Akant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.orgAkant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.org
  • O wydawnictwie
  • Archiwum
  • Info
    • Kontakt
    • Redakcja
    • Rodo
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
  • Dodatki
    • Świat Inflant
    • Wydarzenia
    • Wskazówki dla autorów
    • Logowanie
    • Regulamin
Robert Drobysz
Nadesłane
05 grudzień 2024

Robert Drobysz - Wentyl bezpieczeństwa

Brzęk tłuczonej szyby wyrwał mnie z głębokiego snu.

– Wstawaj! – potrząsnąłem śpiącą obok mnie dziewczyną  –  trzeba zobaczyć, co się stało.

Szyby poleciały powtórnie. Tym razem znacznie bliżej dyżurki. Wybiegłem na korytarz. W biegu potknąłem się o Spaślaka bijącego głową w ścianę.

– Przestań! Nie napieprzaj tak w ten mur! Bo jak go obryzgasz krwią, to z twojej renty trzeba będzie malować, a masz jej tyle, co kot napłakał do puszki po piwie i nie będziesz miał na fajki! 

– Ale panie, ja mam czystą głowę. Muszę, bo mnie tak morduje…

– Spadaj w podskokach do łóżka, już! – krzyknąłem.

– Idę, idę – wstał z kolan i poszedł na swoją salę.

Przebiegłem niski, kiepsko oświetlony migającymi świetlówkami, korytarz. Dlatego przez chwilę wpatrywałem się w ciemność. Wreszcie znalazłem się w pokoju Wentyla.

– Co się dzieje? – dobiegł mnie głos pielęgniarki.

– Ciemność widzę. Widzę ciemność! – odkrzyknąłem.

– Co się dzieje? – dopytała.

 

Nie odpowiedziałem od razu. Oswajałem wzrok z czarnym kotem ciemności. Na ścianach wyblakłe i potargane plakaty: Hendrix, Joplin, Dżem, Metallica, Nirvana. Po prawej stronie rozbebeszone szpitalne łóżko. Na nim butelki, resztki chleba, książki, ciuchy. Szyba w oknie była wybita. Na podłodze leżało pełno odłamków szkła. Zakląłem pod nosem, byłem w skarpetkach. Ostrożnie je przeskoczyłem. Na tarasie księżyc w pełni oświetlał ciemny zarys drzew. Wszedłem z powrotem. Tym razem ostrożniej. Powąchałem butelkę leżącą na wyrku. Śmierdziało denaturatem. „No to nieźle zabalował” – pomyślałem. „Wieczorem łyknął psychotropy, popił dyktą (znów „Biznesmen” melinę otworzył, po wyjściu z więzienia) i poszedł w tango. Oj! Nie wyśpią się dzisiaj obywatele naszej mieściny”.

Tak rozmyślając, oglądałem książki. Stachura, Witkacy, poradniki doradzające, jak znaleźć ćpuna za łóżkiem babci, jakaś poezja i grube tomiszcza o różnych religiach. Zrobiło mi się zimno w stopy, wróciłem więc do gabinetu. Dziewczyna już poskładała wyrko i wysprzątała pomieszczenie. 

 

– Wentyl poszedł w długą – powiedziałem.

– Zamierzasz go szukać? Wiesz, co się będzie rano działo? – zapytała z niepokojem w głosie.

– Mam za nim myszkować? Po ciemku? Gdzie? Słuchaj, on sam wróci za parę godzin. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Jak przyjdzie damy mu się napić czaju i wszystko nam sam opowie.

Dziewczyna wkłada grzałkę do kubka i włącza ją do kontaktu.

– Chcesz się napić kawy?

– Z trzech łyżeczek – odpowiedziałem – lubię mocną.

W milczeniu kiwa głową i wsypuje brązowy proszek do szklanek. Zalewa ją wrzątkiem i stawia na biurku.

Nabieram gorącego płynu w usta i parząc sobie wargi połykam.

– Mówiłaś kiedyś, że poznałaś Wentyla? Jak to właściwie było? – pytam, żeby rozładować napięcie.

– W czwartej klasie miałam praktykę na oddziale psychiatrycznym, dwa dni po jej rozpoczęciu przyjęli go tam. To był bardzo ładny chłopak i bezpośredni. Chodził wcześniej po mieście, gitara, wiatrówka, długie włosy. Przysiadał się do dziewczyn w kawiarni na rynku, śpiewał piosenki o miłości.

– Chodził z jakąś? – zaciekawiłem się.

– Nie. Był jakiś dziwny i dziewuchy się go bały. Nagle coś się stało. Zniknął. Zaczął zamykać się w mieszkaniu i tygodniami nie opuszczał  swojego pokoju. Drzwi otwierał tylko matce, właściwie uchylał. Potem wyszedł i zaczął rozrabiać tak, że częściej był na komisariacie niż w domu. A rodzicielka miała już tego dość. Zniszczył jej meble w pokoju: palił na nich świeczki, porysował ściany jakimiś satanistycznymi znakami… Zmarnował jej życie.

– Nie próbowała mu pomóc?

– Właśnie dlatego znalazł się w szpitalu. Ordynator się nim zajął, nawet książki przynosił mu na oddział, i dlatego Wentyl skończył zawodówkę.

– Ale to nic nie dało, jak znam życie.

– Nic. Po następnej zadymie, gdy usiłował przytulać się do manekina z wystawy sklepowej i całować go, pojechał do wariatkowa.

– A stamtąd przyjechał do nas – dopowiedziałem. – Dostał dożywocie bez wyroku.

Nagle w drzwiach dyżurki stanął Wentyl. Usiłował sprawiać wrażenie zdziwionego. Miał na sobie szarą bluzę dresową, spodnie od piżamy i rozlatujące się adidasy.

– Panie opiekunie, ktoś w mojej kawalerce wybił szybę w oknie. Zgłaszam, żeby nie było na mnie – w jego głosie czaiła się ostrożność.

– Gdzie byłeś? – zapytałem.

– Czytałem gdzieś, że niebo i piekło jest w głowie człowieka – odparł ni w pięć, ni w dziewięć.

– Nie chrzań. Wypiłeś dyktę, było ci mało, to poszedłeś się doprawić. Wybiłeś szybę i wyszedłeś przez okno.

– Jak Nalepa kosę sklepał to tak powstał zespół Breakout – powiedział.

Spojrzeliśmy na siebie z pielęgniarką. Pomyślałem, że nie ma sensu wzywać karetki. Nikt nie przyszedł na skargę, nie zadzwonił, a pogotowie nie zapomni nam niepotrzebnego wyjazdu w środku nocy.

– Niech mi siostra da białego pająka. Coś nie mogę dzisiaj zasnąć – poprosił obłudnie.

Dziewczyna po chwili wahania podeszła do szafki z lekami. Z kasetki z silnie działającymi środkami wyjęła relanium. Dała mu tabletkę.

– Pójdę spać do Spaślaka – rzekł – u mnie za mocno wieje.

– A on? – zdziwiłem się.

– Pospaceruje sobie do rana. Ruch to zdrowie – odparł Wentyl.

Wyszedł. Machnąłem ręką. Spaślak i tak nie spał od lat. Większość czasu spędzał na korytarzu, chodząc tam i z powrotem. Przeszedłem się jeszcze po oddziale, zakręciłem wodę,  którą Eliasz znów odkręcił we wszystkich kranach w łazience i wróciłem do dyżurki. W sali Wentyla okno zasłoniłem przyniesionym prześcieradłem, zamknąłem zdemolowany pokój na klucz, a w raporcie nocnym wpisałem, że przeciąg wybił szybę.

Wybór losowy
Katarzyna i Jerzy Samusikowie - U Balińskich w Jaszunach 28 grudzień 2012
Hanna Trubicka - Dokument doświadczenia 02 czerwiec 2011
Ryszard Mścisz - Satyryczny talent 20 listopad 2025
Jadwiga Jabczyńska - Nieznajoma 06 listopad 2014
Akant 2020 nr 4 29 kwiecień 2020

Ostatnio popularne

  • Marta Otfinowska-Blixt - Niekoniecznie dookoła świata
  • Elżbieta Rogucka - Blask przebaczenia w ciemnościach Auschwitz
  • Stanisław Chyczyński - Kolejna wielka księga Wierciochów
  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego
  • Ryszard Mścisz - Bo w pięknie jest ocalenie
  • Stefan Pastuszewski - Dziennik czasów poplątanych (10)
  • Roman Sidorkiewicz - Wyprawa Bractwa Inflanckiego na Litwę, Łotwę i Estonię
  • Artur Jocz - tugdzieś i szkuner – Norberta Skupniewicza zmagania z metaforą miejsca

Na skróty

  • O wydawnictwie
  • Archiwum
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
  • Dodatki
© akant.org - wszystkie prawa zastrzeżone

Main Menu

  • O wydawnictwie
  • Archiwum
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
  • Dodatki