Archiwum

Rafał Różewicz - Złożyć to wszystko w całość

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zawsze to cieszy, kiedy poezja znajduje uznanie wśród młodych, a jeszcze bardziej, gdy okazuje się, iż młodzież sama ją tworzy, teksty wysyłając na konkursy literackie, czy też publikując w czasopismach, często z niemałymi sukcesami (vide Anna Adamowicz, rocznik ’93, której literacka passa trwa nieprzerwanie od liceum). Można więc spać spokojniej. Ktoś pociągnie to dalej, luka międzypokoleniowa nie powstanie, a tym samym twórczość poetycka nie stanie się domeną osób, pod dyktando których upływać będzie (i już upływa) lekcja języka polskiego. Debiutancki tomik tegorocznej maturzystki Aleksandry Elżbiety Gawrońskiej pt. Puzzle wydany przez Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki jest zbiorem 50 utworów pisanych w latach 2010 – 2013. Jak sam tytuł na to wskazuje – młoda poetka zaoferowała czytelnikom książkę przekrojową, składającą się z impresji, fragmentów zamkniętych w preparatach wierszy. To liryka bardzo uczuciowa, a celem Gawrońskiej było z kolei uchwycenie tegoż uczucia i przekazanie go dalej; w zamyśle odbiorcom. Stąd z magazynu poetyckich narzędzi wybrała raczej intuicję niż narrację. Jej teksty są więc jakby naderwane, targane przeciwstawnymi impulsami. W tym wypadku rację miał Josif Brodski, mówiąc, że poezja dzieje się wtedy, gdy umysł gwałtownie przyspiesza dyktując ręce kolejne wersy.

W otwierającym książkę utworze ostrołęczanka pisze: Cała jestem bałaganem/ kaskadą ptaków , tyle tylko, podobnie jak u Przemysława Witkowskiego, notabene autora książki Preparaty [2009] tenże bałagan jest poddany obróbce, wycyzelowany. Nie wiem ile w tym zasługi redaktora Alfreda Sierzputowskiego, a ile Aleksandry Gawrońskiej, lecz muszę przyznać, że ów bałagan jest niepokojąco konkretny. W tomiku tegorocznej maturzystki niewiele jest waty, mielizn, zbędnych kilogramów. Autorka Puzzli wydaje się iść w dobrą stronę. Może nie jest jeszcze całkowicie świadoma literacko (o tym poniżej), niemniej potrafi zatrzymać się w odpowiednim momencie. Tekst zatem przekazuje wyłącznie, to co miał przekazać, jest utworem zaprojektowanym. Sens nie gubi się, i widać, że autorka już w miarę panuje nad warsztatem. Utwory czyta się dobrze, są napisane z werwą, aczkolwiek Gawrońska nie wyzbyła się jeszcze skłonności do używania dopełniaczy; oto niechlubne przykłady: klamka sumienia , otwarte struny serca , latarnie rąk  są oczywiście niewybaczalnymi kiksami, na szczęście jednak gubią się one w natłoku gros całkiem udanych porównań (Po szybie/ biegają krople/ przysysają się do szkła jak pijawki ; Tracę głowę/ jakieś ręce z tłumu/ porwały ją/ i wzięły na zakładnika ), niewypały natomiast nie są silnikiem wiersza, a raczej źle dobranym olejem. Poetka zna umiar, nie stawia na językowe kombinacje, jej technika, choć prosta (autorka posługuje się systemem różewiczowskim, który w moim mniemaniu został już doszczętne wyeksploatowany przez rzeszę pokoleń) o dziwo znajduje tutaj jednak swoje zastosowanie. Lepiej prościej, w sprawdzony sposób. Skromnie, co nie znaczy, że banalnie. Co mnie urzeka w tych tekstach, to pasja z jaką autorka je napisała. Czuć w nich szczerość, chęć podzielenia się wrażeniami z czytelnikiem: Siatki światła opadające z nieba/ krok próchnieje/ szklanka oczu/ lasy wciągają przez szyję wełnę/ prują się od zimna nasze ręce/ i serca . Taką twórczość, zamkniętą w preparatach, mimo oczywistych niedociągnięć (nieszczęsna szklanka oczu!) kupuję.

W Puzzlach tematyczny wachlarz jest przeróżny: nie są to co prawda filozoficzne dywagacje a’la Witold Wirpsza, korespondencje w stylu innego mieszkańca Ostrołęki Karola Samsela
z wybitnymi osobistościami świata sztuki, lecz raczej proste konstatacje, które bronią się tym właśnie, że są dopiero co odkrywane. Aleksandra Gawrońska jest poetką zachłanną, kolekcjonerką wrażeń, nastrojów. Kiedy jest jesień, w wierszach chwyta spadające liście, kiedy zima, sypie do nich śnieg. Zależna od bytów zewnętrznych, sprytnie nastawia na nie liryczne pułapki. Wiersz jawi się tutaj jako wyzwolenie, efekt prób zapanowania nad mikroświatem. Efekt skądinąd przyzwoity.

Cechą charakterystyczną tomiku jest brak myśli przewodniej; to zamierzone puzzle, z których czytelnik musi ułożyć sobie relację podmiotu z otoczeniem. Stąd z pozoru chaotyczna kompozycja; nie wierszy, a całości – w dobie starannie złożonych tomików podzielonych na części, coś już z rzadka spotykanego. Może jednak w tej antykompozycji jest metoda? Choć trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z wszystkimi lepszymi wierszami Gawrońskiej, które po prostu wrzucono do jednego worka. Ich ilość jest znaczna (50) i często traktują o tym samym: miłości, tęsknocie, śmierci, relacjach z rodziną. Tematach znanych od setek lat. Nie wymagam jednak, ażeby ich unikać. Aczkolwiek podane w nader podobny sposób, przy użyciu podobnego rekwizytorium, zlewają się i ciężko je zapamiętać. To największa wada książki: teksty, choć niezłe, są pisane na tym samym semantycznym poziomie. Nic nie wybija z pewnego uczucia melancholii zaprezentowanego czytelnikowi.
A niekiedy warto byłoby pójść w inną stronę, dokonać przecięcia, zwrotu akcji. Tak się jednak nie dzieje. Szkoda również, że poetka nie daje zbytnio dojść do głosu swojej drugiej pasji: grze na fortepianie. Choć teksty dotykające tej sfery można przeczytać w zbiorku (utwór Pianistka jest skądinąd całkiem udany), to jednak nijak się to ma do reszty. Brakuje mi swoistego połączenia rzemiosł; autorka programowo rezygnuje z melodii, rytmu, lecz jestem przekonany, że gdyby spróbowała nadać swojej poezji znamiona większej zgrabności, zyskałaby na tym. Ale do tego potrzeba czasu, innymi słowy: nic na siłę. Przyszłość pokaże. Lepiej bowiem zadebiutować pewniej.

Aleksandra Gawrońska posiada potencjał i wiem, że stać ją będzie na jeszcze więcej. Już przecież zdobywa laury w ogólnopolskich konkursach poetyckich m.in. im. Jerzego Kozarzewskiego w Nysie, czy im. Dionizego Maliszewskiego w Ostrołęce. Nie jest więc kompletną debiutantką, jej twórczość została już zauważona. Mam zatem nadzieję, iż Puzzle okażą się początkiem, nie zaś końcem na samym starcie. Jestem ciekaw, jak ostrołęczanka się rozwinie. I jakich dokona artystycznych wyborów.

Aleksandra Elżbieta Gawrońska, Puzzle, Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki, Ostrołęka 2014, s. 74.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok