Ludwik Filip Czech - Między Bogiem a Netem

"Noc rudych traw" BARBARY JENDRZEJEWSKIEJ podzieliłem, dla własnej wygody, na dwie części. Dodam, że ten zbiór wierszy jest jednolity, bez podrozdziałów. Pierwsza z nich, na szczęście skromniejsza, zawiera takie wiersze jak "Człowiek", "Dylemat" czy wreszcie "Nasz czas". Tytuły o wysokiej dykcji mówią same za siebie. Szlachetne są zamiary, budzące w nas poczucie plemiennej wspólnoty. Szlachetna jest świadomość, że pomimo dzielących nas różnic stanowimy jedność. Jeszcze szlachetniejsze są próby twórczego zdefiniowania tej jedności. W każdym poecie tkwi przymus stworzenia literackiego uniwersum. Wiersza, którego treść i forma zdołają przekroczyć językowe granice. Takie próby podejmowane są co wieczór, pod wszystkimi szerokościami geograficznymi.

Zasady tego swoistego wyścigu nie są spisane, niemniej jedna jest oczywista - banał dyskwalifikuje! Jeżeli zatem poetka, biorąc na warsztat Czas pisze, że ten - "stroi nam włosy twarze" - należy natychmiast skorzystać z czerwonej kartki. Jeżeli, pisząc o relacji Bóg - człowiek, nie raczy wyjść poza banalne domysły, trzeba dojść do wniosku, że poetycki trud poszedł na marne. Barbara Jendrzejewska jest dobrą poetką, "Noc rudych traw" to ciekawy tomik. Niemniej te wiersze, które z założenia miały być wszechogarniające, są w tej publikacji ciałem obcym. Jest ich na szczęście niewiele i pod koniec książki znikają zupełnie. No, może wyjątek stanowi "W pracowni malarki". To utwór będący ukłonem w stronę artystycznego środowiska poetki, a więc rodzaj zapłaty za możliwość użytkowania gruntu. Analizuje on męki twórcze malarki Małgorzaty Woźny, jej złożone relacje z szeroko rozumianym tworzywem. Takie wiersze są zbyt osobiste, bym je oceniał. Niemniej, zaliczam je do utworów, przy których potencjalny słuchacz ogląda czubki własnych butów. Rzeczą charakterystyczną jest również fakt, że owe "ambitne"wiersze dominują na początku książki. To rodzaj kolejnej zapłaty - tym razem na rzecz tradycji. Nadal bowiem istnieje przekonanie, że utwór ciężkostrawny jest daniem przednim. Każdy poeta - nawet jeśli nie ma chęci - musi upichcić taki gniot, żeby zdać przed sobą i światem swoisty egzamin poetyckiej poprawności. Potem może już pisać po swojemu.

Reasumując: "Noc rudych traw" zawiera teksty znacznie ciekawsze od wyżej wspomnianych. Już w trzecim w kolejności "Obrazek dnia" poetyka znacznie się wysubtelnia. Poetka schodzi z wyżyn wszechwiedzy. Jasno i klarownie wyłuszcza swój muzyczny gust. Nie używa magicznych środków.

 

Lubię ulicznych grajków

 piosenki z pięciodniowym zarostem
 odrapane pudło gitary
mat saksofonu udający Amstronga
i akordeon bryzgający folkiem 
ja od Chopina Mozarta Liszta
dostrzegam magię
pretensjonalnej melodii 
 

Jeżeli zatem - podążając tym tropem - dodaje w innym wierszu - "Piszę strofę, co rodzi się bez bólu, w krzyku nocy" - to nagle owa naturalność zaskakuje czytelnika. Podobnie jest z wierszem "Proste wyznanie". Odnosi się wrażenie, że takie pisanie wychodzi poetce najlepiej. Kolejne utwory zmierzają konsekwentnie ku prywatności, odsłaniają kulisy emocji nieudawanych. W "Majowaniu" widzimy to już całkiem wyraźnie. Zmienił się język, który teraz podąża w stronę zmysłowości.

 

Czarna ścieżka jego brwi

otacza krople niezapominajkowych źrenic 
 

Poetka idzie w stronę erotyki. Jest przy tym subtelna, oszczędna w słowach. Nie przekracza granic dobrego smaku. Niedopowiedziana intymność dzieje się poza wierszem. Myślę o "Erotyku", "Teraz" czy "Zniewoleniu". Takie spojrzenie na poezję wyswabadza autorkę z literackich kanonów. Można oczywiście spierać się o oryginalność zawartych treści. Te jednak są niezaprzeczalnie prawdziwe, sytuują poetkę w gronie ludzi z krwi i kości. Zdarza się bowiem w tomikach wierszy znajdować uczucia syntetyczne, gdzie krew tłoczy nie serce, ale pompa. Barbara Jendrzejewska nie musi posiłkować się implantem. Jest szczera, nawet gdy tęskni:

 

Ma prawie pięćdziesiąt lat

i tysiąc niespełnień w znoszonych koronkach 
oczy już nie wypatrzą Romea
zbyt blisko balkonu bar z piwnym ogródkiem 

 

Najlepszym tekstem tego zbioru jest dla mnie "Sypialnia". Natomiast znakiem czasu jest "W necie". Współczesność proponuje nam nie tylko wyprzedaże, ale również zastawia pułapki. Barbara Jendrzejewska nie siedzi w domu cerując skarpety. Czynnie uczestniczy w życiu artystycznym swojego regionu. A pewnie ma apetyt na znacznie więcej. Musi być zatem kompatybilna z rzeczywistością. Umieć poruszać się w realu. A współuczestnictwo zmusza do wystawiania ocen. Pyta zatem w "Necie" o relacje między człowiekiem a komputerem. Interesuje ją jakość tych relacji. Wiersz kończy znakiem zapytania. I pewnie jeszcze długo będzie on tam tkwił, zamiast odpowiedzi.

Książkę polecam. 

 


 

Barbara Jendrzejewska, Noc rudych traw, Wydawnictwo "Miniatura", Kraków 2008, ss. 64.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora