Ludwik Filip Czech - W stronę poezji wymiernej

ARKADIUSZ IREK jest autorem zbioru wierszy "Ku liczbom niewymiernym". Jak wynika z życiorysu jest to książka debiutancka. Poeta - jak sam pisze - jest psychoastrologiem, miłośnikiem rzeczy wzruszających. Uprawia działkę w systemie angielskim, czyli daje zielsku poszaleć. Czytelnik ma zatem przyjemność obcowania z umysłem otwartym, obdarzonym takimi przymiotami, jak wiedza i wrażliwość. Taki zestaw budzi nadzieje. Tymczasem omawiany zbiór rozpoczyna się tekstem "Przebudzenie", rzeczą patetyczną i ciężkostrawną.

Przytoczę fragment:

W gołych słowach

po rosie
jak było na początku
z kwitnącą głową
po zakazany owoc 
na wyciągnięcie dłoni
znaczenia
na dotyk ust
tajemnice 
 

Dla autora jest to zapewne wiersz prosty jak drut, będący czytelnym komunikatem. Podejrzewam, że tylko dla niego. Powiem otwarcie - wiem o czym w nim chodzi, ale czytelnik nie będzie wiedział. Nie będzie mu się chciało odczytywać aluzji, do czego ja jestem zmuszony. Rzecz w tym, że poeta dochodzi do sedna krętymi ścieżkami. To, co mógłby wyrazić wprost, ubiera w poetyckie fatałaszki. Te zaś już są porządnie znoszone, przez innych poetów, inne wiersze. Można i tak, tylko po co? Podobnie jest z "Klepsydrą" i kilkoma następnymi wierszami. Taki stan rzeczy nie wynika z braku talentu - co dalej udowodnię - ale z przeświadczenia, że tak powinien wyglądać poetycki pejzaż. Z autorskiej wizji na ten rodzaj sztuki. Wedle tej reguły wiersz winien być trochę hermetyczny, trochę tajemniczy i kulturowo poprawny. Powinien emanować skrótami sugerującymi elokwencję, żeby czytelnik otworzył gębę z wrażenia. Tymczasem szacunek u odbiorcy zdobywa się jego własnym językiem. Inaczej trafia się na mur i utrwala niesłuszną opinię, że poeci zadzierają nosa.

Piszę to wszystko na przekór sobie, gdyż cały zbiór uważam za udany. Żałuję zatem, że znalazły się w nim wiersze słabsze, jak choćby "Droga", których treść jest oczywista, a konkluzja to stereotyp. Arkadiusz Irek sprawdza się bowiem świetnie w tekstach na pozór infantylnych, które zgrabnie potrafią pogodzić wysokie tony z codziennością. Mam na myśli "Firankę" czy "Śrubokręt". Utwór "Spełnione marzenia" zaliczam do czołówki tego gatunku. Istotnym atrybutem poety jest ironia i dowcip. Artystom rzadko się zdarza, by raczyli zejść z piedestału. W tym miejscu polecam wiersz "Wenus", czy lekkie w swej wymowie "Zadanie domowe". Utwory te należy przeczytać w całości. Dlatego, dla ich dobra, nie zamieszczę fragmentów.

W każdym zbiorze wierszy można znaleźć rzeczy nietypowe. Coś, co odbiega od całokształtu, kłóci się z wypracowaną przez autora konwencją. Mówię w tym przypadku o zaskoczeniu pozytywnym, sporej dawce poezji, która dobrze rokuje. U Arkadiusza Irka takimi akcentami są wiersze "Jest nam" i "Gwiazdy". Jeśli wcześniej wspomniałem o talencie, to miałem w głowie właśnie powyższe teksty. Skrupulatne w swojej wymowie, oszczędne w poetyckim kroju. Piszący te słowa jest fanem roboty, małych, ale zdecydowanych kroków w stronę obranego celu.

Prawda

i nieprawda
szumiące w nas
wielkie BYĆ MOŻE 
nie jest nam
ani lekko
ani ciężko
jest nam... nieprawdziwie? 
 

W nocie biograficznej autor pisze o sobie, że jest umiarkowanym cyklistą. Być może oznacza to, że wsiada na rower, ale nie pedałuje. Lub też - zgaduję - po stu przejechanych metrach pada ze zmęczenia na kierownicę i zasypia. Taka wstrzemięźliwość w ocenie własnych możliwości zasługuje na uznanie. Pod warunkiem, że za skromnością stoi upór. Życzę autorowi takiego właśnie uporu w poetyckim wyścigu.

Książkę polecam. 

 


 

Arkadiusz Irek, Ku liczbom niewymiernym, Instytut Wydawniczy "Świadectwo", Bydgoszcz 2008, ss. 74.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora