Archiwum

Ariana Nagórska - Piękni niewymowni

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Wśród opinii mądrych, głupich i przeciętnych (standardowych) odrębną kategorię stanowią obiegowe opinie spreparowane przez głupców w taki sposób, by wyglądały na niepodważalne mądrości. Są to łatwo przyswajalne slogany, szybko rozprzestrzeniające się w masie. Na gruncie literackim jest to np. opinia, że im lepszy poeta, tym gorzej czyta swe wiersze. Tymczasem zarówno wśród naprawdę dobrych, jak i naprawdę niedobrych jedni czytają świetnie, inni beznadziejnie, a większość (jak w każdej dziedzinie) prezentuje się przeciętnie. Na rozpowszechnianiu sloganu skorzystać mogą tylko najgorsi – czyli ci, co ani czytać nie umieją, ani pisać. Taki dukając, stękając i bełkocząc nigdy nie omieszka napomknąć, że „naprawdę dobry poeta z reguły czyta źle". Wtedy przynajmniej część osób na sali przytaknie, bo już ten slogan znacznie wcześniej przyswoili. Każdy z takich sloganiarzy potrafi dać przykład wybitnego poety, który swe wiersze źle czyta (lub czytał), a stąd już tylko krok do przeświadczenia, że ten, który się właśnie prezentuje, musi być chyba wybitny, bo nie słychać, co czyta, albo też słychać burczenia, kwilenia bądź ryki, z których żadnego słowa wyodrębnić się nie da. Kiedyś po spotkaniu autorskim świetnej i doskonale czytającej swe wiersze poetki usłyszałam w kuluarach opinię, że gdyby tak pięknie nie czytała, od razu byłoby widać, że zbyt dobrze nie pisze. Sloganiarstwo zawsze służy jednemu: by osiągnięcia zdolnych pomniejszać, a niezdolnych dowartościować.
          Slogan o złym czytaniu wierszy przez dobrych poetów nie będzie tu jednak głównym tematem, bo jest zbyt prostacki, by dało się z niego wycisnąć większą dawkę humoru lub groteski. Źródłem mych nieustających natchnień rozrywkowych jest natomiast slogan, że dobry poeta nie tylko nie umie swych wierszy analizować, ale nie potrafi o nich powiedzieć zgoła NIC, bo wypowiada się wyłącznie poprzez same wiersze. Na tym z kolei tracą najmądrzejsi i najwnikliwsi czytelnicy, którzy po to przychodzą na spotkanie z poetą (bo przecież  czytać wiersze mogą sobie w domu), by czegoś się od niego dowiedzieć, o coś zapytać i dzięki wyjaśnieniom autora lepiej jego twórczość poznać. Takich piękny niewymowny wpędzi w błędne koło, odsyłając do swych wierszy, które ponoć wszystko mówią za niego. Zdarza się jednak coraz częściej, że niewymownego poetę zaatakuje czytelnik głupi, bo arogancja miernoty w naszych czasach przybiera na sile. Głupoty swej ludziska nie tylko się nie wstydzą, ale jeszcze otwarcie walczą, by nikt nie był od nich mądrzejszy. Głupiec przychodzący na spotkanie poetyckie wymaga, by poeta dostosował się poziomem do niego. Wszystko, czego nielot nie zrozumie, uważa za bzdurne, nudne, nieudane, wydumane, „grzeszące przerostem formy nad treścią" (to też ulubiony slogan głupców), „nieautentyczne" itp. Coraz częściej też na takich refleksjach nie poprzestanie, tylko zabierze głos, pouczając autora, co i jak powinien pisać, podając na ogół jako wzór własny przykład (bo zwykle pisze też sam i aż nogami przebiera, by znaleźć okazję do występu). Wtedy poeta nieumiejący nic powiedzieć, siłą rzeczy musi przejść do cichej defensywy, a swoje „wiersze" zaczyna czytać walnięty z sali. – Z wariatem dyskutować się nie da – ubolewają poeci standardowo niewymowni. Tymczasem nabuzowanego świra stokroć łatwiej skołować, zdezorientować i zdołować niż osobę normalną, choćby z tego względu, że odczuwa on znacznie większy od normalnych lęk wtedy, gdy np. zostanie zaskoczony i nie wie, co jest grane. Bardzo łatwo też wybić go z transu zadając na poważnie absurdalne pytania z zupełnie innej beczki niż jego kocioł! Dawno, dawno temu, w czasach debiutanckich na mym spotkaniu pewien stary krzykacz zaczął czytać własny poemat, przekonany, że „przez szacunek dla starszych" młoda będzie milczeć. Okazałam więc staremu ekstremalny szacunek, ale bynajmniej nie przez milczenie. Przerwałam mu znienacka czytanie, błagając, by wreszcie zaprezentował swe wybitne malarstwo, bo głównie po to przyszłam. Dziadyga swym osłupieniem rozśmieszył nawet najstateczniejszych, ja zaś kontynuowałam, że za jego największe dzieło od lat uważam nagrodzony w Amsterdamie obraz  „Noc Desdemony", wszyscy moi znajomi jednak twierdzą, że lepszy jest „Poranek bażanta" uhonorowany w Bangkoku. Moim zdaniem ci znajomi za daleko odjechali, żeby dobrze widzieć, niechże więc Mistrz sam rozstrzygnie. Mistrz bardzo szybko uciekł trzasnąwszy drzwiami, jako że nigdy nic nie malował!
          Choć lira świra brzęcząca z sali na przekór prezentującemu się autorowi nie jest jeszcze na spotkaniach chlebem powszednim, ich chleb powszedni i tak bywa niezbyt strawny. Przekonanie, że wiersz musi mówić sam za siebie – owocuje głuchą ciszą po obu stronach barykady. Zwykły człowiek nieraz (słusznie czyniąc) prosi o wyjaśnienie sensu jakiegoś wiersza. Jednak na spotkania autorskie przychodzą zwykle sami „niezwykli" (czyli piszący), a ci uważają, że: 1) nie wypada im czegokolwiek nie rozumieć; 2) nie wypada o wyjaśnienie pytać poety, bo i tak najprawdopodobniej nie będzie umiał odpowiedzieć i nastąpi konsternacja. – Po pijanemu na ogół piszą, to i mogą nie wiedzieć, co napisali – brzmi powszechny głos ludu. Elita natomiast tworzy wzniosłe teorie, że poeta jest tylko medium, przekaźnikiem, przez który przemawia siła wyższa (Bóg, duch, demon, energia kosmiczna, mądrość przyrody itp.) i na tym właśnie polega tak zwane natchnienie. Jeżeli CZASEM rzeczywiście na tym polega, i tak nie mogę pojąć, że poety zupełnie nie interesuje, CO też taka potęga przez niego powiedziała i JAK jej to w efekcie wyszło. Beztrosko nie rozumie, i na tym koniec! Co gorsza, uważając się nieraz za przekaźnik, nie usiłuje nawet dociec, KTO lub CO za jego pomocą przekazuje treści. Oj, paranoidalna to sytuacja! Lepiej już chyba, aby autorzy tłumaczyli (nawet niezgodnie z prawdą), że pisali nietrzeźwi lub zgoła nieprzytomni. To jednak wzbudza inny rodzaj refleksji: – Gdyby byli stale nieprzytomni, to przecież nie mogliby uczestniczyć w spotkaniach autorskich. Skoro uczestniczą, powinni przynajmniej przed wystąpieniem zapoznać się ze swymi utworami!  Jest to uwaga trafna, ale przez osobę spoza branży literackiej skierowana do mnie, trafiła pod niewłaściwy adres. Dla mnie akurat jest oczywiste, że gdy autor nie wie, co napisał, na swym spotkaniu autorskim przebywać nie powinien. Nielicznym wystarczy przełożyć spotkanie na dogodniejszy termin, większość jednak (niestety), mimo niekwestionowanej abstynencji we wszystkich możliwych dziedzinach modyfikujących percepcję świata i tak o swej twórczości wiele nie powie. Tacy są wprawdzie na swych spotkaniach stuprocentowo przytomni, ale tylko w znaczeniu archaicznym (dawniej przytomny znaczyło po prostu obecny). W ich przytomności (obecności) trudno zagustować, zwłaszcza gdy mamy realizację dwóch sloganów w jednym, to znaczy jako „poeci wybitni" nie umieją ani czytać swych wierszy, ani o nich mówić!
          Realnie nie jest to raczej sytuacja do śmiechu, nie chcąc jednak w finale smucić, przytoczę dialog poetki ze słuchaczami z pewnej opowiastki, której humor uzyskałam właśnie poprzez dosadne mówienie owej poetki (z wykorzystaniem sloganów) właśnie o tym, o czym poeci mówić nie potrafią, poprzestając na wzniosłym milczeniu. – Czy to prawda, że przez poetę przemawia siła wyższa, a on tylko biernie zapisuje? – Pewnie, że przemawia, ale tak bełkotliwie, że nie czas na luz. Trzeba się zdrowo (lub niezdrowo) namęczyć, by tym bełkotom nadać jakiś sens! – Ale po napisaniu wiersz już chyba mówi sam za siebie? –  Jak od razu nie zdechnie, to mówi, lecz wtedy tym bardziej trzeba uważać i korygować, by nie gadał głupot. – Wolno więc poprawiać głos siły wyższej? – I wyższej, i niższej, bez różnicy. Taki co słyszy głosy w głowie, nigdy przecież nie odróżni, czy to trąby z niebios, czy Kowalskiemu pod blokiem włączył się alarm. Zapisuje jak czuje, a właściwie tak, jak CHCE czuć. – Nie rozumiem. W fazie natchnienia ma więc wolną wolę? – Oczywiście, że ma! Jak zobaczy Mruczka sąsiadów i uzna, że to Marsjanin, nie ma takiej siły, która by mu mogła zabronić tak napisać. – A jak widzi tira i napisze, że widzi tira, to czy to wszystko będzie poezja? – Jak go widzi na autostradzie, to będzie sprawozdanie, a jak u siebie nad łóżkiem, to poezja, bo pochodzi z siły wyższej. – Czy siła wyższa nigdy się nie myli? – Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi! Im wyraźniejsze działanie, tym większe ryzyko pomyłki. – Oj, to taka pomylona siła wyższa może trochę zaszkodzić! – Trochę? Siła wyższa nigdy nie działa na pół gwizdka, więc to poeta musi kontakty z nią dozować i zawsze mieć przy tyłku antidotum.
          W powyższej grotesce bohaterka nie cierpiała  na niemoc słowa i tak precyzyjnie omówiła meandry twórczości poetyckiej, że słuchacze zwariowali. Niechże więc przynajmniej zachowanie zdrowia psychicznego będzie pociechą dla osób trafiających w życiu tylko na takich poetów, którzy o swej poezji nie mają nic do powiedzenia.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok