• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Krzysztof Rogucki - 4 VI 1989 - data, która dzieli

    Ważną okolicznością nowej sytuacji społecznej była realizacja od 1 I 1990 r. tzw. „planu Balcerowicza", którego celem była stabilizacja makroekonomiczna (przy inflacji 640% w 1989 r.) i przejście od gospodarki centralnie sterowanej do gospodarki rynkowej.  Zaplecze legislacyjne reform tworzyło 10 ustaw, które przewidywały m.in.: możliwość upadłości nierentownych przedsiębiorstw państwowych, zakaz finansowania deficytu budżetowego przez bank centralny, uzależnienie stopy procentowej od stopy inflacji (jednocześnie zmieniano warunki umów o stałym oprocentowaniu na oprocentowanie zmienne, co zwielokrotniło wierzytelności kredytobiorców), ograniczenie wzrostu płac podatkiem od ponadnormatywnych wynagrodzeń (tzw. popiwek, który nie dotyczył firm zagranicznych), wymienialność wewnętrzną złotego, likwidację monopolu państwa na handel zagraniczny, ujednolicenie podatków i ceł dla wszystkich podmiotów ekonomicznych niezależnie od ich formy własności, wprowadzenie rynku pracy. Krytycy zarzucali planowi zbyt dużą skalę dewaluacji złotego, zbyt długie utrzymywanie sztywnego kursu złotego do dolara (między styczniem 1990 r. a majem 1991 r.), zniszczenie pegeerów, niekontrolowane otwarcie rynku wewnętrznego, brak restrukturyzacji przemysłu. Rezultatem drakońskiej reformy było znaczące obniżenie inflacji i deficytu budżetowego, zrównoważenie rynku oraz uzyskanie zgody wierzycieli na redukcję o połowę zadłużenia zagranicznego, ale też fala bankructw przedsiębiorstw państwowych, redukcja zatrudnienia, która przyczyniła się do wzrostu bezrobocia do ponad 16% w 1993 r. Spadek dochodu narodowego, który nastąpił, był po części wynikiem obiektywnych czynników: spadku eksportu w wyniku załamania gospodarki ZSRR, utraty rynków w NRD po zjednoczeniu Niemiec, zerwaniem kontaktów handlowych z Bliskim Wschodem i wzrostem cen ropy naftowej po wojnie w Zatoce Perskiej. Społeczne skutki tego procesu to utrata przez wielu obywateli oszczędności nierzadko całego życia i obniżenie stopy życiowej sporej części społeczeństwa, tworzące się enklawy nędzy i wykluczenia społecznego. Cała operacja byłaby niemożliwa, gdyby nie olbrzymie poparcie społeczne dla rządu Mazowieckiego i Zachodu, który był zainteresowany przede wszystkim spłatą zadłużenia i gwarantował pieniądze na stabilizację waluty. Władzę ekonomiczną w bankach, w centralach handlu zagranicznego, ministerstwie współpracy z zagranicą, ministerstwie finansów, w spółkach nomenklaturowych niepodzielnie dzierżyli przedstawiciele nomenklatury pezetpeerowskiej. Czy była alternatywa ekonomiczna dla programu Balcerowicza?1
    Był to także czas „pierwotnej akumulacji kapitału", często dokonującej się w przestępczy sposób, która znalazła wyraz w postaci wysypu różnego typu afer (FOZZ, ART B, z rublem transferowym, markowa, tytoniowa, ziemniaczana, itp.), wykorzystywania kapitału państwowego i funduszy instytucji budżetowych dla prywatnych interesów przez spółki nomenklaturowe (Uniwersal, BiG, Polisa, PFRON, Agencja Rozwoju Gospodarczego niejednokrotnie z niejasnym udziałem służb specjalnych) i prywatne osoby.
    W styczniu 1990 r. ujawniono nielegalny proceder, jakim było palenie akt i dawnych dokumentów SB. 30 I Mazowiecki wydał oficjalny zakaz niszczenia akt (zniszczono m.in. teczki ewidencji operacyjnej księży). W kwietniu 1990 r. uchwalono ustawę o powołaniu w miejsce MO i SB policji i UOP. Co interesujące, jeszcze w 1989 r. zlikwidowano pion gospodarczy w MO. Z 25 tysięcy funkcjonariuszy SB do weryfikacji przystąpiło 14, a przeszło ją 10. Jeszcze w 2005 r. stanowili oni 11% kadry w policji. Byli milicjanci i esbecy zasilili spółki detektywistyczne i agencje ochrony. Kiszczak wspomina, że gdy zachęcał Mazowieckiego do obsadzania swoimi ludźmi stanowisk podsekretarzy w MSW, ten albo oponował, albo milczał. Reorganizacja objęła także Wojskową Służbę Wewnętrzną, z której wyodrębniono Żandarmerię i Wojskowe Służby Informacyjne (bez przeprowadzenia weryfikacji).
    Niemrawe akcje opozycji pozaparlamentarnej wprawdzie nie miały większego rezonansu społecznego, ale sytuacja polityczna zmieniła się zasadniczo, gdy część jej haseł podjęła spora grupa wpływowych polityków OKP. Opozycja wobec zachowawczej polityki Mazowieckiego skupiła się wokół tygodnika „Solidarność", a taktyka tego środowiska wyraźnie szła w kierunku publicznego uaktywnienia spychanego coraz bardziej na boczny tor Lecha Wałęsy, pełniącego jedynie funkcję przewodniczącego związku zawodowego NSZZ „Solidarność"2. Instytucjonalnym wyrazem tego procesu było powstanie 12 maja 1990 r. Porozumienia Centrum (PC) – partii politycznej o orientacji chadeckiej3. Była to symboliczna data rozbicia obozu solidarnościowego i rozpoczęcie tzw. „wojny na górze" w łonie tego obozu politycznego, gdyż PC wysunęło radykalne hasła przyspieszenia solidarnościowej rewolucji, w tym postulat przyspieszonych wyborów prezydenckich i kandydaturę L. Wałęsy na to stanowisko, skończenie z reliktami komunizmu i wzięcie przykładu z sąsiadów szybko i skutecznie pozbywających się wrogiego systemu. W ekipie Mazowieckiego istotna była obawa, że rewindykacje polityczne i hasła przyspieszenia rychło nabiorą charakteru rewindykacji ekonomicznych, a rozkołysane emocjonalnie, zrewoltowane masy, będące dotąd „spokojnym ludem", mogą stanowić zagrożenie dla reform Balcerowicza.
    Kontrowersja między PC a resztą OKP (środowiskiem dawnego KOR-u i „Znaku") miała głębsze podstawy ideowe i światopoglądowe. Wychodząc ze specyficznie rozumianego „realizmu politycznego", środowiska te uznały, że kilka tysięcy opozycjonistów to nic – niezależnie od aktualnej sytuacji politycznej – wobec kilkuset tysięcy sił starego porządku ulokowanych w administracji państwowej, wojsku, policji, sądownictwie, w przedsiębiorstwach państwowych, dyplomacji, szkolnictwie wyższym, które dysponują taką siłą i nieformalnymi wpływami, że należy się z nimi liczyć. W tej optyce (ściślej w wersji, jaką sprzedawano naiwnym) komunizm to nasza „wspólna wina", bo tak naprawdę „nikt nie jest winny". „Pragmatyzm" enuncjacji tego typu był dość paradoksalny, bo podważając odpowiedzialność komunistów, kwestionowano tym samym etyczny sens walki z komunizmem i rehabilitowano na całej linii PRL. Jednocześnie wielu polityków tego obozu miało poczucie zwycięstwa i oczekiwało z tego tytułu przywilejów. W ich rachubach politycznych OKP miał stanowić zalążek zbudowanej na komitetach obywatelskich – które pokazały swoją siłę w czasie wyborów z czerwca 1989 r. – monopartii i na lata zdominować polską scenę polityczną. Polska winna wzorować się na systemie politycznym Meksyku z dominującą Partią Instytucjonalno-Rewolucyjną, na nadbałtyckich Frontach Ludowych, a nie na systemach partyjnych państw Europy Zachodniej. Powrotu pogrobowców PZPR do władzy nie przewidywano, przeciwnie – sądzono raczej, że propagowanie „amnezji historycznej" skupi elektorat postkomunistyczny wokół środowiska zwolenników „grubej kreski". W polemikach używano zdumiewających argumentów, w których chwalono rzekomą metamorfozę komunistów w „lewicę demokratyczną", jednocześnie z infamią spotykało się to, co odwoływało się do pojęcia narodu, tradycji, moralności, Kościoła. Tkwiła w tym inna, zawoalowana intencja polityczna: zapobieżenie powstaniu siły politycznej, budującej tożsamość na tych wartościach, a kierującej swe ostrze przeciw postkomunistom i tym, którzy przeciwstawiali się próbom ich rozliczenia.
    Na tle burzliwych przemian społeczno-politycznych i ekonomicznych narastała dezorientacja wielu grup społecznych. Tak powszechne domaganie się nowej polityki informacyjnej wyrażało zagubienie społeczeństwa w okresie postkomunistycznej anomii4. W warstwie werbalnej nawoływano do aktywności i korzystania z pluralizmu, a w praktyce „domykano" system polityczny, nie tworzono warunków do aktywnego włączenia się obywateli w życie gospodarcze i preferowano „spokojny lud", który swe zachowania dostosowywał do dyrektyw i interesów „oświeconych elit". Tymczasem nawet skromne postulaty poprawy sytuacji ekonomicznej były odbierane przez koła rządowe i większość prasy jako roszczenia ślepej masy zdemoralizowanej przez komunizm, a teraz dodatkowo zainfekowanej wirusem populizmu. Wielu obywateli postrzegało państwo jako instytucję służącą interesom elit polityczno-biznesowych, biurokracji, korporacjom, spółkom.
    Ciekawe i pouczające są losy wolnej prasy stanowiącej niezbędny element demokratycznego ładu politycznego. Tytuły prasowe rozdano spółdzielniom dziennikarskim, które tworzyli przede wszystkim dyspozycyjni wobec reżimu redaktorzy partyjnych dzienników. Ta kategoria ludzi także po 1989 r. kształtowała „obiektywną" opinię publiczną. Ale to był tylko stan przejściowy, bo padające dzienniki i czasopisma przejmowały, za gwarancje zatrudnienia dla zespołów redakcyjnych, zachodnie koncerny prasowe. Z wyjątkiem „Gazety Wyborczej" większość prasy opozycyjnej zbankrutowała albo zajęła pozycje niszowe.
    Kwestię prasy należy rozpatrywać łącznie z ewolucją systemu prawnego. Jeszcze w 1989 r. z Kodeksu Karnego zniesiono karę konfiskaty majątku za nadużycia gospodarcze. Nie dokonano jedną ustawą całościowej rehabilitacji represjonowanych w latach 1981-1989. Procesy sprawców afer gospodarczych (np. FOZZ) ciągnęły się opieszale, przez kilkanaście lat, były umarzane lub ulegały przedawnieniu. Deklaracja Adama Strzembosza I prezesa Sądu Najwyższego, że środowisko prawnicze oczyści się samo, okazała się z perspektywy czasu ponurą farsą. Procesy o kontekście politycznym: sprawców zbrodni stalinowskich, wydarzeń grudniowych, zbrodni stanu wojennego, w tym Jaruzelskiego i Kiszczaka (trwają już dwie dekady) pod byle pretekstem były przerywane, oskarżeni okazywali jawne lekceważenie sądowi5. Popularny slogan: „Nie komentuje się wyroków niezależnych sądów" interpretowano w tak niedorzeczny sposób, że orzecznictwo sądowe nie podlega jakiejkolwiek krytyce i osądowi opinii publicznej.
    Presja wydarzeń w Europie Wschodniej i wewnątrz kraju sprawiła, że próbą rozładowania napięcia społecznego i postulatów przyspieszenia politycznego stały się wybory samorządowe, które wygrały zdecydowanie Komitety Obywatelskie, potwierdziły ówczesną słabość środowisk postkomunistycznych6. Zwycięskie Komitety Obywatelskie były cennym atutem, na bazie których próbował zbudować monopartię obóz polityczny Mazowieckiego. Jednak Wałęsie i PC udało się zablokować próbę przekształcenia Komitetów Obywatelskich w partię polityczną będącą zarazem zapleczem politycznym rządu. Przesądziło to o powstaniu normalnego systemu partyjnego i przyspieszyło polityczną instytucjonalizację obozu politycznego premiera Mazowieckiego. Obóz polityczny Tadeusza Mazowieckiego reprezentowało centroprawicowe Forum Prawicy Demokratycznej (FPD) i centrolewicowy Ruch Obywatelski Akcja Demokratyczna (ROAD). Jak zatem widać, to nie podział na prawicę i lewicę, ale stosunek do postkomunizmu i chęć zdominowania sceny politycznej przez tych, którzy uważali się za jedynych kontynuatorów etosu „Solidarności" były głównymi przyczynami rozbicia obozu solidarnościowego. W obliczu ostrego konfliktu obie strony „solidarnościowej wojny" godzą się na skrócenie kadencji Jaruzelskiego i przedterminowe rozpisanie bezpośrednich wyborów prezydenckich. 6 lipca 1990 r. odchodzą z rządu Siwicki i Kiszczak oraz rozpoczynają się rozmowy o opuszczeniu wojsk radzieckich Polski. W brutalnej, pełnej emocji i ciosów poniżej pasa kampanii Mazowiecki ponosi druzgocącą klęskę. Jest ona tym dotkliwsza, że przegrywa nie tylko z Wałęsą, ale z nikomu nieznanym Stanem Tymińskim. Mieszkający w Peru biznesmen, polityczny outsider, stosujący ograne chwyty propagandowe (pozorowany przez klakierów aplauz) skanalizował i wyzyskał całe niezadowolenie społeczne z sytuacji ekonomicznej, która dała się we znaki mieszkańcom wsi i miasteczek.