Archiwum

Luisa Felletti - MALRAUX

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Autor:
Luisa Felletti
Tłumaczenie:
Agnieszka Poczyńska-Arnoldi

MALRAUX

NOTY BIOGRAFICZNE

1. FARINET

Joseph Samuel Farinet urodził się w Valle d’Aosta w Saint-Rhemy-en Bosses w roku 1845. Poszukiwany za fałszowanie pieniędzy, przez ponad dziesięć lat wymykał się sprawiedliwości, aż w końcu ścigany przez siły porządkowe zginął, spadając w przepaść. Według ludowej legendy była to postać w rodzaju Robin Hooda, mężczyzna piękny i szczodry, uwielbiany przez kobiety i ukrywany przez biedaków, którym rozdawał monety sfałszowane tak idealnie, że były –„plus bonnes que les vraies" – lepsze od prawdziwych . W 1938 roku jego historię przypomniał film L’or dans la montagne Maxa Hauflera, ze znanym francuskim aktorem Jeanem Louisem Barraultem w roli głównej. Poświęcona pamięci Farineta winnica o nazwie La Salle jest najmniejsza na świecie. To właśnie z tej „przeklętej winnicy" pochodzi wino Les Cuvées macabres.


2. ANDRÉ MALRAUX
André Malraux był ministrem informacji i propagandy w rządzie Charlesa de Gaulle’a od listopada 1945 do stycznia 1946 roku. W roku 1959 został ministrem stanu i ministrem Kultury. Drugi z tych urzędów, utworzony specjalnie dla niego, piastował przez okres dziesięciu lat. Był twórcą idei grandeur – francuskiej polityki wielkości. Wprowadził program działań społecznych i uczynił z kultury narzędzie polityki państwowej, w której ramach powołał do życia m.in. Maisons de Jeunes et de la Culture – młodzieżowe domy kultury . Członek francuskiego ruchu oporu, uczestniczył także w wojnie domowej w Hiszpanii po stronie republikanów. Następnie walczył z kolonializmem w Algierii i z tego powodu stał się obiektem zamachu, z którego cudem uszedł z życiem. Kontrowersyjna postać polityczna, przez wielu uznawany za człowieka lewicy, przez innych zaś za nihilistę i konserwatystę, pod koniec życia wygłosił niepokojącą opinię na temat włoskiego faszyzmu, określając go mianem genialnej idei społecznej. W maju 1968 uznał protesty studenckie za „prawdziwy kryzys cywilizacji" i wziął udział w manifestacji domagającej się przywrócenia porządku. Pasjonat sztuki figuratywnej, przyjaciel najwybitniejszych artystów XX wieku, którym zlecał wiele prestiżowych projektów i prac. Wspaniały mówca, cytaty z jego przemówień stały się słynne m.in. dlatego, że poruszały samego de Gaulle’a, uważanego powszechnie za „człowieka z lodu". Uzależniony od opium alkoholik, w ostatnich latach swego życia zachowywał się w sposób prowokujący, m.in. z powodu pogłębiania się zespołu Tourette’a – zaburzenia nerwowego objawiającego się występowaniem tików ruchowych i werbalnych . Zdania w tekście zapisane kursywą  zostały wypowiedziane w różnych kontekstach przez samego Malraux.


    Dzień był piękny i szło się przyjemnie. Położone u podnóża gór domostwo wyglądało zachęcająco.
    Gdy przemierzali ostatnie metry dzielące ich od zabudowań i ogrodu, pan domu pojawił się na progu.
    Świetnie zbudowany pięćdziesięciolatek o twarzy hollywoodzkiego aktora. Na jego widok Giovanni poczuł się gorszy, a ponieważ nie znosił tego uczucia, natychmiast pojawiła się w nim chęć rywalizacji. Pewny uścisk dłoni gospodarza potwierdził jedynie jego męskość, a towarzysząca Giovanniemu sekretarka uśmiechnęła się do nowo poznanego mężczyzny trochę bardziej, niż było to konieczne.
    No, to zobaczymy, co się tu wydarzy, pomyślał dziennikarz.
    Po krótkim powitaniu mężczyzna zaprosił ich do środka, a sam oddalił się, by odłożyć ich okrycia i przygotować mały poczęstunek.
    Marina wskazała wzrokiem ścianę zapełnioną zegarami z kukułką. Niektóre z nich były na prawdę oryginalne. Giovanni skinął głową na znak, że i jemu wydały się ciekawe, ale jego asystentka zorientowała się, że nie zwrócił uwagi na pewien intrygujący szczegół. Z pewnością nie brakowało mu dziennikarskiej wnikliwości, był jednak trochę roztargniony, no i przede wszystkim zarozumiały. A mimo to bardzo ją pociągał, choć czasem sama nie rozumiała dlaczego. Postukała palcem w tarczę swojego zegarka, a potem wykonała kilka kółek w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek.
    Twarz Giovanniego wykrzywił grymas zniecierpliwienia – jego normalna reakcja na cudze sugestie – ale kiedy wreszcie sam dokładniej przyjrzał się czasomierzom, nie krył zaskoczenia: wszystkie zegary chodziły wstecz. Dopadł go nerwowy tik lewego oka i prawego ramienia.
    Monsieur pojawił się ponownie, pchając przed sobą barek, na którym pobrzękiwała butelka wina i talerz z tartinkami. Zaprosił ich na werandę. Widok z niej był olśniewający, a wino naprawdę doskonałe.
    – Pijemy właśnie jedno z Cuvées Macabres, Le sang des flics. Jak państwu smakuje? Madame Birkin udało się zdobyć na aukcji jego dwie butelki. Chodźcie, proszę. Chciałbym wam pokazać zdjęcia z dedykacjami przyjaciół naszego bohatera.
    Minęli przestronny salon i znaleźli się w pomieszczeniu poświęconym pamięci Farineta, w którym wyeksponowano stary kapelusz (nie wyglądał na autentyczny), zakrzywiony nóż, owczą skórę oraz parę kowalskich narzędzi i jakieś monety.
    – Proszę spojrzeć na te monety, panie redaktorze. Czy zdołałby pan odróżnić prawdziwe od podrobionych? Czy nie sądzi pan, że był w tym względzie prawdziwym artystą?
    – To prawda – zgodził się Giovanni. Uważam, że sztuka niezależnie od założeń etycznych jest przede wszystkim tym, co sprawia, że forma staje się stylem.

    Po tym cytacie od razu poczuł się lepiej. Miał nadzieję, że po jego intelektualnym popisie uwodzicielski Monsieur zrozumie wreszcie, gdzie jego miejsce, i przestanie uroczo stroszyć piórka.
    Nie mógłby zaprzeczyć, że amfitrion klubu sprawiał, iż czuł się nieswojo.
    Znowu dopadł go tik, tym razem mrugał powiekami i mimowolnie pocierał dłonie.
    Przecież ten Francuz musiał wiedzieć, że miał do czynienia z celebrytą, a zachowywał się, jakby zupełnie nie miało to dla niego znaczenia. Widocznie nie oglądał telewizji.
    Tamten uśmiechnął się tylko i spytał, czy Giovanni rzeczywiście był wielbicielem Farineta. – Bo jeśli tak, to jest pan w znakomitym towarzystwie. Jak widać na zdjęciach, ma on wielu sławnych fanów. Proszę spojrzeć: Roger Moore, Peter Ustinov, a tu jest podpis naszego przyjaciela André Malraux…
    A–ch, tak! To znaczy, że cytat nie umknął jego uwadze! Był więc nie tylko przystojny, ale i wykształcony. Tego było już za wiele i stawało się nie do zniesienia!
    Marina posłała Monsieur zadowolone spojrzenie. Owszem, Giovanni był znanym dziennikarzem i ona była nim zafascynowana, ale był zadufany w sobie i teraz wreszcie ktoś dawał mu po nosie. Dobrze mu tak, sam się prosił.
    A to jest Dalajlama – kontynuował Monsieur, odrzucając z czoła siwy kosmyk – aktualny właściciel tej maleńkiej winnicy. I pomyśleć, że te niespełna dwa metry kwadratowe ziemi dają tak wyjątkowy trunek. Zyskuje ogromne uznanie na wszystkich aukcjach. Ubiegały się o niego   księżniczka Karolina i Gina Lollobrgida. Oczywiście, zdobyte w ten sposób środki są przekazywane na cele dobroczynne. Muszę przyznać, że darczyńcy są zawsze bardzo szczodrzy. Wiele dają, by móc napić się tego nektaru!
    Giovanni przytaknął uprzejmie skinieniem głowy, nie panując już nad podskakującym prawym ramieniem, a Marina, korzystając z chwili przerwy, wtrąciła się do rozmowy bardziej zainteresowana błękitnym spojrzeniem oczu rozmówcy niż tematem konwersacji.
    – Zdaje się, że to abbé Pierre był pierwszym właścicielem winnicy, nieprawdaż?
    – Niestety, nie. Był nim aktor Jean Louis Barrault. W roku 1980… – kontynuował swój wywód przystojniak, wychwalając roczniki win i ludzkie cnoty, a ona delektowała się jego francuskim akcentem.
    Tymczasem zeszli do piwnicy, a raczej ciemnej groty oświetlonej pochodniami i częściowo umeblowanej. Poczuli się jak w średniowiecznym lochu.
    Giovanni szarpał się już mimowolnie za płatek ucha.
    Kiedy wskazano mu sarkofag usytuowany w ciemnej części piwnicy, ledwo powstrzymywał się, by nie skręcić się ze strachu. Syndrom nasilał się pod wpływem stresu i od momentu przybycia do winnicy powoli stawał się nie do opanowania.
    Zwrócił się do asystentki produkcji, gotowej, by notować:
    – Jest tu zbyt ciemno. Do zdjęć potrzeba nam reflektorów o mocy przynajmniej…
    – Tu nie wolno filmować. Przykro mi. W tym miejscu rozpoczyna się test dla aspirantów Klubu Przyjaciół Farineta. Kto pragnie zostać jego członkiem, musi poddać się próbie, i nie możemy zdradzać, na czym ona polega. Chyba sam pan rozumie, że nie miałoby to sensu. Nasz rodzimy Robin Hood był człowiekiem mężnym. Kandydaci muszą dowieść, że kochają ryzyko – kontynuował swój wywód, po czym zakończył cytatem: – Nauczyłem się, że życie nic nie jest warte, ale nic nie jest warte życia.
    Cóż za prowokator, pomyślał Giovanni, i udając obojętność, spytał, na czym miałaby polegać ta próba.
    – Sam się pan przekona i zapewniam, że nic złego się panu nie przydarzy… Wszystko zaczyna się w tej trumnie. To taki rodzaj drogi wewnętrznej przemiany, choć nie wiem, czy sam Malraux – mimo zacytowanego przeze mnie przed chwilą zdania – poddał się tej próbie. Wtedy jeszcze mnie tu nie było, a i on sam był już wówczas bardzo stary i schorowany.
    A więc tak. Wygląda na to, że rozpoznał u niego syndrom Tourette’a. Najwidoczniej było mu wiadomo, że i francuski minister cierpiał na to schorzenie. Ten człowiek to wyjątkowo podstępna kanalia!
    Giovanni ruszył w stronę sarkofagu, powtarzając jak automat i zupełnie mimo woli: kanalia, kanalia, kanalia…
    Marina, znając jego przypadłość, starała się odwrócić uwagę Monsieur, dopytując, czy również Gina Lollobrigida poddała się tej próbie.
    Gdy Giovanni wyobraził sobie Ginę – tlenioną blondynę ze sztucznymi rzęsami – wyciągniętą w sarkofagu, nareszcie odprężył się i wraz z pozostałymi wybuchnął śmiechem.
    – W porządku, przyjmuję wyzwanie.
    – Ależ Giovanni – próbowała interweniować zaniepokojona Marina – to zupełnie nie jest konieczne. Mamy już wystarczająco dużo materiału do serwisu!
    A potem zbliżywszy się do niego, dodała – Może to jakiś wariat, przecież tak naprawdę go nie znamy.
    – No, to świetnie! – ucieszył się Monsieur. – Muszę jednak pana ostrzec, że trumny nie można otworzyć od wewnątrz, tak więc po rozpoczęciu testu nie można go przerwać. Będzie mógł pan jedynie posuwać się naprzód, przechodząc do kolejnych etapów. Ważne jednak, by nie cierpiał pan klaustrofobię.
    Tymczasem zbliżyli się do sarkofagu i w świetle trzymanej przez Monsieur pochodni ujrzeli stos ułożonych w kącie ludzkich czaszek.
    Po tym zabawnym odkryciu Marina próbowała go jeszcze powstrzymać (Daj spokój, to jakiś kretyn), ale doskonale wiedziała, że jej nie posłucha. Nigdy nie brał jej pod uwagę, niestety, pod żadnym względem.
    Monsieur uniósł wieko teatralnym gestem.
Nawet zaskrzypiało. Niezłe efekty dźwiękowe, pomyślał Giovanni. Sam nie pojmował, dlaczego przyjął to wyzwanie.
    – Jeśli to pana przeraża, może się pan jeszcze wycofać.
    Naprawdę nie rozumiał, co go do tego pchało. Chyba po prostu fakt, że tamten był taki przystojny, wyzwolił w nim pierwotną chęć samczej rywalizacji.
    Trumna była wyścielona aksamitem. Położył się do środka.
    – Gotów? Doskonale!
    Głuchy huk zatrzaskującej się pokrywy. Kompletna ciemność. Łomot serca.
    Tylko spokojnie. Po prostu oddychaj, powoli…
    Nawet nie było sensu wytężać wzroku.
    Cały czas do przodu, powiedział picuś-glancuś, tylko że tu w ogóle nie można się podnieść… można tylko się ślizgać… nogami do przodu. Po bokach nie wyczuwał żadnych ścian. Sunął więc do przodu, pełzając na plecach, wokół pustka jak przepaść.
    Co mnie do tego pokusiło?
    Nagle jego kolana same się ugięły, a pod stopami wyczuł jakieś schodki. Zrobiło się cholernie wąsko… nawet nie mógł rozprostować ramion. Mógł jedynie schodzić w dół.
    Jak tu może być wysoko? A jak przywalę gdzieś głową i stracę przytomność? Ten gnojek   gotów jeszcze zostawić mnie tu na wieczność!    
    Teraz nawet nie sposób było ruszyć zablokowaną między ramionami głową. Zrobiło się naprawdę gorąco.
    Dupek! Dupek, dupek, dupek… nie, nie mogę sobie teraz pozwolić na syndrom. Sam jestem cholernym dupkiem!
    Wreszcie schody się skończyły, ale co z tego, skoro nie można było nawet usiąść, to wygląda jak jakaś rura… chyba kanalizacyjna. Poczuł wilgotny zapach ziemi. Nieoczekiwanie w dole ściany namacał jakiś otwór. Cóż z tego, skoro dokoła nie było w ogóle miejsca, żeby schylić się czy obrócić.
    Dobra, może uda mi się przyklęknąć… o, tak jak się skulę, to może dam radę jakoś się wygiąć. Jak ja już długo jestem w tej pieprzonej norze? Szlag by to wszystko trafił… Szlag, szlag, szlag… tak chcę to powtarzać bez końca…. o kurczę, to chyba jakiś tunel!
    Wtem poczuł świeży podmuch powietrza. Wziął głęboki oddech. Krew dudniła mu w skroniach jak wezbrana rzeka.
    Czy tamten faktycznie to wszystko kontroluje? Ile upłynęło czasu? Ile będę jeszcze musiał czołgać się na brzuchu? Jak glista. Jestem glistą. Chciał mi to udowodnić… chciał mnie upokorzyć. Zazdrości mi popularności… pieprzony mistrz kolarski, niedouczony prostak… wykuł na pamięć kilka cytatów z jakiejś gazety . O, Boże jak mnie boli szyja! Droga wewnętrznej przemiany…. Co za bzdura! I po co ja się tu czołgam? Co ja mu chcę udowodnić? A może to sobie chcę coś udowodnić? Jestem pieprzonym dupkiem! Dałem się wrobić, jak… jak… Jakieś światło! Jest wyraźnie jaśniej, że też wcześniej tego nie zauważyłem… jest coraz jaśniej!
    Nad głową zauważył otwarty właz. To z niego przebijało światło.
    Czyżby specjalnie go otworzył, żeby usłyszeć, jak się szamocę i krzyczę?
    – Brawo! – dokładnie w tym momencie zostaje odkorkowana butelka szampana.
    Marina klaszcze w dłonie spokojna i promienna.
    A niech ją…! Ciekawe, co robiła przez cały ten czas z tym pięknisiem? Nie wyglądają na zaniepokojonych. Gnojki!
    – Gratuluję, Giovanni, zajęło ci to siedem minut, to dokładnie średnia rejestru. Popatrz   tylko, Alan mi go przed chwilą pokazał. Przy każdym nazwisku, obok podpisu uczestnika, podany jest czas …
    Alan? Czyżby w tym czasie zacieśnili znajomość, pomyślał Giovanni i uświadomił sobie, że jest o nią zazdrosny.
    – Proszę podać mi sweter i pozwolić, że go wytrzepię – zwrócił się do niego uprzejmie Alan, próbując pomóc mu się rozebrać. – Po wypiciu szampana odprowadzę pana na górę, gdzie, jeśli pan zechce, będzie mógł wziąć prysznic. Ale najpierw proszę tu złożyć podpis. Tu, przy pańskim nazwisku. Widzi pan? Wszystkim zajęło to od pięciu do ośmiu minut. Z wyjątkiem Zidane’a, który osiągnął najwyższy wynik i tym samym ustanowił rekord. No, ale on jest oczywiście czempionem.
    Giovanniego powoli opuszczał paraliż skrępowania, w jaki popadł od momentu wyłonienia się z włazu, i wreszcie zdołał poruszyć zesztywniałym karkiem, by rozejrzeć się dokoła – znajdowali się nadal w tej samej piwnicy. Tuż obok zauważył sarkofag i stos czaszek – teraz wyraźnie widział, że nie były prawdziwie.
    Wreszcie odzyskał mowę:
    – Doprawdy, świetny żart, Alan. Ale do czego to panu potrzebne?
    – A do czego panu było to potrzebne? Mnie sprawia przyjemność opiekowanie się tym miejscem i obserwowanie twarzy ludzi wychodzących z włazu. Niektórzy są radośni jak dzieci po zejściu z karuzeli, inni przestraszeni, a jeszcze inni zezłoszczeni, tak jak pan, jeśli się nie mylę. To nie żart, to zabawa. Zabawa w odkrywców, jak w dzieciństwie. Być może również pan coś odkrył… coś, co nie końca się panu spodobało. Być może doceni to pan trochę później…
    Giovanni poczuł, że go nienawidzi.
    – A ja jestem szczęśliwa, że mogłam w tym uczestniczyć w charakterze obserwatora – zaszczebiotała Marina. – Zauważyłam, że brak tu podpisów kobiet. Domyślam się, że nie jest nam dane zostać przyjaciółkami Farineta. Normalnie czułabym się tym urażona, ale nie ukrywam, że w tym szczególnym wypadku chętnie zgodzę się na tę dyskryminację. Teraz jednak musimy już wracać, Giovanni, zanim wyślą po nas ekipę ratunkową.
    Chwyciła go niedbale pod ramię i skierowała w kierunku wyjścia. O dziwo, pozwolił jej się poprowadzić.
    Monsieur Alan pokiwał im z balkonu i, osiągając szczyty bezczelności, zaproponował Giovanniemu, by powracał tu, gdy tylko będzie miał ochotę, w charakterze nowego członka.
    Dopiero gdy oddalili się o jakieś sto metrów, Marina odważyła się spojrzeć w twarz swojemu szefowi, ale była ona tak ściągnięta i spięta, że natychmiast zrezygnowała z rozmowy. W końcu jednak i tym razem złość na niego przemieniła się w czułość. Nic dziwnego, skoro go kochała.    
    Kiedy dotarli do ekipy była zmuszona ze względów technicznych spytać o wskazówki odnośnie do filmowania, i żeby go nie krępować, uczyniła to, udając, że szuka czegoś w torbie.
    – Robimy serwis wyłącznie o winnicy – odpowiedział.
    Chciało mu się śmiać. Sam był tym zaskoczony, tak rzadko mu się to zdarzało. Był podekscytowany, jakby zrobił coś szalonego.
     O, kurczę nawet mu się zrobiło wesoło!
    Odwrócił się w stronę Mariny i dodał – Jeśli komukolwiek piśniesz słówko, że znany dziennikarz położył się do trumny, a potem unurzany kurzem i z zesztywniałym karkiem wynurzył się z włazu, poszukam sobie innej asystentki!
    Marina była zachwycona – Giovanni śmiał się i to w dodatku z samego siebie!
    Przed technikami i operatorami przyjął ponownie swą wyniosłą pozę aż do momentu, gdy usłyszał głośno wypowiedziane przez Marinę zdanie, że Farinet to tylko mało interesująca legenda, ot, nudne ludowe gusła.
    – Jutro sfilmujemy tylko winnicę – zakończyła Marina.
    Popatrzył na nią z uznaniem – była osobą godną zaufania i – dopiero teraz to sobie uświadomił – o miłej powierzchowności. Wydała mu się bardzo kobieca, nawet jeśli nie była pięknością.
    Zbliżył się do niej i powiedział – Dziś wieczorem zasługujesz na dobrą kolację w jakiejś klimatycznej knajpce. Bez ekipy, oczywiście.
    Oszołomiony nieznanym mu dotąd uczuciem błogostanu ruszył w stronę samochodu, nawet nie czekając na jej odpowiedź, po prostu taki już był, oczywiście.
    Marina mimo wzruszenia zauważyła, że po wyjściu z włazu nie miał już tików.
    – Przynależność do klubu to zabieg czysto komercyjny – pomyślała – ale ze względu na dobroczynne działanie na psychikę uczyniłabym ją obowiązkową.
    Ostatecznie, tylko w legendzie ukryta jest prawda.
    A poza tym, jeśli przemiana Giovanniego okazałaby się nietrwała, zawsze mogę zaoferować swoje usługi jako asystentka Alanowi.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok