Urszula Czułkowska - Grozi nam świat jednopierwiastkowy

O analizę trudno jest w cywilizacji konsumowania, „nażerania się", które świetnie opisał Stefan Pastuszewski. Jeszcze, jeszcze, więcej chce kobieta, bo tamta ma to i tamto, chce więcej wydawać, zakupy, przebierać, wybierać.
Taka jest też przyczyna sponsoringu dla młodych studentek („nienażarcia się", jak piszą w Akancie). Można powiedzieć, że kobiecy mózg ma ryt obfitości. Kobiety same o sobie tak nie mówią, ale tak można powiedzieć. (Mam podobno męski umysł, jak mi mówiono na studiach). Kobieta jak najwięcej chce chcieć, ma chcenia, zachcianki. Wybieram i wybieram, bo chcę, dla samego wybierania i chcenia wybieram, przebieram, mamią mnie świecidełka i sama chcę ... wabić. Wabić dla samego wabienia, bo jestem tego warta, świecić dla świecenia. I nie chcę gwiazd koło siebie...

Po wyświetleniu w polskiej telewizji filmu na temat WTC, widać, że cała cywilizacja na poziomie mediów, w 100%, padła ofiarą kobiecej dyspozycji do nieanalizowania, powtarzania, reprodukowania (jakby ksero-kopiowania). Kobiece nastawienie na sex zostało wykorzystane przez organizatorów zmiany systemu i stało się motorem iście konsumpcyjnych przemian transformacji ustrojowej, przemian opisywanych nie jeden raz w Akancie – wielkim „nażarciu się". Nie będę tu przytaczać wszystkich dobrych prac w Akancie, ale można powiedzieć, że dobre prace to te, na które w życiu nie zgodzi się - ze swej kobiecej waleczności o prawo do powtarzania telewizyjnych sloganów - Zofia Grabowska-Andrijew i nie zamierzam tu wyliczać jej błędów, w tym właśnie nieanalityczności. Zapytałabym autorkę, czy: 1) postuluje, by kobiety przestały skupiać się na ruszaniu pośladkami? 2) wie, że artykuł w jej wykonaniu to  naprawdę typowy klasyczny szkolny gniot o charakterze politycznej poprawności? 3) uważa, że warto zanieczyszczać media takimi szkolnymi wypracowaniami, a nie rozwijać ambicje, aby dać podwaliny pod coś koncepcyjnie trwałego, niech będzie o kobietach, ale niech to będzie coś nowatorskiego. Doceniam w Akancie pomysů wrćcz niezbity, ýe twórczoúci w caůym materiale genetycznym ludzkoúci w sensie odzwierciedlenia w umyúle jest Ľ. (Patrz S. Pastuszewski, Akant I, 2004, nr 1, s. 2 i 4). Ależ to jest doskonale policzone, a Akant jest tu prekursorski i tego prekursorstwa nie Pionierstwo należy już na wieki do Polski w tym, że umysł brany genomicznie jest korelatem materiału DNA i jako taki korelat ma elementu niepowtarzalnego tylko do góra 25%. I to się zgadza z psychologią, z socjologią i wynikami ankiet, z literaturą piękna, z dziełami wielkimi, Mistrzem i Małgorzatą, Lalką, i co najmniej kilkudziesięcioma innymi o kobiecie (tam gdzie jest portret kobiecości – klangor prawdy i tak nie zagłuszy, prawdę niech zna co najwyżej 25%, lecz to wystarczy).
     Tak właśnie jak w Akancie wielcy pisarze kobiecość i męskość widzieli, choć oni nie wiedzieli jak to wyjaśnić, ale potrafili się przebić przez splataną materię codziennego istnienia. I się Akantowe pionierstwo 75% do 25% zgadza z absolutnie wszystkimi wynikami wyborów – proszć je tylko uwaýnie przeúledziă. Elektro-magnetyczny rezonans wprawia w twórczy ruch co najwyýej Ľ umysůu populacji ludzkiej. Zapewne to sić sprawdzi w najnowszych wyborach do unii pan-pruskiej, która powstaůa wskutek potopu szwedzkiego, gdy sytuacji w sercu Europy nie kontrolowała już kultura polska, ta znienawidzona przez sfeminizowane paplające massmedia telewizję; właśnie ta kultura Rzeczpospolitej Obojga Narodów uniemożliwiała wzrost Prus i kompletne zniszczenie narodów niemieckich. Nie czas tu robić cały wywód. On jest i tak widoczny, tak jak zniszczenie, powiedzmy ogólnie, Niemiec - przez Prusy po potopie. To był potop, ale nie tylko Polski, czyli Europy: także, powiedzmy najogólniej, Niemiec.
      Dziś, 7 czerwca 2009, pan-prusy znów dojdą do głosu i znowu da znać rezonans odkryty w Akancie, rezonans mózgowy, rezonans a la elektro-magnetyczny mózgu, znów pojawi sić graniczna liczba Ľ. To pionierstwo, ta odkrywczoúă, jako úcisůa zasada limitacyjna (ot co!), jest od pićciu lat znana - w Akancie. (Por. Maria Zabierowska"W czym rzecz w „Alicji?"; , „Akant" 2004, nr 4, s. 17; ale to była matryca odcyfrowania ukrytych treści literatury, Akant, kwiecień 2004; por. też komentarze mężczyzn redaktorów na ten temat).

Kobiety w mediach ostro walczą o prawo do siedzenia na dwóch koniach. Wbrew faktom, obfitej literaturze pięknej, twierdzą, że dyspozycje seksualne kobiet nie oznaczają różnic poznawczych. Goethe się już nie liczy, on nie rozszyfrował natury kobiecej, tylko feministki już wiedzą, jaka jest natura kobieca, Jest to typowy klangor. Kobietom nie jest wstyd, że lansują nieprawdę. Nic je nie obchodzi prawda, znika fizjologia, biologia, ewolucja jako prawda – dla kobiet żadna tam prawda się nie liczy, liczy się zwycięstwo mas (nawet w „Akancie", por. tekst Zofii Grabowskiej-Andrijew z kwietnia 2009).

Kobiet nie obchodzi to, że kobiety inaczej patrzą na świat, wszelki fakt - bardziej fizjologicznie i do siebie, ze swego egoistycznego punktu widzenia, a teoretyczność faktu (przypadku, wschodu Księżyca, liczby 1, ruchu jabłka) bez wątpienia mniej je interesuje. Nie tylko są bardziej nawykłe do walki, ale same stawiają się w dogodniejszej sytuacji, nie patrzą nawet na to, że mężczyźni nie mają swoich kanałów telewizyjnych, programów. Kobiety myślą o sobie i nie wolno o tym mówić. Pisał o tym Arystoteles, ojcowie Kościoła – skazani dziś przez kobiety na nienawiść. Z niewiadomych powodów kobiety unikają walki o równe prawa i dążą do wdrożenia swego przeświadczenia, że ich nagłaśnianie i trajkot dowodzi tego, że należy się im nierówność, dominacja, że są lepsze, bo są kobietami. Kobiety walczą o nierówność, a mówią, że o równość. Nie szanują mężczyzn, ich twórczości (także kobiet – stąd będą sztuczne penisy i inne ruszające się gadżety), tego, że są słabsi w przekrzykiwaniu. Stwierdzenia, na jakie pozwalają sobie kobiety w telewizji, np. w programie Drzyzgi, że kobiety „z natury są mądrzejsze" (wielokrotnie to padało w TVN) jest sprzeczne z wszelkimi parametrami antropoizacji, objętością puszki mózgowej, z malarstwem i wszelką sztuką, matematyką i wszelka nauką, zanikiem kości u człowieka, o której kobiety chcą tyle wiedzieć i się nią interesują (ssaki mają), wydzielaniem chemii orgazmu podczas mówienia, myślenia tylnymi częściami mózgu i z całym doświadczeniem. Arystoteles pisze o tym: „Ustaw mątwę samca i samicę. Uderz w samicę – nie uderzony samiec leci jej na pomoc. Uderz w samca – nie uderzona samica ucieka".


II.
Nie tylko trudno o analizę w wielkim powszechnym żarciu, ale także w propagowaniu biegunowości. Nie ma analizy w konsumowaniu i nie ma w sprzeczności. To po prostu niemożliwe tam gdzie chodzi i o wielkie żarcie i o adorację „tak i nie". W warunkach feminizacji cywilizacji nastąpi to, co w sfeminizowanej medycynie (jestem pacjentką i wiem, jaka jest różnica między możliwościami kobiet a mężczyzn w tym zawodzie), czy w pedagogice (jestem nauczycielką, wiem, że kobiety za słówko prawdy o kobiecie wydrapią oczy) czy w naukach ścisłych (jestem inżynierem i wiem dlaczego kobiety nie chciały studiować na politechnice). To oczywiście wina cywilizacji, że wykorzystuje mózg kobiecy, jej skłonności wedle zasady pism kobiecych: „Kobiety chcą seksu". 3/4 kobiet stwierdza, ze nie zamierza utrzymywać partnera na wypadek choroby, bezrobocia. Mężczyźni w 3/4 stwierdzają, że zamierzają. Gdzie tu lansowana w pismach kobiecych cecha miłości społecznej lub choćby „dorodzinnej"? Nawet „dorodzinna" jest warunkowana, ograniczona finansami. W takim razie, to raczej mężczyźni reprezentowaliby cechy przypisywane kobietom przez feministki, o ile uznają miłość społeczną, cierpliwość, społeczną wrażliwość, zdolność poprawiania społeczeństwa, nie zaś porywczość, agresję, egoizm, waleczność, skupienie na sobie, na swym własnym interesie, fizjologiczność.

Na cywilizacji odbije się dwoista (biegunowa, „tak i nie") natura umysłu sprzecznego, dogodna dla przetrwania i wyrywania swego, a niedogodna dla tradycyjnej cywilizacji, europejskiej - systemowej, patriarchalnej, monogamicznej. Gdzie jest dyskutowana sprzeczna biegunowa natura kobiety? Chyba tylko u Pastuszewskiego.

III.
Feminizacja cywilizacji, czyli wprawianie życia w stan orgazmiczny (wszak walka kobiet z mężczyznami przekształca się ostatnio w walkę kobiet o orgazmy) musi dać to, co już obserwujemy – wypływanie na wierzch tego, co tylko powierzchowne, nieanalityczne, ewidentnie doraźne. Mężczyzn same wyniszczamy, chcą się już w mediach tylko dostosować do naszego trajlowania. (Czy mam przypominać, że kobiecą energię doskonale opisał Stefan Pastuszewski? – to dlatego piszę to do Akantu, bo o tym wiem i nikt nie odbierze mu wielkich osiągnięć). Czyżby kobiece nastawienie na jedną rzecz – na sex było wykorzystywane do przemian w walce o byt, po transformacji, aż do wyniszczania całych populacji. O ile w roku 2009 powinno już być ok. 60 mln Polaków (zgodnie z podwajaniem co 44 lata), o tyle walka w ciągu 20 lat nowego odebrała Polsce połowę ludności. Spis w r. 1946 wykazał 20.5 mln Polaków. Kardynał Stefan Wyszyński analizował sytuację i szacował realistycznie czas podwajania na 44 lata, przewidywał ok. r. 2009 – ok. 60 mln, a ok. 2030 – 80 mln. Mężczyźni nie kierują się w życiu ciągłymi stanami orgazmicznymi i potrzebują od seksu spokoju. Kobiety zaś - nie.

IV.
Cywilizacja opanowana przez kobiecą paplaninę będzie aż w takim stopniu dwoista, że aczkolwiek „mężczyźni chcą poznać treści seksualnych fantazji na temat najskrytszych potrzeb i snów partnerek, to nie doczekują się takich zwierzeń, nawet mimo próśb". (Wprost, 3V9, s.58, znamienny artykuł w Newsweek Axel – „Polki chcą seksu"). Jednocześnie we wszystkich książkach feministycznych jest (i będzie) wielki lament, że mężczyźni nie chcą poznać tajników „serca" kobiet, stanów ich organów kobiecych, „cipy" (cytuję wyrażenie z Newsweek/Axel - jak powiedziała antropolożka z Uniwersytetu Warszawskiego w artykule „Polki chcą seksu"). Nic dziwnego, że oczekiwania kobiet, według badaczy francuskich, dotyczą przemocy, gwałtu i to wielokrotnego powtarzania, zbiorowego. Niby o tym wiemy, ale to skrywamy. Z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości potrzebne jest odpowiednie wychowanie kobiet (znamy teksty mediów o rzekomym gwałcie posła Golika na europrostytutce). We Francji jest nawet na ten temat film. Jak kobieta ma to powiedzieć? Czy kobiety powiedziały po transformacji przed teraźniejszymi badaniami seksuologicznymi i socjologicznymi, że chcą seksu? Nie! Przenigdy. Można to odtworzyć.

V.
I dalej („Wprost", 3V9), stwierdza się wprost, że kobiety mają pilnie strzeżone tajemnice w seksie. Co to jest? Zdaniem francuskich badaczy – seksuologów, psychologów - kobieta wypoczęta, w dobrych warunkach ekonomicznych marzy o gwałcie, formach przemocy seksualnej (film naukowy wyświetlano w TV Planete). Zdaniem szwedzkich badaczy jedną z przyczyn spadku płodności jest to, że kobieta w żadnym przypadku nie chce mężczyzn przebywających w domu, z dziećmi, kur domowych. Mężczyźni-gospodynie domowe wcale nie podniecają Szwedek! One nie chcą żadnej delikatności. „Gospodynie domowe" nie odpowiadają ich najskrytszym potrzebom (brutalności). Tacy mężczyźni nie uruchamiają mechaniki fuzjologicznej chcenia i wabienia, itd. Ostatnio oglądałam film znawcy kobiet – Woody Allena - o kobietach. Rzecz się dzieje w Barcelonie. Film ten pokazuje psychikę kobiet , podobnie jak „Seksmisja", o której pisała pani Zofia G-A w kwietniowym Akancie. Wszystko to zgadza się wprost z tezami z Wprost z 3V9: Aż „60% mężczyzn marzy o tym, by ich partnerka ujawniła swoje – te skrywane - pragnienia, myśli" – ujawniła choćby po zakończeniu stosunku, żeby powiedziała, o czym tak marzy. Badania francuskie ujawniły sporo. Pokazały, że „partnerki – choć uwielbiające gadanie, bo to je podnieca - są bardzo lakoniczne w tym zakresie – ujawniania, o czym tak śnią".

Nagminnie mówi się w książkach kobiecych, że mężczyźni nie chcą mówić o „cipach" (wyrażenie doktor antropologii z „Newsweeka", która pracuje w Uniwersytecie Warszawskim). Badania pokazały, że jest odwrotnie, to kobiety „nie chcą rozmawiać na ten temat – swoich najskrytszych potrzeb". Więc porozmawiajmy.
 
Czy to czasem ofiarami są mężczyźni, a nie kobiety? Czy jako kobiety kręcimy sobie sznur, czy też wierzymy w przemoc – kto na to odpowie? To wymaga niejednego artykułu w Akancie, bo gdzie indziej?

VI.
To nie jest tak, że mężczyźni nie chcą dopuścić kobiet do głosu. Zdaniem Wprost (z 3.V.09) aż „112 ze 130 badanych mężczyzn chce poznać treści snów i fantazji seksualnych partnerki – treść tego, co jest najskrytszymi ich potrzebami - i żaden z nich nie doczekał się zwierzeń tego typu, mimo próśb" – co można więcej zrobić jak zapytać o „cipę" (stosuję wyrażenie z Newsweeka, z cytowanego tu artykułu uniwersyetckiej uczonej „Polki chcą seksu") i prosić o wyjaśnienie? „Na 130 badanych, aż 119 oceniło swoje życie seksualne jako udane, a 113 oceniło pozytywnie atrakcyjność fizyczną partnerki. Okazało się jednak, że ich partnerki często odbiegają od ich ideału kochanki" – oznacza to, że mężczyźni starają się być wyrozumiali, aczkolwiek pisma kobiece lansują „przepiękne kobiety", a nawet kobiety na sms. Wobec powszechności sponsoringu wśród młodych studentek jest w czym wybierać. W prasie kobiecej czytałam zalecenia, żeby mieć dwóch sponsorów, nie jednego. Czy to jest równouprawnienie? Czy kobiety nie walczą, same nie wiedząc o co? Niechże ta czy inna redakcja wreszcie ujawni tezy feminizmu i sprawdzi, czy są sprzeczne czy też nie są. Trzeba wylistować tezy feminizmu – tak jak w mechanice są zasady Newtona i inne. Czy są sprzeczne ? Nie. Wolno o to samo prosić kobiety, prawda? A jednak nie, nie wolno. O tym, czy feminizm jest sprzeczny, dyskutować absolutnie nie wolno. I to jest przemoc kobiet wobec mężczyzn, ale tez i wyniszczanie siebie. Ona jest też w domach.

Ciekawe, że statystycznie mniej wojujące są kobiety, które są żonami i mają dwójkę synów. Są jakby bardziej zrównoważone i zastanawiają się nad asymetrią kobiecych działań, czy rzeczywiście należy mężczyzn zepchnąć. Najmniej humanistyczne (najbardziej agresywne) są singielki, studentki, kobiety sponsorowane, wyedukowane na mediach. Bardziej humanistyczne są kobiety, które liznęły trochę nauki ścisłe i poznały trud systemów. Mniej humanistyczne są lekarki, absolwentki pseudonauk, czyli szkół wyższych licznie powstałych (płacisz, więc wymagasz zaliczenia) i humanistki – psycholożki, pedagożki, politolożki, socjolożki, filolożki, tzw. antropolożki.

VII.
W Akancie zapewne trwa walka opcji - są często drukowane odkrywcze tezy (jak Pastuszewski, Akant, Lilavati, nr 1, 2004, str. 1, 2, 4), ale są też ciemniackie (używam słowa gazety, lansującej prądy wyzwalania kobiet), jak w „pracy" Zofii Grabowskiej – Andrijew („Akant" 2009, nr 10, s. 11-12), która neguje różnice i dyspozycje poznawcze wynikające z zasady jedności i posługuje się dwoma chińskimi znaczkami ślimacznicami z kropką (łyżką dziegciu w beczce miodu) jako „modelu" tego, czym jest kobiecość i męskośc. Są to dwa prymitywne znaczki „na odwyrtkę" – jedna część jest biała, a druga taka sama (sic!) czarna. Na pewno jest to prymitywne i złe wyobrażenie rodziny, małżeństwa, związku kobieta-mężczyzna itd. I nie jest to żaden model. Ot, głupie sprzeczne pisanie.

Prawda, że jest łagodność i czułość, ale to jeden biegun.  Ale prawda, że jest i kopnięcie (przemoc kształtuje funkcje mózgu). Chcesz być kopnięty? Nie, prawda. A przecież mamy kopnięcie w ... ścianę macicy. Nie jest to wielce przyjemne... I to jest kopnięcie nie tylko kangura, słoniątka, ale w ogóle ssaków. Jednak nie ukrywajmy, jest to bolesne. A sam poród nie jest bolesny? Czy może krwi, śluzu, kału? Czy nie dlatego kobieta lepiej znosi widok krwi i w ogóle straszne widoki? Delfin też kopie w macicę - ogonem! Macierzyństwo potrafi kopnąć. Film TVP2 z 24.V.09 wprost mówi o zranieniu narządów wewnętrznych podczas porodu, np. przez paznokcie płodu słonia, a kobiety opowiadają, że są czułe dla ludzi, bo są czułe dla swoich dzieci. Ale to jedna strona medalu.

To ten drugi biegun – obok czułości (ale dla swoich). Ktoś wytrzymuje kopanie. Ale też kształtuje się „pod przemoc" i łatwo jest kobiecie atakować. Ma predyspozycje do atakowania. Był film o tym jak niedźwiedzica wiedziona macierzyństwem zabijała turystów, których wzięła za wroga. Kobieta ma predyspozycje nie tylko - jak chcą pisma kobiece – rzekomo do łagodności. Przede wszystkim dla swoich dzieci, nie dla cudzych. Ktoś kto za pan brat żyje z pękaniem od spodu zupełnie inaczej widzi świat niż mężczyźni, którzy nie znają kopania od wewnątrz, bólu rodzenia, krwi menstruacyjnej, porodowej. Jest nieedukacyjne lub dużą przesadą mówienie, że tak ukształtowany (przystosowany, nakierowany) mózg nie ma określonych predyspozycji. Jak nie ma! Fizjologia ma znaczenie, choćby w okresowości, powielaniu, w ruchu poziomym. A już szczególnie u człowieka jest wielka różnica między samcem a samicą. Większa niż u zwierząt. Bo człowiek utracił kość. Więc musi to (kość) nadrobić wyobraźnią.

VIII.
Zofia Grabowska-Andrijew podkreśla dobroczynne znaczenie kapitalizmu dla wyzwolenia kobiet z męskiego więzienia (z monogamii, z patriarchatu) oraz podkreśla chiński znaczek. Błąd podwójny. Otóż mężczyzna w stosunku do kobiety nie jest tym samym tylko „na odwyrtkę", jak chce pani Zofia G-A. Cała ta dobrze znana a oklepana ilustracja (chiński znaczek, tzw. jin-jang) jest zawodna. Zresztą, jeśli wpatrywać się tak bałwochwalczo w tradycję chińską, to czy w tej tradycji leży i to, że Chiny są nadal ChRL, czyli Chińską Republiką Ludową, a nie państwem kapitalistycznym, państwem jak najbardziej zarządzanym centralistycznie, wedle 6-latek, planistycznie. I trochę niepoważne jest łączenie ChRL z kapitalizmem, który dałby możliwość – jak ideologicznie twierdzi Zofia Grabowska – Andrijew – zerwania się kobiet z łańcucha. Ja tak nie twierdzę. W tym artykule Zofii G-A mamy same błędy kobiety tylko atakującej mężczyzn. Gdzie jakiś pozytywny wkład? Powtarzanie medialnych komunałów nie jest żadnym wkładem.

IX.
Patriarchat służył poskramianiu kobiecej chęci powtarzania, kopiowania, kontrolowania. W tym zakresie dobrze służył samym kobietom. Jaki regulator go teraz zastąpi? Spuszczenie kobiety ze smyczy monogamii uniemożliwi rozwój cywilizacji. Dlatego patriarchat poszukiwał odpowiedniego rozwiązania między zasadniczo monogamicznością mężczyzn, w sensie ich jednorazowości w seksie. (Np. Angielki w 68 % narzekają na swych partnerów za to, że oni nie chcą powtarzać stosunków seksualnych, a one chcą i w ten sposób tłumaczy się olbrzymią ilość zakupów różnych pobudzających gadżetów wkładanych (do „cipy" – no, skoro kobiety używają tego słowa, „uczone", z Uniwersytetu Warszawskiego, to może i ja tu mogę, skoro o tym mowa; to określenia uczonej z Wydziału Humanistycznego UW; widać kobiety swą walkę intensyfikują i odrzucają sposób cywilizowany, literacki mówienia; to jedna ze zmian pod auspicjami kobiet).
Polki narzekają na to, że chciałyby ciągle mieć powtarzane uczucia w formie manipulacji (patrz Wprost 3.V.09), a mężczyźni tracą zainteresowanie seksem! Jest to konflikt dwóch przeciwnych natur, które wcale się nie przyciągają. Kobieta chce powtarzania, chce powtarzania, pobudzania. (Tu stosuję męski sposób mówienia). Kobiety nie zadowoli jeden mężczyzna, stąd owe treści utajniane przez kobiety.

X.
Słówko o dwulicowości kobiecej, o której pisał Arystoteles. Wbrew wiedzy ojców dzieci, a w pełni rozeznania świadomości matki, dzieci uznane przez nich za swoje dzieci (dzieci uznanych ojców) nie są nimi aż w 13 %. Rozumiem, że ktoś kłamie, łże, kogoś „robi w konia" raz na rok. Ale tak codziennie ... No, nie jest to jednak sytuacja symetryczna. Proszę się nad tym zastanowić, ile musi być w kobietach zdolności do zakłamania, dwulicowości.

Ale to pokazuje, że natura kobieca łamie zasady monogamii, chociaż właśnie pod szyldem wymuszonej patriarchatem monogamii (ot co! – co za przewrotność, w rzeczywistości wcale nie chodzi o monogamię) dokonała się wojna z mężczyznami o prawa do równego zaspakajania potrzeb seksualnych. A zatem walka o równe prawa do zaspakajania potrzeb seksualnych skrywa coś istotnego, czego pisarze i poeci nie odkryli, całą kobiecą naturę.

Mężczyźni są rzekomo agresywni. Wedle „Wprost" z 3.V.09 są łagodni wobec braków kobiet: „Większość badanych mężczyzn negocjacyjnie, opiekuńczo akceptuje ten stan rzeczy, tłumacząc to wpływem wychowania i norm na seksualność partnerek, koniecznością pogodzenia się z innością psycho-fizyczną kobiet".

Niechże więc Zofia G-A nie opowiada głupstw, że fizjologia kobieca nie narzuca postaci i form poznawania. Czy w poznaniu i w jakim poznaniu pomaga powtarzanie, kopiowanie? A może pomagają stany orgazmiczne? A może kobiece „tak i nie"? Nie rozumiem pretensji Zofii Grabowskiej-Andrijew do mężczyzn, katolicyzmu, Kościoła, ojców Kościoła. Potrzebny jest nowy prawdziwy ruch na rzecz równouprawnienia, który by uwzględniał prawdę o kobiecie, grzechu pierworodnym (na trochę wyższym poziomie niż „to nie ja byłam Ewą"), skłonnościach kobiet, bo obecnie rozwija się ruch ciemiężenia mężczyzn, stawiania ich w gorszej pozycji. Trzeba jednak otwarcie mówić o skłonnościach kobiet. Jakie mają i do czego. Kobiety wprost to przyznają, że się „odgrywają na mężczyznach" i dlatego chcą, by byli oni stawiani w gorszej pozycji. Można to przeczytać u „akademiczek". Że kobiety się odgrywają za lata, gdy wysyłały mężczyzn do ciężkiej niebezpiecznej pracy na morzach, pod ziemię, na wojnę, same siedziały w lepszych domowych warunkach i niczego w fizyce, matematyce i innych naukach nie stworzyły. Skłodowska to nieliczny wyjątek. To samo tyczy się ruchu Słońca lub liczby 1, 2, 3, dodawania. Czyżby kobiety nie znały 1 oraz + ? Nie widziały ruchu, zmiany? Kłania się choćby teoria Newtona, względności, jakikolwiek rozdział z fizyki do 6 klasy. To jakim cudem tak dobrze liczą pieniądze, w tym sponsorów? Kobiety miały służące, służących – dawały im pracę. Czy to przypadkiem nie jest uprzewilejowana pozycja w społeczeństwie?

Czy kobiety były dobre i ciepłe (jak to dzisiaj siebie przedstawiają – zapytajmy gimnazjalistki) dla mężów i kobiet im służących?  Można przeczytać choćby u Gabrieli Zapolskiej. Odkąd w cesarstwie rzymskim kobiety uzyskały równe prawa z mężczyznami (czytaj nad-uprzewilejowaną pozycję) - bo tak uprzewilejowanie kobiet się nazywa, to cesarstwo zaczęło chylić się ku upadkowi, przestało nawet mieć rodziny, kobiety wracały wieczorami do swych służących w stanie wyraźnie seksualnego pobudzenia, szerzyły się obce interesy, konflikty, rozwody, choroby i wymierały nawet całe rody, a w ruinę popadały majątki, upadały domy, posiadłości, organizacja życia. Granice zaczęły być otwarte dla barbarzyńców. A wcześniej były uprzewilejowane, jednakże na ulicę wychodziły tylko kobiety biedne, które popadły w długi, nieszczęścia. Dla tych kobiet bogate nie miały litości, pilnowały tzw. swego. Podobnie, jak żadnej litości nie miały syte kobiety, gdy w czasie II wojny  światowej przez wieś, w końcu na śmierć, prowadzono Bronkę jako polską świnię, bo się w niej zakochał Gerhard. Opisał to prof. Marek z Opola, w książce ma temat niemieckich prześladowań polskich Ślązaków „Polscy Ślązacy oskarżają" i w nie przyjętym w III RP i nie wydrukowanym artykule „Gubi nas brak czujności politycznej": „To były zbrodnie niemieckie, nie hitlerowskie, gdyż nawet ci Niemcy, którzy w nich bezpośrednio nie uczestniczyli, to je aprobowali, w najlepszym razie – napisał historyk Śląska. - Bardzo chciałbym wiedzieć, kim byli rodzice tych co najmniej stu rozwydrzonych pimpfów (młodzików), najwyżej 10 - 12-letnich, którzy dęli w fanfary, idąc na czele „orszaku", w którym oprowadzano owych zmaltretowanych nieszczęśliwców, ubranych w worki, z dziurami na wystające głowy, ostrzyżone na łyso, i z zawieszonymi tablicami. Bronka miała napis „Polnisches Schwein" (polska swinia), a Gerhard „Deutscher Verraeter" (niemiecki zdrajca)./.../ Nie będę ukrywał, że film o tych ponurych wydarzeniach zachwiał moją optymistyczną dotąd wiarą w jutro, a w świetle tego, co się dziś dzieje na Opolszczyźnie, wywołał u mnie nawet lęk o przyszłość naszych dzieci i wnuków. Bronka, tylko za to, że miała odwagę darzyć miłością zakochanego w niej niemieckiego młodzieńca została nazwana „polską świnią". Po publicznym pohańbieniu i zmaltretowaniu zamordowano ją w nieznanych nam okolicznościach w wiezieniu nyskim". Rzecz jasna nie miało to być wyrazem jakiegoś antyfeminizmu (Gerharda nie zamordowano), jest to zagadnienie mózgu, mózgu ludzkiej bestii. „Trudno uwierzyć w istnienie takiej bestii" – pisze prof. Marek. W widzeniu św. Jana dominuje bestia 666, zdaniem prof. A. Wiercińskiego jest nią kapitalizm, handel z zyskiem, zysk, procent, spryt, przedsiębiorczość, WTC, MFW, BŚ (napisał to, a nawet opatrzył rysunkiem, jeszcze przed zburzeniem dwuwież w „Bestia 666", Nomos 10, 1995, 5-29 oraz w książce „Przez ogień i wodę", Nomos 1996, rysunek zaś opatrzył dolarem, s. 134).

Zbytek słusznie ograniczano w cesarstwie rzymskim po to, aby ograniczaniem prawa do zbytku, w którym lubowały się kobiety, zapobiec upadaniu państwa. Mężczyźni też lubowali się w zbytku, lecz daleko im było do kobiecej odwagi i intensywności. I przeciwko staraniom o nieupadanie państwowości wystąpiły kobiety, nie mężczyźni, co świadczy o kulturotwórczej roli kobiet, aż wreszcie wywalczyły sobie prawo do zbytku, prawo importowania towarów z zagranicy. Na nikogo nie wolno napadać, lecz widać wyraźnie w mediach, że stroną agresywną są kobiety, które nie zabiegają o żadną prawdę i godzą w siebie, tak jakby miały taką umysłowość, ku temu zadaniu (sprzeczność, lokalizm) nachylone dyspozycje. Kto pamięta pierwszą kapitalistyczną trzylatkę, lata 1989-92, i pięciolatkę, lata 6.II.89-6.II.94, ten wie, że cała rewolucja transformacji dokonała się w ramach wykorzystania umysłu kobiecego: w imię przebierania (kobieta wybiera – to hasło świętego dla Zofii G-A kapitalizmu) w sklepach pośród lakierowanych oranżadek, kolorowanych lemoniadek, lizaków fluoryzowanych, genetycznie zmodyfikowanych produktów z kukurydzy i soji, rakotwórczych dioksynowanych „szynek" i olejowanych kiełbas, a także innych półek pełnych błyskotek. Mężczyźni zaakceptowali (o wiele trudniej) kapitalizm, bo myśleli, że Polska zajmowała miejsce hen za miejscem setnym, jak powiedział w sfeminizowanych mediach prezydent. Kobiety zaś chciały instynktownie od razu sklepów z kolorowymi towarami.

Dawniej o tych wszystkich uwarunkowaniach (fizjologicznych, biologicznych) poznania doskonale wiedziano, bo nie było mediów kobiecych – była zaś literatura piękna (i opieka nad kobietami), którą tworzyli wcale nie chcący kobiecie szkodzić wielcy humaniści, doskonali analitycy życia codziennego, jego przejawów widzianych w domach, wśród kobiet żyjących w dostatku i ich służących, dla których damy i bogatsze często słowa pardon nie miały. I Stefan Pastuszewski przeczuwa lub wręcz wie - jakżeby inaczej, jedno i drugie, że kobiecą enigmę mogli rozszyfrować tylko wybitni pisarze, dlatego i on zajmuje się rozszyfrowaniem istoty kobiecości, której wedle feministek nie ma (lub jest, jeśli będzie im to wygodne...) Dziś o tym nie wolno mówić, bo mamy media sfeminizowane jak medycynę – wszystkie są sfeminizowane, ale oprócz tego, że są media całkowicie poddane kobiecemu dyktatowi totalitaryzmu agresji psychicznej, w której to waleczności kobiety się nurzają, to są już tylko (dla mężczyzn nie ma!) kobiece kanały i programy i na to idą ogromne pieniądze podatników, którzy płacą na unię. Płacą na klangor. Społeczeństwo ma sfinansować swą własną bestię. W telewizyjnych kobiecych programach i na kanałach kobiecych żadnej miłości nie widać, właściwie jest tylko głupota, seks i naśmiewanie się z mężczyzn, rodzin, macierzyństwa - choć nie zawsze, bo to zależy od kobiecego widzimisię. Mężczyźni jednak nie mają aż tak rozwiniętej fizjologii, chcenia, widzimisię, stałej wykonawczości, powtarzania, a ich seksualność prawie w ogóle nie zakłada wykonawczości, o co mają pretensje kobiety, i jest o wiele bardziej linearna (a nie rekurencyjna). Doprawdy, wiedzieli o tym starożytni, setki narodów indiańskich, syberyjskich, wszystkie odmiany patriarchatu. Dziś zamiast patriarchatu, czyli jak mówią kobiety: kultury fallicznej, mamy kobiece wzmożenie fallizmu – wibratorami, obnoszonymi penisami na spotkaniach na Zachodzie z Janem Pawłem II, bezwstydem seksualnego mózgu, tzw. chemii uczuć, ociekającymi seksem pismami kobiecymi (wszak „Kobieta chce seksu" – „Newsweek"; feministka, noblistka Doris Lessing; antropolog z UW, która domaga się używania słowa „cipa"; znane redaktorki i artysta domagający się pokazywania i odkrywania piękna sromu itd).