- Marta Dłużewska
- Polecane
Marta Dłużewska - Damaszek (3)
Midan. Celofanowożółte strome znikające schody, siedząca na nich postać z innej epoki, na dole ulica odurzająco wyglądających, błyszczących ciasteczek.
Midan. Celofanowożółte strome znikające schody, siedząca na nich postać z innej epoki, na dole ulica odurzająco wyglądających, błyszczących ciasteczek.
Chrześcijańskie fundamenty kultury europejskiej drżą w posadach… Atakowane zajadle ze wszystkich stron, a zwłaszcza od wewnątrz.
O twórczości poetyckiej Józefa Barana wypowiedziało się na przestrzeni półwiecza wielu znawców literatury, miłośników poezji a nawet abiturientów liceów, którzy interpretowali wiersze krakowskiego poety na egzaminach maturalnych.
Czy kiedyś jeszcze poczuję to drżenie i jakąś dziwną ekscytację, kupując nowe wydanie drukowanego pisma literackiego?
6 marca 2018 roku Sejm przyjął ustawę degradacyjną. Ustawa mówi o pozbawianiu stopni wojskowych „osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu".
Postawionemu w tytule zadaniu mógł sprostać wybitny, rasowy aforysta. A takim jest, moim zdaniem, Kazimierz Słomiński z Białegostoku.
W almanachu „Spiętrzenie” 33 wybranych, na 300-setny numer „Akantu”.
Opowiem Wam dzisiaj jak mała mysz zdobyła władzę. Stało się to w czasie pamiętnej pandemii.
Poeta Wojciech Banach urodził się i mieszka w Bydgoszczy. Jest autorem tylu tomików wierszy, że trudno je zliczyć.
Dlaczego taki tytuł rozważań o tomiku wierszy Ireny Batury Borówki. Reportaże z lat odległych?
Książka poetycka Rafała Gawrona Fest Tchnienie trafiła w moje ręce parę miesięcy temu i sprawiła, że musiałam się przegryź przez wiele elementów, występujących w niej, które mocno się z sobą splatają.
Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po najnowszą powieść Tomasza Petrusa, zatytułowaną „Milczenie nut”. Książka została zrealizowana dzięki wsparciu finansowemu miasta Bydgoszcz i wydana w 2021 roku przez Wydawnictwo Novae Res w Gdyni.
Sentymentalizm… Przestrzeń bardzo dla poezji niebezpieczna. Można w niej utonąć jak w bagnie.
Świat będzie istniał, dopóki choć jedna tancerka będzie na nim tańczyć. A później to już tylko mężczyźnie pozostanie upewnić się, czy nigdzie jej nie ma, zwinąć się w embrion i zasnąć.
Pomysł opowiedzenia o Damaszku jest skazanym z góry na niepowodzenie zuchwalstwem. Utrwalanie, rejestrowanie fenomenu tego miasta to nieporozumienie. Może dlatego, że jest tak bardzo skomplikowane, gęste, wielowarstwowe?
Lądujemy na skraju Pustyni Syryjskiej, u podnóża górskiego pasma Antylibanu.
Czas winobrania. Paul to literacki debiut Magdaleny Sypniewskiej. Na wstępie muszę zaznaczyć, że tę powieść czytało mi się znakomicie. Wartka akcja, przekonująca psychologia postaci (co ma zwłaszcza odbicie w dobrych, nieraz wręcz błyskotliwych, dialogach, ale też w "didaskaliach", takich jak ulotne, acz znaczące spojrzenia, grymasy twarzy czy gesty), płynna, wciągająca narracja, a przy tym znajomość realiów i topografii Prowansji, w której dzieje się ta historia, operowanie suspensem i nagłymi zwrotami akcji - czyli, po prostu, dobry, warsztat literacki. To wszystko sprawia, że lektura ...Paula staje się przyjemnością. Czytelnik z trudem tylko może się oderwać od tej opowieści.
Zaiste, benedyktyńska to praca – porzucić używki doczesności, zerwać codzienne związki z migotliwym, sycącym zmysły i potrzeby intelektualne życiem tu i teraz, by wytrwale przedzierać się wśród zakurzonych inkunabułów przeszłości, szperać pośród archiwów pamięci, łączyć ze sobą fakty, spajać wątki, „żenić” literackie analogie. Ile trzeba samozaparcia, by wytrwale wędrować przez las niedopowiedzeń, knieje wątpliwości, bory nieprecyzyjnych pojęć i dat. I przy tym szybko okazuje się, że nieprawdziwa jest teza, jakoby w Internecie „było wszystko”.
13 marca 2020 r. we włocławskim szpitalu w wieku 75 lat zmarł Stanisław Leszczyński. Jego odejście nie spotkało się ze szczególnym odzewem w prasie lokalnej czy literackiej. Z wyboru od dawna żył daleko od centrów kulturowych, na kujawskiej prowincji. Powrócił do swej małej ojczyzny porzuciwszy studia filozoficzne w Warszawie po pamiętnym marcu 1968 r., kiedy rozczarował się do ówczesnej politycznej rzeczywistości. Postanowił udać się na tzw. emigrację wewnętrzną, żyć wśród najbliższych, utrzymywać siebie i rodzinę z pracy własnych rąk, być po prostu niezależnym.
Na wstępie wspomnę, że często w swych esejach i szkicach posługuję się cytatami.
Klub Literacki w Poznaniu jest już szacownym jubilatem, niedawno obchodził swoje 50-lecie.
Dziennik czasu zarazy (15)
1 maja
Święto Pracy zaakceptowane przez nową zmianę po 1989 roku. Pracy?
Jerzy Stasiewicz,, czołowa postać Opolszczyzny wśród ludzi używających kałamarza. Urodzony w 1968 roku w Trzonowie (Małopolska). Poeta, prozaik, dramaturg, recenzent i eseista.
I
Mój powrót do wiosny życia przerywa akustyka radości wiewiórek zjadających żołędzie. To sygnał, że muszę skoncentrować się na chwilach bieżących. Rezygnuję z dalszego podziwiania piękna parku. Wyjmuję z teczki ukończone kilka miesięcy temu moje opowiadanie Skrytka Renate Schmied. Przystępuję do czytania.
Jestem uwięziony w życiu jak robak w bursztynie.
(Piotr Stareńczak - „Atrofia”, str. 122.)
Miałbym chyba problem z napisaniem „klasycznej” recenzji nowej, piątej już, książki Piotra Stareńczaka - „Atrofia”, więc może ograniczę się do kilkunastu luźnych uwag, zapisując je jak najbardziej lakonicznie, niemal jak autor we fragmentach swojego dzieła, zatytułowanych „Z pamiętnika insomnika” (w trzech częściach). Będzie to tym trudniejsze, że wrażeń i refleksji z lektury omawianej pozycji mam naprawdę sporo, pozytywnych, ale i niestety, negatywnych. Kto zresztą wie, czy tych drugich nie jest więcej. A więc – do rzeczy:
Czekała mnie jeszcze jedna rozmowa i byłem już solidnie zmęczony, gdy pojawiła się kolejna, ostatnia kandydatka. Mówiąc prawdę ledwie pamiętałem dane z jej listu, ale też pewnie niezbyt uważnie go przeczytałem. Pewnie mój błąd; zaprosiłem wszystkie sześć pań, które odpowiedziały na mój anons. Pięć pierwszych odpadło, grubo przeceniwszy swoje kwalifikacje, choć wyraźnie zaznaczyłem wymóg górnej półki w każdym zakresie.
Kiedy weszła, moją pierwszą myślą było, że nic z tego nie będzie. Choćby była najlepsza, włącznie z angielskim. Jej wada z miejsca rzucała się w oczy, choć przyznaję, że to tylko moja wina, lub może moje estetyczne, i nie tylko, skrzywienie.
Przyjmując założenie, że Prawdą jest tylko Bóg, a Prawda jest Bogiem; mamy świadomość, że na ziemskim stole możemy odnaleźć zaledwie jej okruchy. Podróżując naszym pociągiem wciąż zbliżamy się do Prawdy, a przynajmniej chcemy się zbliżyć. Chcemy poczuć jej smak wśród zakłamanych przedziałów i fałszywych konduktorów w egzystencjalnych mundurkach zakrywających naszą prawdę.
W galerii mojej wyobraźni,
coraz częściej przystaję przy obrazie,
na którym CZŁOWIEK w niebieskim fartuchu,
ze skalpelem w dłoni.
większość z nich już nie żyje choć o tym nie wiedzą
bez pochówku swych szczątków choćby gdzieś pod miedzą
pod wierzbą w szczerym polu kruka cień na straży
o ziemi poświęconej trudno nawet marzyć
Ludzie to nie szklanki i nie można ich zastąpić. Ból jest nieodłącznym towarzyszem braku. Powołani z nicości przychodzimy na świat z tymczasowym terminem przydatności ciał – naszych mieszkań i naszego osobistego świata, którego końca musimy doświadczyć i pozostaje wiara oraz nadzieja, że nie skończymy w otchłani tejże nicości. Każda śmierć jest strachem, co kryje się za zamkniętymi drzwiami. Jest bolesnym wyrwaniem z objęć najbliższych. Każdy doczeka się katastrofy rozpadu własnego ciała. Lepiej dożyć własnej śmierci niż tych, bez których nie można żyć. To największy dramat ludzkiej istoty. Pięć lat temu umarł Święty Człowiek, który cierpliwie przemawiał do każdego z nas wyrzucając z siebie miliony pereł w ciągu 27 lat.
Niektóre dyskusje wydają się tak dalece bezzasadne, że aż trudno uwierzyć, iż przewijają się jak refren od wieków. Przykładem takowej dyskusji jest udowadnianie konieczności istnienia literatury czyli za Stefanią Skwarczyńską mówiąc „sensownych tworów słownych" z funkcją estetyczną bądź literatury stosowanej; upraszczając i uogólniając; spieramy się o sensowność istnienia zapisów i luster człowieczeństwa.
Pytanie o ontologiczny sens literatury zawsze nabrzmiewało mocno w okresach historycznych szczególnie dramatycznych, np. rozbiorów Polski, kiedy walka piórem i troska o ochronę dzieł literackich spotykały się ze zrozumieniem w bardzo różnym stopniu.
Życie każdego człowieka jest samotnią w wielkim świecie pełnym samotnych ludzi, rzadko z wyboru, najczęściej z konieczności. Istota ludzka rodzi się do życia w stadzie, ale w mniejszym lub większym stopniu człowiek zawsze jest sam. Egzystencjalizm, jak bardzo byśmy mu się nie przeciwstawiali, do tego się sprowadza. Przedmiotem badań tej filozofii są indywidualne losy jednostki ludzkiej „skazanej na wolność" z ciągłą świadomością nieuchronności przemijania jako źródła pesymizmu oraz poczuciem odpowiedzialności za swój każdy ruch, co stwarza poczucie „lęku i beznadziei istnienia". Istnieje wersja teistyczna i ateistyczna egzystencjalizmu.
Każda utopia ma swoje dno. O poezji Dariusza Dorna
Nasze poszarpanie i pogmatwanie w życiu daje szansę na poszarpaną i pogmatwaną utopię. Coś, w co chcemy wierzyć i jeśli wierzymy nasza fragmentaryczność staje się bardziej całkowitą całością a nasze bóle bardziej znośnymi. Istotna jest wiara w nas samych, a więc też w bliźniego, w ramię, które przy nas jest i pomaga (przynajmniej czasami) nieść nasz krzyż.
„szanować kobiety które nas wybrały
na ojców swoich dzieci kochanków tyranów
rozmawiać z nimi kochać i wybaczać
bo właśnie one zamkną nam powieki" („W pięciu punktach", str.33)
Claudia Schiffer nie kocha Adama Boberskiego. Boberski próbuje coś z tym i innymi faktami zrobić. Co jest w zapiskach a co jest w domu, co jest poza zapiskami i poza domem…Boberskiego czy Twoim?
Pisanie - o czym stanowi książka - jest ogromnie ważkie i frapujące dla wszystkich analfabetów wtórnych, którzy nie potrafią; primo – przeczytać książki od początku do końca, secundo – zrozumieć słowa napisanego i wysnuć samodzielnie wniosków. Zresztą, nikt tym się nie przejmuje; wprost przeciwnie młodzież kształci się na brykach, a jak się zmęczą czytaniem streszczeń to oglądają sfilmowane dzieła literackie.
W Wielki Piątek dowiedziałam się o śmierci mojej jedynej ciotki. Zmarła we własnym łóżku, przy którym na stoliku leżały jej dwa telefony komórkowe. Komórka to coś więcej niż telefon stacjonarny. To taki specjalny wynalazek dający poczucie bezpieczeństwa, że gdzie byśmy się nie znaleźli, nie jesteśmy sami tylko z naszym telefonem.
Loty w przestworzach, loty międzyplanetarne… Wydaje się nam, że to osiągnięcia naszego dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku. Tymczasem ten temat przewija się w pradawnych tekstach literackich. I nie chodzi tu wcale o dzieła fantastyczne. Temat podróży gwiezdnych i lotów po orbicie okołoziemskiej został potraktowany z całą powagą w utworach, które powstały u zarania dziejów ludzkości. "Epos o Gilgameszu," „Iliada" i „Odyseja" Homera, „Siakuntala" Kalidasa, Traktaty Inków, Tora i niektóre Apokryfy – na przykład Księga Henocha.
W wielu starych księgach opisy podróży kosmicznych są dokładne, a nawet drobiazgowe. Jednak z jakichś powodów zostały zinterpretowane jako przenośnie, symbole, przejawy ekstazy religijnej. Jeżeli przeczytamy te opisy, nie biorąc pod uwagę ich dotychczasowej interpretacji – wtedy mamy szansę na to, że zwrócimy uwagę na wiele zawartych w nich szczegółów technicznych.
W środkach masowego przekazu prawie codziennie słyszymy o postępach genetyki, osiągnięciach w klonowaniu roślin i zwierząt oraz o możliwościach jakie ta technika może dać człowiekowi. Słuchamy i podziwiamy naukę dwudziestego pierwszego wieku. Czasami nachodzą nas jednak wątpliwości. Czy te wszystkie zdobycze nauki są naprawdę współczesnymi osiągnięciami? Dlaczego wyniki uzyskane dzięki zastosowaniu nowoczesnych metod kojarzą się nam z bohaterami dawnych mitów? Mitów, których być może nie traktujemy poważnie, a nawet nie potrafimy odróżnić od bajek i legend. W mitologii greckiej czy w wierzeniach religijnych dawnego Sumeru i Egiptu – odnajdujemy wiele postaci, które teoretycznie rzecz biorąc nie miały prawa istnieć bez zastosowania inżynierii genetycznej. Genetyka sprzed kilku tysięcy lat? Czy to możliwe?
Nie było chyba na przestrzeni wieków drugiej istoty tak różnie ocenianej jak kot. Bywał on uwielbiany, otaczany czcią, obdarowany nietykalnością, podnoszony do godności bóstwa, jak również ignorowany, poniewierany lub wręcz uważany za ucieleśnienie Szatana i palony na stosie. Tak się jakoś składa, że kot budzi żywe uczucia, nie pozostawiając miejsca na obojętność. Tak było, jest i pewnie będzie. Ma to swoje odbicie w literaturze i sztuce.
Okazuje się, że wielu wybitnych uczonych, pisarzy, mężów stanu potrzebowało towarzystwa ulubionego kota, aby móc przystąpić do pracy twórczej. Należy tu wymienić między innymi: Francesco Petrarkę, Tomasza Graya, Armanda Jeana Richelieu, Marcina Lutra czy Abrahama Lincolna. Do największych wrogów kota należeli Napoleon Bonaparte, Juliusz Cezar, Benito Mussolini i Adolf Hitler.
Trickster to tytuł wydanego w 2013 roku tomiku poetyckiego Joanny Krupińskiej-Trzebiatowskiej. Po jego lekturze nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to trzecia, najbardziej dojrzała część trylogii, której pierwsze tomy stanowią zbiory wierszy W jedną stronę bez prawa powrotu (2007) i Taniec śmierci (2010).
W całej Trylogii podróżujemy wraz z poetką po różnych światach podległych różnym bogom i szukamy sensu, nadziei i śladów Najwyższego, który może – jeśli istnieje i jeśli zechce podarować nam zagubiony sens i porządek wszechświata, podarować nam nas samych, co oznacza uwolnienie, zbawienie, dar prawdziwego życia.
Praca pisarza wymaga cierpliwości i zaufania, nie tylko wobec siebie i oczywiście czasu – czasu na doświadczanie, przemyślanie, zapisanie …
Dla mnie literatura jest sztuką pytań i odpowiedzi, chociaż często nie wiemy, co bardziej jest pytaniem, a co odpowiedzią … Osaczeni przez przemijanie – wydarzenia na zewnątrz, a wewnątrz świadomość nieuchronnej starości – staramy się dostrzegać „niezwyciężone światło” (spójrz na motto), lub rezygnujemy. Przykład Jean Arthur Rimbaud’a: młodzieńcze, buntownicze wiersze i reszta życia spędzona już poza poezją, to dowód najgłębiej drastyczny i gorzki. Poeta ucieka przed sobą, odcina się nawet od swej wielkości.
Znudziła mi się wielka miłość
Nie być można myślami
Tęsknić można tylko fizycznie
Wybór tak żałosny że aż poważny
Gdy pisze o tobie
Możesz mnie kochać
Jak Pismo nakazuje
Mechanicznie
Ruchy organicystyczne
Zwierzęce
Ale ja oczekuję szorstkiego
Pomruku wstępnego
Rozwinięcia rozwijającego do końca
Rozglądając się po świecie stajemy się świadkami intronizacji dwóch prawd głównych; pierwsza z nich - nie do uniknięcia śmierć wszystkiego, co się urodziło oraz atanaza tego, co zostało stworzone. Druga to ekstrakt egzystencji – zabezpieczenie i ochrona kodu genetycznego. Niestety nic ważniejszego nie ma, choć z naszego punktu widzenia i przez pryzmat naszej konkretnej i jednostkowej sytuacji może to wyglądać zupełnie inaczej. Ale nasza konkretna i jednostkowa sytuacja zostanie zasypana ziemią i przykryta niepamięcią kolejnych pokoleń. A tych było całe mnóstwo z ich naręczem spraw i codzienności do utraty tchu. Nie znamy nawet ich imion, ale wiemy, że to oni przekazali nam gen. Zapis kodu genetycznego to największy i bezcenny skarb, jaki człowiek dostaje i jakim większość świadomie bardziej, mniej lub w ogóle, dzieli się przekazując go potomnym. Nazywając swoje dziecko naszym skarbem głosimy prawdę objawioną, gdyż dziecko jest naszym genem i w jego życiu płonie nasze życie, więc nie umieramy całkowicie, gdy umieramy.
Twórczość poetycka Wojciecha Banacha bez wątpienia należy do ciekawszych w bydgoskim środowisku literackim. Pokoleniowo przynależący do pokolenia tzw. Nowej Prywatności, zręcznie wymyka się próbom sztywnego zaklasyfikowania go w tym czy innym nurcie, zarówno w płaszczyźnie treściowej, jak i formalnej. Potwierdzeniem tego jest wydany w 2014 r. wybór wierszy poety z lat 2004-2014, zatytułowany „Czas przestawienia”. Jest to książka, która, co zrozumiałe, przekrojowo ukazuje dorobek autora w tym okresie, przedstawiając wybrane liryki z czterech tomików („Odgrodzony przez przypadki”, „Nie tylko aniołowie”, „Mężczyzna z sąsiedniej klatki”, „Odwrócona piaskownica”). Zaprezentowane utwory znakomicie charakteryzują całą twórczość bydgoszczanina, jej główne motywy, tendencje, światopogląd i wyróżniające elementy poetyki.
Akant 2015, nr 9 (230)
znużona sama sobą Europa spokojnie
śpi i śni o dostatku nie myśląc o wojnie
owczarnia pełna wilków które w dobrej wierze
zostały tu wpuszczone z nożem żył przymierze
dzikich pól oraz Wiednia który nie doczeka
już tym razem odsieczy niemal każda rzeka
zabarwi się purpurą z jej prądem popłyną
martwe ryby i ludzie ich jedyną winą
Akant 2015, nr 10 (231)
pod puchową pierzyną Linii Maginota
śnił o błogim spokoju niejeden idiota
ani myślał umierać za Gdańsk tak mu obcy
nie kiwnął nawet palcem gdy ginęli chłopcy
na przedpolach Warszawy która barykadą
osłoniła Europę przed pewną zagładą
z rąk dziczy wygłodniałej ciągnącej ze wschodu
za Gdańsk umierać nie chciał nie widział powodu
by spłacać dług rodziców którzy nie zaznali
pod dachami Paryża bolszewickiej stali