Akant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.orgAkant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.org
  • O wydawnictwie
  • Info
    • Kontakt
    • Redakcja
    • Wskazówki dla autorów
    • Logowanie
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
    • Świat Inflant
    • Wydarzenia
Józef Baran
Polecane
24 luty 2024

Józef Baran, Mirosława Szott - Anna Tokarska – zielonogórska poetka

SŁOWO OD JÓZEFA BARANA

 

Życie po życiu poetów i pisarzy zależy w wielu wypadkach od grona pozostawionych fanów i sympatyków, tych twórców dbających o ich pamięć i schedę, lub też niepamiętających o nich. I tak np. Stachura, Grochowiak, Białoszewski należeli do szczęśliwców, którzy pozostawili wielu młodszych od siebie wielbicieli swojej liryki. W kilkanaście lat po odejściu w zaświaty Jana Rybowicza kultowy dziś zespół muzyczny Stare Dobre Małżeństwo poniósł jego wiersze w pieśniach i przez pewien czas wykonywał podczas koncertów tak, że stały się, prawie jak piosenki Stachury, hymnami młodych ludzi.

Anna Tokarska z Zielonej Góry aż takiego szczęścia nie miała, ale w mieście wina i poezji też pielęgnowana jest jej mała legenda. Do jej podtrzymywania przyczyniła się znająca ją osobiście, młodsza o półwiecze, a więc prawie „wnuczka”, Mirosława Szott – poetka,  autorka m.in. książki krytyczno-literackiej Czytanie miejsca. Poezja lubuska w perspektywie geopoetyki i cyklu miniatur pt. Anna, poświęconego jej zmarłej w osamotnieniu w 2013 roku mistrzyni.

Ze swej strony dodam, że przy czytaniu wierszy lubuskiej poetki kłuje w oczy poczucie wielkiego osamotnienia, jakiś rodzaj klaustrofobicznego wręcz zamknięcia, ale też duża siła wyrazu, kondensacja, sugestywność tej poetyki. Gdyby żyła w jakimś dużym ośrodku literackim, mogłaby zyskać ogólnopolskie uznanie. Mnie tak „wciągnął” podarowany mi tom wierszy wybranych, że ponad pięciogodzinna podróż z Zielonej Góry do Krakowa przeszła mi o wiele szybciej, niż się mogłem obawiać. Oto króciutkie wspomnienie i wybrane przeze mnie wiersze tej intrygującej poetki.

 

WSPOMNIENIE MIROSŁAWY SZOTT

 

Minęło dziesięć lat od śmierci Anny Tokarskiej – najważniejszej poetki Zielonej Góry, która debiutowała w „Nadodrzu” w 1964 roku. Drzwi wejściowe od jej mieszkania stoją cały czas tak samo oparte o ścianę na strychu kamienicy jak miesiąc po jej odejściu (sprawdziłam). Mogę zaryzykować i stwierdzić, że większość zielonogórzan i zielonogórzanek – nie tylko interesujących się literaturą – zna jej nazwisko – zbliża się listopadowy Festiwal Proza Poetów im. Anny Tokarskiej, na placu Słowiańskim wisi tablica upamiętniająca jej postać, wiersze poetki były wznawiane i wielokrotnie drukowane (dzięki jej przyjacielowi, Andrzejowi Buckowi), powstał też film o niej (Nieparzysta: opowieść o Annie Tokarskiej, 2018), ale z drugiej strony Zielona Góra jakby nasyciła się melodią jej wiersza, przestała ją słyszeć. Na zeszłoroczny konkurs na interpretację wiersza poetki, który miałam okazję przygotowywać w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze, wpłynęło kilkadziesiąt prac z całej Polski (i z zagranicy); w tym – pojedyncze z regionu.

Może nie trzeba się dziwić, bo Anna była prawie niezauważalna. Poznałam jej wiersze, będąc w szkole średniej, ale nasza znajomość rozwinęła się, kiedy zamieszkałam z nią po sąsiedzku w czasie studiów. Zdarzyło mi się pożyczyć od niej książkę (zdaje się, że jakąś przykurzoną Poetykę A. Kulawika), przyjść, pogłaskać nieprzychylnego kota, minąć się na schodach. Przechodziła cicho, zamieniała grzecznościowo dwa słowa i chowała się do siebie, spotkań autorskich unikała. Zresztą przez lata postępowała u niej nieubłaganie choroba, która zabierała jej pewność siebie. W wierszach pisała o zagubieniu, zrezygnowaniu („chyba nie będę/ przepraszam/ nie zdążę/ skąd miałam wiedzieć/ że to tak daleko”). Anna zagłębiała się coraz bardziej w swój wewnętrzny świat („O niczym nie słyszałam/ nie umiem opowiadać/ o wydarzeniach wesołych i smutnych/ Zwolnijcie mnie z tego/ Jestem nieprzygotowana”) aż w końcu została zwolniona z życia i odpytywania, którego tak unikała. Lubiła tworzyć utwory autotematyczne tak jakby świat rozpoznawała przy pomocy wierszy. To one ciężko idą po stromych schodach na piętro, to one garną się do niej i „ciągle się żalą”. Wydała za życia tylko sześć tomików wierszy, a za książkę W białym mieszka anioł (2001) otrzymała Lubuski Wawrzyn Literacki. Prezentowała zupełnie niedzisiejszy model autopromocji. I całe szczęście, że ostatecznie ani liczba wydrukowanych książek, ani liczba obserwujących/subskrybentów nie decydują o tym, jak wartościowa jest czyjaś poezja. Anna była wiele lat związana z Lubuskim Teatrem – pracowała tam jako koordynatorka pracy artystycznej, prowadziła archiwum literackie, była konsultantką programową i sekretarzem literackim. Teatr stanowił jej drugi dom.

Zmarła 12 października 2013 roku, choć w internecie, we wspomnieniach przyjaciół, w mojej książce z 2015 roku znajdzie się datę 28 października. Nikt nie zauważył jej śmierci, nikt nie został powiadomiony na czas, nikogo z Zielonej Góry (poza synem) raczej nie było na pogrzebie, który odbył sie podobno w Kutnie, gdzie chodziła do szkoły. Jednak Anna zniknęła nam z horyzontu dużo wcześniej niż w dniu śmierci. Przyzwyczajała nas do swojej nieobecności. Kiedy dowiedziałam się o odejściu poetki, zajęłam się szukaniem jej śladów na strychu i w pobliskich śmietnikach. I nie przeczuwając powodzenia tej ratowniczej akcji, natrafiłam na odręczne pismo w jednym śmietniku. Rozpoznałam je od razu, bo miałam od niej kilka dedykacji. Przeszukałam wszystko do dna, wyciągając najdrobniejsze zapiski, pożółkłe kartki oraz m.in. kubek, bransoletkę, zegarek, listy, ołówek. Późniejsze opisywanie tego wszystkiego było dla mnie pożegnaniem z nią, dotykiem, czułością, jakie można dać zmarłej poprzez przedmioty.

Mam wrażenie – zainspirowana głosem innego, świetnego poety, Józefa Barana, który niedawno odwiedził zielonogórski Salon Słowa – że to dobry czas, aby wyjść z tą poezją gdzieś dalej. Czy ktoś w Łodzi wie, że właśnie tam się urodziła Tokarska? Józefowi Baranowi dałam do pociągu Wiersze wybrane (oprac. A. Buck, 2019), mówiąc, że gdybym miała mu polecić twórczość jednej osoby z Zielonej Góry, to byłaby nią właśnie ta poetka. Po powrocie do Krakowa napisał, że intryguje go jej poetyka, „autolustra wewnętrzene” (oczywiście nie zabrakło też uprzejmej krytyki kobiecego egocentryzmu, ale o tym kiedy indziej). Jemu zostawiłam wybór kilku wierszy. Na koniec jedynie zacytuję fragment utworu Miejsce:

 

Więc właśnie tutaj

To jest miejsce dla mnie

którego idąc szukałam cierpliwie

i tak wytrwale

 

 

Tym miejscem jest oczywiście wiersz – pojemny i często mówiący dużo więcej po śmierci pisarki niż w trakcie jej życia.

 

 

Anna Tokarska

KARMIENIE GOŁĘBI

 

Więc Mamo – chyba jesteś blisko

gdy zimowym świtem

u mojego okna tyle głodnych ptaków

kiedy chleb im sypię

Ty jesteś w tym geście

podpatrzonym

i teraz powtarzanym wiernie.

Tak. To prawie misterium

jakby jutrznia ptasia

na którą dzwonią

głodu ostre głosy.

Nie wiem gdzie jesteś

od kiedy odeszłaś

w długą wędrówkę

ziemią i trawą

żyłkowaniem liścia.

Nie wiem gdzie jesteś

a możesz być wszędzie

gdy ptakom chleb sypię

skąd mam wiedzieć Mamo.

A może teraz zamieszkałaś właśnie

pośród tych głodnych

i zziębniętych wróbli?

 

MIŁOŚĆ

 

umarła nam

umarła

nawet nie wiemy

której nocy

a taka była w słońcu

taka na skrzypcach

odsłaniana od spojrzeń

smuklejąca

mieszkała

wśród najwyższych tonów

aż umarła

umarła nam

w słońcu

 

 

MONOLOG I

 

To jeszcze nie rozstanie

ale

w dłoni chłodzie

rozstania smak i zapach

ukryty starannie

i teraz

gest już każdy może być początkiem

pożegnalnego wyciągnięcia ręki

To jeszcze nie jest popiół

ale

już nie płomień

nas już wśród nocy

blask ognisk nie zbudzi

i zamilkł nam na drogach

wozów cygańskich turkot

i oswojone

kare konie moje

już nie zbiegają

tabunem

na oślep

leniwie syte

jak koty

domowe

tak oswoiłeś kare konie moje

 

BÓL POZORNIE ZA DUŻY

 

Wówczas gdy ból jest pozornie za duży

aby przeznaczyć go na sprzedaż

rozłożywszy na papierze jak nieżywą rybę

albo owoce odebrane drzewu

albo inny przedmiot

wówczas gdy ból jest stanowczo za duży

i w wielkim deszczu co pada nam z oczu

do samego nieba

roztapiają się topole koronami zwrócone ku ziemi

wówczas należy podjąć jeszcze jedną próbę

w kurzu na targowisku na deskach straganu

ból należy ułożyć równo i czekać

zaraz będzie ładniej

zaraz ktoś to kupi

i można będzie iść do domu

po drodze zobaczyć co grają dziś w kinach

 

***

nie wiem o sobie dokładnie

nie znam własnego imienia

jestem z dnia na dzień

i żyję z miejsca na miejsce

ostatnio spotkałam

mały pokój na poddaszu

pomalowano go na biało

i to wprawiło mnie w zdumienie

nie mogę z niego wyjść

jestem tam coraz częściej

doglądam pilnie sękatego progu

który przepowiada

że któregoś dnia

zastanę siebie w domu

 

 

 

 

Tags: Józef Baran

Ostatnio popularne

  • Marta Otfinowska-Blixt - Niekoniecznie dookoła świata
  • Robert Drobysz - Wentyl bezpieczeństwa
  • Jacek Kasprzycki - Przed obliczem biskupa Kazimierza
  • Elżbieta Rogucka - Blask przebaczenia w ciemnościach Auschwitz
  • Stanisław Chyczyński - Kolejna wielka księga Wierciochów
  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego

Podobne tagi

  • Stefan Pastuszewski 60
  • Stanisław Chyczyński 13
  • Roman Sidorkiewicz 19
  • Ludwik Filip Czech 14
  • Jerzy Stasiewicz 12
  • Ariana Nagórska 11
  • Anna Kokot-Nowak 14

Często czytane

  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego
  • Krzysztof Gołębiewski - Czy w świecie kryminałów i romansów jest miejsce dla groteski filozoficznej?
  • Jerzy Stasiewicz – Przestrzeń czasowa osadzona w faktach, w poezji Zbigniewa Milewskiego
  • Maria Balcer - „Bezwzględna geometria życia” w wierszach Stefana Pastuszewskiego ( „Na krawędzi”)
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Nawigator postpandemiczny
  • Nate Bear - Jak Palantir zmienił Ukraińców w szczury laboratoryjne i zrujnował Ukrainę
  • Mateusz Wabik - Miejsca świata
  • Emilia Uścim - Rozkwitające fraszki

Popularne

  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego
  • Andrzej Lewandowski - Powrót Cherubiny
  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego cz. II
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Dwie komórki mojej ciotki
  • Aleksander Puszkin - Cyganie, przeł. Andrzej Lewandowski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Claudia Schiffer nie kocha Adama Boberskiego
  • Alicja Szczypka - Znudziła mi się wielka miłość
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tancerka tańczy, mężczyzna patrzy
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Każda utopia ma swoje dno
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Kolejny rozdział mesjanizmu Polski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tak mi pusto, Panie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Literatura w eutanazyjnym świecie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Coś się kończy, coś się zaczyna - wyrok, nadzieja czy dotykanie prawdy...

Zobacz podobne tagi

  • Józef Baran - Gorzki patriotyzm Norwida

Na skróty

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
© akant.org - wszystkie prawa zastrzeżone

Main Menu

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj