Janusz Orlikowski - Etyka krytyka

Poezja – namysł nad rzeczywistością wiersza. Pochylenie się nad słowem. Już dwukrotnie użyte słówko „nad" wskazuje jaka odpowiedzialność ciąży na barkach krytyka, gdy podejmuje się komentarza. Bo co do oceny to cóż: podoba się , albo nie; no i przede wszystkim czy – teksty spełniają warunki słowa poezja. To ostatnie w zasadzie powinienem zapisać z dużej litery. Takie jednak podnoszenie poprzeczki zatrzymuję tylko dla niektórych, bądź poezji jako takiej. To zdarza się, co naturalne, rzadko. Spoglądanie na poezję dobrze opisuje zdarzenie jakie zapamiętałem podczas spotkania autorskiego w Dobrodzieńskim Ośrodku Kultury i Sportu doktora nauk humanistycznych Janusza Hurnika promującego swoją książkę Kobieta wobec świata, który gdy podpisywał mi ją powiedział mniej więcej takie słowa: My krytycy jesteśmy uzależnieni od poetów. Gdyby nie oni, nas by nie było. Oczywiście zrobiło mi się przyjemnie ( chociaż w książce choćby z przyczyn obiektywnych ani słowa o mnie; autor nie znał wcześniej mojej twórczości), ale chyba nie o to chodzi. Jest w tym przesłanie dla wszystkich którzy pragną, czy też parają się krytyką...
Poeci – krytycy, bywa że maja spojrzenie „inne". Mało jest takich, którzy potrafią oddzielić te dwie, odrębne funkcje. Zazwyczaj spoglądają na twórczość swych Braci poprzez własne twórcze widzenie, swój profil poetycki nie zwracając uwagi na przedstawione im słowa w aglomeracie profilu Brata, który nomen omen inny niż - co podpowiada im poetycki umysł. W recenzji pojawia się to co tworzy ich egocentryczny pomysł, a nie – co w wierszach jest faktycznie zawarte. Tym sposobem jest owo niezgodne z zamysłem autora na bohatera omawianej książki. Pojawia się profil li tylko piszącego recenzję; postaci pierwszoplanowe w recenzji, a więc twórca i jego bohater znikają za jego zasłoną. Czytamy krytyka, a nie poetę, który za jego pośrednictwem miał się pojawić. Zgroza. Jakieś pomieszanie zmysłów, niefrasobliwości praw i zasad rządzących recenzją, pochylenia się nad, komentarz i opinia. Jakaś nad interpretacja podanego słowa.
Tworzone wizje poety – krytyka, tak aby pasowały do jego sposobu myślenia, jego bohatera poetyckiego są dla mnie naganne.
Czy zatem poeci nie powinni pisać recenzji? Nie spotykać się w słowie ze swymi Braćmi? Co to, to z pewnością nie. Ale tylko niektórzy. Ten obowiązek i zaszczyt. To duża umiejętność postrzec inną poezję poza własną. Pochylić się nad słowem które jest nie takie niż własne, znaleźć jego obecność w rzeczywistości.
Słowo. Skoro np. „zieleń" jest ze wszystkimi swoimi odcieniami obiektywnie usankcjonowana nie może być „czernią", bowiem tak postrzega poeta – krytyk, gdyż  takie są jego przeżycia. Tak rozumiem obiektywizm. A tak się zdarza. Podporządkowanie własnej wizji. Bo poeta ma prawo. Niestety – nie ma. Słowo to jednak nie dowolność.
Krytyczne czytanie tekstu to nie próba pokazania własnego ja. Jakaś chęć tworzenia – własnej karty. Krytykowi, który nie para się poezją przychodzi to -.łatwiej. Ba, sądzę, nie ma takich problemów. Przynajmniej wtedy czuje się lepiej od poety, którego ma opisać, że pozwolę sobie na żart. Bo później mogą jawić się schody, poszukiwanie klucza według którego ma funkcjonowac, by stworzyc komentarz i opinię. Taka myśl powinna pojawiać się i u poety – krytyka. Ten wtedy musi zapomnieć o sobie i dotknąć poezji Brata tylko jego słowem, tym które tam jest, a żadnym innym.
Mój przyjaciel Arkadiusz Frania, poeta i krytyk twierdzi, że to niemożliwe. Jakkolwiek by bardzo chcieć się wgryźć w profil poetycki autora, zawsze pozostaje to że nie jesteśmy obiektywni. Iż rezultat jest subiektywnym  tworem naszej twórczości. Pewnie trochę ma rację. Tę racje sam komunikowałem w tomie esejów Radość i dyskoteka pisząc o subiektywności aktu twórczego. Czy jednak w przypadku recenzji mamy do czynienia  z twórczością sensu stricte, czy dzieje się tam jednak pierwiastek odtwórczy, który prosi o jego zauważenie, tak jak omawiana książka prosi o komentarz. A ten, ze swej natury winien być obiektywny.
Przypomina mi się książka Juliana Przybosia Czytając Mickiewicza, awangardzisty który w zasadzie nie powinien zajmować się tradycją, a tylko czynić swoja powinność, kształcić stworzony przez siebie nowoczesny język. Miał do tego pełne prawo. A jednak, spojrzał wstecz. A jednak pochylił się nad tradycją i napisał rzecz słowem pięknym i jakże odległym od tego, które podpowiadało mu jego awangardowe widzenie Poezji.
Co było powodem? Że zarówno Mickiewicz jak i Przyboś  są w swej twórczości bardzo energetyczni. O tego typu związkach pomiędzy tymi twórcami możemy czytać w książce Literatura polska XX wieku, (Poznań, 2005), autorstwa Bogumiła Kaniewska, Anna Legeżyńska, Piotr Śliwiński. Przybosia interesowała poezja, ta sensu stricte.. Był zawsze zainteresowany innymi poetykami. Można sądzić, był obiektywny. I to jest obecne w jego twórczości, np. zainteresowanie poezją ludową, jego antologia.
Tego spojrzenia częstokroć brak współczesnym krytykom – poetom. Zapatrzeni w siebie nie postrzegają innych opcji.
Czasem bywa tak, że można im tylko zadedykować wiersz, jego fragment:

nigdy już nie pisz wierszy
zostań – ortodoksyjnym zakonnikiem
dnia nijakiego

tym bardziej nie o poezji
nierozpoznane słowa smutno
zaglądają w twoje martwe oczy
trwoga – co jeszcze możesz uczynić

Etyka krytyka. Słowa do zapoznania i z nich odbiór rzeczy. To sztuka, choc w istocie ma charakter zawsze odtwórczy.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora