Akant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.orgAkant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.org
  • O wydawnictwie
  • Info
    • Kontakt
    • Redakcja
    • Wskazówki dla autorów
    • Logowanie
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
    • Świat Inflant
    • Wydarzenia
Jacek Wilkowski
Polecane
13 październik 2022

Jacek Wilkowski - Et in Arcadia ego

Początki mitu Arkadii, czyli idealnej krainy szczęśliwości i beztroski, prostego życia na łonie  natury, wiążą się z Bukolikami Wergiliusza. Od tego czasu stał się to w kulturze bardzo  popularny temat. Paradoksalnie, by go nieco ożywić, zwłaszcza w przedstawieniach  malarskich, dodawano motyw memento mori, dzięki czemu opowieść o ziemskim raju  zyskiwała tragiczne i melancholijne konteksty, sprowadzając ideał na ziemię, a nawet pod jej  powierzchnię. Ikoniczną funkcję pełniły tu siedemnastowieczne obrazy Guercino i Poussina,  na których pasterze, pośród wspaniałej przyrody, spotykają ludzką czaszkę leżącą na skale lub  na grobowcu z inskrypcją „Et in Arcadia ego”. W powszechnym wówczas odbiorze napis ten  rozumiano jako: „I ja żyłem w Arkadii”, co przenosiło akcent z bukolicznego, błogiego życia  na przemijalność i utratę, o czym nieboszczyk zaświadczał indywidualnie, niejako osobiście,  poprzez swój grób i własną czaszkę w pojedynczym egzemplarzu. 

  1. Geothe 

Pod koniec osiemnastego wieku, w początkach romantyzmu, za sprawą Goethego memento  mori straciło dominujący wpływ na Arkadię. W listach i notatkach z podróży z 1787 roku,  opublikowanych zbiorczo jako Italienische Reise1, Goethe odwrócił wzrok czytelnika od  widoku śmierci i własną podróżą zaświadczał, że ziemski raj nadal istnieje na południu Włoch  i nawet człowiek z Północy może poczuć się tam szczęśliwy. To skierowanie wzroku na zalety  Arkadii było celowym zabiegiem, skoro obu częściom pierwszego wydania Goethe dał motto:  „Auch ich in Arkadien!”.  

Takie motto pod zapiskami z podróży było jednoznacznym opowiedzeniem się po stronie życia. Pełen witalnych i twórczych sił autor odbierał głos zarówno śmierci, jak i nieboszczykowi. Co  więcej, zdanie to – inaczej niż w łacińskim oryginale - kończy się wykrzyknikiem, w tym  jednym znaku kumulując radość i werwę zadowolonego z siebie człowieka. Tak też został  uwieczniony na najsłynniejszym płótnie Tischbeina, który towarzyszył mu w podróży do  Neapolu i sportretował na tle krajobrazu Kampanii, przy rzymskich ruinach. Nie było na nich  czaszki, ani inskrypcji ostrzegającej przed śmiercią, lecz płaskorzeźba nawiązująca do pisanego  wówczas dramatu Ifigenia w Taurydze. 

Według Goethego włoska Arkadia to miejsce, gdzie ludzie żyli pełnią życia, którego - dzięki  szczególnemu połączeniu piękna krajobrazów, klimatu, sztuki i obyczajów – z przyjemnością  używali. Miejsce, w którym przybysze, zwłaszcza przybysze z Północy, a szczególnie z  Niemiec, odchodzą od zmysłów, przestają być sobą, odżywają lub wręcz rodzą się na nowo. W  szczycie euforii Goethe notował:  

1 Tytuł Italinische Reise znalazł się dopiero w wydaniu zbiorowym w 1829r., a wcześniej opublikowano w dwóch częściach  jako „Moje życie. Poezja i prawda.”. Przekład polski: Goethe, Podróż włoska, PIW, Warszawa 1980. Cytaty w tekście  oznaczone są jako [G/nr strony]. W tekście posługuję się tytułem oryginału Italienische Reise, by zachować spójność z cytatami z Dzienników S.Marai.

1 

Wybaczam wszystkim, którzy w Neapolu odchodzą od zmysłów” [G/168-169]. Neapol jest rajem. Wszyscy żyją  tu w jakimś stanie upojonego samozapomnienia. Nie inaczej dzieje się ze mną. Z trudem siebie poznaję; wydaje  mi się, że jestem odmienionym człowiekiem. Wczoraj pomyślałem sobie, że albo dotąd byłem wariatem, albo  jestem nim teraz. (…) W Rzymie chętnie poświęcałem czas studiom, a tu chciałbym tylko żyć. Zapomniałem o  sobie i o świecie. Czuję się niezwykle, przebywając wyłącznie wśród ludzi, którzy nic nie robią, tylko używają  życia. [G/187-188]  

W Neapolu żyłem jak neapolitańczyk. O pracowitości mowy nie było. (…) Podczas tej podróży na pewno nauczę  się podróżować, ale czy nauczę się żyć? Ci, którzy żyć umieją, za bardzo różnią się ode mnie naturą i sposobem  bycia, bym mógł rościć sobie pretensje do takiego właśnie talentu [G/200-201]. 

Goethe zachwycony używaniem życia, tak obcego naturze zapracowanego człowieka Północy,  ze szczególnym upodobaniem przyglądał się próżniakom, słynnym lazzarone, których w  Neapolu miało być wówczas nawet do czterdziestu tysięcy. Podejmował nawet coś na kształt  wypraw etnograficznych: 

Zacząłem dopytywać wśród przyjaciół o owe niezliczone rzesze próżniaków, by wreszcie zobaczyć ich na własne  oczy, ale nie umiano mi ich pokazać, sam więc wyruszyłem na łowy. [G/292] Niesłusznie uważa się, że żyli oni  w nędzy, albowiem ich dewizie obywania się bez wszystkiego znakomicie sprzyjał klimat, którym im wszystkiego  użyczał (…) Nie byłoby więc nic dziwnego, gdyby tak zwany żebrak neapolitański wzgardził stanowiskiem  wicekróla w Norwegii [G/295]. 

Warto jeszcze odnotować, że w późniejszych wydaniach Goethe usunął motto „Auch ich in  Arkadien!”. W tej decyzji można widzieć wpływ postępującejstarości i coraz większej nostalgii za szczęśliwymi chwilami spędzonymi na południu Włoch. Być może powolne, dzień za dniem,  zbliżanie się ku śmierci, by nieuchronnie przyjąć, wcześniej odrzuconą, maskę nieboszczyka i  ostatecznie przemówić jego głosem, odebrało Goethemu pewność niezbędną, by wychwalać  swoją obecność w Arkadii. Najwyraźniej z czasem, który jak mała myszka z obrazu Guercino  podgryza wszystko, afirmacja życia coraz trudniej przechodziła autorowi przez gardło, a  euforyczny okrzyk stawał się jawnie groteskowy. Usunięcie motta, nie zmieniło jednak tego,  że Italienische Reise stała się dla kolejnych pokoleń czytelników pasjonującym, pełnym życia  świadectwem podtrzymującym mit istnienia Arkadii, gdzie warto podróżować nie tylko dla  przyrody i sztuki, ale przede wszystkim, by na własne oczy, przytłoczone zgoła niearkadyjskim  doświadczeniami Północy, zobaczyć ludzi praktykujących odmienny styl życia, dokąd należy  udać się, by odnowić nadwyrężone siły duchowe. 

Przyglądając się z perspektywy czasu podróży Goethego zaskakuje, że mimo, iż jak sam  przyznaje znalazł ziemski raj, to nawet przez chwilę nie miał zamiaru w nim pozostać. Po kilku  tygodniach, choć z żalem, jednak wyruszył dalej na Sycylię, gdyż dusza ludzka nie da się  poskromić [G/196], co ujawnia niezdolność człowieka twórczego z Północy do dłuższego życia  w Arkadii – najwyraźniej do jego natury przynależy bycie poza rajem, w ciągłym poszukiwaniu  wyzwań, zmaganie się z przeciwnościami losu, bez radości używania pełni życia, w stanie  nawracającego nieszczęścia, przed którym ratuje jedynie wspomnienie Neapolu.  

  1. Różewicz 

Różewicz uważanie czytał Goethego. Ocalony z pożogi wojennej, spustoszony i rozbity na  fragmenty przez traumy ściganego i walczącego człowieka, brutalnie pozbawiony wiary w  wartości humanistyczne, być może pokładał jakieś nadzieje na odrodzenie, gdy w maju 1960  roku jechał pierwszy raz do Włoch. Być może naprawdę wierzył, że dozna tam wrażeń  zmysłowych, których nie odda żadna książka i żaden obraz, że dzięki tej podróży świat znowu  stanie się interesujący [G/23]. Lektura Italienische Reise musiała być intensywna, a nadzieje

2 

niemałe, o czym świadczy napisany po powrocie poemat Et in Arcadia ego2, będący ostrą  polemiką z mitotwórczym świadectwem Goethego. Polemiką, w której można wyczuć zawód  tego, który w coś głęboko chciał wierzyć, a doznał równie głębokiego rozczarowania.  

W poemacie Et in Arcadia ego związek z Italienische Reise występuje już na poziomie tytułu i  motta. Różewicz na tytuł poematu wybrał łaciński pierwowzór zdania, które u Goethego było  mottem, a z kolei na motto wybrał nieznacznie przez siebie zmieniony fragment z Italienische  Reise, ale tylko po to, by obnażyć jak fałszywie brzęczy w zderzeniu z aktualną rzeczywistością  ujawniającą w poemacie swoją prawdziwą postać. Motto pochodzi z zapisu z dnia 27 lutego  1787: 

Przypominam sobie ze wzruszeniem mego ojca, który zachował na zawsze niezatarte wrażenie po obejrzeniu tego  wszystkiego, co dziś widziałem po raz pierwszy. Mówią, że człowiek, który widział ducha, nigdy już nie będzie  wesoły. O moim ojcu można by powiedzieć coś wręcz przeciwnego: nigdy nie poddawał się bez reszty panującym  nastrojom, bo zawsze mógł wspominać Neapol. [G/169]3 

W zakończeniu poematu można znaleźć odpowiedź, czy również dla Różewicza podróż włoska  stała się źródłem radosnych wspomnień, talizmanem chroniącym od depresyjnych myśli: 

Opowiedz mi o  

włoskiej podróży 

Nie wstydzę się 

płakałem w tym kraju 

piękno dotknęło mnie 

byłem znów dzieckiem 

w łonie tego kraju 

płakałem 

nie wstydzę się 

Próbowałem wrócić do raju 

[R/32] 

Ta końcowa deklaracja brzmi niejednoznacznie, ale lektura całego poematu nie pozostawia  złudzeń, że próba powrotu do raju zakończyła się fiaskiem. Bycie na powrót dzieckiem oznacza  sprowadzenie istoty ludzkiej przez zdziecinniałą współczesną cywilizację do samego ciała, z  którego wywędrowała dusza lub skurczyła się do malutkich rozmiarów, mieszczących się na  końcu języka portowej dziewki [R/16], a wspomniany w zakończeniu poematu płacz wynikał  z dotknięcia pięknem piekła namalowanego na ścianach bazyliki w Torcello [por. R/28]. Dlatego prawdę zawiera wyznanie: czy myślałaś / że wrócę zupełnie odmieniony / nie trzeba  udawać [R/23]. 

We Włoszech Różewicz nie znalazł tego, co znalazł tam Goethe. W Arkadii wszędzie była już  śmierć. Pozostały tylko stare dekoracje raju i piekła [R/15], duch znalazł schronienie / w Banco  di Santo Spirito / i osamotnione ciała / wędrują po wielkim mieście / pod bielmem nieba [R/16].  Ludzie, pozbawieni pamięci, ze skarlałą duszą, w zgiełku i chaosie zmechanizowanego świata 

zajmowali się zabawą, konsumpcją i defiladą, szykując sobie kolejne kataklizmy (ktoś nakręcił  pojazdy i ludzi / rozwija się defilada / w słońcu nad niebieską zatoką / biegnie śliczne kolorowe  wojsko [R/30]). Tytuł poematu, niczym ostateczna pieczęć, przyznaje śmierci pełne władztwo  

2 T. Różewicz, Głos anonima, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1961. Cytaty w tekście oznaczone są jako [R/nr strony]. 3 Różewicz zmienił ten fragment następująco [w tłumaczeniu A.Kuli, Tadeusza Różewicza podróż do Arkadii, Prace  Polonistyczne 58/2003]: „Mówi się, że ktoś, komu ukazał się duch, nigdy nie będzie radosny, lecz można by powiedzieć o nim,  że nigdy nie będzie nieszczęśliwy, bo ciągle będzie mógł wracać myślą do Neapolu”.

3 

nad Arkadią, bo nie można mieć wątpliwości, że to właśnie ona triumfalnie ogłasza: „Ja,  śmierć, jestem nawet w Arkadii”.4 

O polemicznych charakterze poematu Et in Arcadia ego świadczy nie tylko tytuł i motto, ani  nawet kolejne dwa cytaty z Italienische Reise wplecione w jego tekst5, ale przede wszystkim  liczne nawiązania do tego, co opisał Goethe, a co ujawniło dla Różewicza inne oblicze. Dlatego wiele można zyskać dzięki łącznemu czytaniu obu tych książek. 

Przykładowo, w Italienische Reise Goethe informuje:  

Neapolitańczyk cieszy się nie tylko jedzeniem, ale jeszcze domaga się, by wszystkie towary wystawione na  sprzedaż ładnie wyglądały. Na Santa Lucia ryby układa się na zielonych liściach, w czystych, ładnie wyplatanych  koszach (…) Cieszą oko przybrane zielenią pomarańcze i cytryny we wszystkich gatunkach. Najstaranniej jednak  wystawione są mięsa, na które lud wygłodzony ciągłymi postami spogląda ze szczególną pożądliwością. W jatkach  wiszą ćwiartki wołowiny, cielęciny i baraniny. Chude części boków i udźców są zawsze grubo pozłacane (…) Nie  dość, że to wszystko zostaje zjedzone, to jeszcze co roku urzędnik policji w towarzystwie trębacza objeżdża miasto  i na każdym placu i skrzyżowaniu ulic ogłasza, ile wołów, cieląt, baranów, świń, itd. spożyli neapolitańczycy.  Ludek słucha uważnie, cieszy się nieskromnie, że liczby są tak olbrzymie, i każdy przypomina sobie z satysfakcją,  jaki był jego udział w tym używaniu [G/298]. 

W poemacie Et in Arcadia ego konsumpcja, zwłaszcza mięsa, zdominowała całkowicie ludzką  egzystencję, stając się – poza nieustannym przemieszczaniem się – głównym zajęciem, a sztuka  pięknego wystawiania towarów stała się dekoracją, spod której w szyderczej formie wychodzi  rozpad i przemijanie: 

wisiały grona cytryn 

z liściem sztywnym lakierowanym 

leżały banany wygięte 

pokryte czarnymi plamami 

brunatne figi 

różowe melony księżyce 

z wody i światła w skórze nosorożca 

z szeregami pesteczek w ustach 

[R/9] 

mięso trawi mięso 

kryzys współczesnej cywilizacji 

trwa tak długo 

lecz podejrzewam że nie ma kryzysu 

jestem mięsożerny 

czy pan życzy nogę czy pierś 

czy podać tatara 

jesteśmy przedmurzem 

proszę tatara 

[R/23- 24] 

Inny przykład, to opisywane na początku poematu trzy pomniki, z czego tylko jeden to rzeźba  głowy nieznanego bohatera, a dwa pozostałe to bezdomni – jeden karmiący gołębie, które  okrywają rzeźbę siwym ptasim pomiotem, drugi leżący na ławce z gazetą na twarzy i w  kolorowych skarpetkach [R/8]. Nasuwa się tu tradycja „żywych obrazów”, o której pisał Goethe  

4 E. Panofsky, Et in Arcadia ego. Poussin i tradycja elegijna. [w:] Studia z historii sztuki, oprac. I wybór J. Białostocki,  Warszawa 1971, s. 330. To prawidłowe tłumaczenie zostało ustalone dopiero w 1938, wcześniej tłumaczono to zdanie nie jako  wypowiedź śmierci, lecz nieboszczyka: „I ja żyłem w Arkadii”. 

5 W tłumaczeniu A.Kuli, op.cit.: „W Wenecji zna mnie tylko może jeden człowiek, i on mnie w najbliższym czasie (wkrótce)  nie spotka” oraz „Neapolitańczyk wierzy, że jest w posiadaniu raju i ma o krajach Północy bardzo smutne wyobrażenie: zawsze  śnieg, drewniane domy, wielka niewiedza…”

4 

jako jednej z duchowych rozrywek wykształconych elit, a która u Różewicza uległa zbrukaniu razem ze sztuką wysoką: 

Przy okazji wspomnę jeszcze o wielkiej pasji neapolitańczyków. (…) zabawa w żywe obrazy, zaczerpnięte z  historii lub poezji, będące teraz jedną z głównych wieczornych rozrywek w pałacach arystokracji i ludzi bogatych (…) Hamilton zaprowadził nas do swych piwnicznych schowków (…) Zaintrygowało mnie stojące pionowo  pudło, otwarte z przodu, pomalowane w środku na czarno i ujęte we wspaniałe złocone ramy. Było dość duże, by  pomieścić postać ludzką, i jak się potem dowiedziałem, takie właśnie miało przeznaczenie. Naszemu miłośnikowi  sztuki i dziewcząt nie wystarczało, że ogląda piękny wizerunek w postaci żywego posągu; chciał ponadto 

podziwiać pannę Hart jako barwny nieprześcigniony obraz. Stojąc na czarnym tle w swych kolorowych szatach,  naśladowała ona niekiedy starożytne malowidła z Pompei, a także nowe arcydzieła (…) [G/291]. 

Przykłady związków poematu z zapiskami podróżnymi Goethego można byłoby mnożyć,  dostarczają bowiem wspaniałej czytelniczej satysfakcji, ale trzeba wrócić do głównego wątku  tych rozważań, czyli kto i co na przestrzeni dziejów mówi słowami „Et in Arcadia ego”. 

Różewicz podważył mit Arkadii. W poetyckim sprawozdaniu ze swojej podróży donosił, że  ziemski raj stracił szczególny status w świecie i stał się domeną śmierci, zwłaszcza w  duchowym wymiarze. Śmierć w Arkadii była oczywiście obecna też w XVIII wieku, w czasie  pobytu Goethego, ale miała wymiar jednostkowy, ciągle bowiem istniała dusza, żywi ludzie,  duch kultury, który pobudzał wyobraźnię, twórcze źródło sztuki. XX wiek przyniósł radykalną  zmianę i nie chodzi wyłącznie o wielką liczbę ofiar obu wojen światowych, ale również o  przeludnienie, które nie ominęło Arkadii. Wszędzie pojawił się tłum, masy ludzi, a wraz z nimi  śmierć na przemysłową skalę. Wystarczy porównać pojedynczą czaszkę z obrazu Guercino, ze  stosami głów z poniższego fragmentu poematu: 

obok tej głowy leżała druga głowa 

głowa na głowie i głowa przy głowie 

piramida głów wznosiła się 

do zbielałego nieba 

ślepe głowy kokosowych orzechów 

pokryte brunatnym włosem 

rozłupane z śliną w białym wnętrzu [R/9] 

Różnica z krajami Północy może sprowadza się tylko do tego, że na południu Włoch  archeolodzy jeszcze odkopują głównie zabytkowe przedmioty, podczas gdy 

Wykopaliska w moim kraju mają małe czarne 

głowy zaklejone gipsem okrutne uśmiechy [R/29] 

Różewicz nie tylko zburzył romantyczny mit włoskiej Arkadii, oddając słowa „Et in Arcadia ego” śmierci jako prawowitej właścicielce, ale dodatkowo rozpoznał, że jej władza tymczasem  sięgnęła zdecydowanie dalej niż można byłoby sądzić na podstawie obrazów Guercino i  Poussina. Nie jest już tą oswojoną i dobrze znaną panią, przychodzącą z ociąganiem, gdy czas  wykona swoją pracę, by zakończyć szczęśliwe życie w świecie, w którym jednostkowa śmierć  wciąż jest wydarzeniem. Nie ma już indywidualnego oblicza konkretnego nieboszczyka, lecz  stała się zmechanizowana, masowa i anonimowa. Dzięki technologicznie przemienionej  wojnie, jednej z najpopularniejszych ludzkich rozrywek, jej żniwa nie zależą już od upływu  czasu, który wymuszał pewien porządek, lecz od przypadku – to z nim zawarła nowy pakt na  rzecz chaosu i weszła bezpośrednio do Arkadii, przejmując sferę życia, dotychczas dla niej  niedostępną. Z małego punktu kończącego życie rozprzestrzeniła się na całą jego długość,  wydrążając je od środka, pod starymi dekoracjami. A wraz z przyrostem demograficznym  osiągnęła efekt skali i zamiast jednostkowych grobowców również w ziemskim raju leży głowa  przy głowie, głowa na głowie, piramida głów do zbielałego nieba. 

5 

Taka diagnoza współczesności wyłania się z poematu Et in Arcadia ego, a jego bohater wraz z  innymi poddaje się procesowi rozpadu i duchowego regresu: leży przykryty białym  prześcieradłem / myśli osypują się / pęka nić która go łączy / pęka nić która wiąże / obrazy i  słowa [R/11]. Za cenę utraty wszelkiej nadziei, destrukcyjnej dla twórczego ducha, chce znać  prawdę, chce patrzeć rzeczywistości prosto w podgardle, nie zostawić ani jednego miejsca / ani  jednego białego pola / dla wyobraźni [R/25] 

  1. Marai 

Sandor Marai jest jednym z tych, o których mówi przytoczone wyżej motto poematu Et in  Arcadia ego, gdyż po tragicznym spotkaniu z duchem (dziejów) od całkowitego  samounicestwienia uratował go pobyt na południu Włoch, gdzie w latach 1948-1951  odbudował siły po wojennej tułaczce. 

Wtedy Włochy przypominały jeszcze miejsce opisane przez Goethego w Italienische Reise.  Jednakże z powodów ekonomicznych musiał wyjechać do Ameryki (Nowy Jork), by wrócił w  pobliże Neapolu w 1967 roku. Niestety, w międzyczasie wszystko uległo zmianie i po trzynastu  latach rozczarowany ponownie wyemigrował za ocean, tym razem do San Diego w Kalifornii. 

Jest więc Marai tym szczególnym przypadkiem, który doświadczył Arkadii najpierw jako  najlepszego miejsca na Ziemi (Goethe), a następnie jako raju upadłego, zdegradowanego (Różewicz), mostem łączącym oba brzegi. 

Sięgnięcie do wspomnień Sandora Marai jest uzasadnione również tym, że szczegółowo  dokumentował oba doświadczenia w prowadzonych niemal przez całe życie Dziennikach.6Jest  to więc kolejny – po notatkach z podróży Goethego i poemacie Różewicza - autobiograficzny  utwór, w którym można śledzić ewolucję mitu Arkadii. 

Zwłaszcza zapiski w Dziennikach z lat siedemdziesiątych potwierdzają wiele spostrzeżeń  wyrażonych wcześniej przez Różewicza i dowodzą, jak czułymi obaj byli obserwatorami przemian dopiero wyłaniającej się nowoczesności: 

1971: Szkoda Europy, bo to, co zajęło miejsce mądrych proporcji – rozpad zasad ludzkiego współżycia, skłębiona,  spazmatyczna, trująca cywilizacja techniczna – pokazuje już początek końca czegoś, co się dopiero zaczęło. (…)  Z Religii, ze Sztuki, z Miłości wyparowała magia. (…) człowiek na Ziemi nie czuje już nic, kiedy patrzy na niebo  lub księżyc [M/4/158-159]. 

1974: Całe chmary ludzi, na ulicy, w lokalach, w pojazdach, wszędzie. Nie ma już miejsca dla człowieka z powodu  tych wszystkich ludzi na terenach zamieszkanych – a ten tłum potrzebuje żywności, mieszkań, ubrać, rozrywki,  kultury. Dwa objawy groźniejsze od bomby atomowej: przeludnienie i zanieczyszczenie środowiska. Człowiek  zmienia w pomyje i kupę gnoju własne środowisko. W tłumie podróżnych już bardzo niewielu ludzi ma własną  twarz. Młodzi i starzy noszą w większości maski narzucone przez innych, wszyscy mówią to samo i tak samo się  zachowują. Rewolucja techniczna i superuprzemysłowiony świat pewnie jest w stanie dać tym tłumom żywność i  dach nad głową: ale wydaje się prawie niemożliwe wychowanie ich na ludzi myślących. Ta straszna przemiana  nastąpiła w ciągu kilku dziesięcioleci [M/4/188-189]. 

1975: Przed 27 laty, kiedy tu przyjechaliśmy, przyjęło nas ciche Posillipio. I cztery lata, które przeżyliśmy na tym  wzgórzu, były może najlepszym okresem mego życia. Italia stawała na nogi po wojnie; nie było jeszcze śladu  parweniuszowskiej chełpliwości dolce vita. (…) W latach sześćdziesiątych wybuchł miracolo economico. (…) urządzili sobie teraz pogański karnawał. Nędzę, bez żadnego okresu przejściowego, zamienili na obnoszone z  dumą marnotrawstwo. (…) zataczające się w ekstazie, uciekające w najrozmaitsze odmiany samozniszczenia i  

6 S.Marai Dziennik t. 1 1943-48, t. 2 1949-56, t.3 1957-66, t.4 1967-76, t.5 1977-89 Wydawnictwo Czytelnik 2016-2020.  Cytaty w tekście oznaczone są jako [M/nr tomu/nr strony].

6 

oszołomienia społeczeństwo (…) Dolce vita zmieniło się w groszową, masową narkozę, jak sportowe szaleństwo  czy uliczne demonstracje połączone z rzucaniem bomb [M/4/366]. 

Finalnie niewiele zostało z ziemskiego raju, a gorycz przysłoniła tych kilka szczęśliwych lat z  pierwszego pobytu we Włoszech. Tym co trwale ratowało autora Żaru w najtrudniejszych momentach życia przed całkowitym załamaniem ducha, nie była jednak Arkadia rzeczywista,  lecz wykreowana w romantycznym opisie Goethego. To do niej Marai nieustannie wracał. Konkretna książka, Italienische Reise, była z nim przez całe zagmatwane życie, w ojczyźnie i  na emigracji, wbrew niszczycielskiej historii:  

na Węgrzech w 1919 w czasie komunistycznego przewrotu i na wsi w 1944, gdy nieopodal  bombardowano Budapeszt:  

1944: Dniem i nocą czytam Italienische Reise Goethego. Może ta lektura jest ostatnią podróżą mojego życia? Po raz ostatni – i pierwszy – czytałem tę książkę w czerwcu 1919 w miesiącach węgierskiego komunistycznego eksperymentu, w małym  kąpielisku nad Balatonem. Te dwa momenty mego życia prywatnego i sytuacji światowej wykazują przerażające  podobieństwo. [M/1/102] 

w 1945 gdy wyciągał resztki prywatnej biblioteki z kopca gruzu i śmieci pozostałego na miejscu  mieszkania przy ulicy Miko: 

1945: W Budzie. Furką wywożę na wieś wszystkie książki i ubrania, które udało mi się uratować z gruzowiska. Siedzę wśród  zniszczonych tomów Goethego, na górze tobołów powiązanych z prześcieradeł przypalonych ogniem granatów. Mojego  Goethego zniszczył odłamek granatu. Ale kto mógł ukraść połowę tomów Prousta? [M/1/208-210] 

w 1948 w pierwszych dniach biednej emigracji w Posilipio pod Neapolem: 

1948: Rozpakowałem przywiezione tu książki – tych pięć, które zabraliśmy ze sobą na bezludną wyspę: włoski dziennik  Goethego (…) [M/1/457] Przed snem czytam włoski dziennik Goethego, fragment neapolitański (…) Goethe opisuje człowieka  południa, krajobraz, klimat, jak ktoś, kto rodzi się na nowo (…) właśnie znów po raz szósty czytam jego zapiski podróżne  [M/1/482-483] 

w 1954 w szpitalu: 

1954: Lektura w szpitalu: Goethe, Italienische Reise. Strony o Neapolu. Jest coś w Neapolu, w Goethem i w Europie, czego  tu, w Ameryce dramatycznie brakuje: ludzka wielkość. [M/2/373] 

znów w pobliżu Neapolu (Salerno): 

1971: Goethe, Italienische Reise, każdego dnia po maleńkiej łyżeczce. Z wielkiego działa życia dla mnie ten utwór zachował  najwięcej żywotności [M/4/185] 1979: Jak alkoholik, który w końcu pije już tylko czysty spirytus, tak i ja mam ochotę już  tylko na Goethego, Aranya, Plutarcha, Krudego i Wergiliusza. [M/5/121] 

i w późnych latach, gdy starość już niemal odebrała mu wzrok: 

1981: Lektury: Italienische Reise Goethego. [M/5/172] 

Niezwykle rzadki przypadek tak intensywnej lektury i w efekcie Dzienniki zrodzone są z tego  samego szlachetnego kruszcu, co Italienische Reise. Obaj autorzy niosą tę samą pochodnię,  choć Marai miał trudniej, gdyż szedł przez spustoszoną już przez śmierć krainę. W  przeciwieństwie jednak do Różewicza, z którym łączyło go równie pesymistyczne rozpoznanie  prawdy o współczesności, swoim życiem dawał nadzieję, że nadal można trwać do późnej  starości po stronie ducha (innego niż religijny), nie zamykając oczu na prawdę o rzeczywistości.  Niezbędna w tym celu jest nawracająca lektura Italienische Reise, by nie poddać się bez reszty  i zawsze móc wspominać Neapol, choćby to było cudze wspomnienie. Najważniejsze, by  pozostawić białe pole dla wyobraźni.

Tags: Jacek Wilkowski

Ostatnio popularne

  • Marta Otfinowska-Blixt - Niekoniecznie dookoła świata
  • Robert Drobysz - Wentyl bezpieczeństwa
  • Jacek Kasprzycki - Przed obliczem biskupa Kazimierza
  • Elżbieta Rogucka - Blask przebaczenia w ciemnościach Auschwitz
  • Stanisław Chyczyński - Kolejna wielka księga Wierciochów
  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego

Podobne tagi

  • Stefan Pastuszewski 60
  • Stanisław Chyczyński 13
  • Roman Sidorkiewicz 19
  • Ludwik Filip Czech 14
  • Jerzy Stasiewicz 12
  • Ewa Klajman-Gomolińska 11
  • Anna Kokot-Nowak 14

Często czytane

  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego
  • Krzysztof Gołębiewski - Czy w świecie kryminałów i romansów jest miejsce dla groteski filozoficznej?
  • Jerzy Stasiewicz – Przestrzeń czasowa osadzona w faktach, w poezji Zbigniewa Milewskiego
  • Maria Balcer - „Bezwzględna geometria życia” w wierszach Stefana Pastuszewskiego ( „Na krawędzi”)
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Nawigator postpandemiczny
  • Nate Bear - Jak Palantir zmienił Ukraińców w szczury laboratoryjne i zrujnował Ukrainę
  • Mateusz Wabik - Miejsca świata
  • Emilia Uścim - Rozkwitające fraszki

Popularne

  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego
  • Andrzej Lewandowski - Powrót Cherubiny
  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego cz. II
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Dwie komórki mojej ciotki
  • Aleksander Puszkin - Cyganie, przeł. Andrzej Lewandowski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Claudia Schiffer nie kocha Adama Boberskiego
  • Alicja Szczypka - Znudziła mi się wielka miłość
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tancerka tańczy, mężczyzna patrzy
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Każda utopia ma swoje dno
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Kolejny rozdział mesjanizmu Polski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tak mi pusto, Panie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Literatura w eutanazyjnym świecie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Coś się kończy, coś się zaczyna - wyrok, nadzieja czy dotykanie prawdy...

Na skróty

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
© akant.org - wszystkie prawa zastrzeżone

Main Menu

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj