W 2025 roku ukazała się nakładem Fundacji „Światło Literatury” książka poetycka jednego z liderów ruchu poetyckiego „Nowej Prywatności” Zbigniewa Joachimiaka pt. Miasto, miasta, w mieście. W książce zgromadzono wiersze stare i nowe, ale niestety nie znałem na tyle twórczości poety, a w książce nie znalazły się żadne adnotacje, by przyporządkować dane wiersze do wcześniejszych tomów poety, a także nie znałem wielu tych wierszy z łamów prasy literackiej.
Mówię tutaj oczywiście o ostatnim tomie warszawskiego poety pod jakże… osobliwym tytułem Nie Samotne Hologramy. Dziś owe hologramy są wszechobecne i nieodzowne. Tylko niewielu wie co to takiego. Wyjaśniam za Wikipedią – „zapis fotograficzny na nośniku przynajmniej dwufalowego obrazu interferencyjnego, który w odczycie daje dwa niezależne od siebie obrazy przestrzenne 3D (trójwymiarowe)”. Proste… jak operacja wątroby, trzustki i układu pokarmowego. Stosowane jako naklejki samoprzylepne lub na foliach metalizowanych do zabezpieczenia oryginalnych produktów, w tym i banknotów. Ale tu stos hologramów poecie nie grozi?
Matematyka, zwana – zapewne słusznie – „królową nauk”, nie jest moją ulubioną dziedziną, ale z wiekiem coraz boleśniej przekonuję się, że ma ona wiele wspólnego z ludzką egzystencją. Gdyby pokusić się o opisanie różnych momentów życia terminami zaczerpniętymi z algebry czy geometrii: „mnożenie”, „dzielenie”, „wierzchołek”, „sinusoida”, „poza nawiasem” – mogłoby się okazać to nadzwyczaj trafne. A ileż razy, próbując zrozumieć codzienne zawiłości, czujemy się „skołowani do kwadratu”!
Ogłoszenie Królewskiego Konkursu Literackiego
„Patrzę na trzy książki – trzy tomy ripost GRZEGORZA MISIEWICZA i zastanawiam się jak powstają – jak rodzą się te zwięzłe kompozycje – jakby fragmenty wyrwane z rozmów, czy z rozmyślań? Czy autor rozmawia sam ze sobą? Czy staje przed lustrem, twarzą w twarz i patrząc sobie w oczy zadaje pytania i od razu na nie odpowiada? Czy też po prostu myśli ripostami? A może analizując konkretny problem ulega pewnemu rozdwojeniu osobowości, jest sobą i swym przeciwnikiem, pytającym i prześmiewcą – ironistą? A może... wszystko jest tu możliwe? Zarówno przemyślenia, jak i wnikliwe obserwowanie rzeczywistości, wychwytywanie szeptów, podszeptów, strzępów rozmów, fragmentów wypowiedzi... Każda choroba znajduje swe antidotum, szczepionkę... A każdy punkt ma swój antypunkt. I nie wiadomo, które zwierciadło jest realne, a które jest skrzywione... I czym jest prawda, której stale się domagamy? I tu zbliża my się do magii, magii oczywiście literackiej, do zjawiska wieloznaczności pojęć i słów. To już nie zwyczajna satyra, to wyższa półka, bogactwo myśli i języka...
W pierwszej dekadzie XXI wieku w Krakowie zaczęły być organizowane spotkania poetyckie w knajpach i nie chodziło o wieczorki znanych poetów, ale spotkania dla początkujących. Często połączone były z koncertami muzycznymi, na których występowały zespoły rockowe, metalowe, czy hiphopowe. Były te spotkania następstwem propagowania poezji slamowej przez krakowski „Ha!art”, gdzie promowano prostotę, rymy, problematykę społeczną i ostre komentarze. Nie znałem dobrze tych kręgów, ale chyba, w którymś momencie środowisko knajpianej literatury podzieliło się na obóz performerów i zwyczajnych poetów. Takie spotkania poetyckie dla początkujących prowadzone były w ramach cyklicznych spotkań „Kulturkampf”, „Poezje i herezje”, ale także w Kawiarni Artystycznej.
Próbę rozszerzenia granic literatury pięknej należy moim zdaniem przyrównać do wycieczki górskiej podjętej przy najwyższym zagrożeniu lawinowym. Jest desperacka, wynika jednak z fatalnej kondycji ekonomicznej środowiska literackiego, zwłaszcza osób zrzeszonych w ZLP w którym przeważają seniorzy, mający ograniczone możliwości zarobienia choćby z uwagi na niesprawności, utrudnioną mobilność a czasem nawet wykluczenie cyfrowe. Oferowanie warsztatów, recenzji, praca jurora to często jedyna możliwość finansowania własnej pisaniny, a przede wszystkim jej reklama i sposób na zdobycie czytelnika, który zakupi publikację swojego mistrza.
Wydaje się, że najważniejszą rolę w życiu człowieka odgrywają głównie dwie nauki: matematyka i język ojczysty z literaturą, rozumianą jako jego integralna część. O ile matematyka jest dziedziną konkretną, konsekwentną, uporządkowaną, logiczną, a rozwiązanie matematycznego zadania ma tylko jedną prawidłową odpowiedź, o tyle w literaturze już tak nie jest, a jednoznaczne doprecyzowanie jej definicji i wyznaczenie granic napotyka trudności i rozbieżności natury subiektywnej.
– Ludzie listy piszą… – śpiewali kiedyś „Skaldowie” kreśląc błogosławioną i kolorową wręcz atmosferę wypowiadania/opowiadania się ludzi słowem kierowanym do drugiego człowieka. Technika i technologia, też będąca wytworem człowieka, ale już mająca w sobie diaboliczny mechanizm samonakręcania się, rozbiła ten sielankowy świat, wprowadzając w miejsce listów komunikaty elektroniczne, w tym także obrazkowe. Ale natury ludzkiej nie da się tak łatwo na stałe zamknąć w elektronicznej klatce. Irmina Kosmala odkryła to, pisząc: