Piotr Stareńczak - Śmierć bezdomnego

Pamiętam twoją brodę

jak szeleściła o dziurawy kołnierz płaszcza.

I zabłocony dywan hipnotyzujący cię sennymi wizjami.

Podobno nocą porwały go koty,

żeby odlecieć nim na księżyc. 

Bilon, który trzymałeś w puszce po ananasach

dzieci zamieniły na karmelki.

A może wstydliwy młodzieniec

 

kupił zań harfę róż

i wysłał anonimowo

ukochanej, dla której zawsze pozostanie obcym? 

Zostały tylko skrzypce.

Ich ponurą skargę wyśmiewają krople deszczu. 

Jutro będzie festyn,

ulice zapełnią się tęczowymi rodzinami,

Mój Boże!

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież