Krzysztof Rogucki - Trzy kłamstwa Jaruzelskiego

W kolejną rocznicę 13 grudnia powraca temat odpowiedzialności generała W Jaruzelskiego za wprowadzenie stanu wojennego w postaci jego następstw politycznych, prawnych, etycznych, które rozciągają się od mordów, pobić, aresztowań, ofiar, którym nie udzieliło pomocy pogotowie ratunkowe z powodu zerwanej łączności, zwolnień z pracy itp.
Na nowo są stawiane pytania: „Czy można było uniknąć wprowadzenia stanu wojennego?", „Czy Sowieci weszliby, gdyby nie nastąpiło wprowadzenie stanu wojennego?". Wbrew sugestiom, że wszystko już w tej sprawie powiedziano, pojawiły się pewne nowe przesłanki, zaskakujące interpretacje, pozwalające uznać, że kontrowersje wokół tematu są nadal żywe. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że dyskusja odbywa się – co zresztą zrozumiałe – atmosferze mocno nasyconej emocjami, co utrudnia rzeczową argumentację i dojście do jakichś klarownych konkluzji. Sam fakt, iż po tylu latach aż 50% Polaków pozytywnie ocenia decyzję wprowadzenia stanu wojennego, w sytuacji, w której pod wpływem działań IPN w świadomości historycznej Polaków nastąpiła erozja PRL-owskich mitów, jest dostatecznym pretekstem do podjęcia na nowo tematu.
Na początku zapytajmy: kim w ogóle jest Jaruzelski? Urodził się w rodzinie ziemiańskiej, która w 1939 r. przeniosła się na Litwę, skąd wraz z ojcem, po aneksji Litwy przez ZSRR, trafia na zesłanie na Syberię. Po ukończeniu szkoły oficerskiej w Riazaniu wstępuje do LWP i zostaje skierowany do 2 Dywizji Piechoty. Wojnę kończy w stopniu porucznika. W latach 1946-1954 jest agentem Informacji Wojskowej o pseudonimie „Wolski". Dzięki temu szybko awansuje: w 1953 r. zostaje pułkownikiem, a w lipcu generałem brygady i jako jedyny generał jest przeciwny wyrzuceniu marszałka Rokossowskiego ze struktur LWP. Jaką ewolucję przeszedł ktoś pochodzący z herbowej szlachty, którego przodkowie walczyli w powstaniu styczniowym, w wojnie polsko-sowieckiej, którego ojciec zmarł na zesłaniu, że w wieku 33 lat jako generał LWP domagał się pozostawienia Rokossowskiego w wojsku polskim? Jaruzelski wie, że jego pochodzenie to balast, który utrudnia mu przechodzenie kolejnych szczebli kariery, dlatego stara się zrekompensować to nadgorliwością w wypełnieniu służbowych obowiązków i czołobitnością wobec przełożonych. Ale staż w Informacji Wojskowej nie był jedynym źródłem jego silnej i nienaruszalnej pozycji w strukturach LWP. Jaruzelski jest protegowanym generała Jerzego Bordziłowskiego (1900-1983). Jego mentor brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej po stronie radzieckiej, jako generał sowiecki w 1944 r. został oddelegowany do LWP, był szefem Sztabu Generalnego w latach 1954-1965, w 1956 r. wydał rozkaz użycia siły wobec protestujących w czerwcu 1956 r., a w 1968 r. wyemigrował do ZSRR. To on zapewnił Jaruzelskiemu status „zaufanego człowieka Kremla". Jaruzelski bez zahamowań bierze udział w antysemickiej czystce w wojsku, w wyniku której 1300 oficerów pochodzenia żydowskiego (lub mających żony pochodzenia żydowskiego) zostaje usuniętych lub zdegradowanych i zajmuje miejsce marszałka Mariana Spychalskiego – któremu fałszywie przypisywano pochodzenie żydowskie – na fotelu ministra obrony narodowej. Gdy jest ministrem LWP, razem z siłami Układu Warszawskiego tłumi Praską Wiosnę w Czechosłowacji; nie protestuje przeciw decyzji o użyciu broni, ale aktywnie uczestniczy w przygotowaniach do pacyfikacji strajków z grudnia 1970 r.
Zaraz po podpisaniu Porozumień Sierpniowych Wojewódzkie Urzędy Spraw Wewnętrznych przystępują do działania, tworząc listy proskrypcyjne działaczy „Solidarności" i opozycji demokratycznej. Dwa dni po oficjalnej rejestracji NSZZ „Solidarność" na posiedzeniu Komitetu Obrony Kraju Jaruzelski oznajmia, że przygotowano zaplecze legislacyjne niezbędne do wprowadzenia stanu wojennego. Mamy burzliwą jesień 1981 r. Jaruzelski przygotowuje się do wprowadzenia stanu wojennego (dokument z marca 1981 r. „Myśl przewodnia wprowadzenia stanu wojennego" podpisana przez niego i ówczesnego I sekretarza KC PZPR S. Kanię), jedyne, co zaprząta jego uwagę, jak przedstawić ten fakt opinii publicznej, aby odium i odpowiedzialność za stan wojenny zrzucić na drugą stronę. Stwarza jeszcze iluzję, iż zabiega o porozumienie, składając propozycję Frontu Porozumienia Narodowego, w którym „Solidarność" miała zostać zmajoryzowana przez fasadowe organizacje komunistyczne. Temu samemu celowi ostatnie spotkanie trzech: L. Wałęsy, W. Jaruzelskiego i prymasa J. Glempa. Po ogłoszeniu stanu wojennego generał i jego adherenci podkreślali autonomiczny, „polski" charakter tej decyzji. Lansowanie koncepcji „mniejszego zła" przez komunistów kompromitowałoby ich w oczach polskiego społeczeństwa.
Po 1989 r. w sporze o „odpowiedzialność generała" prezentowane są dwa podstawowe stanowiska, aczkolwiek istnieje consensus w kwestii zasadniczej: obie strony zgadzają się, że kluczowa dla oceny generała jest realność groźby sowieckiej. Innymi słowy, jeżeli nastąpiłaby sowiecka interwencja, to Polska ugrzęzłaby w wojnie domowej z niewyobrażalną wręcz liczbą ofiar szacowaną przez analityków PZPR-owskich na liczbę 200 tys. Zatem – głoszą zwolennicy Jaruzelskiego – generał zrobił to, co było w danej chwili konieczne. Ofiary były nieuniknione, ale tak stosunkowo niewielkie niż byłyby, gdyby wprowadzenia stanu wojennego zaniechano. Stan wojenny był złem, aliści było to „mniejsze zło". Przeciwnicy Jaruzelskiego słusznie podnoszą, że wypowiedź marszałka Wiktora Kulikowa podczas konferencji w Jachrance w listopadzie 1997 r., dokumenty przytoczone przez rosyjskiego dysydenta W. Bukowskiego w książce „Moskiewski proces", ujawnione ostatnio notatki asystenta Kulikowa Anoszkina, świadczą jednoznacznie i wyraźnie, że Sowieci interweniować nie zamierzali, a jedynie sam Jaruzelski prosił o interwencję. Jaruzelski to nie żaden bohater, ale komunistyczny aparatczyk, który bronił władzy sowieckich namiestników w Polsce.
Istota sporu polega na tym, że Jaruzelski chce nam wmówić, iż prawdą są trzy kłamstwa, a mianowicie – interes komunizmu (rozbicie „Solidarności") pokrywał się z interesem Polski, stan wojenny był jedyną drogą zapobieżenia nieuniknionej interwencji sowieckiej (w ostatniej wersji wojnie domowej, która nie wiązała się z interwencją sowiecką), a wprowadzając stan wojenny Jaruzelski uchronił nas przed tymi dwoma nieszczęściami. Oczywiście generał nie był w stanie dostrzec niekomunistycznego interesu Polski oraz niczym w greckiej tragedii – przygotowywał się do odegrania roli tyrana. Jaruzelski wierzył (przynajmniej w tym czasie) kanonicznie w prawdziwość marksizmu z jego prawami historii i starał się skorelować swoje działania z „prawidłowościami historycznymi", a to „wymagało brutalnego rozprawienia się z ekstremą Solidarności" (twór ówczesnej propagandy) i w tym sensie jego ograniczenia poznawcze przyczyniły się do nieszczęścia, jakim był stan wojenny. Dlaczego więc domagał się uporczywie od Sowietów interwencji? Tyran zakładał dwa scenariusze: w pierwszym akcja pacyfikacji przebiega sprawnie i daje się przeprowadzić własnymi siłami; w drugim akcja napotyka opór, kraj pogrąża się w strajkach, demonstracjach i jedynie przyjście z pomocą „bratniej armii radzieckiej" pozwala ustabilizować sytuację i uratować skórę twórcom stanu wojennego. Gwarancje od Sowietów są dla niego polisą bezpieczeństwa, aby w razie niepowodzenia pacyfikacji „Solidarności" zabezpieczyć się przed wariantem, w którym kierownictwo PZPR odcina się od „generała-puczysty" z błogosławieństwem Kremla. Równie fałszywa jest alternatywa: albo stan wojenny, albo wejście Sowietów i wojna domowa. Ci, którzy się zgadzają z tą alternatywą, muszą przyznać, że ani Jan Paweł II, ani Kościół katolicki nie byli stanie wpłynąć na uspokojenie nastrojów w „Solidarności", a podtrzymywanie tego przekonania wymaga niemałej siły perswazji. Ostatnio w sposób zgoła nieoczekiwany i raczej nieprzemyślany generał zmienia linię swojej obrony. Powiada oto, iż wiedział, że Sowieci nie wejdą (sic!), ale miał dane, zgodnie z którymi wzrasta poparcie dla rozwiązania siłowego, że nawet Episkopat przewidywał wojnę domową, a on musiał zlikwidować ekstremę „Solidarności", bo inaczej pogrążylibyśmy się w wojnie domowej... Nieroztropny krok generała szybko postanowili naprawić Jerzy Urban i dziennikarz „Trybuny" Dębski, którzy twierdzą, że niezależnie od tego, co jest w dokumentach, Sowieci i tak by weszli. Osobliwość tego stanowiska zasadza się na tym, że ze względu na abstrahowanie od faktów, polemika z nim jest niemożliwa. Ale wszystkich przelicytował były prezydent, który stwierdził, że: „powinniśmy być wdzięczni generałowi za stan wojenny, powinniśmy być wdzięczni za okrągły stół" (W. Frasyniuk nazwał Kwaśniewskiego „małym komuszkiem, który zwariował"). Ci, którzy uwierzyli Kwaśniewskiemu, że zasypuje podziały między Polakami, gdy w 2001 r. z zatroskaną miną w siedzibie IPN mówił: „Stan wojenny był mniejszym złem, ale mimo wszystko złem", muszą tego chyba bardzo żałować.
Pewną zagadkę stanowi pytanie, jak kogoś, kogo horyzont intelektualny sięga marksizmu w wersji dla politruków, 50% Polaków traktuje jako osobę wiarygodną. Na jego korzyść działa okoliczność, że wielu widzi go jako statecznego starszego pana, który mówi spokojnie, bez agresji, lekko melodyjnym głosem nieśmiałego chłopczyny i nikomu nie przyjdzie na myśl, że ten człowiek ma swoją drugą naturę, którą skrzętnie ukrywa. Generał broni się jak może i trudno mieć do niego o to pretensje, ale on chce czegoś więcej. On nie szuka w naszych oczach zrozumienia dla swoich decyzji, ona szuka dla nich aprobaty. Roztkliwia się nad sobą, że już sięgał do kabury, aby odebrać sobie życie, że „cegła sprawiedliwości dziejowej" omal go nie zabiła, ale nie zrobił nic, poza zdawkowym nic niekosztującym „przepraszam" dla zadośćuczynienia ofiarom stanu wojennego. Ironia polskiej historii sprawiła, że na Powązkach leżą obok siebie stalinowscy oprawcy obok polskich patriotów. W czasach stanu wojennego za zapalenie znicza pod Krzyżem Katyńskim dostawało się kolegium będące ekwiwalentem pieniężnym przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia; Jaruzelskiemu bliżej do tych pierwszych i dlatego nigdy nie stanie się częścią prawowitej historii Polski.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież