Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478
  • +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Stanisław Chyczyński - LOTNA WYOBRAŹNIA SZYBOWNICZKI

    Wielu literatom i krytykom wydaje się, że poezja rymowana i zrytmizowana już się wyczerpała, stała się przeżytkiem, ucieleśnieniem grafomanii. Takie przekonanie było powszechne w czasach, kiedy awangardowy „bruLion” ukazywał się regularnie i lansował jeden wybrany model literatury (ponowoczesny). Wprawdzie poeci tacy jak: Stanisław Gola, Marian Hermaszewski, Wojciech Kawiński, Sławomir Rudnicki czy Kazimierz Węgrzyn nadal hołdowali dyscyplinie formalnej, ale prestiżowe periodyki nie dopuszczały ich na swoje łamy. W tamtych «nieciekawych» (dla mnie) dziesięcioleciach pojawili się jednak nowi autorzy, mający odwagę składać określone strofy i ozdabiać je rymami. Byli to m.in.: Krzysztof Koehler, Anna Piwkowska, Wojciech Wencel, Ariana Nagórska. Do tego grona dołączyli później: Henryk Rejmer, Adam Ochwanowski, Jerzy Utkin, czy Szymon Babuchowski czasem Stefan Pastuszewski. Kiedy Wencel został redaktorem „bruLionu”, nawet to pismo stało się bardziej otwarte na alternatywne propozycje. W hermetycznym środowisku pisarskim powstał pewien ferment - ożywczy i odświeżający. Pojawiło się żółte światło (trudno nazwać je zielonym) dla neoklasycyzmu. Dzisiaj (relatywnie) dużo poetów tworzy dzieła zakorzenione w odległej tradycji i nie ma z tego powodu żadnych kompleksów. Dlatego nie może dziwić fakt, iż teraz objawiło się kolejne nazwisko: Anna Magdalena Mróz- na które warto zwrócić uwagę.

          Tom pt. „Niebieskie od powietrza i ciepłe od trawy” należy uznać za tzw. późny debiut, tym bardziej że autorka „pierwszy wiersz napisała w wieku siedemnastu lat” (vide okładka). Od strony komercyjnej książka stanowi bardzo „amerykańskie”, przemyślane przedsięwzięcie: zawartość merytoryczną uzbrojono w podwójny komentarz (wstęp plus posłowie!) tudzież niemal każdy utwór opatrzono mniej lub bardziej wyszukaną, wielobarwną ilustracją. Błyszcząca oprawa i kredowy papier dodają całości uroku. Na pierwszy rzut oka Anna M. Mróz - podobnie jak Jerzy Plutowicz, Jerzy Utkin czy S. Chyczyński - przedstawia się jako konsekwentna zwolenniczka ośmiowersu, czyli jednolitej, zwięzłej, krótkiej formy. W omawianym zbiorze takich właśnie „ósemek” naliczyłem 57. W notce biograficznej wyczytałem, że warszawianka „swoją twórczość poetycką opiera na powrocie do źródeł” i że „jest miłośniczką wielkich mistrzów poezji klasycznej”. Rzeczywiście, lektura w pełni potwierdza te odautorskie deklaracje. Zielonooka A. M. M. pisze oktostychy zapatrzona w Annę Achmatową, Marinę Cwietajewą  i Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, w czym sekunduje jej zdeklarowany „czciciel rymu” Zbigniew Szwaja. Anna Cegieła w lapidarnym „Słowie” wstępnym stwierdza: „Świat tej poezji jest zbudowany z łagodnego zachwytu nad życiem i możliwościami bywania w sferze między jawą a snem, z radości, jaką daje pisanie baśni we dwoje, z wdzięczności za doświadczenie dobra, za to, że anieli, co prawda tracą skrzydła, ale dzięki temu zostają wśród ludzi”. Przytaczam ten fragment, ponieważ trafnie oddaje ogólną specyficzność tej liryki. Jednakże najwyższa pora przyjrzeć się bliżej wierszom „niebieskim od powietrza i ciepłym od trawy”.

          Nie bez kozery powyżej przytoczyłem trzy mistrzynie słowa, które mogłyby patronować samodzielnym, artystycznym poszukiwaniom Anny M. Mróz. Mimo wszelkich obiekcji, jakie niektórzy wysuwają wobec tej kategorii, uważam, że istnieje coś takiego jak «poezja kobieca». I do tego nurtu muszę zaliczyć gros utworów pomieszczonych w tej książce - trochę egzaltowanych i ździebko patetycznych. Ich twórczyni najczęściej opisuje swoje wzruszenia, uniesienia, oczekiwania, więc opiera liryzm na emocjonalno-wolicjonalnych podstawach. Przy czym dotyczy to nie tylko, mówiąc kolokwialnie, spraw sercowych, ale również innych relacji (między)osobowych. Najbardziej zaskakującym fenomenem jest tutaj dobre samopoczucie podmiotu mówiącego, implikowane wysoką samooceną: „Jestem urokiem chwili…płatkiem z szelestami” (s.13), albo jeszcze mocniej: „Jestem białym gołębiem, o piórach tak czystych - / Niełatwo będzie znaleźć…jakieś ślady czerni” (s.73). Samoafirmacja (oględnie mówiąc), jakby automatycznie, przenosi się z bohaterki na samą poetkę, ujawniając wartościowanie śmiałe i śmigłe: „Posmakowałam weny - tak zwiewnej, tak czystej, (…) Posmakowałam mowy - tak świeżej, tak prostej (…)” (s.12). Wiersz jest rodzajem modlitwy o przychylność Niebios, o błysk błogosławieństwa. „Wystarczy promień słońca”, a zwiewna, czysta, świeża mowa wiązana naszej poetki „będzie owocować” (tamże). Postawa dosyć rzadka u ambitnych poetów, zmagających się z nieludzkim oporem materii, z wyrażeniem niewyrażalnego, z arcytrudną samorealizacją. A propos weny „delikatnej, skrzydlatej, przejrzystej” (jak wyżej) powiem tak: podziwiam, gdy autorka z mistrzowską lekkością rymuje „dźwięku - wieków” lub „wznoszę - proszek”, natomiast przestaję podziwiać, gdy spotykam brzmieniowe pary typu „stwory - potwory”, „rodaka - Polaka” czy „uciekły - wlekły”. Zgoda, podobne rozwiązania stosuje także Mistrz od „Zachodu słońca w Milanówku”, ale przecież nie za to go kocham!...

          Pozornie klarowne wiersze A. M. Mróz stają się z lekka splątane treściowo, przy dokładniejszej analizie - jeśli się „bada słowa pod lupą, przegląda pomysły” (por. s.73). Dotyczy to nawet tych „ósemek”, które oparto na wyrazistym koncepcie, które odwołują się do danej anegdoty, które wieńczy pożądana i pożywna (dla intelektu) pointa. Ta anegdotyczność jest szczególnie widoczna w takich wierszach jak: „Wyścig”, „Stradivarius”, „Manekin”, „Inny”, „Śmierć szybownika”, „Listek”, „Kasyno z nadziejami”, „Ułomna i kloszard” czy „Anioł”. Wynika to z godnego pochwały i bardzo zdrowego podejścia autorki do procesu twórczego - po prostu ona doskonale wie, że najpierw trzeba mieć coś do powiedzenia, a dopiero potem imać się opowiadania. „Zgodnie z logiką egzystencjalnej szarady” (s.56). Niestety, większość współczesnych poetów i pseudopoetów zdaje się ignorować tę starą prawdę. Dlatego z prawdziwą przyjemnością czytałem te teksty, z których wyłaniało się czytelne przesłanie albo przynajmniej jakiś „Logos fantazji” (zob. np. wiersze: „Gejsza”, „Dałeś mi kostkę cukru”, „Pajęczyna”, „Mojemu Stwórcy”, „Bajka”). Warszawska poetka to szczęśliwa właścicielka czarodziejskiego pióra - może nim napisać wiersz o dowolnej rzeczy (o każdym drobiazgu), zjawisku lub sytuacji, nadając im metaforyczny, symboliczny, uniwersalny wymiar. To imponuje, ale największe wrażenie - swoją «egzotyką» - zrobił na mnie cykl tytułowy, czyli 13 wierszy o podniebnych wojażach szybowniczki.  Może dlatego, że nigdy nie oglądałem matki ziemi z lotu ptaka. Oto drobna próbka takiej optyki: „Leciały nad domami wysmukłe stworzenia - / Prężyły ostre skrzydła do skoków gotowe, / Odkryły świat kominów - pół słońca, pół cienia - / Tropiły ślady wiatru, przejrzyste i chłodne (…)” (s.39). Strofy te pozwalają, ignorantom mojego pokroju, zrozumieć, co może odczuwać lotna wyobraźnia artysty - „jeśli fruwa jak ważka” (s. 40).

          Do pomyślnych wiatrów trzeba się umieć ustawić (W. Katarzyński). Upragniony, udany, uświetniony promocją debiut książkowy stał się faktem. Pani Anna z opóźnieniem, ale śmiało wystartowała do podboju literackich przestworzy. Zatem życzę jej wstępujących prądów, wysokich lotów i wspaniałych widoków na przyszłość.

    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

    Anna Magdalena Mróz „Niebieskie od powietrza i ciepłe od trawy”, Wydawnictwo „STAL”, Warszawa 2008, ss.96.

    Również tego autora