Lucjan Zuzia - Nie jestem trędowata

Katarzyna stała w otwartych drzwiach niby wartownik i spoglądała na mnie. Stała bez ruchu, jak gdyby grała rolę w żywym obrazie. Dosłyszałem tylko, że wymówiła moje imię.
Ten znajomy mi dobrze głos był dla mnie jakby przełamaniem pieczęci na zwiniętym w rulon dokumencie, z którego treścią miałem się za chwilę zapoznać.
Wysiadłem z samochodu i powoli podszedłem do niej. Wydawało mi się, że schudła. Zajrzałem jej w oczy, a ona tylko musnęła wargami mój policzek. Pocałunek był suchy, wargi szorstkie. Odniosłem wrażenie, że pod maską tego nienaturalnego spokoju kryje się zachwianie równowagi jej psychiki; przez myśl przemknęły mi różne podejrzenia. Przebywała przecież dość długo w szpitalu. Więc...
Z lekkim zdziwieniem zauważyłem plamy ciemnego pudru na policzkach, kontrastujące z bladością jej twarzy. Dawniej w ogóle nie używała pudru.
Wziąłem ją za rękę i wpatrywałem się przez chwilę w jej twarz.
Bardzo się zmieniłam? - zapytała.
Nie, wcale nie.
Odwróciła się, żeby wejść do domu. Ruszyłem za nią. Bez słowa weszliśmy do pokoju gościnnego.
A więc jednak przyjechałeś - powiedziała cicho. Pokiwałem głową.
Powiedz, dlaczego się zdecydowałeś? - zapytała. Zaskoczony, milczałem przez chwilę. Miałem wrażenie, że tym pytaniem rzucała wyzwanie nie tylko mnie, ale swojemu losowi i jego wyrokom. Zniknęło dziwne skrępowanie, które towarzyszyło nam od momentu powitania. Jej miękki głos rozbił barierę, która dotąd nas otaczała.

Chciałem cię po prostu zobaczyć - odpowiedziałem.
Chyba widzisz mnie teraz inną niż dawniej - odezwała się zupełnie spokojnie. - Jestem przekonana, że mój obecny obraz pochodzi z twojej wyobraźni. Jej oczyma patrzysz teraz na mnie. Widzę to w twoich oczach. Powiedz mi szczerze, czy jest możliwe, żebyś nie czuł do mnie niechęci?...
Przerwała na moment, wpatrując się we mnie. Znowu milczałem. Więc ciągnęła dalej:
Mimo wszystko muszę przyznać, że twój przyjazd sprawił mi wielką radość. Muszę ci też powiedzieć zaraz na początku, że odkąd znasz całą prawdę, nie mogę się uwolnić od wielu myśli. Szczególnie jedna nie daje mi spokoju; powiedz mi jasno, bez wybiegów, czym jestem teraz dla ciebie?
Nie wiedziałem, czego spodziewa się po mnie. Czy tym pytaniem chciała przerwać jakąś zaporę, która wyrosła między nami? Wyglądało na to, że błądzi po sieci pajęczej, którą byliśmy oplatani. A może szukała dojścia do mojego wnętrza?
Zdobyłem się na wysiłek i spojrzałem na nią z ciepłym uśmiechem. To ją pobudziło. Oczy odzyskały dawny blask. Twarz stała się znów piękna, przynosząc echo wspomnień.
Nie myślę o tym, co cię spotkało - odpowiedziałem wymijająco.
Nie odpowiadasz na pytanie i jesteś dzisiaj taki opanowany, jaki nie byłeś nigdy przedtem.
Wpatrywała się we mnie uważnie. Zastanawiałem się.
Nie wiem dlaczego, ale w tym momencie próbowałem sobie wyobrazić, że znów jesteśmy kochankami. Co za farsa! Przecież jadąc tutaj roiłem sobie, że pocieszę ją tylko po przyjacielsku za krzywdę, której doznała od innego mężczyzny.
Katarzyna zadała następne pytanie:
Powiedz mi, kto z nas jest większym oszustem? Ja oszukując siebie, myśląc o tobie, czy ty oszukując mnie?
Jej pytanie miało teraz nowy sens. Rozumiałem, że Katarzyna znalazła się na rusztowaniu zbudowanym ze słów. Zrobiło mi się jej żal. Przez moment korciło mnie, żeby wziąć ją w ramiona i w ten sposób rozwiązać jej i mój osobliwy stan uczuć, ale nie zdobyłem się na to.
Świadomość zaistniałego faktu w jej życiu powinna skłonić mnie do szukania właściwego rozwiązania, nie umiałem jednak wytłumaczyć sobie sytuacji, w której obecnie się znalazłem. Ten fakt wtargnął w moje dotychczasowe uczucia, wywołując w nich niechęć do niej. Raz po raz zadawałem sobie pytanie: czy to, co się jej przydarzyło, przeistoczyło w moich oczach kobietę nie tak dawno przeze mnie pożądaną w kogoś, kto budzi niechęć? Nie udzieliłem jednak sobie na nie odpowiedzi.
Siedzieliśmy w pokoju obok siebie jak dawniej, ale byliśmy już tylko niewolnikami pamięci. Powstawał zupełnie inny układ; rodziła się między nami bariera w sferze psychiki.
To nie żadne oszustwo - odpowiedziałem po dłuższym milczeniu. - To kwestia interpretacji.
Jak mam to rozumieć? - zapytała zdziwiona. - Mówisz zbyt zagadkowo.
Mój wybieg się nie udał. Katarzyna czekała na moją wyraźną odpowiedź. Ja tymczasem zastanawiałem się nad tym, jak pokierować dalszą rozmową, żeby między nami wszystko toczyło się zwyczajnie, jakbyśmy byli tylko starymi przyjaciółmi. Wydawało mi się, że potrzebuję trochę czasu, żeby uporać się z nurtującym mnie problemem. Cokolwiek by było, wiadomość o dokonaniu gwałtu na kobiecie, którą się kochało, jest nie tylko tragedią dla niej samej, ale także problemem dla tego, kto ją kochał. Czy można nie zastanawiać się nad tym faktem?
Katarzyna siedziała nieruchomo, wtulona głęboko w fotel. Pochyliła głowę i wpatrywała się w dywan na podłodze. Emanował z niej smutek. Czułem coś w rodzaju bolesnej tkliwości do niej. Trwała jeszcze niewidzialna więź między nami, przez którą przebijała się świadomość, że ta więź właściwie już nie istnieje.
Siedziałem zatopiony w rozmyślaniach, ale podświadomie chłonąłem zapach jej ciała, który delikatnie wydzielał się przez letnią sukienkę i dochodził do mnie. Podsycał pragnienia, które przed chwilą nie miały do mnie dostępu. Ponownie napłynęła fala wspomnień. Na moment mignął mi w oczach obraz Katarzyny - płomiennej kochanki - który rozpalał wyobraźnię. Ekscytacja obrazami była coraz silniejsza. Znowu miałem ochotę chwycić ją w ramiona.
Ale w tej samej chwili wtargnęły bezpardonowo do mojego mózgu zupełnie inne myśli; może Katarzyna świadomie sprowokowała gwałciciela? Jeszcze nie tak dawno, gdy patrzyłem, jak się porusza, drgały we mnie wszystkie mięśnie. Jej wspaniała kobiecość była podniecająca. Więc może to właśnie...
Przypomniałem sobie natychmiast, jak pewnego razu, kiedy wsiadała do autobusu, dwaj młodzi mężczyźni stojący na przystanku wlepiali pożądliwe oczy w jej długie, kształtne nogi i sterczący biust. „Z taką to byłoby dobrze" - dosłyszałem obleśną uwagę jednego z nich. Usłyszane słowa wcale mnie nie zdenerwowały, lecz sprawiły przyjemność - samczą przyjemność posiadania. Katarzyna przecież należała do mnie. To było wtedy, a teraz...
W tym momencie zorientowałem się, że właściwie bronię się przed nią, choć ona wcale mnie nie atakuje. Gorączkowo usiłowałem ustalić, kim ona teraz właściwie dla mnie jest. Zupełnie jak pijak, który obudzi się rano u kogoś obcego i próbuje zrekonstruować wypadki poprzedniej nocy. Kim jest dla mnie ta kobieta? Kobieta, która szeptała mi do ucha najczulsze słowa i której ciało nawet teraz rozpala pragnienia.
Nastąpił błysk świadomości: Cholera! Czego ja właściwie chcę? Chyba marnuję czas, próbując dostosować obecną sytuację do wyimaginowanego poczucia doznanego zawodu albo niezidentyfikowanej formy niechęci. Czy to rzeczywiście niechęć? Nie, to nie niechęć. To podrażnienie męskiej próżności. Czuję się beznadziejnie tylko z tego powodu, że miał ją ktoś inny, a nie ja. Czy to ma znaczenie? Łatwo powiedzieć... Przecież teraz to już jest jakby inna kobieta.
Pogrążony w rozważaniach zapomniałem, że nie jestem sam. Katarzyna czekała na odpowiedź.
- A jednak naprawdę - odezwałem się, wolno dobierając słowa - nie próbuję cię oszukać. Przeciwnie, staram się wszystko zrozumieć. W żadnym wypadku nie chcę cię zranić. Wiem, że to przeżycie było dla ciebie odrażające, ale i dla mnie stanowi szok. Chyba to rozumiesz? Nie tak łatwo wymazać wszystko z pamięci.
Ledwo skończyłem mówić, dostrzegłem w jej oczach niebezpieczne błyski, znamionujące narastający gniew. Popełniłem błąd.
Rzuciła mi w twarz.
- Mnie nie obchodzą wyrachowane słowa zrozumienia. Teraz widzę jak na dłoni zapewnienia o miłości. Odsuwasz się ode mnie. Przecież nie jestem trędowata. Wiem już, nie odpowiadam twoim wyobrażeniom. Czy zastanawiałeś się nad tym, kiedy kładłeś się ze mną do łóżka? Wtedy byłam cudowna... wtedy przyrzekałeś... Jesteś po prostu...
Zacisnęła wargi tłumiąc słowa, które cisnęły się jej na usta. W tym momencie zawładnęło mną uczucie głębokiego niepokoju, pod wpływem którego kurczy się żołądek. Zmusiło mnie ono do zmiany toku myślenia; czego szukam? Właściwie to szukam czegoś niewiadomego, czego nie ma, a nie mogę znieść prawdy. Powinienem... Co powinienem?
Katarzyna opanowała się i powiedziała nieco drżącym głosem:
Zmieńmy temat rozmowy.
Masz rację - przytaknąłem.
Ale zamiast rozmawiać, milczeliśmy. Katarzyna gładziła ręką skórzaną poręcz fotela. Czekała na moje słowa, a ja nie wiedziałem, o czym mógłbym teraz z nią rozmawiać.
Był już późny wieczór. Pomyślałem, że powinienem stąd odjechać. Świadomie jednak odwlekałem tę chwilę. Nie mogłem pogodzić się z myślą, że po prostu podamy sobie ręce i wymienimy uprzejme pocałunki, i rozstaniemy się... może na zawsze? Czułem się głupio.
Czyżby to była już śmierć mojego uczucia do Katarzyny? Śmierć, którą spowodował obcy, nieznany człowiek, ogarnięty obłędną żądzą. To nie on jest sprawcą tej śmierci. Jest nim stan, który mną zawładnął. Gdy sobie to uświadomiłem, przyszło mi na myśl, żeby spróbować przełamać wewnętrzny opór. A tymczasem siedziałem i czekałem zupełnie bierny, pozwalając, by okoliczności brały nade mną górę. Przecież faktu nie da się wymazać, tym bardziej gdy jest konkretny jak ból zęba.
Szukałem odpowiedzi na dręczące mnie pytanie.
Nie wiedziałam, czy dzisiaj zostaniesz na noc, ale na wszelki wypadek przygotowałam dla ciebie pokój - odezwała się niespodziewanie. - Zostaniesz?
Nie myślałem o tym - odpowiedziałem zaskoczony. - Chętnie jednak skorzystam z zaproszenia - dodałem, wbrew temu, co wcześniej myślałem. - Jutro niedziela, będziemy mogli wybrać się na spacer po parku i porozmawiać - wymyśliłem na poczekaniu.
Spojrzała na mnie z wyrzutem. Wtedy zauważyłem, że usta jej drżą. Moje nieprzemyślane słowa przywołały w jej pamięci obrazy, o których chciała zapomnieć. Nim zdążyłem coś powiedzieć, odezwała się spokojnie.
Do parku nie. Proponuję spacer wśród łąk.
Bardzo chętnie. Zapowiada się ładna pogoda. W saloniku wersalka była już zasłana.
Zdjąłem marynarkę i podszedłem z nią do szafy stojącej w kącie.
Dobranoc - powiedziała, wychodząc z pokoju.
Dobranoc - odpowiedziałem, nie odwracając głowy w jej kierunku.
Byłem przekonany, że dzisiejsze spotkanie z Katarzyną nie pozwoli mi zasnąć. Tak się stało. Ledwo się położyłem, myśli zaatakowały. Rodziły coraz to nowe pytania. Udzielałem sobie wielu odpowiedzi, ale żadna z nich nie była przekonywająca. Długo przewracałem się z boku na bok, nim wreszcie zasnąłem.
Przed świtem zbudziłem się i zobaczyłem Katarzynę stojącą przy wersalce. Zerwałem się z pościeli.
Nie myśl o mnie źle - powiedziała. - Chcę tylko leżeć obok ciebie, żeby znaleźć trochę ludzkiego ciepła. Głowa mnie boli od myśli, które nie dają mi spokoju. Nie zostawiaj mnie samej na pastwę wyobraźni, która nie pozwala mi zasnąć. O nic więcej nie proszę...
Odsunąłem się bez słowa, robiąc dla niej miejsce. Leżała obok mnie, jak zraniony i sponiewierany ptak, aż wreszcie usnęła z głową obok mojej.