Piotr Wdowiak - Doliną Dźwiny. Do Lucyna

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zawsze ciągnęło mnie poza granicę, na peryferie miasta, przestrzeni życiowej. Jako licealista chętnie uciekałem na przedmieścia mojej Łodzi, a jako student na prowincję – w góry i nad wodę. Najważniejszy dla mnie był wtedy ruch, odśrodkowy – środkiem i centrum był dom, a podróże odskocznią. Podróżowałem, by spotkać Innego. Zawsze Inność mnie pociągała. Od najmłodszych lat. Będąc dzieciakami, opuszczaliśmy z Jarkiem otoczenie naszego hotelu asystenckiego na przedmieściach i biegliśmy do brzeźniaka, by przyglądać się zmierzającym do lub z Łodzi taborom cygańskim. Chyba ostatnim, bo w tamtym czasie specjalna „gomułkowska ustawa" takiego życia Romom już od 10 lat zabraniała. O naszych cichych eskapadach obaj nie pisnęliśmy naszym rodzicom ani słowa. Elektryzowały nas muzyka i taniec przy ognisku oraz biegające dookoła dzieci. Najważniejsza była nasza kryjówka, z której podglądaliśmy Innego. Dreszcz emocji przechodzi mi dziś na wspomnienie naszych wypraw. Drugie równie ciekawe spotkanie z Innym przeżyłem dopiero na studiach. Przyczynił się do tego mój wykładowca z historii gospodarczej, który w 1990 r. miewał częste dygresje na temat źle–obecnych w PRL–owskiej historii mniejszości narodowych w Polsce. Rozbudzone zainteresowanie było na tyle silne, że po jednych zaduszkach w Krakowskiem u dziadków wybrałem się pierwszy raz do moich górali na Łemkowszczyźnie. Potem już świadomie dążyłem do kolejnych spotkań.
Nie wiem, czy Antoni Ossendowski najbardziej znany lucynianin w świecie lubił od najmłodszych lat podróżować, ale musiał do tego przywyknąć. Ossendowscy (Ossędowscy, Osendowscy) herbu Lis byli założycielami naszych sąsiedzkich Osędowic (wymienianych jako Ossandouice, Ossedovice, Osandovicze, a nawet Ossandouo) w końcu XIV w. Później wieś dworska przechodziła z rąk do rąk, ale po 200 latach o potomkach Ossendowskich wspomina Polski Słownik Biograficzny wymieniając Stanisława Ossędowskiego h. Lis, urodzonego w Dzierżawach (obecnie w pow. poddębickim w gm. Wartkowice), syna Tomasza, akademika krakowskiego, profesora prawa, poetę zmarłego ok. 1634 r.

„Za Batorego Ossendowscy znad Bzury wywędrowali na pogranicze rejonu Pskowa na najdalej wysunięte ku wschodowi osady wojskowo–polskie" – to tłumaczenie samego autora bestsellerów przedwojennych o swoich przodkach, którzy dla Inflant Polskich zostawili centralną Polskę. Od kiedy przeczytałem „Huculszczyznę" i „Polesie" zaczęły mnie interesować szczegóły życiorysu noblesmena herbu Lis.
O Osendowicach słyszałem w trakcie kolejnych żniw spędzonych u dziadków pod Łęczycą. Opowiadał mi też mój ojciec, a kolejne lektury zaostrzały ciekawość. Wreszcie po dwudziestu kilku latach mogłem sam ruszyć trasą odysei wielu polskich rodzin, które przyjęły przed setkami lat zaproszenie księcia Witolda Wielkiego do osadnictwa na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego. W przypadku rodziny Ossendowskich, to najprawdopodobniej dotarli oni na Pskowszczyznę, gdzie dostali przydział ziemi w uznaniu zasług wojennych. Ta sama ciekawość wiodła mnie do Ludzy, czyli Lucyna jak nazywali to miasto miejscowi Polacy (wywodząc nazwę miasta od św. Łucji).

Doliną Dźwiny – starym traktem bitewnym Rzeczpospolitej

Z Rygi, gdzie zatrzymałem się po przyjeździe z Wilna droga do wschodniej Łatgalii zajęła mi 8 godzin jazdy. Na trasie wzdłuż Dźwiny (łot. Daugava) zaplanowałem sobie trzy postoje w Semigalii i jeden już w łotewskiej krainie, gdzie lodowiec zostawił po sobie najwięcej osobliwości – Łatgalii.
Zaledwie kilkanaście kilometrów na południowy–wschód od stolicy leży Salaspils, który przybyszowi znad Wisły, ale także znad Renu, znany jest bardziej jako Kircholm. To miejsce chwały oręża Korony, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Księstwa Kurlandii i Semigalii przez wielu historiografów przywoływane zaraz po tym pod Grunwaldem (lit./łot. Żalgiris). Na cześć zwycięstwa 1605 r. husarii Jana Chodkiewicza nad wojskami szwedzkimi pod dowództwem Karola IX powstały dwa pomniki: łotewski i polski o jakże innym rezonansie. Łotewski monument z czasów radzieckich położony nieopodal rzeki nie mówi nic o przywódcy zjednoczonych wojsk Rzeczypospolitej. Wspomina natomiast o Liwończyku Henrichu Vrede, który miał uratować głowę samego króla Karola IX.
Nie zdołał uratować jednak większej liczby żołnierzy szwedzkiego króla – szacunki mówią o 9000 zabitych z 14–tysięcznej armii.
Polski pomnik po drugiej stronie ulicy postawiony w nie najciekawszej okolicy blokowiska z czasów Chruszczowa ma jednak inną wymowę. Monument sfinansowany przez rząd RP podkreśla jedność wojsk Rzeczypospolitej: Korony, WKL i Księstw Kurlandii i Semigalii. Na przykładzie łotewskiego monumentu widoczny jest podział elit księstw inflanckich na stronnictwa propolskie i proszwedzkie. Innej historiografii próżno szukać i u samych Litwinów, którzy zaliczają dzisiaj książąt ruskich Chodkiewiczów do stronnictwa Nowolitwinów, choć działalność państwowa i życie pokazuje, że ich identyfikacja mieściła się poza etnosem i konkretną konfesją, a służba państwowa dotyczyła całej Rzeczpospolitej Wielu Narodów. Wiele z rodów inflanckich i kawalerów mieczowych wybrało po okresie wojen pod dowództwem Chodkiewicza opcję propolską, porzucając tym samym niemiecką mowę swoich praojców. Tak było m.in. z rodem Romerów, których jedną z ostatnich przedstawicielek poznałem w czasie mojego pobytu w Wilnie. O tym miśnieńskim, pochodzącym z Saksonii rodzie czytamy u znanego historyka pochodzącego z Drycan w b. Inflantach Polskich Gustawa Manteuffla: „Do krajów inflanckich przybyli Römerowie przed kilku wiekami za czasów krzyżackiego Zakonu i osiedli w Wirlandii i Harii, składających obecnie część guberni estońskiej…" Później wskutek złupienia tych ziem przez Moskwę przenieśli się w okolice Rygi i na Kurlandię. I dalej „Römerowie wierni Rzeczypospolitej Polsce, po zajęciu Rygi przez Gustawa Adolfa, z polskimi wojskami przeszli na Litwę, gdzie wielu ich potomków dotąd przebywa (z żyjących zostały tylko dwie córki Michała Piusa Romera, pozostali Romerowie mieszkają m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii). Römerhof na Kurlandii do swych pierwotnych posiadaczy już więcej nie wrócił. Mimo to na Litwie rodzina Römerów prędko rozkrzewiła się, powszechnie posiadała zaufanie i do znacznych doszła posiadłości". Rodzina Romerów stała się w WKL rodem, który sprawował ważne funkcje publiczne. Członkowie tego rodu skłaniali się w najbardziej zagmatwanych momentach najnowszej historii do postawy „krajowców", czyli Polaków, lojalnych obywateli Litwy.
Oprócz miejsca triumfu w Salaspils znajduje się jeszcze miejsce hańby i zagłady – największy w krajach bałtyckich nazistowski obóz koncentracyjny (niem. Kurtenhof), gdzie według różnych źródeł zginęło 43–52 tys. ofiar, w tym 7 tys. dzieci. Kurtenhof po podwileńskich Ponarach i podobnie jak Maciki na litewskim Pomorzu, jest miejscem, gdzie doszło do największego na terenie Krajów Bałtyckich shoah.
Obecnie Salaspils jest małym przystołecznym miastem, które jest raczej bezbarwną sypialnią Rygi niż znaczącym ośrodkiem gospodarczo–oświatowym. Dzisiejsze miasto zostało wybudowano przez sowietów w latach 50. i 60. Dawny Kircholm leżał na terenie, na którym dzisiaj jest zalew na Dźwinie, którego wody napędzają miejscową hydroelektrownię. Sama osada należy do jednych z najstarszych na Łotwie, o czym świadczy najstarsza nad Dźwiną nekropolia katolicka.
Dalej droga wzdłuż Dźwiny prowadzi do Jçkabpils (pol. Jakubowo). Jçkabpils na pograniczu Semigalii i Łatgalii, jest znane przede wszystkim jako siedziba Krustpils Pils (pol. Zamek Kryżbork). Zamek Krustpilski powstał w końcu XIII w. W 1561 r. po rozpadzie państwa Liwów XVI zamek znalazł się pod polską administracją. W 1589 r. w uznaniu zasług wojennych w obronie Dyneburga król Stefan Batory zamek przekazał Mikołajowi von Korff. Zamek pozostawał w rękach rodu aż po rok 1920. W latach 1921–1940 stacjonował tu łotewski pułk artyleryjski. W okresie sowieckim był także w rękach armii, która opuściła go dopiero w 1993 r. Od tego momentu znajduje się tu Jakubowskie Muzeum Historyczne. Rodzina Korffów należy do starej westfalskiej szlachty, której z gałęzi z Můnsterlandu (kraju monastyrskiego) przybyłej do Kurlandii i Inflant Polskich za czasów Zygmunta Augusta. Najstarsi potomkowie Korffów posiadali Fejmany i Puszę w Rzeżyckiem (od miasta Rzeżyca – łot. Rçzekne). Jak czytamy u Gustawa Manteuffla Korffom za zasługi żołnierskie także „zamek w Kryżborku (Kreutzbergu) król Stefan Batory jure feudi nadał wieczyście. Dom ten zawsze wiernym był Rzeczypospolitej Polskiej. W r. 1632 Nicolaus (Korff – PW) dictus de Schmysing był posłem ziemi inflanckiej na sejm. Za Jana Kazimierza Korffowie polsko–inflanccy wsławili się w wojennych sprawach, a mianowicie Mikołaj, natenczas wojewoda wendeński i Wilhelm, starosta orleński; ostatni walecznie bronił Smoleńska".

Dzisiaj Jçkabpils jest 30–tysięcznym miastem położonym w urokliwej okolicy jezior i rzek. Zamieszkują go w dwóch trzecich Łotysze, ale w czwartej części Rosjanie oraz w kilkuprocentowej części Polacy, Białorusini i Ukraińcy. Do niedawna ta nawet mała populacja Polaków w mieście nad Dźwiną miała swoją szkołę podstawową. Niestety zamieniono ją na łotewską, bo nauka po polsku dla mieszkańców miasta stała się passe. Zachowano jednak fakultatywne nauczanie polskiego w miejscowej szkole. Jedną z ostatnich jej abiturientek spotkałem ostatnio w Sokołowie Podlaskim – pochodziła z rodziny ukraińskiej. Z Jakubowa pochodziła cesarzowa Rosji i żona Piotra I Wielkiego (po śmierci cara zgodnie z jego testamentem to ona przez trzy lata sprawowała władzę w Petersburgu) – Marta Helena Skowrońska znana jako Katarzyna I Aleksiejewna. Skowrońska rok przed śmiercią była odznaczona najstarszym i najważniejszym odznaczeniem Rzeczpospolitej Obojga Narodów – Orderem Orła Białego. Według jednej grupy historyków Skowrońscy pochodzili z Mazowsza, według innej należeli do łotewskiego chłopstwa. Jakubowo i dawniej, i dzisiaj było i jest mądrze zarządzane. Dzięki temu ten starożytny gród na szczęście nie wygląda dziś jak zemsta sowietów, ale jego zabudowa pokazuje ślady wielu włodarzy. Mijam małe sklepiki zachowane w ścisłej zabudowie centrum. Miasto na początku XVII w. dało schronienie starowiercom. Napotkany przeze mnie staroobrzędowiec potwierdza, że jego przodkowie nie musieli szukać nowego innego miejsca, kiedy po III rozbiorze Rzeczypospolitej te tereny przyłączone zostały do Carskiego Imperium. Dzisiaj w mieście przy bocznej uliczce znajduje się wciąż ich świątynia – molenna.
Rosjanie zaś swój prawosławny p.w. monastyr św. Ducha wybudowali w najatrakcyjniejszym miejscu w mieście – przy bulwarze nadrzecznym nad Dźwiną. Obie świątynie wypełniają się w niedzielę wiernymi w równym stopniu. Na pewno w żadnej z nich nie był wyznawcą Salomon Izrailewicz Ginzburg – mieszkaniec Jçkabpils z urodzenia, a dziś Dyrektor Fundacji Studiów Społeczno–Ekonomicznych i Politycznych oraz przedstawiciel Dumy w Obwodzie Kaliningradzkim i główny oponent Putina w mieście nad Pregołą.

Łatgalia już nie śni o Inflantach

Do Lucyna został mi ostatni odcinek drogi wzdłuż Dźwiny. W Iłuksztach skręciłem na pełną uroku pojezierza łatgalskiego drogę do Rzeżycy. Droga stała się mniej monotonna, gdyż krajobraz pojezierski zaczął falować. Pojawiło się też więcej lasów, a pośród nich i jezior, przybyło także osad ludzkich. Mocne słońce nie opuszczało widnokręgu aż do wieczora. Ostatni fragment do Rzeżycy wiódł już drogą główną przez lasy, którą z Polski i Litwy przez Dyneburg ciągnęły gruzowyje do swoich baz w Rosji. Do Moskwy pozostało im 750 kilometrów, a do starej stolicy nad Newą dystans o 200 km krótszy. Trochę pozazdrościłem tym zmęczonym twarzom, które wyprzedzałem w drodze do Rzeżycy. Kilka godzin i będą już w stolicach byłego Imperium, gdzie długi czas nie byłem, a które tak były mi bliskie. Do dziś mam w pamięci najserdeczniejsze rozmowy w kuchniach Moskwy i Pitra. Jedne z najbardziej tragicznych doświadczyłem w czasie I wojny czeczeńskiej z okresu władzy Jelcyna, kiedy inteligencja była bezradna wobec działań wojennych na Kaukazie. Teraz ta bezsilność elit jeszcze bardziej jest dla mnie niezrozumiała w obecnym konflikcie na Ukrainie, który prowadzi następca Jelcyna kagiebista Putin. Przypomina się protest kilku Rosjan na Placu Czerwonym po inwazji sowietów na Czechosłowację w 1968 r…
Gdy dojechałem do mojego hotelu dzień już dogasał. Po całym dniu zwiedzania i jazdy postanowiłem wybrać się na krótszy niż zwykle wieczorny spacer. Dawne Inflanty Polskie mimo, że ciągle dzwoniły mi w głowie jako ciekawy i bliski świat to już przeszłość. Przede mną otwierała się Łatgalia – dzika, tajemnicza i bardzo pociągająca. Zarówno język, jak i śpiew miał w sobie coś z kultury karpackich górali, którą od lat podziwiałem. To nieliczny z regionów Łotwy, który ma wyraźną tożsamość, mimo że mieszanka etniczna tej krainy jest tak zróżnicowana. W Rzeżycy większość stanowili Rosjanie (w tym starowierzy) i Łotysze, a trzecią grupą byli Polacy. Na pozostałe słowiańskie społeczności przypadła reszta. To dało się dostrzec gołym okiem spoglądając na mapę świątyń miasta. Oprócz członków Kościoła luterańskiego i katolickiego w Rçzekne mieszkają wyznawcy prawosławia i starowierzy. Przy ostatnich blaskach słońca dotarłem na wzgórze zamkowe z ruinami krzyżackiej twierdzy, skąd wzięło początek miasto nad Rzeżycą. Zamek został zniszczony w czasie wojen Rzeczpospolitej i Szwecji. Od 1772 w Rzeżycy nastały rządy rosyjskie i trwały aż po 1991 z wyłączeniem okresu I Republiki Łotewskiej. Dlatego też Rosjanie w Rzeżycy pojawiali się jako wewnętrzni migranci w obrębie najpierw imperium carskiego, a później sowieckiego. Wraz z rosyjską
władzą na Łatgalię trafiły do miast chruszczowki, które niestety dominują w krajobrazie miejskim. Ale poza rosyjskim dziedzictwem, które się sprowadza także do świątyń coraz mocniej przebija się pierwiastek łatgalski. Poza pomnikiem Zjednoczeni dla Łotwy zastąpionym przez sowietów na kilkadziesiąt lat pomnikiem Lenina dzisiejsza łotewska kultura walczy o swoje miejsce w umysłach Łotyszy. Wieloletnia dominacja niemieckiej, rosyjskiej, a także polskiej i litewskiej kultury spowodowała, że Łotysze dopiero w II Republice zaczęli tworzyć dzieła literatury i sztuki. Upłyną na pewno dziesięciolecia zanim niektóre z nich staną się klasyką narodową. Z takimi myślami padłem na łóżko w hotelowym pokoju. Na dole dudniło łotewskie i rosyjskie disco–polo. Na szczęście ucichło koło północy.
 
Stanica Ludza

Śniadanie było smaczniejsze niż w Rydze za sprawą lokalnych specjałów. Przy stołach zasiedli niegdysiejsi potomkowie pretendentów o te ziemie: Polacy, Rosjanie i Szwedzi oraz łatgalska większość. Obywatele Trzech Koron i Dwugłowego Orła są w większości, ja – rodzynek znad Wisły. Rosjanie śniadają w ciszy, Szwedzi bardzo zdrowo, obowiązkowo kosztując musli i soków. Ci ostatni konsumują przy swoich laptopach, żywo dyskutując. Wyróżniają się sportową sylwetką. Mam wrażenie, że spoglądają za okno i projektują rzeczywistość, starając się zmienić jej sowiecką toporność. Łatgalczycy jednak sami wzorują się już na północnej architekturze. Centrum „Zeimuďs" („Oůówek") w Rçzekne otwarto na wiosnę 2012. Całość kosztowała 10 milionów euro. W dużej części została sfinansowana ze środków unijnych. Budynek ma bardzo oryginalną nieregularną bryłę z łatgalską symboliką ludową. Na połaciach dachu, tak jak w krajach skandynawskich, znajdują się ogrody i uprawy trawy. Brak doświadczenia w projektowaniu takich ogrodów przyczynił się ostatnio do dymisji premiera V. Dombrovskisa. Załamany dach nad centrum handlowym w Rydze i wiele ofiar tej katastrofy były wystarczającym powodem ustąpienia gabinetu. W innym kraju zakończyłoby się na zleceniu powołania komisji wypadkowej. Ale nie na Łotwie…
Zwiedzam rzeżycki cmentarz i ruszam w kierunku rosyjskiej granicy. Po pół godziny upiornej jazdy po drodze z dziurami i objazdami, które się nigdy nie kończą dotarłem do najstarszego grodu kawalerów mieczowych na Inflantach. Stanica kresowa Lucyn. Przy wjeździe do miasta gościa wita tablica z datą założenia miasta.
Zamek został wzniesiony w 1199 roku przez prowincjonalnego mistrza krzyżackiego Wannewara de Bruggennoie nad jez. lucyńskim.


W 1559 r. z powodu wojen zakonu inflanckiego z Księstwem Moskiewskim mistrz Gothard Kettler za pomoc Rzeczpospolitej w konflikcie oddał zamek lucyński razem z Rzeżycą i okolicznymi warownymi grodami królowi Zygmuntowi Augustowi. Po dwóch latach tereny te weszły już w skład województwa inflanckiego Rzeczpospolitej. W trakcie wyprawy przeciw Księstwu Moskiewskiemu zatrzymał się w nim Stefan Batory. Zamek w wyniku wypraw wojennych podupadał. Na ruinę położonego po sąsiedzku rzeżyckiego zamku miała z kolei wpływ budowa drogi warszawsko–petersburskiej – kołowej i żelaznej. Inflanty Polskie weszły w skład Rosji carskiej w 1772 r., a po 1920 I Republiki Łotewskiej.

Świadomość historyczna lucynian koncentruje się dzisiaj na przeszłych bohaterach miasta, począwszy od prowincjonalnych komturów krzyżackich, oficerów wojsk napoleońskich po radzieckich bohaterów II wojny św. Historię miasta trochę wywracają rosyjskie źródła. Po pierwsze w ruskich latopisach, na które się powoływał Karamzin w „Historii państwa rosyjskiego" mówi się o początkach miejscowości w 1174 r., kiedy to w drodze z Nowogrodu Wielkiego do Smoleńska urodziło się w Lucynie jedno z ruskich książąt Rurykowiczów. Tą datę podają wszystkie źródła z czasów carskich. Ale podają ją także i źródła oraz władze
łotewskie – przed wjazdem do miasta taka właśnie data jest podana przy nazwie. Swoją ulicę w mieście ma także Jakow Kulniew, który się wsławił w walce ze Szwedami w kampanii fińskiej w czasie wojen napoleońskich. Tej chwały nie przyćmiła nagła śmierć pod Połockiem. Kłopotów z własną łotewską historią jest i ciąg dalszy. Na centralnym miejscu miasta stoi pomnik poświęcony partyzantom sowieckim. Trudno szukać podobnego jak ten w Rzeżycy.
Właśnie o te czasy budzenia się łotewskiej tożsamości zapytałem najstarszą lucyniankę polskiego pochodzenia Reginę Mazolewską. Spotkaliśmy na przykościelnym placu w niedzielne przedpołudnie. Odprowadzam ją do domu przy akompaniamencie stuku jej laseczki o lucyński bruk, po drodze zatrzymując się na krótkie zakupy wiktuałów.
„Była i polska msza i szkoła. W 1938 r, Łotysze zakryli polskie szkoły, a msza została jeszcze do czasów powojennych przy księdzu Kurczu. Do dziś, dzięki Bogu, mogę się spowiadać po polsku. Po łotewsku byłoby mi trudno, mogłabym po rosyjsku, tak jak rozmawiam z dziećmi i kiedyś z ojcem. Był majstrem. Domy budował i naszą figurę matki Boskiej wybudował ze schodami w 1934 r." – opowiada, ledwo przesuwając nogę za nogą.


Mazolewscy nie mają rodziny w Polsce. Ale Pani Regina mieszkała w Polsce przez krótki okres przedwojenny, gdy uczyła się w szkole rolniczej w Opsie na Brasławszczyźnie.
– O dzisiejszej Ludzy mówi jako o wielokulturowym i tolerancyjnym kresowym miasteczku.
– „Luteranów jest u nas mało, ale wysądzili sobie budynek kościelny i parafialny. Pastor przyjeżdża z Rezekne. Polaków, Rosjan i starowierów jeszcze wielu zostało. Cerkiew i molenna też są. Łotysze zachowują pozory tolerancji" – konkluduje.


Lucynianie nie pamiętają o Antonim Ferdynandzie Ossendowskim, którego śladem przyjechałem taki szmat drogi. Zapytani na cmentarzu Rosjanie bezradnie rozkładają ręce. „Niet tu takogo i pożałuj nie było". Ale na cmentarzu w Milanówku na pomniku pisarz ma również zapisane w miejscu urodzenia Witebsk, a Witebsk się zgadza tylko jako centrum guberni, do której należał Lucyn w Imperium Carskim. Zresztą o złą pamięć sowietów i Rosjan pisarz sam zadbał, pisząc dwutomową powieść o ich wodzu rewolucji. To przez „Lenina" i inne powieści jak: „Cień ponurego wschodu" pisarz był ścigany przez siepaczy sowieckich za życia i nawet po śmierci, którzy w 1945 r. zbezcześcili jego grób i zwłoki.
Muzeum Historii Regionalnej usytuowane w byłym domu Jakowa Kulniewa zbiera archiwum dotyczące polskiego pisarza. Przekazał je w 2010 r. Witold S. Michałowski
biograf A. F. Ossendowskiego wraz z Muzeum Literatury w Warszawie. Są to jednak głównie materiały i książki w języku polskim i nikt ich z muzealników nie rozumie. Udało się jednak przygotować wystawę, która przy współpracy z Ambasadą RP w Rydze objechała całą Łotwę. Dyrektorka muzeum mówi mi, że nad jeziorem lucyńskim stał ponad wszelką wątpliwość dwór Osendowskich. Do dziś nie został kamień na kamieniu. Trudno o pamięć również dlatego, że Ossendowski na łotewski nie był tłumaczony. Wielka w tym szkoda, bo pozwoliłoby to wyzwolić się z „sowieckości" myślenia niektórym Łotyszom. Dobrze, że w 2014 roku w Lucynie zostanie otwarta część wystawy poświęcona I Republice Łotewskiej (1920–1940), której dotąd nie było.
Może kiedyś na centralnym miejscu miasta stanie łotewski bohater niepodległości zamiast partyzantów sowieckich. Na partyzantów znajdzie się na pewno odpowiednie miejsce.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok