Jeffrey David Holdeman - Amerykanizacja starowierskich emigrantów

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Prowadzony we wczesnych latach dwudziestych XX wieku świadomy proces amerykanizacji wyraźnie wpłynął na kulturę i język starowierskich emigrantów z Suwalszczyzny, Litwy i Łotwy. Dążono wtedy do unifikacji społeczeństwa, w przeciwieństwie do czasów dzisiejszych, kiedy to różnorodność i dziedzictwo są źródłem dumy, są wspierane i promowane przez administrację Stanów Zjednoczonych. Wtedy jednak fala wschodnioeuropejska, która była największą emigracją jaką doświadczyło to państwo, nie była mile widziana. Przybysze byli mocno zróżnicowani, wyznawali różne religie, mówili różnymi językami, byli bardziej chorowici i mniej wyuczeni. Wielu z nich przyjechało z terenów, na których toczyła się I wojna światowa. Dla starowierców I wojna światowa miała miejsce w ich domu jak i w domach ich krewnych, którzy nie przybyli do Ameryki, a więc oddziaływała traumatycznie. Kilku członków starowierskiej społeczności służyło w wojsku podczas I wojny; niektórzy z własnego wyboru, inni w wyniku powołania do armii. To też było osłabienie psychiczne przybyłych imigrantów.
Po wojnie komunizm, który stawał się popularny wśród wielu robotników, był traktowany przez władze USA jako zagrożenie. Krajem wstrząsały wydarzenia z lat 1919-1921, zwane Rajdami Palmera (Palmer Raids). Były to zamachy przeprowadzane przez radykalne ugrupowania komunistyczne. Starowiercy byli więc obserwowani podejrzliwym okiem. Niektórzy z nich otrzymywali rosyjskojęzyczne gazety, lecz chowali je przed publicznym widokiem. Okres wczesnych lat 20-tych, to nasilenie strachu przed rzekomymi silnymi wpływami komunistów na amerykańskie społeczeństwo. Kolejna fala strachu przed komunizmem Czerwona Blizna (Red Scare), pojawiła się w latach pięćdziesiątych, kiedy to w czasie zimnej wojny niektórzy mieszkańcy Erie podejrzewali swoich rosyjskich sąsiadów o komunistyczne ciągoty. W konsekwencji ponad 10.000 osób, głownie członków mniejszości narodowych, aresztowano pod zarzutem komunistycznej działalności agenturalnej.

Oświata publiczna i nauka języków
Na terenie Suwalszczyzny możliwe było uczęszczanie do szkół, lecz nie było to obowiązkowe. W Stanach Zjednoczonych było to już obligatoryjne. Dla poziomów K-6, klasy od 1 do 6, starowierskie dzieci w Erie uczęszczały do Szkoły Lafayette (wcześniej Szkoła nr 1) mieszcząca się przy Third i French Street. Gdy Szkoła Lafayette została w 1936 roku zlikwidowana, dzieci zaczęły uczęszczać do Jones School, mieszczącej się w południowozachodnim rogu East Seventh Street i Holland Street. Niektórzy uczniowie uczyli się w East High w klasach 7 do 12 lub w Tech (klasy 9 do 13). Szkoły te miały profil techniczny. Wielu uczniów – zwłaszcza przed I wojną światową - by pomóc materialnie rodzinie było zmuszonych do rezygnacji z nauki. Starowiercy, którzy pochodzili z Imperium Rosyjskiego nie wierzyli w ideę kompleksowej edukacji, a w szczególności w ideę szkół publicznych. Amerykański badacz Roy R. Robson opisuje przypadek Anny Fiodorow (Fedoroff), która urodziła się we wsi Pogorzelec na Suwalszczyźnie w 1890 roku. Miała ona możliwość pójścia do szkoły, lecz uważała że będzie to dla niej za trudne, więc poprosiła rodziców, by mogła zostać w domu.  Dla starowierskich chłopów w Europie edukacja ograniczała się do umiejętności czytania ksiąg w języku cerkiewnosłowiańskim, ale i to nie było regułą.
Rosyjskie dzieci z Erie często sprzedawały gazety, pracowały w sklepach. Ich rodzice często podpisywali wnioski o zwolnienie ze szkoły, by ich dzieci mogły pracować zarobkowo.
Czasowiennicy mieszkający w Oregonie i Alasce zazwyczaj rezygnowali z dalszej edukacji po ósmej klasie podstawówki. Było to spowodowane społeczną kontrolą, która dążyła do wyprowadzania dzieci z mieszanego środowiska, by przeciwdziałać kojarzeniu się małżeństw mieszanych. Dzieci starowierskie z Erie pozostawały w szkołach jednak znacznie dłużej; ten kontakt niewątpliwie stał się zagrożeniem dla starowierskiej endogamii.
Angielski był głównym językiem szkolnictwa w Erie. We wczesnym okresie język rosyjski używany był głównie w domach. Wielu członków tej społeczności, należących do pokoleń urodzonych w USA, ujawnia, iż do momentu rozpoczęcia nauki w szkole mówiło tylko po rosyjsku. Dzieci, które łamały tę regułę były karane za pomocą groźnej drewnianej łyżki. Starowierskie dzieci podczas zabaw na ulicach i placach w pierwszym okresie używały rosyjskiego lub angielskiego. Wynikało to z wielu powodów. Szkoła była uniwersum środowiska anglojęzycznego. Niektórzy wspominają, że ich rodzice byli odwiedzani w domach przez nauczycieli, którzy zalecali, by rodzice rozmawiali z dziećmi także po angielsku, jeżeli te nigdy wcześniej nie uczyły się tego języka. Ojcowie codziennie bardzo długo pracowali, więc to głównie z matkami dzieci komunikowały się po rosyjsku. Regułą było, iż rodzeństwo używało angielskiego w rozmowach między sobą. Rodziny powiększały się, najstarsze dzieci szły do szkoły i zaczynały się uczyć angielskiego, co wpływało na młodsze, nawet nie chodzące do szkoły, rodzeństwo. Język angielski wkraczał do domów, a rosyjskojęzyczni rodzice szybko zaczęli być w mniejszości.
Większość drugiej generacji urodzonej w USA wspomina, że dwoje lub troje pierwszych dzieci nauczyło się i mówiło po rosyjsku biegle, kolejne dziecko nauczyło się tego języka już tylko częściowo, najmłodsze zazwyczaj nigdy się go nie nauczyło, znając jedynie kilka podstawowych słów i zwrotów. Później normą stało się, że rodzice mówili do swoich dzieci po rosyjsku, a dzieci odpowiadały im po angielsku. Niektórzy rodzice zgadzali się na używanie dwóch języków, a co niektórzy nawet sami przestawiali się na angielski.
Ukazanie pełnego obrazu chronologii tych zdarzeń jest obecnie niemożliwe, gdyż jedynie najmłodsze z dzieci z rodzin urodzonych w Europie nadal jeszcze żyją. Jako regułę można przyjąć, że te najmłodsze dzieci urodziły się już w rodzinach, które w znacznym stopniu przestawiły się na angielski.
Niektórzy starowiercy informują, że rosyjski był dominującym językiem w ich domach w czasach wczesnego dzieciństwa. Gdy spytano ich, w jakim wieku najlepiej mówili po rosyjsku, większość odpowiada, że w wieku od 6 do 8 lat, w okresie gdy dopiero zaczynali chodzić do szkoły.
Rosyjski jako język wykładowy w szkołach był z punktu widzenia ówczesnego prawa oświatowego niemożliwy. Starowiercy z kolei byli biedni, więc nie było pieniędzy, by założyć rosyjskojęzyczne szkoły parafialne. Społeczność ta nie miała na tyle sił i umiejętności organizacyjnych, by założyć takie szkoły przez kilka dekad, a potem przestało to już być problemem.
Po II wojnie światowej gospodarka amerykańska mocno rozwinęła się, praca stała się bardziej stabilna (całoroczna w przeciwieństwie do sezonowej), mężczyźni dokształcali się by zdobyć lepiej płatną pracę. Kobiety, które poszły do pracy były zmuszone zostawać w pracy po godzinach, wielkość rodzin kurczyła się.
Wszystko to zmniejszało lub eliminowało potrzebę opuszczania przez dzieci szkół, po to by materialnie pomagać rodzinie.
W szkołach i miejscach pracy językiem użycia był angielski. Po pewnym czasie dla niektórych Rosjan angielski był pierwszym językiem, jaki kiedykolwiek usłyszeli lub używali w domu. Dla wszystkich urodzonych w USA starowierskich dzieci angielski szybko stał się głównym językiem użycia. Śmierć mówiącego po rosyjsku ojca stanowiła koniec przymusowego posługiwania się tym językiem w domu. Dziadkowie również byli rygorystyczni w tej dziedzinie, ale umierali jeszcze przed ojcami. Matki, co stanowiło regułę, były nie bardziej skłonne pozwalać na mówienie po angielsku.

Ginący język rosyjski
Starowierscy emigranci przybywali do Ameryki z mieniem ruchomym składającym się zaledwie z kilku rzeczy. Najważniejszymi przedmiotami były ikony i księgi cerkiewne, które były niezbędne do prowadzenia nabożeństw, w tym także domowych. Wielu z emigrantów było niepiśmiennych lub ich umiejętności czytania ograniczały się jedynie do ksiąg cerkiewnych. Wyjątkiem byli ci, którzy wychowali się w takich miastach jak Suwałki lub Wilno, gdzie otrzymali pełną edukację. Niewątpliwie czytali tam rosyjskojęzyczne gazety i książki.
Starwierscy emigranci byli częścią pierwszej większej rosyjskiej emigracji do Stanów Zjednoczonych. Z tego też powodu rosyjskojęzyczna infrastruktura, taka jak gazety, magazyny, książki czy radio była słabo rozwinięta. Obszar Pitsburga miał im w tym zakresie do zaoferowania jeszcze mniej, chociaż społeczność rosyjska, która tam żyła była większa niż w Erie.
Wzrost ilości rosyjskich mediów następuje w amerykańskich miastach dopiero wraz z przybyciem Białych Rosjan po rewolucji bolszewickiej w 1917 roku. Mieli oni więcej pieniędzy i byli lepiej wykształceni, lecz pojawili się o pokolenie za późno, aby mieć wpływ na starowierców. Niemniej kilka osób wspomina, iż ich ojcowie otrzymywali rosyjskojęzyczne gazety, które po natychmiastowym przeczytaniu były chowane przed osobami obcymi. Charakter i pochodzenie tych gazet jest nieznane.
Radio ze względów obyczajowo-religijnych było surowo zakazane w gospodarstwach domowych. Każdy, kto posiadał później radio nie był jednak świadomy istnienia jakichkolwiek rosyjskojęzycznych audycji. Gramofony też były zakazane. Telewizja pojawiła się za późno, by mieć jakikolwiek wpływ na kształtowanie rosyjskości; poza tym nie było żadnego rosyjskojęzycznego programu, gdy już telewizja stała się powszechna.
Jedynym znaczącym źródłem kontaktu z pisanym językiem rosyjskim były osobiste listy wysyłane przez krewnych z Europy. Niektórzy wspominają, że tylko pewna liczba osób potrafiła czytać te listy, tak samo jak mała liczba osób potrafiła na te listy odpisać. Niektóre źródła wyjaśniają tą sytuację mówiąc, że jedynie garść osób była piśmienna na tyle, by to zrobić, co polega na prawdzie, sądząc po poziomie wykształcenia uzyskanego w Europie przez niektórych z emigrantów oraz liczby pasażerów ujętych w okrętowych rejestrach jako osoby piśmienne.
Interesującym sposobem oceny umiejętności czytania i pisania rosyjskich przybyszy jest spojrzenie na podpisy na aplikacjach o naturalizację z lat 1903-1940. Staje się natychmiast jasne, patrząc na piękny charakter podpisów, iż niektórzy otrzymali w Europie wczesną edukację. Brak edukacji innych może być widoczny poprzez poszarpane zapisy imion i nazwisk, które być może były nawet napisane przez kogoś innego. Często był znak X w miejscu podpisu.
Wymiana listów z krajem ojczystym trwała po I jak i po II wojnie światowej nawet wtedy, kiedy większość krewnych przesiedliła się w 1941 roku z Suwalszczyzny do innych miast, takich jak Kłajpeda czy Šilute na Litwie. Od tego momentu jedynie najstarsze pokolenie było w stanie czytać listy i odpisywać na nie. Gdy ta generacja wymarła, rzadko kiedy odpowiadano na korespondencję.
W jednym z takich pozbawionych odpowiedzi listów z Litwy możemy przeczytać: Droga babciu. Czemu zapomniałaś o nas? Napisz mi choć kilka słów, jak radzisz sobie i jak się czujesz, gdyż chcemy się o tym dowiedzieć. Często widzę twoje siostry. Często pytają się mnie jak się masz i jak się czujesz, ale my nic nie wiemy. Gdy nasz pradziadek żył, to informował nas na bieżąco. Teraz żyjemy jak sieroty i nikt nie chce do nas napisać.
Adresaci tych listów, członkowie pierwszego pokolenia urodzonego już w USA, nie potrafili bowiem czytać po rosyjsku. Niektóre rodziny wspominają, że wyrzucały całe pudła wypełnione listami z Europy, ponieważ nie mogły na nie zareagować.
Obecnie starowiercy w Erie traktują rosyjskojęzyczne książki bardziej jako pamiątki, niż książki do czytania. Są to zazwyczaj książki obrazkowe, będące pamiątkami z podróży do ZSRR w latach 20-tych XX wieku. Wierni z parafii p.w. Świętej Trójcy często oddają nastawnikowi rosyjskojęzyczne książki z lat 20-tych XX wieku, które wcześniej należały do ich rodziców, gdyż oni sami nie potrafią ich przeczytać.
Później nastąpił jednak etap poszukiwania tożsamości. W latach 60-tych i 70-tych XX wieku popularne były rosyjskie piosenki na płytach gramofonowych. Wielu starowierców nabywało je, ucząc się tradycyjnych i współczesnych rosyjskich piosenek, które uzupełniały lub nawet zastępowały piosenki znane ich rodzicom. Wielu z nich kupuje dziś rosyjsko-angielskie słowniki, które jednak bazują na języku standardowym, a nie literackim. Są źródłem znajomości wielu rosyjskich słów i wyrażeń, które jednak nie są już gwarą suwalską. Niektórzy kupują nośniki elektroniczne do nauki rosyjskiego. Nie jest to jednak zjawisko powszechne. Spośród tych, którzy mają dostęp do kablowej i satelitarnej telewizji, mało kto ogląda programy po rosyjsku (często nawet nie wiedzą, że jest to możliwe). Spośród tych, którzy mają dostęp po internetu, mało kto odwiedza rosyjskojęzyczne strony internetowe (najczęściej jedynie z ciekawości), które to okoliczności mogłyby dostarczyć im wiadomości, programów rozrywkowych oraz informacji kulturalnych w języku ich przodków.

Szkoła parafialna
Rosyjskojęzyczną szkołę mogła zorganizować jedynie parafia. Nauka w domu wśród Rosjan była niedoskonałym rozwiązaniem, gdyż ojcowie pracowali, a matki musiały opiekować się licznymi rodzinami i lokatorami (czasem pracując też poza domem), dzieci uczęszczały do szkół lub pracowały, a sporo czasu zabierały modlitwy w domu i świątyni. Gdy formalne nauczanie odbywało się w domu, to uczyli zarówno rodzice jak i prywatni nauczyciele. Wówczas to nauczano jednak języka cerkiewnosłowiańskiego, a nie rosyjskiego. Rosyjski był traktowany jako język, którego nauka odbywała się w sposób automatyczny, poprzez codzienne obcowanie, więc nie stanowił przedmiotu nauczania. Większość osób wspomina dziś, że kiedy ich rodzice przyjmowali rosyjskojęzycznych gości, dzieci szły bawić się na dwór, rozmawiając między sobą po angielsku. Niedostatek materiałów do nauki rosyjskiego nie dawał szans innym metodom nauki.
Niedostatek biegłości w rosyjskim był kompensowany łatwością z jaką dzieci uczyły się języka cerkiewnosłowiańskiego. Gwara suwalska i język cerkiewnosłowiański (zazwyczaj nazywany słowiańskim) mają podobne terminy, ale mają inne znaki, różnice w wymowie, morfologii, semantyce, gramatyce i obszarze użycia. Na Suwalszczyźnie i we wczesnym okresie w Stanach Zjednoczonych edukacja języka cerkiewnosłowiańskiego polegała na nauczaniu młodych osób mówiących po rosyjsku, jak czytać księgi cerkiewne oraz notacje muzyczne. Zrozumienie znaczenia tekstu nie było konieczne ani weryfikowane. Uznawano, że zrozumienie przyjdzie samo w sposób naturalny z czasem.
Często zatrudniano starszych mężczyzn, by uczyli dzieci cerkiewnosłowiańskiego. Georg Simon wyjaśnił, że jego ojciec Wasyl Simon, który był piśmienny i dobrze wyedukowany zatrudniał starszego mężczyznę, by ten przychodził i nauczał cerkiewnosłowiańskiego jego dzieci. Jeżeli dzieci radziły sobie kiepsko, to stary człowiek zaczynał lamentować, że one nigdy nie nauczą się cerkiewnosłowiańskiego. Pokolenie Georga było naocznym świadkiem takich zachowań.
Nastawnik Nikon Pancyrjew (Nicon Pancerev), urodzony na Suwalszczyźnie w 1880 roku, mówił w molennie tylko po cerkiewnosłowiańsku i rosyjsku oraz tego samego oczekiwał od wiernych. Fotografie wykonane w 1920 roku pokazują jego cerkiewną szkołę. Dzieci na tych zdjęciach noszą tradycyjne stroje. Chłopcy mają białe koszule i czarne odzienie, dziewczęta mają zakryte głowy kawałkami białego długiego materiału i noszą czarne sukienki. Interesujący jest fakt, iż było tam 4 chłopców i 12 dziewczynek, czyli mamy tu stosunek 1 do 3. Wszyscy mają przy sobie lestowki. Wyglądali podobnie jak ich rówieśnicy z Suwalszczyzny.
Chłopcy i dziewczęta uczęszczali do szkoły cerkiewnej codziennie po lekcjach od 16.00 do 18.00, a w niedzielę od 9.00 do południa. Uczyli się tam cerkiewnosłowiańskiego, zaczynając od alfabetu oraz pracowali nad umiejętnością czytania ksiąg liturgicznych. Po kilku latach, gdy byli już absolwentami, wstępowali do chóru kryłos.
Następca od 1946 roku ojca Nikona, Albert Jakow (Yokoff), urodził się w Pensylwanii w 1917 i był bardziej świadomy problemów językowych swego pokolenia jak i pokolenia swoich dzieci. Nadal jednak decyzja o zmianie języka obrzędów liturgicznych leżała w rękach patriarchów rodzin, czyli budowniczych molenny p.w. Narodzenia Pańskiego. Możliwość zmian w języku używanym w obrzędach cerkiewnych była wówczas niemożliwa.
Trzeci w kolei nastawnik, ojciec Władimir Smolakow (Vladimir Smolakow), który w 1952 roku przybył do Erie z Millville w stanie New Jersey, urodził się w Rydze na Łotwie, lecz podobnie jak ojciec A. Jakow był wyczulony na kwestie języka. Miał pod tym względem sporo problemów z młodszymi członkami kongregacji w Millville. Dla celów edukacyjnych tworzył kopie, przepisując swoje własne angielskie tłumaczenia modlitw, aby były one bardziej zrozumiałe dla wiernych.

Szkoły niedzielne dla dorosłych
Kilka lat później zorganizowano szkoły dla dorosłych. Przyczyną była potrzeba zorganizowania edukacji religijnej: historii prawosławia i starowierców, interpretacja pism Ojców Kościoła, porównania starowierstwa z innymi religiami oraz odpowiedź na pytanie, jak starowiercy mogą adaptować się we współczesności. Szkoły takie służyły jeszcze za forum dyskusji na tematy wyznaniowe. Obowiązywał język cerkiewnosłowiański i rosyjski, ale języki te nie były one nauczane jako przedmioty.

Hamtramck (Detroit) Michigan
W społeczności w Erie funkcjonuje kilka opowieści o starowiercach, którzy we wczesnym okresie emigracji podróżowali do stanu Michigan, aby tam pracować. Amerykański badacz David Hood w wywiadzie przeprowadzonym z Frankiem Peganoffem odnotował: „Osipp Orloff i Stephen Peganoff (…) razem przybyli do Nowego Jorku w 1892 roku. Biuro emigracyjne po zadaniu im kilku pytań wysłało ich do Michigan, aby tam ścinali drzewa. Peganoff i Orloff zorientowali się potem, iż w porcie nad jeziorem Erie jest praca, tak więc przenieśli się tam. " Hood jednak nie wyjaśnia do jakiego miasta czy regionu ci dwaj zostali wysłani oraz jak długo zostali w Michigan.
Miasto Erie było ważnym trybem w rozwoju przemysłu nad Wielkimi Jeziorami. Węgiel był wydobywany w południowozachodniej Pensylwanii, a potem przewożono go pociągami to portu Erie. Stamtąd był on dalej transportowany statkami (lub koleją) do rosnących miast przemysłowych Cleveland, Detroit i Chicago. Gdy w kopalniach strajkowano, rynek pracy był nasycony.
Starowiercy czasem ryzykowali podróż do tych miast w poszukiwaniu pracy.
Starowierska społeczność powstała więc w Hamtrack, będącym częścią Detroit w stanie Michigan, wokół Nagel, Dequindere i South Aubin Streets. Do 1935 roku mieszkało tam 50 starowierców, którzy zazwyczaj byli służącymi w prywatnych domach.
W tym samym roku rozpoczęli budowę świątyni mieszczącej się przy 2315 Carperter Street, po stronie Detroit na granicy z Hamtramck. Pieniądze były zbierane w tejże społeczności, ale także od starowierców z Erie oraz ze środowisk górniczych skupionych wokół molenny w Mariannie. Było to apogeum Wielkiego Kryzysu Gospodarczego, więc zebranie całej sumy okazało się niemożliwe. Byli więc w stanie zbudować jedynie część świątyni, więc zaczęli prowadzić nabożeństwa w jej piwnicy, w której spotykali się od 1935 do 1949 roku.
W 1942 roku, gdy szalała II wojna światowa, obserwujemy napływ starowierców przybyłych z kopalń. Fakt ten przysporzył nowych funduszy społeczności, więc byli w stanie skończyć w 1949 roku budowę świątyni. Molenna została poświęcona Świętej Trójcy. Od czasu po czasu dojeżdżali do niej nastawnicy z Erie i Marianny.
Nabożeństwa na co dzień były sprawowane przez członków społeczności, szczególnie Annę Żuralew-Gołubow (Zuravleff-Gulobov), która urodziła się w Erie w 1914 roku i poślubiła młodego starowiercę z Detroit. Po ślubie w 1935 roku, który zawarli w molennie p.w. Narodzenia Pańskiego w Erie, przeprowadzili się do Detroit, gdzie Konstantin podjął pracę w firmie Chrysler. Anna była uczona przez ojca Niona Pancyrjewa (Nicona Pancerev) jak kierować obrzędami cerkiewnymi; czyniła to podczas nieobecności nastawnika. Dopiero od 1952 roku wspólnota ta miała własnego nastawnika. Był to Jewsiegin Jewstafiewicz Nowickij (Wallace Novitsky; Nowiczenko). Pochodził z Suwalszczyzny, a do Ameryki przybył jako mały chłopiec razem z rodzicami, którzy prawdopodobnie osiedlili się w górniczym mieście w pobliżu Marianny. Ojciec J.J. Nowiczenko był tylko częściowo wyedukowany w zakresie prowadzenia obrzędów, więc Anna kontynuowała swoją liturgiczną działalność. Nastawnik służył tam aż do swojej śmierci w 1979 roku.
W szczytowym okresie społeczność w Detroit mogła liczyć 150 rodzin (być może nawet osiągnęła liczbę 200), z kilkuset osobami uczęszczającymi do molenny jedynie w czasie głównych świąt oraz z 50 - 60 uczestniczącymi w obrzędach regularnie, co było kroplą w morzu starowierskiej społeczności. W sąsiedztwie mieszkali też nowoprawosławni Rosjanie, lecz starowiercy ograniczali z nimi kontakt.
Późny start społeczności w Detroit (w porównaniu do Marianny i Erie) oraz brak nastawnika w pierwszym okresie oznaczał, iż religijna i językowa edukacja nie była tam wystarczająca. Następne pokolenie posiadało jedynie pasywną znajomość rosyjskiego oraz bardzo słabo rozumiało cerkiewnosłowiański. W 1983 roku sprowadzono do Detroit z Suwalszczyzny nastawnika Fiodora (Teodora) Fiodorowa, urodzonego w 1924 roku, a będącego dotąd nastawnikiem w Wodziłkach.
Jego styl śpiewania i prowadzenia nabożeństw były nieco inny od dotychczas praktykowanego, lecz szybko zaadaptował się do nich. Mówił po rosyjsku i po polsku, słabo po angielsku, co stanowiło problem dla monolingwistycznej (angielskiej) społeczności. Nabożeństwa dalej sprawowano po cerkiewnosłowiańsku. Jedynie w okresie poprzedzającym Wielki Post i w samym okresie Wielkiego Postu Anna Żurawlew-Gołubow powtarzała modlitwy po angielsku, używając prawosławnego tłumaczenia modlitw Jana Złotoustego
Interesującym jest faktem, że ojciec F. Fiodorow (1924-1979) wprowadził spowiedź powszechną, która nie występuje w innych społecznościach amerykańskich starowierców. Być może było to konieczne ze względów językowych.
Z powodu nieznajomości angielskiego przez ojca Fiodorowi, niemożliwe było pielęgnowanie kontaktów z młodszymi, anglojęzycznymi parafianami, którzy z tego powodu zaczęli opuszczać wspólnotę.  W 1984 roku ojciec F. Foidorow powrócił jednak do Polski, nie mogąc zaakceptować amerykańskiego stylu życia. Pomyłką było też sprowadzenie z Suwałk Fomy Astafiejewa Persjanowa do Marianny w latach 1986-1988,

Millville (New Jersey)
Wspólnota starowierska z Millville, zapoczątkowana w latach 20-tych i wczesnych latach 30-tych XX wieku, prawdopodobnie wspomagana była przez starowierską społeczność z Brooklynu. Według Katherine Shea pięć rodzin wywodzących się z Łotwy stworzyło mikrospołeczność.  Rodziny te sprowadziły swoich bliskich z Europy oraz współwyznawców, którzy już mieszkali na terenie Stanów Zjednoczonych. W okresie lat 30-tych XX wieku, zadecydowano o budowie domu modlitwy. Ziemia pod świątynię i cmentarz została ofiarowana przez Iwana Samanowa (Johna Samano), a rodziny te zaczęły zbierać fundusze w czasach Wielkiego Kryzysu. Staroprawosławna molenna p.w. św. Mikołaja została otwarta 20 grudnia 1936 roku. Mieści się ona przy 2325 Newcombtown Road. Została poświęcona 5 sierpnia 1937 roku. Była to już czwarty dom modlitwy w Ameryce Północnej. Najstarszy członek społeczności Aleksiej Michajłowskij (Alexander Michalowsky) został wybrany na pierwszego nastawnika. W nastawniczestwo pobłogosławili go: Nikon Pancyriew i Isidor Filipow. W 1940 roku po zakończeniu II wojny światowej, przybyło sporo emigrantów z łotewskiej Rygi. Istnieją także raporty mówiące, że starowiercy przybywali również z terenów Niemiec. Prawdopodobnie byli to starowiercy, którzy po wojnie uciekli z terenów Mazur, a także ci którzy związali się z niemieckim okupantem. Ryga była i jest nadal starowierskim centrum. Umiejscowienie w Rydze wiązało się również finansowymi profitami wynikającymi ze ścisłych koneksji z rodziną Pimonowych. Rodzina ta była znaczącą starowierską rodziną na terenie Rosji, jak i zagranicą.
Artykuł opublikowany w gazecie The Millville Daily wskazuje, iż Furman McCloskey z Millville przyczynił się do tego, iż wielu z nich wybrało właśnie Millville.
Wcześniejsi przybysze do tego miasta byli w większości biednymi chłopami. Starowiercy z Rygi mieli natomiast lepsze wykształcenie, bowiem skorzystali na początku XX wieku (jeżeli nie wcześniej) z ruchów edukacyjnych. Większość jednak członków zboru z Millville była słabo wyedukowana.
Nowa fala przybyła do Ameryki ze świeżą znajomością rosyjskiego. Pierwsza fala natomiast już od 200 lat nie mieszkała na terenach Rosji i mówiła gwarą pskowską.
Millvillle doświadczyło kolejnej fali starowierskich emigrantów w 1962 roku. Według Arthura Carla Piepkorna około 175 , a według artykułu z gazety New York Times z 1963 roku aż 250, starowierców pochodzących z Kazak Köyü, koło Aksehir w Turcji przybyło do New Jersey dzięki ufundowaniu podróży przez Fundację Tołstoja, mieszczącą się w Nowym Jorku. Byli to popowcy. Starowiercy w Millville zmobilizowali się, by pomóc przybyszom. Wygląda na to, że nowi imigranci byli niezadowoleni z tego, iż ich gospodarze nie przestrzegali takiej samej tradycji jaką oni przestrzegali. W przeciwieństwie do innych starowierców mężczyźni z Millville golili brody. Artykuły w gazetach z tego okresu mówią, iż przybysze odmawiali udziału w nabożeństwach razem z ogolonymi mężczyznami. Zaczęli też rozglądać się za budynkiem, który mogliby używać jako miejsce do nabożeństw. Starowiercy z Millville też odczuli różnice w tradycji przybyszów, takie jak noszenie kolorowych ubrań podczas nabożeństw przez tureckich starowierców. Kontrastowało to z czarno-białymi strojami, które starowiercy z Millville nosili w molennie. Kontakty między tymi dwoma grupami były więc bardzo ograniczone. Dwa lata później w 1964 roku, rodziny starowierskie z pochodzące z terenów Turcji opuściły Millville i udały się do Woodburn w stanie Oregon. Tylko jedna kobieta postanowiła pozostać w Millville, gdyż poślubiła miejscowego starowiercę. Wpływ starowierców przybyłych z terenów Turcji miał więc na wspólnotę z Millville minimalny wpływ.

Kontakty między starowierskimi wspólnotami
Na Suwalszczyźnie na początku XX wieku rozwinęła się tradycja starowierskich soborów. W styczniu 1906 roku zjazd bezpopowskich starowierców miał miejsce w Wilnie. Przybyli tam reprezentanci z niemal wszystkich parafii Suwalszczyzny. Wyznaczono Wilno jako centrum wyznania w tym regionie. Dużą rolę odgrywała więź z bogatą rodziną Pimonowych. Tradycja ta była kontynuowana w USA.
Coroczna konferencja czterech starowierskich społeczności odbywała się w Święto Pracy od 1953 roku do 1974 roku. Przedział czasowy odpowiada okresowi, kiedy to Władymir Smolakow był nastawnikiem w molennie p.w. Narodzenia Pańskiego w Erie w latach 1952-1973. Ojciec W. Smolakow przeprowadził się z Millville do Erie, co stało się naturalnym łącznikiem między tymi dwoma wspólnotami. Lokalizacja miejsca konferencji zmieniała się, konferencje odbywały się po kolei w każdym z czterech starowierskich miast.
Niektórzy wspominają konferencje jako jeden z najważniejszych wydarzeń społecznościowych w roku. Inni pamiętają głównie sprzeczki wynikające z kwestii religijnych. Pomimo to konferencje gromadziły ich wszystkich razem, wielu odnalazło przyszłego współmałżonka wśród członków innych starowierskich społeczności. Z prawie każdej rodziny przynajmniej jedna osoba weszła w związek małżeński z osobą z innej starowierskiej społeczności.
Starsze pokolenia podczas tych dawnych zjazdów trzymały się najczęściej razem. Wszyscy byli świadomi swojej różnorodności. Mówiono: Oni mieszkają w miastach górniczych. Jej siostra przeprowadziła się do Detroit. Ona mówi lepiej po rosyjsku, gdyż jej rodzina pochodzi z Rygi, z Millville.
Z upływem czasu różnice te były coraz mniejsze. Po 1974 roku brak gorliwych ojców duchownych spowodował, że zaprzestano organizacji Konferencji Pomorskich Wspólnot w USA. Odnowiono je dopiero w 1984 roku, jako antidotum na kryzys lat 1983-1984, kiedy w Erie 75 aż procent pomorian przeszło na jednowierstwo.
Z angielskiego przełożył
Michał Pasternak

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok