Wojciech Kawiński - Wiersze

Przypadki domowe

Nauczyłem się milczeć po ciemku,
wiedzę dzisiaj
jasno, że
trzeba było inaczej;

bo wargi dążą do porównań,
wściekłość do zaniechania,
bez-senność
do spania.

Nikt mnie już nie nauczy
gdzie szukać,
wrzuconych w głąb przepastną
kluczy.

Jeden z kilku

Mój mistrz
był niski, krępy
bardzo oczytany, nieco
gburowaty

Nie pił wódki, wolał
bary mleczne i księgarnie,
które odwiedzał częściej,
niż wspominał kobiety swego życia

Ono zatoczyło krąg, od chudej
wioski, poprzez stolicę Małopolski
aż po Paryż, Albanię
i kilka pomniejszych miast

Pisał, w chorobie i zdrowiu,
nieustępliwie recenzował klasyków
i lepszych od siebie równolatków,
nie godził się na

Pierwszorzędną drugorzędność, takich
jak ja szaraków traktował
z surową pobłażliwością, po
skrzypiących schodach

Wędrował codziennie do swego
pokoju, miał 78 lat, cukrzycę
i gorycz w sercu, które nie nadążało
wobec amplitudy przemian



Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora