O S I O Ł P R A C Z A

Wnuczkowi Mateuszkowi, też Skorpionidzie, tę baśń opartą na  motywie  indyjskiej  dżataki, by nigdy w życiu nie przebierał się w obcą  skórę -  ułożyłem

                                                                                                                  Listopad,2007. 

           Osioł w  krajach o ciepłym klimacie jest nie do zastąpienia. To zwierzę, bardzo pomocne człowiekowi, ba, niezastąpione, było od dawna tematem  różnych opowieści, bajek, anegdot. W „ krajach  o „Oślej kulturze”, od Maroka po Chiny i od Bułgarii po Zanzibar / oraz wśród Latynosów /,  ma swoje miejsce - jest symbolem pracy, wytrzymałości i mądrości, ale nie brak też głosów o jego tępocie, głupocie i złośliwości.Osioł to tylko zwierzę i od człowieka, jego Pana, zależy jaki on jest i jego ośli los .Posłuchaj ! 
 

 

                Była  duża ,zamożna i  pięknie  rozłożona na wzgórzach wieś . Ludzie  weseli i schludnie ubrani, gdyż  o czystość ich  szat dbał miejscowy pracz. Miał on osła, który pomagał mu  rozwozić do klientów    wyprane, uperfumowane i  ładnie złożone ubrania . Codziennie pracz i osioł rozwozili po całej wsi czyste ubrania, ale za swoją pracę pracz otrzymywał  bardzo małe wynagrodzenie; najwyżej 1 lub dwie rupie. Ciężko było z tych pieniędzy utrzymać dom i rodzinę, a na dodatek wszystkiego, osioł po ciężkiej wędrówce przez wieś dostawał takiego apetytu, że zjadał  pokarm za dwa osły. Siano i  owoce drogo kosztowały pracza.

 

                 Pewnego dnia przez wieś przechodził zawodowy myśliwy, łowca tygrysów. We  wsi od dawna nie widziano tygrysa, toteż myśliwy zabawił w niej tylko jeden dzień. Na noc właśnie zatrzymał się w domu pracza. Odchodząc rano, przypomniał sobie, że musi dać do czyszczenia  wygarbowaną skórę tygrysa, którą niekiedy przykrywał się wieczorem, gdy w zasiadce dokuczył mu chłód . Porosił o wyczyszczenie jej, a po odbiór zgłosi się  w powrotnej drodze, gdy będzie znów wędrował przez wieś.

 

                 Skora tygrysa była okazała, miękka, ruda, z dobrze widocznymi czarnymi pasami, Łeb jak u żywego zwierza, oczy z bursztynu, zęby pobielone. Skóra była też nadzwyczaj lekka , bo jak mówił łowca, nabrała cech kobiecej skóry po zjedzeniu  kilku  ludzi przez tego trygrysa.

 

                 Pracz zrobił ze skorą to co miał zrobić. Kiedy tak wisiała w cieniu rozciągnięta  na drewnianej ramie, praczowi przyszła do głowy olśniewająca myśl. Szybko wprowadził ja w życie,  nawet nie radząc się żony.

 

                 Wieczorem w skórę tygrysa przebrał osła i niezauważenie wyprowadził go na  obsiane pola uprawne, Osioł natychmiast zaczął  żreć  młode zboże , a jadł za dwóch osłów.

 

                Po kilku dniach we wsi pojawiła się plotka. Na polach widziano olbrzymiego tygrysa, przeraźliwie ryczącego. Niektórzy widzieli jak gonił za człowiekiem, inni mówili, że był to wioskowy pracz, ale jak go spytali, ten zaprzeczył; jeszcze inni mówili ze ten dziwny tygrys je  zboże i ma duże stojące uszy. Cóż też ludzie nie opowiadają ? Wieść w  końcu  trafiła do wójta i ten przytomnie wyznaczył nagrodę 35 rupii za zabicie tygrysa oraz rozpuścił wici po włościanach, aby wieczorem nie wychodzili z  chat, a w szczególności nie odwiedzali pól uprawnych.

 

                Kapłan wiejskiej świątyni  bogini Dhanjamali ,czyli Ustrojonej w Wieniec Zbóż - Lakszmi Zbóż, złożył jej w ofierze kozę; ludzie obeszli wkoło świątynię w małej procesji modląc się do Niej, aby sprawowała władzę nad dziewięcioma rodzajami posianych zbóż, a w szczególności nad ryżem, gdyż to jest ich  jadło. Modły w intencji miały unicestwić szkody, które wyrządził  tygrys i zaniedbanie pól z jego powodu. Czas leniwie płynął. Nieubłaganie zbliżała się pora zbiorów, a tygrys  w najlepsze codziennie grasował ,na uprawnych polach. Włościanie na dobre zaczęli martwić się o swoje spiżarnie i tym gorliwiej modlili się do Dhanjamali. Wójt podniósł  wysokość nagrody  za zabicie olbrzymiego tygrysa do 50 rupii, ale nie było śmiałka, żeby się z nim zmierzyć.

 

                 Tymczasem osioł pracza, taka lichota, nagle zaczął tyć, stal się bardziej hardy i  na oczach mieszkańców upierał się w połowie drogi, zawracając do domu. Na szczęście pracz miał zawsze przy sobie pręcik bambusowy i  tym argumentem zawsze zdołał przekonać upartego osła do dalszej drogi, by na czas rozwieść pranie do klienta.

 

                 Miesiąc szybko minął. Księżyc jaśniał w pełni, jak gdyby bóg księżyca - Ramaczandra - zapalił tysiąc świateł. Noc była tak jasna jak dzień. W ten magiczny czas, zawodowy myśliwy, łowca tygrysów ludojadów, z powrotem zawitał do  wsi Szczęśliwie zatrzymał się ty razem u wójta i od niego dowiedział się, ze wieś terroryzuje olbrzymi tygrys. Co prawda dotąd nikogo nie zżarł, ale może to zdarzyć się w każdej chwili. Dowiedział się tez o nagrodzie. Nie czekając chwili, zgodnie ze swoja dharmą, uszedł spotkać się z tygrysem.

 

                  Zwierze nie kazało długo na siebie czekać. Stało w dojrzewającym  prosie,  i tylko pręgowany grzbiet było mu widać. Doświadczony myśliwy szybko napiął luk i wypuścił strzałę, która niechybnie trafiła tygrysa w serce, gdyż ten wydał tak przenikliwy ryk, jak  raniony demon ciemności. Myśliwy nim podszedł do ofiary, cisnął w nią jeszcze włócznię, która przebiła grzbiet zwierzęcia. I tu kończy się ta historia, ale...

 

                   Wójt rano wezwał pracza .Kazał mu wypłacić myśliwemu 5o rupii nagrody, zapłacić za zniszczoną  włócznią skórę tygrysa i zobowiązał go do darmowych prac na rzecz wsi za zjedzone i zniszczone zboże. Ale nie te kary były dla pracza najsroższe .Od tego czasu pracz sam na własnych plecach musiał roznosić wyprane szaty wieśniaków  do klientów i ta mitręga była najgorsza karą. Ludzie we wsi zastanawiali się - kto z dwojga był głupi: pracz czy osioł.?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież