Eligiusz Dymowski - Trubadur świetego Franciszka

W roku 2009 Zakon Franciszkański obchodzi swój wielki Jubileusz, a mianowicie 800 lecie ustnego zatwierdzenia przez papieża Honoriusza III „Reguły”, o którą poprosił Stolicę Apostolską asyski Poverello. Warto przypomnieć, że „Reguła i życie Braci Mniejszych polega na zachowaniu świętej Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa przez życie w posłuszeństwie, bez własności i w czystości” (Rozdział 1). W kontekście tego Jubileuszu w całej Polsce podejmowane są różne inicjatywy, które mają za zadanie, nie tylko przypomnienie tak ważnego dla całego Kościoła wydarzenia, ale nade wszystko powinny być one dla innych ludzi spotkaniem z duchowością św. Franciszka oraz z szeroko rozumianą kulturą franciszkańską.

     Do tych cennych inicjatyw dołącza o. Kazimierz Kozłowski publikacją najnowszego tomiku swoich wierszy pt. „Moja Franciszkoterapia na każdy czas”1. W dobie dziś tak modnych powszechnie psychoanalitycznych porad, różnego rodzaju „kosmetycznych” uzdrowień duszy, Franciszkoterapia ojca Kazimierza wydaje się być niezwykle oryginalna i godna zainteresowania. Kto jak kto, ale św. Franciszek potrafił zrozumieć i wysłuchać drugiego człowieka. Ten, który każde stworzenie nazywał siostrą i bratem, mimo upływających dat i zmieniających się epok, nadal potrafi przemawiać, i co najistotniejsze, być wiarygodnym dla zagubionego w gąszczu codziennego stresu i zabiegania współczesnego człowieka. Dostrzega to doskonale w poetyckim zapisie o. Kazimierz Kozłowski, nazywając go np. „świętym Odyseuszem z Asyżu”, „ekskluzywnym biedakiem”, „supereuropejczykiem”, czy „niestrudzonym nauczycielem nadziei”. Właśnie w tej postaci, tak autentycznej w swojej prostocie, a równocześnie wielkiej duchem wiary, można nie tylko szukać duchowego wzorca, ale nawet wręcz prosić go:

     potrząśnij mną

     przetrzep mi sumienie i skórę

     na poszukiwanie cudu

     na nowy wiersz

                 (s. 8)

     Osamotnienie człowieka cywilizacji elektronicznego obrazu, staje się nie tylko już niebezpieczne, ale wręcz chore. Jego duchowa płaszczyzna wyjaławia się miałkością tanich reklam i pomysłów. Powszechne promowanie kiepskich produktów na bezmyślność, odnosi niebywale wielki sukces w coraz to szerszych kręgach odbiorców, nastawionych na szybką konsumpcję w stylu amerykańskich fast food'ów. Tymczasem potrzeba czegoś innego, a mianowicie poszeregowania istotnych wartości, i to w odpowiedniej kolejności, by zadany nam czas nie poszedł na marne. I mimo to, że trzeba się zmagać ze słabościami ludzkiej natury, zawsze jest szansa na spotkanie Kogoś, kto wskaże właściwą drogę terapii, prowadzącą ku chwilom szczęśliwym:

     Święty Franciszku

           w naszych trudnościach

           podajesz ręce jak wiosła

                             (s. 23)

     Spotkać właściwego przyjaciela na swojej drodze, oznacza tak na prawdę mieć wielkie szczęście. Autor „Franciszkoterapii” wyczula nas na płynący z Bożego przesłania głos: „Nie lękajcie się, jam zwyciężył świat”. Kto wierzy w człowieka, jakże blisko ociera się o niebo, i jakże łatwiej wtedy jest pokonać własną samotność przy pomocy tych świętych duchowych rąk naznaczonych stygmatem cierpienia.

     Święty Franciszku

     rzucaj kolorowymi kamykami

     w moje razowe życie

     w moje błahostki

     w moje bezużyteczne śmieci

     które zasłaniają mi słońce

     które zagracają drogę

                       (s. 24)

     Wędrowanie śladami Biedaczyny zawsze jest czymś wyjątkowych, bo i te miejsca nie zmieniły się i nie zatraciły niepowtarzalnego średniowiecznego charakteru, pomimo upływającego czasu historii. Asyż, Carceri, La Foresta, Poggio Bustone, Fonte Colombo, Alwernia, Geccio - trudno nie zakochać się w tym niepowtarzalnym klimacie wąskich uliczek, lasów i wiszących nad przepaścią skał. „Ale ileż jeszcze w Umbrii tych miast i miasteczek, przez które przeszły Franciszkowe stopy” - pisał Józef Dużyk w „Wędrówkach włoskich”, gdzie „pejzaż wyhaftowany jest zielenią gór i lasów”. Urokiem tych miejsc jest również zafascynowany o. Kazimierz, a i nie ma się czemu dziwić. Poeta dzieli się tym bogactwem z czytelnikami. Jego osobiste zapiski urzekają prostotą, ale też uruchamiają wyobraźnię, aby w chwilach trudnych porzucić choćby na chwilę codzienność i wsłuchać się w szept Franciszkowej modlitwy: Pochwalony bądź, Panie mój,/ przez tych, którzy przebaczają dla Twej miłości/ i znoszą słabości i prześladowania („Pieśń słoneczna”).

     Klamrą zamykającą całość tomiku są utwory w których poeta przywołuje wiernych duchowych naśladowców Poverella. Są tam i św. Antoni z Padwy, św. Pio z Pietrelciny, św. Brat Albert Chmielowski, czy męczennik Oświęcimia św. Maksymilian Kolbe. Plejada świętych i błogosławionych, których przez osiem wieków wydał zakon franciszkański, uzmysławia nam, że są jeszcze na tym świecie wyższe wartości, te trwałe i nieprzemijające, którym warto poświęcić życie wbrew modom propagującym miłość bez uczucia, szczęście bez poświęcenia, prawdę bez korzeni, wolność bez szacunku dla tradycji przodków. Wierzę, iż poetycka „Franciszkoterapia” o. Kazimierza Kozłowskiego ukoi nie jedno skołatane serce. 
 

Kazimierz Kozłowski, Moja Franciszkoterapia na każdy czas, Wydawnictwo „GAUDENTINUM”, Gniezno 2009, ss. 60.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież