- Ludwik Filip Czech
- Polecane
Ludwik Filip Czech - Wiersze z górnej półki
Poeta Wojciech Banach urodził się i mieszka w Bydgoszczy. Jest autorem tylu tomików wierszy, że trudno je zliczyć.
Poeta Wojciech Banach urodził się i mieszka w Bydgoszczy. Jest autorem tylu tomików wierszy, że trudno je zliczyć.
HENRYK MAJCHEREK pochodzi z Bydgoszczy, lecz pracuje i mieszka w Krakowie. Jest aktorem, głównie teatralnym.
Rzadko można dziś oglądać – słuchać monodramu, choć niektóre kabaretowe skecze w telewizyjnych kabaretach taki charakter posiadają. Skądinąd monodram, który opisuję miał w sobie coś z kabaretu, bowiem obnażał, ośmieszał wręcz „krzywą rzeczywistość”.
Poszukiwanie ciekawych utworów to jak grzybobranie. W gąszczu książek wydanych przez liczne oficyny wydawnicze czasami można znaleźć oryginalne, warte lektury „okazy”.
Aktor staje się tym, o czym mówi
„Każdy wyścig ma swoją historię. Stu zawodników ma sto różnych historii. Ja mogę opowiedzieć tylko tę moją” (s. 82) – czytamy w Wygrać z samym sobą. Autor Jan Chruśliński przywołał i tę swoją, i inne historie pionierów nie tylko szczecińskiego, kieleckiego czy buskiego kolarstwa po 1945 roku. Opisał mnożące się w powojennej Polsce kolarskie wyścigi na szosach i torach, sięgnął po dostępne archiwalia pieczołowicie gromadzone przez mistrzów jednośladów oraz trenerów. I stworzył zbeletryzowany dokument o niebagatelnej wartości historycznej i literackiej. Jan Chruśliński ma dar lekkiego opowiadania. Ze swobodą przechodzi z czasów teraźniejszych do wspomnień, a niektóre sięgają nawet i 78 lat wstecz. Czyli tak daleko, jak daleko sięga pamięć uczestników odtworzonych w książce wydarzeń kolarskich i epizodów, zobrazowanych z werwą i z tym spojrzeniem od środka. A gdzieś pomiędzy, w podskórnych nurtach, wyczuwalne jest coś ulotnego – nostalgia za minionym. Zakrada się niby mimowolnie, choć dobrze wiemy, że są to celowe pisarskie zabiegi.
Teren sawanny jest dość równy, trawiasty, porośnięty różnymi gatunkami akacji, baobabem, eukaliptusem, dziką palmą olejową, bobowcem, isoberlinią i wilczomleczem drzewiastym. Zwarcie drzewostanu nie przekracza 10%. Należy podjechać tuż nad ranem, jak najbliżej i jak najciszej do armat, wymijając podczas jazdy drzewa, chroniąc się za ich pniami i rozłożystymi koronami. Wróg jak najpóźniej powinien się o nas dowiedzieć. Jeśli Dinka czują się pewnie i bezkarnie, może w ogóle nie będą pilnować armat. Chyba że obsługę armat stanowią wyszkoleni żołnierze Sudanu – wówczas trudniej będzie ich zaskoczyć. Problem polega na tym, że siły ONZ w Arnetteville posiadają tylko jeden transporter opancerzony w pełni uzbrojony, przywieziony z Polski. Brytyjczycy i Amerykanie operują bowiem tylko samochodami terenowymi o wzmocnionej konstrukcji. I tak, przykładowo, amerykański wielozadaniowy pojazd kołowy, w skrócie HMMWV, potocznie Humvee, (błędnie Hummer) nie był pomyślany jako pojazd bojowy. Wytrzymuje ostrzał z broni kalibru 7,62 mm (czyli kałach) oraz trafienia odłamkami. Odziały pokojowe ONZ nie są przystosowane do zaczepnych działań ofensywnych ani nawet do walki obronnej z siłami pancernymi.
– Ludzie listy piszą… – śpiewali kiedyś „Skaldowie” kreśląc błogosławioną i kolorową wręcz atmosferę wypowiadania/opowiadania się ludzi słowem kierowanym do drugiego człowieka. Technika i technologia, też będąca wytworem człowieka, ale już mająca w sobie diaboliczny mechanizm samonakręcania się, rozbiła ten sielankowy świat, wprowadzając w miejsce listów komunikaty elektroniczne, w tym także obrazkowe. Ale natury ludzkiej nie da się tak łatwo na stałe zamknąć w elektronicznej klatce. Irmina Kosmala odkryła to, pisząc:
Z Julią Holewińską, dramatopisarką, dramaturżką, dyrektorką artystyczną Teatru Polskiego w Bydgoszczy, autorką i reżyserką sztuki „Ameryka” rozmawia Anita Nowak
Claudia Schiffer nie kocha Adama Boberskiego. Boberski próbuje coś z tym i innymi faktami zrobić. Co jest w zapiskach a co jest w domu, co jest poza zapiskami i poza domem…Boberskiego czy Twoim?
Pisząc o książkach poetyckich chętnie sięgamy po publikacje – meteory, po tomiki młodych – zapowiadających się… A jakie drogi, ścieżki czekają na tych, którzy dopiero w dojrzałe swe lata sięgnęli po pióro? Czy osobowość ułożona latami doświadczeń, ukształtowana świadomość, język… jednym słowem, czy sięgający po pióro w tej sytuacji, mają szansę, by zapisać w sposób własny, oryginalny, swą literacką ścieżkę? Jedno więc pytanie i trzy odpowiedzi w twórczości trojga…
W zbiorze tym najbardziej ujmuje pasja i narracja pierwszoosobowa, dzięki czemu czytelnik odnosi wrażenie jakby z autorami przemierzał leśno-bagniste tereny Łotwy i zaglądał do wschodniej Estonii, a konkretnie do Dorpatu. Przyjazny jest też język, jakby przewodnika turystycznego, opowiadającego w prostych codziennych słowach o zawiłościach historyczno-politycznych, nie wystrzegając się soczystych epitetów oraz ryzykownych, acz efektownych porównań i skojarzeń. Narracja cicerone nastawiona jest bowiem na wywoływanie zaciekawienia, a nawet zaszokowania, bowiem turysta koniecznie chce coś przeżyć, choćby w wyobraźni.
Mam takie intuicyjne przekonanie, że ci, którzy sięgają po ekfrazę, czyli wiersze inspirowane sztukami plastycznymi, utracili na krótszą lub dłuższą chwilę kontakt ze swoją muzą. Coś w nich się wyczerpało, więc muszą sięgnąć po zewnętrzną podpórkę, aby pisać. Aby pisać? W tym momencie przychodzi mi na myśl poeta z Tucholi, który aby nie wyjść z wprawy musi codziennie napisać choć jeden wiersz. I mam przed oczyma zaskakujące ogłoszenie prowadzonego przez trzy panie Gdańskiego Klubu Poetów, który organizuje Połowinki z Ekfrazą, gdzie malarze prezentują swoje prace, a poeci odczytują do wybranych obrazów swoje wiersze. Nie dziwię się, że współautorem takiego ćwiczenia i popędzania Pegaza jest Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych w Gdańsku, a więc ocieramy się nie tylko o sztuczny świat maszyn elektronicznych, ale też o japońsko-chiński kompleks doganiania cywilizowanego na zachodnio świata.
Prąd elektryczny. To zdaniem wielu, największy wynalazek ludzkości. Prądu nikt nie widzi, nikt go nie czuje, a jednak to on rządzi współczesną cywilizacją. Niby go nie ma, a jednak jest. Bez tego wynalazku nie byłoby radia, telewizji, podboju kosmosu, potężnych fabryk czy internetu. W naszych domach królowałyby lampy naftowe a na drogach furmanki konne.
Historia Baranowicz
SŁOWO OD JÓZEFA BARANA
[ostatnia część]
W latach 2014-2017 – równolegle do sektora publicznego, czyli publicznych, krakowskich instytucji kultury – produkt warsztatów tekstoterapeutycznych testowałam w sektorze prywatnym. Stosowałam w obu tych sektorach tę samą strategię ofertową. Ku mojemu zaskoczeniu, po odrzuceniu proponowanej innowacji w zakresie usług tekstoterapeutycznych przez instytucje kultury, prywatni partnerzy biznesowi byli otwarci na projektowany przeze mnie proces. Przede wszystkim doceniali oni zasoby merytoryczne projektu, w tym opublikowaną przeze mnie książkę biblioterapeutyczną, dedykowaną psychoterapii i rozwojowi osobistemu kobiet w procesie zmiany biograficznej, przygotowaną i opublikowaną z funduszu Stypendium Edukacyjnego Miasta Krakowa w 2011 roku.
Jestem uwięziony w życiu jak robak w bursztynie.
(Piotr Stareńczak - „Atrofia”, str. 122.)
Miałbym chyba problem z napisaniem „klasycznej” recenzji nowej, piątej już, książki Piotra Stareńczaka - „Atrofia”, więc może ograniczę się do kilkunastu luźnych uwag, zapisując je jak najbardziej lakonicznie, niemal jak autor we fragmentach swojego dzieła, zatytułowanych „Z pamiętnika insomnika” (w trzech częściach). Będzie to tym trudniejsze, że wrażeń i refleksji z lektury omawianej pozycji mam naprawdę sporo, pozytywnych, ale i niestety, negatywnych. Kto zresztą wie, czy tych drugich nie jest więcej. A więc – do rzeczy:
Gatunkowa literatura popularna przeżywa od bardzo długiego czasu swój rozkwit, a właściwie – pomimo wielu światowych zawieruszeń – trwa w swojej złotej erze – i robi to w swoim egalitaryzmie wbrew gustowi wszelkiej maści krytyków, badaczy literatury i uczelnianych profesorów. Ten trend – pozytywny bądź nie – w literaturze – czyli książka jako coś bezrefleksyjnego do skonsumowania – jest już nieodwracalny. Jednak zadać sobie trzeba tylko pytanie, czy to świeży trend? Moim zdaniem nie. I na dobrą sprawę za zapoczątkowanie go obwiniać trzeba by było Johannesa Gutenberga. Wszak nikt nigdy nie zrobił więcej dla upowszechnienia literatury niż ten XV-wieczny rzemieślnik. Można zadać sobie pytanie, czy obecnie, bardziej niż kiedykolwiek, jesteśmy zalewani potokami literatury prostej, łatwej i przyjemnej? W mojej opinii to kwestia dyskusyjna. Jedno na pewno pozostaje niezmienne. Na końcu liczy się czytelnik. On, wybierając książkę, decyduje co tak naprawdę ma prawo bytu. I tu jest pole dla pisarzy, żeby pokazać, że „prawdziwe książki” nie umarły. No więc właśnie. Czy literatura piękna is not dead / jeszcze nie umarła?
- Jak narodziła się pana fascynacja Mickiewiczem?