Archiwum

Eugeniusz Koźmiński - Noc

Na wydmie drzewa w rozlewiskach ciszy
za nimi światła ludzkich siedzib
w dole morze - dom żywych i umarłych
ładownia pełna rybiej krwi


Fala uderza o brzeg milknie zniechęcona
na zmielony piach wyrzuca
gładko uczesane wodorosty
dymiące w mroku jak jesienne kartofliska

– na chwilę twój głos z rybackiej przystani            
ledwie dotknięty błyskiem lampy
lepki od mroku gęsty –

Morze zamyka dwie ciemne powieki
jakby chciało już umrzeć i pozbyć się ciała
zakrywającego dotąd jego sens