Edmund Pietryk - Zazdrość

Im bliżej czterdziestki tym mocniej Ewa pragnęła dziecka, a nie mogła mieć swojego. Namówiła młodszego od siebie męża Roberta do adopcji. Trafiła w dobrym momencie, bo jego też zaczęło tra-wić to samo marzenie. Zaczęli więc odwiedzać Domy Dziecka.
Działali po omacku, bo nie mieli sprecyzowanych pragnień ani co do płci, ani wyglądu, ani psychiki, co w przypadku adopcji jest zawsze loterią. W trzecim z kolei domu zwrócił ich uwagę mocno spłoszony chłopiec. Jego strach przed ludźmi poruszył ich. Może dlatego właśnie on, a nie inne dziecko wzbu-dziło w nich instynkty rodzicielskie. Jego błagalny wzrok zaczął ich prześladować po nocach. Po jakimś czasie upewnili się, że to będzie on. Zrobili wywiad i dowiedzieli się, że Jurek pochodzi z patologicznej rodziny, a konkubent jego matki został skazany za znęcanie się nad malcem. Matka chłopca z ulgą zrzekła się praw rodzicielskich, a na po-żegnanie ofiarowała mu zabawkę – pluszowego misia. Gdy po procesie adopcyjnym wieźli malca do siebie, ten tulił wciąż pluszaka, jakby bał się, że ktoś mu zabierze ten skarb. Ewa poczuła się zazdrosna o tę zabawkę. Chciała go mieć wyłącznie dla siebie.
Gdy chłopiec znalazł się w ich mieszkaniu spytał:
- Ale wy mnie już nikomu nie oddacie, tak jak tamci mnie oddali? – I jeszcze mocniej przytulił misia do siebie.
- Nie, nie oddamy – zapewniła Ewa i zastanowiła się przez moment, czy gdy ułoży go do snu, ten odłoży tę pamiątkę po biologicznej matce, jednak nawet przy kolacji tulił ją do siebie. Czyżby tak bardzo był związany z tą matką, która postąpiła z nim tak okrutnie? – pomyślała i uczucie zazdrości stało się je-szcze dotkliwsze.
- Odłóż tego pluszaka, bo się udławisz kiełbasą – powiedział Robert podczas kolacji, ale chłopiec przytulił pamiątkę po biologi-cznej matce jeszcze gwałtowniej jedną ręką, podczas gdy drugą wkładał sobie kęsy kiełbasy do ust.
- Będą kłopoty – szepnął Robert do Ewy.
- Będą – zgodziła się małżonka.
W nocy malec się zmoczył i gdy Ewa zobaczyła mokre prześcieradło, spytała z nieukrywanym gniewem
- Czy to ty się zsikałeś, czy ten pluszowy miś?
Chłopiec zaniósł się płaczem i zasłonił twarz, jakby spodziewa-jąc się ciosu, bo do tego był przyzwyczajony. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Malec znów przycisnął misia do siebie. Ewa opanowała się, bo płacz chłopca ją poruszył i powiedziała spokojnie:
- Nic się nie stało, a tego misia nikt ci nie odbierze. To jest pamiątka po twojej biologicznej matce i ja to uszanuję. Ja jestem matką zastępczą i postaram się z tego wywiązać najlepiej jak umiem.
- Ja się boję pasa, bo wujek często bił mnie pasem – powiedział, a twój mąż nosi pasek.
- To powiem żeby zaczął nosić szelki – uspokoiła go Ewa, ale – jakby na przekór sobie – jej zazdrość o tego misia spotęgowała się jeszcze bardziej. Chciałaby być przecież być matką absolutną, jedyną, a nie zastępczą, jak to powiedziała przed chwilą. Ten pluszowy miś stał między nią, a chłopcem i wydawał się przeszkodą nie do pokona-nia.
Gdy Robert wrócił z pracy, Ewa opowiedziała mu o porannym zdarzeniu.
- No cóż, od dzisiaj będę nosić pasek – odrzekł – A nocne mocze-nie się i tak jeszcze potrwa. Trzeba to było od początku wkalkulować w naszą decyzję. Pretensje możemy zgłaszać tylko do siebie. Zresztą wiesz, że on jest szansą na uratowanie naszego małżeństwa.
- Wiem – zgodziła się Ewa.
Przy kolacji malec odłożył na chwilę pluszaka, ale gdy Ewa chciała po niego sięgnąć, natychmiast przytulił go do siebie.
- Jestem przegrana w starciu z tym misiem – stwierdziła Ewa – Pamięci o jego biologicznej matce nie da się tale łatwo zatrzeć. Jestem tylko matką zastępczą.
Tym bardziej była zaskoczona, gdy malec nagle powiedział:
- Mamo, jeśli zechcesz pobawić się tym misiem, to się możemy nim podzielić.
- Z miłą chęcią – odparła Ewa – A twój zastępczy ojciec od jutra zacznie nosić szelki.
Malec po raz pierwszy od ich poznania zdobył się na coś w ro-dzaju uśmiechu. Uczucie zazdrości o tego pluszaka trochę zelżało, ale całkowicie nie ustąpiło. I o dziwo tej nocy malec nie zmoczył poś-cieli. Ale i tak przez całą noc przytulał tę jedyną pamiątkę po okrutnej, ale biologicznej matce. Ewa mu to wybaczyła, a do zazdrości postanowiła się przyzwyczaić. Tak jak do faktu, że jest tylko i aż zastępczą, a nie biologiczną matką. W każdym razie jednak jakąś matką, a to od dłuższego czasu było jej przemożnym pragnieniem, wobec któ-rego była bezbronna. Tak jak i ten malec był bezbronny wobec swego instynktu, ucieleśnionego w jego okrutnej, obcej już, ale jednak biologicznej matce.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora