Ludwik Filip Czech - Twarze i maski

Czytając nowy tom wierszy Zofii Grabowskiej-Andrijew, czytelnik znajdzie się w gabinecie luster. Książka „Twarzą w twarz" to zbiór kilkudziesięciu kartek, będącymi jednocześnie lustrzanymi taflami. Obiektem ich wnikliwej penetracji jest twarz artystki. „Notatnik twarzy zmarszczkami pisany" jest tutaj nie tyle wertowany, ile poddany dogłębnej analizie. To swoiste studium porównawcze podkreśla również graficzna strona książki. Autorka zamieściła w niej własne fotografie z różnych etapów życia. Wizerunek młodej dziewczyny sąsiaduje z twarzą dojrzałej kobiety. Oba wizerunki są piękne. Motywy zegarów, zbiorów liczb i cyfr, uzmysławiają upływ czasu, fakt, że wszystko co miało początek, zmierza nieubłaganie do kresu. W symboliczne oko wpisana jest nawet numeracja stron. W wierszu „Patrzę w odbicie" czytamy: Patrzę w odbicie własnej twarzy w lustrach Zaglądam sobie w oczy wprost i z boku Dręczone śledztwem nie spuszczają wzroku Jakby oślepły zamarłe ze strachu Autorka nie podąża za wyświechtanym szablonem, nakazującym iść ścieżką estetycznych walorów. Nie robi bilansu strat, konfrontując swą dawną powierzchowność, z dzisiejszą. Unika takich literackich samograjów. Upływ czasu, jego nieodwracalne skutki, traktuje jak kolejny etap w eksperymencie zwanym życiem. W kilku wierszach przywołuje Pabla Picassa. Wszyscy pamiętamy kobiece twarze sygnowane tym nazwiskiem: asymetryczne, zniekształcone, każda zlepiona jakby z wielu. Taka interpretacja bliska jest poetce. Odnajdujemy ją w wierszu „Tu dziecko": W albumie portret złożony z migawek Każda dodaje nowych rysów znaczeń Nie rozwiązuje ukrytych zagadek Co ruch to postać widziana inaczej Pozór i stylizacja, dwa fundamenty współczesności, są dla poetki synonimem fałszu. Wielkomiejski bilbord zasłania często krajobraz z szaletem. Ludzie zakładają maski, żeby nędza ich duchowego pejzażu była mniej widoczna. Taki gatunek człowieka-wydmuszki ma poetka w głębokiej pogardzie. Widzimy to choćby w wierszu „Z głęboką wiarą", w którym drwi z takich formalnych zabiegów. W tym wypadku artysta malarz przenika przez makijaż modela, by w portrecie bezlitośnie obnażyć mizerię jego wnętrza. Poetka ufa, że w innych okolicznościach, taka przenikliwość jest równie powszechna. Ze blichtr, prędzej czy później, zostanie zdemaskowany i zdyskredytowany. Że „prawdziwa twarz" zatryumfuje. Sama jednak, rozsądnie i wnikliwie, dostrzega zagrożenia. Jednym z nich są media. To dziedzina współczesnej sztuki, która na potrzeby mas, zniekształca nasz wizerunek, trywializuje go, wpasowuje w szablon. A rzeczywista prawda o nas – jak pisze – zostaje nierozpoznawalna. Lub co gorsze, dla sformatowanych kulturowo odbiorców, uchodzi za własne przeciwieństwo. W wierszu „W biegu" czytamy: Piszesz. Do wielu ślesz swoje przesłanie Po kilku wejściach jest odpowiedź na nie: -Prawda to maska. Dość tego ściemniania Ale są w tym zbiorze wiersze innej natury. Fantastyczne, kosmologiczne, astralne. Uważam je za najlepsze. Przede wszystkim, z powodu języka. Poetka świetnie nim operuje, potrafi dostosować do własnej poetyckiej konwencji. A trzeba dodać, że wybrała wiersz regularny, samoograniczający się melodyką i rymami. Wymienię kilka tytułów – „Ja bezcielesna", „Widzę już bramy", „Wolna od granic". Wybrałem te pozycje z uwagi na ich klarowność, kulturę, i domniemany zestaw lektur, który musiał złożyć się na kształt tej twórczości. Ale powiem otwarcie, nie każdy czytelnik będzie kontent z ich profilu. Zwłaszcza młody, wychowany na wierszu nieregularnym, odrzuci go, uznając za anachronizm. Bo rzeczywiście, nie znajdzie w wymienionych tytułach odniesień do teraźniejszości. Orbitują bowiem poza nią, w galaktykach iście futurologicznych. Niemniej, z jaką gracją! Oto przykład: Wolna od granic zamkniętej przestrzeni Na peryferiach wielkiego kosmosu Chcę znaleźć Stwórcę który pył chaosu W czystą konstrukcję kryształu zamienił Dokoła cisza Podziwiam bieg planet Bezkolizyjny Wszystko się porusza Tu w konstelacje gwiazdy poskładane… Model kosmosu rachunkiem geniusza. Ostatni wiersz tego zbioru skierowany jest do czytelników. Taki zresztą nosi tytuł. Zofia Grabowska-Andrijew apeluje w nim o uwagę dla własnej twórczości. Od aplauzu, ceni sobie wyżej „myślącą ciszę", ufa bardziej refleksji, niż pochwałom. Zapomina, że może liczyć na jedno i drugie. Przynajmniej ze strony piszącego te słowa. Książkę polecam. Zofia Grabowska-Andrijew: „Twarzą w twarz", Poznań 2009, Dom Wydawniczy „Rebis" s.59

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora