Edmund Pietryk - Godziny zmierzchu

Godziny zmierzchu leczą rany oswajają

śmierć Jest w tym boska odświętność

Pachnie piołunem i macierzanką

Sarny boją się rodzić - gubią najstarszy

instynkt czułości Pachnie płomień

grzechu Bóg rozgniata ustami czarne

jagody Umarli mówią o zgubionym

życiu Diabeł odczytuje wyroki z mapy

 

ludzkich nerwów Jaśnieją dusze

mrówek Modlitwy proszą o powtórne

narodziny Ból pokrywa się nową

sierścią Trzeba zamieść niebo do

czysta Oczyścić półksiężyc

Bóg zwiedza tajemnice losu -

lisom obiecuje wniebowstąpienie

wilki wierzą w jego posłannictwo

Anioły kupczą mchem i ziołami

w ciszy wysmukłej jak stara elegia

Anioł podlewa plantacje snów -

lubi swą cierpką tkliwość

Ptaki zaplątały się w ślepych

cierniach - w wędrownych pochodniach

gwiazd Bóg zasypia przy szumie

deszczu Rozgrzeszenie spada na ciebie

z chmury czułości 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora