Elżbieta Rogucka - Metafizyka podwórka

Jedynym w swoim rodzaju wydarzeniem artystycznym minionego roku była wystawa pokonkursowa, która odbyła się 1 grudnia 2009 r. w Domu Kultury „Orion" w Bydgoszczy. Aby wyjaśnić bliżej jej ideę, trzeba się cofnąć w czasie do września minionego roku.
Z inicjatywy Stefana Pastuszewskiego zorganizowano plastyczno-fotograficzny plener, do którego zaproszono kilkudziesięciu bydgoskich artystów. Wśród tych, którzy podjęli chęć czynnego udziału w konkursie, znaleźli się m.in.: Jan Gordon, Mateusz Goliński, Ryszard Czajkowski, Piotr Matuszek. Głównym sponsorem były Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe S.A. z Warszawy. Plener był unikatowy, gdyż dotyczył tylko jednego motywu – podwórka przy ul. Dworcowej 62, czyli „Podwórka z Kulturą". W szczególności chodziło o przedstawienie zapleczowej pierzei ciągu kamienic. Podstawą stała się fotografia wykonana przez artystę fotografika Wojciecha Hetmana. Każdy z zaproszonych artystów otrzymał też fotografię, stanowiącą punkt wyjścia, oraz bon na blejtram (podobrazie) w Pracowni Plastycznej „Dekora". Formą artystycznej wypowiedzi było zarówno malarstwo, jak i prace fotograficzne. Artystów oraz gości przywitała Katarzyna Horoszczuk – kierowniczka Domu Kultury „Orion".
Jury miało trudne zadanie, gdyż wiele było ciekawych, wartościowych prac, a tylko kilka można było wybrać. Ostatecznie jury w składzie: Elżbieta Kantorek – przewodnicząca oraz Zdzisław Pruss i Jerzy Riegel po dłuższym namyśle zadecydowało o zwycięzcach konkursu.
Pierwsze miejsce zdobyła Maryla Rakowska-Molenda, która w przestrzeni podwórka umieściła trzy piękne koty. Dwa z nich są czarne, jeden rudy. Z typowo kocią gracją chodzą majestatycznie dokoła, jakby na chwilę nieruchomiejąc. Patrząc na obraz, ma się wrażenie ich powolnego ruchu, pełnego wdzięku. Koty mają podniesione ogony, co wyraża czujność, zdaje się, że czegoś nasłuchują. Obecność tych miłych stworzeń sprawiła, że świat poweselał. W tej scenie jest coś surrealistycznego. Można ją też odczytywać metaforycznie – jako zachętę do zgromadzeń – nie tylko zwierząt, ale i ludzi. Podwórkowe kamienice, w rzeczywistości szare, tu mają ciemnoróżowy kolor, przechodzący w czerwień. Obraz emanuje pogodną atmosferą i spokojem. Białe obłoki na błękitnym niebie sugerują słoneczną aurę. Zdzisław Pruss, komentując zarówno wybrany obraz, jak i całość ekspozycji, stwierdził, że podwórko samo w sobie ma urodę, jest ciekawe, a kot ma siłę przyciągania i budzi pozytywne skojarzenia.
Zdobywcą II miejsca stał się Leszek Goldyszewicz. Jego obraz jest pełen ekspresji, trochę niepokojący, rozpalone niebo wygląda, jakby płonęło. Całe otoczenie, włącznie z roślinnością, jest przeniknięte żarem ognia – niby heraklitejskiej arche, substancji elementarnej. Wszystko drga, pulsuje, wskazując na zmienną, dynamiczną rzeczywistość, ulegającą nieustannym przemianom. Natura to śmierć i odradzanie się. Świat przedstawiony na tym obrazie nie jest statyczny, gdyż trwanie to złudzenie, a prawdziwe jest tylko stawanie się. Ogień zwiastuje oczyszczenie i odnowienie wszystkiego.
Interesującym dziełem, obok którego trudno przejść obojętnie, jest obraz Janusza Macieja Kochanowskiego (zajął on aequo III miejsce). Uwagę widza zwracają trzy duże jabłka, leżące na ziemi – być może, symbol życia? Owoce są większe niż w naturze, gdyż autor ten jest znany z surrealistycznej konwencji polegającej na odejściu od proporcji przedmiotów oraz ich niecodziennych zestawieniach. Możliwe, że ich liczba też nie jest przypadkowa, lecz symboliczna i tak, jak u pitagorejczyków, oznacza doskonałość. Charakterystyczna dla artysty jest dbałość o szczegół, niemal fotograficzne odtworzenie otaczającej rzeczywistości – zabudowań, zieleni rosnącej w tym miejscu, a jednocześnie pewna tajemniczość, wieloznaczność. Dowodem na to, jakie sprzeczne mogą być odczucia, jeśli chodzi o nastrój, uczucia, jakie budzi w widzu ten obraz, była wymiana zdań dwóch uczestniczek wernisażu. Według jednej z nich jest on bardzo mroczny i ponury, druga natomiast twierdziła, że wręcz przeciwnie – budzi on skojarzenia pozytywne, jest w nim jakaś świeżość, czystość i nieskazitelność.
Ex aequo III miejsce otrzymał bardzo młody, lecz już wykazujący się dużym talentem i wrażliwością, Tomasz Kucharski. Ukazał niewielki fragment podwórka, jego zaułek, z taborecikiem i stołeczkiem w kolorze żółtym. Tworzące kąt domy i fragment muru z cegieł oraz drewniane drzwi są nieco ukośne, jak w teleobiektywie. Ciemnozielona trawa porastająca ziemię ma w sobie coś ożywczego, sugeruje odradzanie się przyrody w porze wiosennej. Komentując swój obraz, stwierdził, że w tym miejscu wiele sytuacji zostawia swój ślad (np. cegły, na których wpisują się bywalcy „Podwórka"). Podobnie jest z odznaczającymi się intensywną kolorystyką artefaktami w postaci wyżej wspomnianego taboretu i stołeczka. Dbałość o szczegół stanowi o pięknie i wdzięku tego ujęcia.
Spośród fotografii wyróżniono dwie prace Andrzeja Maźca oraz Dariusza Gackowskiego. Pierwszy z autorów zastosował obiektyw szerokokątny. Kawałek muru uchwyconego w obiektywie jest poszerzony, można go oglądać zupełnie z bliska. Dwie fotografie tworzą całość, uzupełniając się. Tajemnicza ręka wskazująca na dwa okna kamienicy znika na drugiej fotografii, a w oknach, na które wskazywała, pojawiły się kolory tęczy. Dariusz Gackowski posłużył się obiektywem panoramicznym, który daje efekt ukośnego ujęcia i możliwość uchwycenia całości. W ukośnej perspektywie widzimy zarówno kawałek muru, jak i wieżę z cegieł, ławki i krzesła oraz – w znacznym oddaleniu – ciąg kamienic. Pozostałe fotografie były również warte uważnego obejrzenia – Sławomiry Szkuty, która wykonała je techniką otworkową za pomocą pudełka z płytą światłoczułą (camera obscura) oraz Dariusza Arnolda – w lustrze odbijają się odwrócone fragmenty dwóch domów.
Wśród pozostałych prac malarskich umieszczonych na wernisażu nie brakuje takich, które wyróżniają się czymś szczególnym i zasługują na nieco bliższe omówienie.
Bardzo pogodny nastrój, wręcz manifestacja witalności wyrażona żywym kolorytem, emanuje z obrazu Henryka Głowacza. Nie istniejąca zielona brama (altana), zdaje się radośnie witać wszystkich przybyłych w to miejsce. Umieszczone na niej palety malarskie kształtem przypominają ptaki. Sielankowy nastrój potęgują kolorowe kwiaty w oknach. Z daleka widać wieżowce z antenami satelitarnymi. Stykają się tu dwa światy: zaciszny, sielski (jakby czas się zatrzymał) z nowoczesnymi blokowiskami. U góry wieńce z kwiatów i liście unoszą się w powietrzu. Od dołu do góry rozpościera się biały kobierzec – może to być równie dobrze dywan z kwiatów, jak i postacie ludzkie.
Powszechnie wiadomo, jak trudną sztuką jest portret, jak niełatwo tak wiernie odtworzyć czyjeś rysy, aby ukazać w nich to, co jest najbardziej charakterystyczne dla portretowanej osoby. Tej trudnej sztuki podjął się Zbigniew Zieliński i mistrzowsko jej sprostał. Na żółtym tle ukazał portret psychologiczny pomysłodawcy, twórcy i gospodarza „Podwórka z Kulturą" – Stefana Pastuszewskiego. Jest to podobieństwo psychologiczne na granicy karykatury. Widzimy portret psychologiczny twardego człowieka, któremu... wyrastają z głowy rośliny, symbolizujące twórcze pomysły. Popularna metafora „zielono w głowie" tu ma kontekst pozytywny, oznaczający idee, jakie powstają w umyśle i dzięki konstruktywnemu działaniu, zostają wcielone w rzeczywistość. W dali zarysy zabudowań – można powiedzieć, że ma on „na głowie" całe „Podwórko".
Będąca już integralną częścią „Podwórka" „Bydgoska Guernica" wyraźnie zainspirowała Zbigniewa Jastrowskiego. Na ciemnym tle autor umieścił liczne symbole wojny, okrucieństwa, śmierci i żałoby: gromnicę, krzyż, koła sugerujące wywózki na Syberię lub do obozów śmierci. Wpływ tej źródłowej „Guerniki" – Pabla Picassa – zaznaczył się poprzez umieszczenie na dole dwóch kubistycznie zdeformowanych twarzy ludzkich.
„Podwórko" widziane oczami Marka Pankanina zawiera w sobie metafizykę – jest to wizja artysty dążącego do poznania istoty rzeczy. Wszystko tu jest znaczące – nasycenie barw, gra światłocienia, charakterystyczna dla późnego, letniego popołudnia. Czerwień dachówki i kogucika na wieży z cegieł kontrastuje z różnymi odcieniami zieleni i błękitu. Mur jest różowy, lekko oświetlony. Jakaś ludzka postać siedzi zadumana (może sam autor, który tworzy, szuka inspiracji, myśli nad projektami przyszłych dzieł?). Z daleka wyłania się wieża kościoła NSPJ na placu Piastowskim. Po bokach widać „podwórkowe" rzeźby – tego samego autora. Własną sztukę rzeźbiarską artysta ukazał w obrazie – można tu mówić o mimesis w podwójnym znaczeniu. Ciemna aura jest przeniknięta światłem – naturalnym, ale być może także nadprzyrodzonym (kościół widoczny w oddali nie jest tylko elementem pejzażu, lecz wskazuje na przestrzeń sakralną).
Anna Osińska dokonała malarskiej parafrazy „Nagiego obywatela Europy" – namalowanego przez Marka Pankanina przy współpracy Krystyny Potrubacz na „Podwórku", jeszcze zanim powstała „Bydgoska Guernica", lecz który mimo woli stał się jej elementem, stanowiąc część tryptyku. Współczesny Europejczyk, beztroski homo ludens, w bezmyślnych pląsach podrzuca piłkę – szuka wyłącznie zabawy i przyjemności. Można tu odczytać satyrę na społeczeństwo konsumpcyjne, wyzute z wartości. Rozdarta flaga Unii Europejskiej symbolizować może wewnętrzną dezintegrację człowieka XXI wieku, brak jedności między duchem a materią.
Niepokojąca tajemniczość cechuje obraz Mariana Thiede. Słoneczna aura, błękit nieba, jasne obłoki tworzą na pierwszy rzut oka wrażenie sielskiego nastroju. Spokój ten jest jednak pozorny – zastanawiają dwie  nagie postacie okręcone białą taśmą. Na stoliku znajduje się lalka, a u góry stoi dziwna postać w białym, spiczastym nakryciu głowy. W tej nieokreślonej, zagadkowej  atmosferze można dostrzec coś z nastroju dzieł Chirico i Magritte’a. Autor, podobnie jak oni, podjął próbę ujawnienia metafizycznych treści w otaczającym nas świecie.
Podsumowując, trzeba stwierdzić, że każdy obraz znajdujący się na tej ekspozycji tworzy odrębny świat, jest swego rodzaju mikrokosmosem. Widza odwiedzającego wystawę można porównać do człowieka wchodzącego do pomieszczenia mającego wiele drzwi. Otwierając kolejne drzwi, nie wie, co zobaczy, lecz kontynuuje swoją wędrówkę. Za każdym razem widzi inny świat, wyłaniają się nowe znaczenia. Często jest to świat z pogranicza snu i jawy, fikcji i rzeczywistości, budzący sprzeczne uczucia – smutku i radości, melancholii i nadziei. Nieprzenikniona jest tajemnica twórczości i jej związków z ludzką wyobraźnią, intelektem i poczuciem piękna.
Mamy nadzieję, że w bieżącym roku opiekun bydgoskiej plastyki – Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe S.A. ufundują plener, bo – jak widać – jest on bardzo potrzebny miejscowemu środowisku artystycznemu