Andrzej Ikert - Policjant-barman i zacny ksiądz

W Więcborku działa Gminna Rada ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Jest w niej kilka całkiem przyzwoitych osób, pewien zacny ksiądz, oraz…były milicjant obywatelski.
Emerytowany (od niedawna) milicjant- w ramach „walki z alkoholizmem" – prowadzi 60 km dalej na bydgoskim Fordonie…bar piwny. Bar zarejestrowany jest oczywiście na córkę, której tatuś, „tylko pomaga". Córuś pracując wcześniej, zaledwie kilka lat, na posadzie za marną pensję, zdołała oczywiście odłożyć kapitał inwestycyjny na otwarcie baru (ludziom nie posiadającym zabezpieczeń banki kredytów nie udzielają). Właściwy kapitał inwestycyjny pochodzi więc zapewne z tatusiowej służby w MO.
Kiedy byłem zatrzymywany przez sępoleńską M.O w l. 80-tych XX wieku, jej funkcjonariusze pokazywali mi odcinki z wypłat, jako dowód na to, za jak marne pensje muszą oni pełnić „trudną i odpowiedzialną służbę". Dlatego też nie pytam: skąd wziął kapitał początkowy na uruchomienie interesu pewien sępoleński radny i zarazem były milicjant wyrzucony ze służby dyscyplinarnie za korupcję, a obecnie – przedsiębiorca pogrzebowy? Na to pytanie, niech sobie odpowiada Urząd Skarbowy.
Apeluję więc do księży, aby nie godzili się uwiarygodniać ludzi i środowisk niewiarygodnych, które w ostatnich dwudziestu latach dosłownie „wieszają się na księżach" , aby zdobyć społeczne poparcie. Moim życzeniem bowiem nie jest, aby „walką z alkoholizmem" zajmowali się ludzie, zajmujący się jednocześnie jego wyszynkiem i rozpijaniem innych. Jeżeli bowiem będzie tak dalej, to walką z narkomanią zaczną zajmować się…narkotykowi dealerzy, do których od czasu do czasu też należy co niektóry policjant. A wszystko to oczywiście w majestacie prawa i zgodnie z przepisami. Takie są skutki ustaleń dokonanych przy tzw. „Okrągłym Stole" i polityki „grubej kreski". Ów „przełom", który świetnie analizuje na łamach „Akantu" Krzysztof Rogucki w cyklu pn. „4 czerwca 1891- data, która dzieli", wprowadził w obręb gospodarki polskiej cwanych i niemoralnych działaczy komunistycznych oraz tolerowanych przez nich udziałowców „czarnej strefy".   
Niezorientowanym natomiast przypominam, że w kręgach (post) komunistycznych i libertyńskich nadal obowiązuje zasada: „Jeśli Kościoła nie można zniszczyć – to przynajmniej trzeba próbować wykorzystać go dla własnych celów".