Andrzej Sitek - Córka

W restauracji "Dworcowa" było tłoczno, gorąco i brudno. Każdy czekał tu na swój pociąg. Przy jednym ze stolików siedziała szesnastoletnia dziewczyna z ojcem po czterdziestce. Miała zgrabną figurę, miłą buzię i niebieskie oczy. Czytała "Magazyn". Jej ojciec rozglądał się za kelnerem. Gdy go tylko zobaczył, zawołał:

    - Panie szefie!

 

    Kelner zbliżył się do stolika.

 

    - Słucham papa - powiedział.

 

    Wyglądał bardzo młodo, miał najwyżej dwadzieścia lat i nigdy nie był szefem.

 

    - Co można dostać na obiad? - zapytał ojciec.

 

    - Pieczarki, proszę pana - odpowiedział kelner.

 

    - I co jeszcze?

 

    - Nic więcej.

 

    - Jak to, macie tylko pieczarki?

 

    - Dziś mamy duży ruch. Wszyscy głodni. Zostały już tylko pieczarki z ziemniakami. Czy mam podać?

 

    - Zjesz pieczarki? - zwrócił się ojciec do swej córki.

 

    - Nie, dziękuję - odpowiedziała dziewczyna nie odrywając wzroku od "Magazynu".

 

    nie miała ochoty na jedzenie. Ten tłok i brudne obrusy. Wszystkie restauracje dworcowe w małych miastach są do siebie podobne.

 

    - A może jednak? - nalegał ojciec.

 

    - Nie. Powiedziałam już ci. Nie mam apetytu.

 

    - Dobrze. W takim razie zamawiam jedną porcję - powiedział do kelnera.

 

    - Proszę bardzo - przyjął zamówienie młody kelner i oddalił się. Spodobała mu się ta pięknooka smarkula obok tego starego i gdyby nadarzyła się okazja, mógłby ją poderwać. Ale przecież nie tutaj.

 

    - Czemu nie chcesz nic jeść? - zapytał ojciec córkę.

 

    - Czy muszę drugi raz powtarzać, że nie mam apetytu?

 

    - Będziemy jechać do Gdyni sześć godzin. Co będzie jak zemdlejesz?

 

    Dziewczyna przestała czytać.

 

    - No to najwyżej zemdleję - powiedziała wzruszając ramionami.

 

    - I tatuś będzie miał z tobą kłopot.

 

    - Dobrze. Postaram się, żebyś nie miał ze mną kłopotu i nie zemdleję.

 

    - Wiesz co, ja tymczasem skoczę po piwo. Napijesz się oranżady?

 

    - Owszem, napiję się.

 

    Ojciec wstał od stolika i poszedł do bufetu.

 

    Dziewczyna udawała, że czyta, a ona po prostu myślała:

 

    - "Myślałam, że mnie kocha. Taki przystojny. Ale ze mnie głupia gęś. Nie kocha. Pożądał tylko. Uwiódł mnie. Mój Boże, będę miała dziecko. W tym wieku. Co powie mama? A koleżanki? Jasne, że mnie wywalą ze szkoły. W szkole trzeba się uczyć, a nie rodzić dzieci. Ojciec poszedł teraz po piwo. Gdyby wiedział, jakiego piwa ja sobie nawarzyłam. Wyklęta - w domu, w rodzinie, w szkole, w mieście. Dlaczego nie urodziłam się w Szwecji? Tam opiekują się młodocianymi matkami i nikt z tego nie robi tragedii. Będę miała dziecko. Albo raczej operację. Muszę się go pozbyć. nie mam innego wyjścia. Tego żąda mama, ojciec, szkoła. Tego żąda głupia moralność. Szesnastolatka z dzieckiem. Skandal. Gdybym była kilka lat starsza i mieszkała sama - to co innego. Albo gdybym żyła w Hiszpanii, bo tam dziewczęta wcześniej dojrzewają. Trzeba to zatuszować. Zrobić po kryjomu. Wyjechać. Potem cicho-sza, jak kamień w wodę, jak gdyby nigdy nic.

 

    Ojciec wrócił z piwem i oranżadą.

 

    - Wreszcie dopchałem się do tego bufetu. Napij się oranżady.

 

    Po chwili kelner przyniósł pieczarki i ojciec zabrał się do jedzenia. Bardzo mu smakowało, bo dawno nie jadł grzybów.

 

    - Pieczareczka jak córeczka - zanucił. - Paluszki lizać. Może chcesz jednego grzybka?

 

    - Nie chcę - odburknęła dziewczyna. Udawała, że czyta.

 

    - Ale zobacz tylko jak apetycznie wygląda. Aż ślinka leci.

 

    Dziewczyna udawała dalej.

 

    - No spójrz tylko. Sam miód.

 

    Dziewczyna oderwała wzrok od "Magazynu", spojrzała na talerz z pieczarkami, potem na ojca i powiedziała:

 

    - Tato, czy ty musisz stale gadać?!

 

    - Nie podoba ci się? Wolisz zabawę w mumię? Jak sobie życzysz.

 

    Przybrał poważną minę i zaczął gestykulować jak niemowa. Pociesznie wykrzywiał twarz na wszystkie strony. Dziewczyna nie mogła tego już dłużej znieść i przerwała tę zabawę.

 

    - Oj, tato, przestań się wygłupiać, ludzie patrzą.

 

    - To niech patrzą. Rozmawiamy na migi.

 

    - To już lepiej mów normalnie, byle nie o pieczarkach.

 

    - Wydaliśmy dziś masę pieniędzy. Najdroższe były te sukienki.

 

    - Mogłeś ich nie kupować.

 

    - Mogłem, ale podobały ci się.

 

    Dziewczyna zajęta była swoimi myślami:

 

    - "Mówi o sukienkach, a nie wie, że gdybym nie zdecydowała się na zabieg, za kilka miesięcy musiałabym iść do krawcowej, bo w sklepach nie ma sukni dla dziewczyn w ciąży. W domu idealna rodzina. Ojciec i matka kochają mnie do szaleństwa. Jedyna córka. Cała nasza nadzieja - tak mówią. Nie powiem im za nic w świecie. Załatwię to z lekarzem. Gdyby się o tym dowiedzieli, miałabym za swoje".

 

    Na samą myśl o tym poczuła mocniejsze bicie serca. Twarz jej oblał rumieniec.

 

    - Dlaczego jesteś taka czerwona? - spytał ojciec. - Może jesteś chora?

 

    - Nie, tylko mi gorąco.

 

    - To zdejmij płaszcz. no pewnie, płaszcz, sweter, sukieneczka, haleczka, a pod haleczką...

 

    - Nie - przerwała mu dziewczyna.

 

    - Co, nie masz haleczki, albo...

 

    - Mam. A jak zajadę poskarżę mamie, że mówisz nieprzyzwoite rzeczy.

 

    - Dobra, dobra. Jak zajedziemy to zmienisz zdanie. Przecież jesteś już prawie dorosłą kobietą.

    - Oj, tato, tato, ty zawsze wszystko wiesz.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież