale słyszałam, że zaręczyłeś się z Zośką.

FRANEK

Z Zośką zerwałem. Ona mnie nie rozumiała. Mówię do niej pewnego razu: „Jak ty sobie wyobrażasz zamieszkanie pod jednym dachem z twoim ojcem, wrogiem klasowym. On patrzy na mnie spode łba, jak tylko mu się pokażę. Duma proletariatu nie pozwala mi być u niego za parobka. A w tym czasie miałem zostać sekretarzem partii w naszej gromadzie… A słyszałyście, że on tyłek umoczył?

HELA

Jak to umoczył?

FRANEK

Posadzili burżuja do kicia na dwa lata.

HELA

Za co?

FRANEK

Pięć świń wyhodował i nawet jedną sztuką, cham jeden, nie chciał się podzielić z klasą robotniczą.
(z ironią) To lekka przesada, prawda?



KINGA (zdenerwowana)



Zośka ojca kocha. On jest po wylewie, opiekowała się nim. To, co mówisz, jest nieludzkie. Wcale nie z wosku twoje serce! Jesteśmy oboje z dwóch różnych światów. Jakie szczęście mogłabym ci dać?... Przepraszam! Przepraszam! Nie mówmy już o tym. To boli.

FRANEK (smutnie)

Ty jesteś inna niż Zośka.

KINGA

A jaka?

FRANEK (z przekonaniem)

Ładna jesteś!

KINGA

To tylko powierzchowność. Uroda przemija.

FRANEK

Dla mnie jesteś zawsze młoda.
(zbliża się do KINGI, obwąchuje ją, żartobliwie) O, jak ty pięknie pachniesz!

KINGA (stanowczo)

Dość żartów. Musimy się spieszyć z robotą. Zanosi się na deszcz.


SCENA 8



JAŚ wraca ze szkoły. W izbie nie ma poza nim nikogo. JAŚ zapada w zadumę, nieruchomieje – wspomina zdarzenie z czasów, gdy żył jego ojciec.
Scena wyobrażona: JAŚ  zauważa na stole zakrwawiony nóż. Biega przerażony po izbie, krzyczy:

JAŚ (głos)

Mamo, gdzie jesteś?... Boże…

(Dalszy ciąg sceny wyobrażonej: do izby wchodzi KINGA z wiaderkiem, w którym znajduje się zarżnięty kogut).

KINGA (głos)

Co ci się, synku, stało?

JAŚ (głos)

Nic, mamo.

(Powrót do teraźniejszości: KINGA stoi, JAŚ siedzi przy stole).

JAŚ

Mamo, głodny jestem.

KINGA

Za chwilę będzie obiad.

JAŚ

Czy mogę wziąć sobie chleba i mleka?

KINGA

Weź, synku. O czym uczyliście się dzisiaj
w szkole?

JAŚ (jedząc chleb)

Pani od polskiego tłumaczyła o związku zgody.

KINGA

A co to takiego?

JAŚ (wyjmuje zeszyt od języka polskiego
i czyta)

„… wyraz podrzędny musi się zgadzać
z nadrzędnym co do rodzaju, liczby, przypadku lub osoby".

KINGA (odsuwa firankę, patrzy w okno)
(do JASIA)

Myślałam, że pomyliłeś zeszyty. Że to reguła matematyczna.


JAŚ

Nie, Mamo. To poezja.

KINGA

Poezja?
(po chwili, w zadumie, częściowo jakby do siebie) Chyba masz rację, bo to dobre
i piękne.
(po chwili) I mądre. Bo w życiu musi się patrzeć na ręce, pod nogi… Ale i chce się patrzeć w niebo, w błękit. Taki czysty
i głęboki… Bo człowiek tęskni za czymś, co piękne… i doskonałe. Za Bogiem.
(spoglądając znów w okno) Patrz, Jasiu!
O, tam, w górze!

JAŚ

Ptak.

KINGA (po chwili, wąchając)

A co to tak śmierdzi? W gówno wdepnąłeś!

(JAŚ się rumieni, wychodzi z izby. Po chwili wraca bez butów)

JAŚ

Nie denerwuj się, Mamo.

KINGA

Masz rację, synku. Ale jak śmierdzi?

JAŚ (próbując na chybił trafił zmienić temat)

Ale Pezetpeer nie śmierdzi, tak pani w szkole mówiła.

KINGA (w zadumie)

A wiesz… że i ja jakoś zaczynam lubić tę partię.
(po chwili) W telewizji mówili, że będzie więcej zboża i węgla… Nie najgorzej nam się żyje. Mamy co jeść. Ty wkrótce skończysz szkołę. Będziesz zarabiał. Elektryk to dobry zawód.
JAŚ
Sam w oborze światło założę. Pozwolisz, Mamo?

KINGA (z uśmiechem)

Pozwolę.

(JAŚ siada przy stole, wyciąga z tornistra książkę i kładzie przy stole. Bierze lusterko, wyciska z twarzy zaskórniki. Nieruchomieje, pogrąża się w tęsknocie za ANIĄ).

GŁOS JASIA

Aniu,
przede mną droga jasna,
prosto do twego serca.
Na niej bezchmurne niebo,
Nie wieje boczny wiatr.
Któż pokrzyżuje plany?
Mam dość sił,
By do celu dojść.
Będziemy razem.
Wierzę w to.


SCENA 9



ZENEK przed domem rąbie drwa. Prostuje się, patrzy w dal, nieruchomieje.
Scena wyobrażona: ZENEK widzi jakby we śnie siebie samego powracającego ze szkoły.
W pobliżu szkoły spotyka WYCHOWAWCZYNIĘ swojej klasy.

WYCHOWAWCZYNI (głos)

Czy już lekcje się skończyły?

ZENEK

Dla mnie już tak. Na koniec roku do dziennika dostałem dwóję z technologii. Rezygnuję ze szkoły. Robię szlus.

WYCHOWAWCZYNI (głos)

Jest jeszcze czas, możesz poprawić ocenę! Moja w tym głowa! Wracajmy do szkoły! (bierze ZENKA za rękę)

(WYCHOWAWCZYNI i ZENEK wracają razem do szkoły.
(Powrót do teraźniejszości: ZENEK rąbie dalej drwa. Chwila ciszy. Skończywszy, ZENEK wchodzi do domu. W izbie KINGA gotuje obiad, stoi przy kuchni)

ZENEK

Jak się czujesz, siostrzyczko?

KINGA

Już dobrze. Ugotowałam kapuśniak. Musisz zjeść coś gorącego.

ZENEK (siadając do stołu)

Chętnie. Cieszę się, że Twój smutek w końcu poszedł precz. Przykro było na ciebie patrzeć. Cierpiałaś, męczyło cię…

KINGA (w zamyśleniu,
poufale do ZENKA)

Zeniu… muszę ci coś powiedzieć.
W zaufaniu.
(po chwili) Franek nas często odwiedzał… Spotykaliśmy się… (przerywa, milczy, po chwili) no i się zakochałam. Teraz ciągle
o nim myślę…

ZENEK (z namysłem, smutnie)

Wiesz, siostrzyczko… coś ci powiem. Ja myślę… że to kolejna sztuczka diabła.
(po chwili) Franek… on ma smykałkę do aktorstwa.
(z naciskiem) Za mocną smykałkę. Teraz znowu udaje anioła…
(po chwili) Omamił mnie… a teraz
i ciebie!... I co zrobisz, gdy minie uczucie?

KINGA

Będę posłuszną żoną.

ZENEK

Podziwiam cię, siostro. Tyle w tobie pokoju, poddania się, zaufania Bogu. I ja muszę częściej mu powierzać moje sprawy.

KINGA (w zamyśleniu, kontynuując przerwaną myśl)

Zdobył moje zaufanie.

ZENEK (z namysłem)

Wiesz co? W ciepłych krajach żyje taki robal, skorpion. Ma truciznę w ogonie. I on mi się przypomina … teraz.
(wstaje od stołu) Smaczne było, dzięki. Oho… byłbym zapomniał!
(wyciąga z kieszeni pieniądze, daje KINDZE) Wypłata.

KINGA (z radosnym uśmiechem)

Nie ukradli ci?

ZENEK (śmiejąc się)

ORMO czuwa, przecież wiesz. A to dla Jasia (daje KINDZE jeszcze jeden banknot)

KINGA (z uśmiechem)

Kochany jesteś! (cmoka ZENKA w policzek) Ucieszy się. Chciałby mieć piłkę. Taką skórzaną.


SCENA 10



JAŚ siedzi przed telewizorem, ogląda serial „Stawka większa niż życie", ogryza paznokcie. KINGA obiera ziemniaki.

KINGA

Jasiu, czy nie masz dość tej wojny?

JAŚ

W słusznej sprawie trzeba walczyć. Jak Hans Kloss.

KINGA

O tym, co słuszne, przekonamy się dopiero po latach.

JAŚ (w podnieceniu)

Patrz, Mamo! Ale się biją!

KINGA (nerwowo)

Wyłącz ten telewizor!... Ale ty się chyba nie bijesz z chłopakami?

(JAŚ nieruchomieje, wspomina.
Scena wyobrażona: zdarzenie w szatni szkolnej. Grupa chłopców. Jeden z nich krzyczy:)

CHŁOPIEC (głos)

Anka puściła Janka!

(Dalszy ciąg sceny wyobrażonej: JAŚ bierze but i uderza CHŁOPCA w twarz.)
(Powrót do teraźniejszości: JAŚ przed telewizorem, KINGA obiera ziemniaki).

JAŚ (po dłuższej chwili)

Nie, Mamo.

KINGA

To dobrze. Gdy się biją, to bierz nogi za pas.

JAŚ

Mamo, ale dokąd to tak…
(wyłącza telewizor, siada przy stole. Wyjmuje książkę. Pogrąża się w myślach
o Ani, nieruchomieje).

GŁOS JASIA

Moja najsłodsza.
Znów cię widzę.
Twoją uśmiechniętą twarz.
Czy zauważyłaś te białe lilie,
Leżące na progu twego domu?
To moja dusza
Leżąca u twoich stóp.
Blaskiem swojego uśmiechu
Otulasz moją samotność.
Modlę się o tęczowe dni
Dla Ciebie.
Na dworze zimno,
A ty chodzisz z odkrytą szyją.
Kupiłem Ci szal.
Czy zechcesz go przyjąć
Jutro po mszy w niedzielę?

KINGA

Jasiu, czy ty mnie słyszysz?

JAŚ (znad stołu, nie odwracając wzroku)

Słyszę, Mamo, słyszę.

KINGA

Pojedziesz z Helą w niedzielę do ciotki Anielki. Ciotka ciężko zachorowała.

JAŚ

O, Boże!

KINGA

Co? Zmartwiłeś się? Lubisz tę ciotkę.

JAŚ (cicho)

Tak, Mamo.

KINGA (po chwili, ze smutkiem)

Zachorowała na raka. Ma osiemdziesiąt lat. Na każdego czas przychodzi.

JAŚ (uderza się w policzek)

A to komar, krwiopijca! Ugryzł mnie!

KINGA

Ukłuł.

JAŚ

Ale mnie zabolało!

KINGA (w zadumie, częściowo do siebie)

Życie, to dopiero ból.

JAŚ

Przecież masz mnie.

(Do izby wchodzi HELA, zwraca się do KINGI:)

HELA (do KINGI)

Ty wiesz co? Od trzech dni kura gdacze. Wsadziłam jo do beczki z wodo.

KINGA

Ojej! Przeziębi się!

HELA

I o to chodzi. Zachrypnie i gdakać przestanie.

(JAŚ szura nogami pod stołem)

HELA (do JASIA)

Jasiu! Nie tup pod stołem, bo „prezydent" zawrotów głowy dostanie!

JAŚ (zdziwiony)

Nie wiem, o czym mówisz, ciociu.

KINGA

Ameryka mu w głowie nie przewróci. On tylko myśli o tym, żeby w naszej oborze światło założyć.

JAŚ

Tak, Mamo, bo cielisi szkoda. Nie może trafić do cycka.

KINGA

Ty się o cielisię nie martw. Każde stworzenie wie na pamięć, skąd mleko płynie.


SCENA 11



FRANEK spotyka na polnej drodze KINGĘ. KINGA trzyma za plecami zieloną gałązkę.
W pobliżu chałupy JAŚ strzela z łuku.

FRANEK (z uśmiechem)

Co tam chowasz?

KINGA (zalotnie, drocząc się)

Gałązkę.

FRANEK (wyciąga rękę)

Daj mi ją.

(KINGA daje FRANKOWI gałązkę)

KINGA (do FRANKA)

Strzeż jej jak źrenicy oka. Ona uschnąć nie może.

FRANEK

Wiesz… wracam z lasu… patrzę, a obok mnie na skraju lasu – dwa małe grzybki!
A za nimi dwa większe, zrośnięte ze sobą (pokazuje na ziemi ręką) Pomyślałem…

KINGA (demonstruje wielkie zainteresowanie, robi naiwną minkę
i wielkie, szeroko otwarte oczy)

Ach! Jaka piękna bajka! (słodko) Czuję, że pukasz do mojego serca (ciszej) o właściwej porze…

FRANEK (cicho)

Już dwa lata czekam.
(głośniej) Czy chciałabyś zatrzymać czas, mieć miodowe życie? Ja stąpam mocno po ziemi. Razem będziemy szczęśliwi.

KINGA (cicho)

A ja jak idę ziemią zbyt mocno… to grzęznę w błocie… i gwiazdy płaczą.

FRANEK

Nie bój się. Ja twoim błękitem się nie sparzę. Jak będzie potrzeba – skrzydła rozłożę,
w górę się uniosę.

KINGA

Ty chcesz chyba tylko z cnotą zrobić zdjęcie. A potem pójdziesz sobie, w swoją stronę.

FRANEK

O, nie. Zawsze będę cię puszczał przed sobą, przodem.
(cicho, do siebie) Ere mere sza sza.

KINGA

Co tam szepczesz?

FRANEK

Mówię, że tu i tam samemu w życiu źle.

KINGA

A w plecy mi nie strzelisz?

FRANEK

Najsłodsza… twarzą w twarz wyznam swoją winę. I za ciebie się pomodlę.

KINGA

Samo zdrowie, samo zdrowie!
(po chwili) Cóż zatem? Kochasz mnie, czuję to.
(pokazuje palcem, aby ukląkł przed nią)

FRANEK (na kolanach)

Kingo: czy – chcesz – być – moją – żoną?

KINGA (czule i poważnie)

Tak… kochany.
(podnosi go z kolan, przytulają się do siebie).

(JAŚ strzela z łuku. Zatrzymuje się.)
(Scena wyobrażona – zdarzenie, gdy JAŚ miał 10 lat – na polu chłopcy grają w dwa ognie. Po chwili pada propozycja:)

CHŁOPIEC

Chłopaki, idziemy na czereśnie?

JAŚ

A jak nas złapią?

CHŁOPIEC

E, tam. Co? Boicie się? Idziemy.

(Chłopcy biegną do sadu, przechodzą przez dziurę w ogrodzeniu, wchodzą na drzewo, rwą czereśnie. JAŚ stoi poza ogrodzeniem. Podskakując, zrywa czereśnie z gałęzi zwisającej ponad płotem, zjada je z apetytem.)

CHŁOPIEC

Chłopaki, wiejemy, idzie ktoś. (słysząc szelest w krzakach)

(Scena wyobrażona: następnego dnia JASIA przesłuchuje milicjant w szkole)

MILICJANT

Wpadłeś, bratku, mamy cię. Widział cię pan piekarz, jak na czereśni siedziałeś. No
i złodzieja mamy.

JAŚ (zatrwożonym głosem)

Nie rwałem czereśni.

MILICJANT

A co, może szpaki czereśnie zjadły? A kto dziurę w ogrodzeniu zrobił? Też pewno nie ty.

JAŚ

Ja nie.

MILICJANT (grożąc pałką)

Ja nie, ja nie. Jeżeli jeszcze raz… to tą pałką zdzielę cię przez ten pusty łeb i ojciec twój zapłaci za całe zniszczone ogrodzenie.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok