Wyspa kipiących kociołków
gdzie ziemia dyszy ciepłem
wrzącego błota
a ocean zagląda w oczy
czujesz skraj raju
księżycowy krajobraz
wije się w kolorze
sinozielonym
Lodowe góry
kryją gorącz
spływającą lawą
zastygłą w skonaniu
tu mają głos
ptaki i ryby
urwiste fiordy
z przyklejonymi do skał mewami
Złoty wodospad
zaśpiewał sagę
o naszej
wyprawie
Wodospad
Spływał wolniutko
potokami przygotowań do podróży
łącząc się w rzekę
marzeń BĘDZIEMY
Nie zatrzymał się
spadał głośno dwoma
kaskadami wołając JESTEŚMY
Tęczowa bryza
chłodziła nadmiar wrażeń
odpływając spokojnie
wąwozem wspomnień
BYLIŚMY
na skraju raju
gdzie elfy chronią
waszą tajemnicę
Chusta z Manopello
zapach mocnej herbaty
miesza się z wonnościami
kamień zwalony
grób pusty
z delikatnej tkaniny podszewkowej
pozbawiona koloru
chusta
na niej
twarz miłości
oczy Mistrza wypłowiałe
jak len na słońcu
patrzą na Piotra
we wzroku tkwi bolesne pytanie
o najstraszniejszą ze wszystkich tajemnic
trwoga i zgryzota czynią twarz
snem który śni się bezustannie
ogniem co nie parzy
czasem który nie mija
a Bóg pisze
po zawiłościach życia
szukam oblicza Jezusa
w skorupce orzecha
znajduję
w swojej duszy

