Emil Biela - Nie był nawet wikariuszem...

Nie był nawet wikariuszem, a wszyscy wiedzieli, że jest niezwykłym księdzem, który ma wdzięk pobożności i posiada magnes wiary. Lgnęli do niego przede wszystkim ci, którzy mieli kłopoty z własną osobowością. Przytulał ich do serca, do miłosiernego Boga. Nazywał ich swymi synami i córkami. Było ich tysiące. Ściany swego mieszkania "tapetował" fotografiami swych niezliczonych duchowych dzieci. Kto taki? Ksiądz Bronisław Bozowski. Można rzec, iż przyjaźń tego duchownego do ludzi była gigantyczna. Ks. Jan Pałyga, palotyn, autor książki "Proboszcz niezwykłej parafii", szacuje liczbę przyjaciół księdza na około pięć tysięcy! Zabiegają oni teraz o jego beatyfikację. Powołali Stowarzyszenie Przyjaciół ks. Bronisława Bozowskiego.

 

    Żył w latach 1908 - 1987. Był prefektem Liceum im. Norwida w Villard de Lans w latach 1941 --1943, kapelanem PCK we Francji do 1947 roku. Następnie kaznodzieją kościoła sióstr wizytek w Warszawie. Na tablicy umieszczonej przy furtce na zewnątrz oficyny sióstr wizytek od strony ulicy Karowej w stolicy można przeczytać: "Proboszcz parafii bez granic, żył w przyjaźni z Bogiem i wszystkimi ludźmi". W kościele wyłożona jest księga do wpisów o łaskach otrzymanych za pośrednictwem księdza Bronka (bo zawsze życzył sobie, aby zwracano się do niego per "Bronek"!). Wpisów w tej księdze ciągle przybywa...

 

    Ks. Jan Twardowski mieszkał w tym samym domu co ks. Bozowski. O swym sąsiedztwie zza ściany poeta napisał m.in.:

 

    Można kochać i chodzić samemu po ciemku

 

    z przyjaźnią jest inaczej - ta zawsze wzajemna

 

    Księże Bozowski patronie przyjaźni

 

    Z nosem swym i uśmiechem ukryłeś się w niebie 

 

    - Ktoś stuka długo dzwoni

 

    znów pyta o Ciebie 

 

    O proboszczu parafii bez granic można bardzo wiele się dowiedzieć z książki wspomnieniowej "Będę się do was zawsze uśmiechał". Prawie pięćdziesięciu autorów wspomina swego przyjaciele.

 

    Ks. Stanisław Małkowski pisze, że prymas Stefan Wyszyński w rozmowie z Bronkiem porównał Kościół do sprawnego mechanizmu, w którym kręcą się różne części i kółka, każde na swoim miejscu i zapytał go: "A ty, gdzie jesteś? nie widzę twojego miejsca, twojej roli w tym mechanizmie diecezji i Kościoła". Bronek odpowiedział: "Oprócz kółek potrzebna jest oliwa, żeby się kółka kręciły. Siebie widzę w roli oliwy przelewającej się tu i tam".

 

    Obiekcje prymasa i jego sceptycyzm były w pewnym stopniu uzasadnione, bo ks. Bozowski był księdzem kontrowersyjnym, chociażby np. z tego powodu, że odprawiał trzy msze dziennie, nie tylko w kościele, ale np. na kuchennym stole. Jedna z tych mszy była zawsze za tych, którzy umrą właśnie tego dnia. Były też msze za generała Jaruzelskiego.

 

    Kiedyś ks. Bronek opowiadał, że jako młody człowiek nie mógł się dużo modlić. "A teraz - stwierdzał - chodzę z brewiarzem pod pachą jak z żoną". Autentycznie chciał być ubogim. Co otrzymał - rozdawał. Kiedyś powiedział: "Nigdy nie miej pieniędzy, wtedy nie zabraknie ci niczego". Wierzył bezgranicznie, że wszystko, co w życiu spotka człowieka, jest wynikiem Bożej reżyserii. Powtarzał to w swych kazaniach wielokrotnie. Były one słynne i wcale nie nużyły, chociaż zazwyczaj trwały około godziny.

 

    Praca nad każdym z nich zajmowała mu kilka tygodni. Powracał ciągle do Pisma Świętego, analizował teks z różnych punktów widzenia, porównywał z literaturą naukową dotyczącą problemu - nie tylko o tematyce chrześcijańskiej. Sięgał chętnie do wielkich filozofów i myślicieli, godzinami dyskutował o jakimś problemie. Kazanie było dla niego jednym wielkim misterium religijnym połączonym z sympozjum naukowym - wspomina Karol Myśliwiec.

 

    Ks. Bozowski bez tryumfalizmu wspominał ubeków, których udało mu się nawrócić i sekretarzy partii, którym po kryjomu chrzcił dzieci. Powiedział kiedyś na kazaniu, że woli prawdziwego, przekonanego komunistę od fasadowego katolika.

 

    Ksiądz Jan Twardowski, żegnając go w czasie mszy żałobnej, tak powiedział: "Był księdzem posoborowym na długo przed Soborem. Napisał kiedyś, że jest księdzem na marginesie. I tak naprawdę Bóg prowadził go inaczej niż innych księży. Nigdy nie był wikariuszem, proboszczem, dziekanem, kanonikiem, nawet jak mówił - nie daj Boże, prałatem". Jak on to robił, że nawet jego wady były miłe i sympatyczne...

 

    Jeśli kiedyś Kościół uzna go za świętego, to będzie to najdziwniejszy ze wszystkich świętych. Ks. Bozowski był bowiem święty i nieświęty, kościelny i antykościelny, pokorny i pyszny, wyrozumiały i wymagający. Intelektualistą nie był, ale był mądry, chociaż czasem mówił głupstwa, bo nie panował nad językiem. Tak charakteryzuje go wspomniany ks. Jan Pałyga. I dodaje, że Bronek miał swoje marzenia: By księża byli pobożniejsi i bardziej ubodzy. By zadawali konkretne pokuty - np. przejechać na rowerze 100 kilometrów!

 

    Arcybiskup Metropolita Warszawski, Kazimierz Nycz, we wstępie do książki przypomina, że świętość jest obowiązkiem każdego księdza. Droga, którą przeszedł w swym kapłańskim życiu ks. Bronisław Bozowski jest jedną z wielu prowadzących do świętości. nie można na niej stawiać żadnych parawanów, które zakrywałyby niedoskonałości. Trzeba być przeźroczystym, jak pisał w jednym ze swych wierszy Karol Wojtyła. Ks. Bozowski takim był. 
 
 

Red. T. Siemek, A. Grętkiewicz-Janiga, R. Paprocki: Będę się do was zawsze uśmiechał. Ksiądz Bronek Bozowski w oczach przyjaciół po latach, Wydawnictwo "Bernardinum", Pelplin 2008, ss. 358.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora