Alicja Kubiak - Powrót do gniazda

- Dokąd byś się udał, gdybyś miał już wszystkiego dosyć? – spojrzałam mu głęboko w oczy, pragnąc szczerej odpowiedzi.
- Może sama mi o tym opowiesz? – zapytał, odgadując, że nie oczekuję dosłownej odpowiedzi.

- Nie teraz, potem. Powiedz, czego pragniesz? Do czego dążysz każdego dnia, kiedy lata nieubłaganie płyną, młodość przemija? Kiedy odwracasz się za siebie i spostrzegasz, że coraz większa część drogi już za tobą? Twarze, obrazy przychodzą i odchodzą, niektóre zostają na chwilę, inne na trochę dłużej. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, co się z nimi dzieje?
- Sądzę, że tak. Czasami myślę i zastanawiam się nad tym, co mogłoby być, gdyby... Ale nie, jednak nie powinniśmy wskrzeszać tego, co było, tylko płynąć dalej z prądem czasu.
- Czyli niczego nie żałujesz? Niczego byś nie zmienił? Nie czujesz złości, że czegoś nie dopatrzyłeś, postąpiłeś źle lub zaniechałeś jakiegokolwiek działania? To chcesz powiedzieć?
- Nie do końca. Sądzę, że postępujemy w danej chwili tak, a nie inaczej i nic nie jest w stanie zmienić naszej decyzji w takim momencie. Potem pozostaje żal, nienawiść, smutek – uczucia, które nam towarzyszą obok radości, szczęścia i miłości.
- Czy dobrze się z tym czujesz? Z tą niemocą wobec własnych, nigdy niezmienionych decyzji? Co wtedy?
- Uciekam.
- Dokąd?
- Jak najdalej, gdzie się da – dosłownie i w przenośni.

*
Każdy z nas poszukuje miejsca, do którego chętnie zagląda, do którego powraca, gdzie czuje się wolny i spełniony, spotyka przyjaciół, odwiedza okolice, mające kojący wpływ na zmysły. Artyści czują potrzebę odwiedzania miejsc przepełnionych duchem, historią, kulturą.


Daromiła Wąsowska-Tomawska
Z KSIĘGI DWORU
(fragment)

Otwórz się kuta bramo
i ty ruda azalio przy werandzie
Ze sztambucha wysypią się
ziarna imion
jak w brzemienny kłos schowane (...)


Pojechałam tam, będąc pod wpływem ciepłych wspomnień, zawartych przez autorów: Daromiłę Wąsowską-Tomawską i Jerzego Grupińskiego w książce pt. „W cieniu wronczyńskiego dworu", mówiących o tętniącym życiem, w latach 1924-1934, miejscu spotkań artystów. Chciałam poczuć klimat tamtych czasów, usłyszeć muzykę Chopina, strofy Lechonia, wybrać się na spektakl teatralny z Anną i Letą, spacerować kasztanową aleją. Na przykościelnym cmentarzu, w ciszy i zadumie, zastanowić się nad przemijaniem, odpocząć przy smagnięciach rześkiego wiatru nad brzegiem jeziora i pluskającym rybim tańcu.
Zrobiłam to i poczułam się dobrze. Zrozumiałam jednak, że coś przeminęło bezpowrotnie i pozostał lekki żal i tęsknota za tymi, co stworzyli to piękne miejsce, a potem – odeszli.

Ktoś zapragnął przywrócić pierwotny stan dworku (trwają tam prace remontowe). Kilkoro pasjonatów postanowiło kontynuować, niegdyś przerwane, spotkania przy muzyce, organizować konkursy literackie, wernisaże, spotkania z autorami, naukowcami i biznesmenami. Owi pasjonaci, to obecnie działający Salon Artystyczny im. Jackowskich, który podjął, przerwaną niegdyś, tradycję spotkań. Właśnie mija piętnaście lat od momentu, kiedy powstał za sprawą D. Wąsowskiej- Tomawskiej, z pomocą Jerzego Grupińskiego i Barbary Lempki. Początkowo spotkania odbywały się w Pobiedziskach-Letnisku, później także w pałacu w Pomarzanowicach – rodzinnym domu Jackowskich. Współtwórcą Salonu jest Klub Literacki działający przy Piątkowskim Centrum Kultury „Dąbrówka" w Poznaniu, którego opiekunem jest Jerzy Grupiński.
W Salonie gościli m.in. Hanka Bielicka, Stanisław Brejdygant, Kira Gałczyńska, Adam Hanuszkiewicz, Krzysztof Meyer, Małgorzata Musierowicz. W 150 rocznicę śmierci Fryderyka Chopina odbyła się impreza pt. „Stary szpinet, stary dwór...", podczas której rozbrzmiewały utwory Bacha i Mozarta w realizacji pianistów: Andrzeja Tatarskiego i Zofii Mikołajczyk oraz w wykonaniu śpiewaczki Anny Karasińskiej.
Działalność literacka Salonu skupia się wokół konkursów poetyckich i prozatorskich (o Maksymilianie Jackowskim, „Wiersz o moim mieście", „Opowieści babci, dziadka..."). Salon Artystyczny promuje książki: D. Wąsowskiej-Tomawskiej „Zza cieni i obłoków" (2004), „Smuga i promień" (2007) „Ślad stopy" (2008); Barbary Tylman „Zamknięte w przestrzeni" (2004); Krystyny Wojciech-Ratajczak „Krople" (2005), „Cisza czysta jak śnieg, kruk w locie" (2009); Mai Makosz „Kochać ten świat" (2007); Tadeusza Stirmera „Na ścierwisku" (2007); Agnieszki Mąkini „Ponad wodami" (2009).

*
- Zobacz, jak zza drzew wygląda na drogę jakiś budynek. To pewnie ten dworek, którego szukamy. O, tu jest brama w murze. Wejdźmy i obejrzyjmy go z bliska, zrobię kilka zdjęć.
- Chodźmy stąd, przecież jest zamknięte i do tego napisano, że budynek jest pod opieką firmy ochroniarskiej. Przepędzą nas stąd – wydawał się zrezygnowany i pokonany, dał za wygraną tylko przez jedną zamkniętą furtę! Ach, ta dzisiejsza młodzież! Brakuje jej żyłki poznawczej, ducha emocjonującej przygody i odrobiny sprytu. Przejechaliśmy około 80 km i teraz mamy dać za wygraną? O nie!
- Idziemy dalej. Tam jest otwarta brama, może z tego podwórka dostaniemy się do dworku. Musi być gdzieś przejście.
- No, coś ty! Chcesz tak komuś chodzić i przeszkadzać?
- Widzisz te zabudowania? To nie jest dom, to były kiedyś pomieszczenia miejscowego koła rolniczego lub PGR-ów. Tam dalej mieszkają ludzie, ale ich nie będziemy niepokoić, pójdziemy tylko wzdłuż muru i zobaczymy. Zobacz ile gęsi! – kłębiły się hałaśliwie za ogrodzeniem, zapach pierza i amoniaku stał się ostrzejszy. Obok budynków stoją nieużywane sprzęty i pojazdy rolnicze, mnóstwo zardzewiałego żelastwa.
- Wracamy, tutaj niczego nie znajdziemy, mur jest solidny i z tej strony go nie sforsujemy. Jeszcze nie dałaś za wygraną? Którędy teraz chcesz iść? A może chcesz przeskoczyć ten mur i ja mam ci w tym pomóc? – wątpliwość w jego głosie podyktowana została obawą przed tym, co zmierzyły jego oczy – moja waga. Taki szesnastoletni szczypiorek mógłby mieć lekki problem z trochę ponad sześćdziesięciokilogramowym ciężarem na barkach.
- Może nie będzie takiej potrzeby, ale kto wie...
Ruszyliśmy dalej wzdłuż muru, idącego tuż przy drodze. Mur się skończył, dalej jest podmurówka, a na niej żelazne pręty ogrodzenia, wreszcie piękna niegdyś brama, teraz zżerana przez rdzę. Oplata ją winobluszcz, niczym pled, mający chronić przed okrutnym zębem czasu i ciągnie się dalej, wysuwając swe liczne ramiona wzdłuż ogrodzenia, aby urwać się nagle. Podeszliśmy bliżej zaciekawieni i ... jest! Koniec ogrodzenia. Zaczęły się leśne ostępy. Może niegdyś był to przepiękny park, teraz wśród pokrzyw i dzikich krzewów jest ledwie widoczna ścieżka prowadząca ni mniej ni więcej tylko do samego dworku.
- Widzisz, nie rezygnując przemy cały czas do przodu i osiągamy zamierzony cel – promieniałam uczuciem zwycięstwa.
- Fakt, ale mogę się założyć, że i tak pocałujemy klamkę i nie zobaczymy wnętrza dworku – tutaj miał rację. Nie zamierzałam taranować drzwi. Nie niszcząc niczego, obeszliśmy cały dworek. Dachówka jest wymieniana, przywieziono żwir i czerwone pustaki. Znak to, że zabytek zostanie uratowany przed całkowitym zniszczeniem i zapomnieniem. Póty jesteśmy w pamięci potomnych, póki istnieją po nas świadectwa minionych epok.   
Za jakiś czas będzie to całkiem piękny dworek i mam nadzieję wrócić tutaj, aby posłuchać muzyki Chopina, Bacha, Mozarta, Czajkowskiego, wierszy poetów, może obejrzeć spektakl teatralny, posłuchać szumu drzew i poczuć rześki zapach jeziora wronczyńskiego.
- Wracamy do domu?
- Tak, wracamy do naszego domu. Najważniejsze, że jest zamieszkały i ktoś w nim czeka.