JAN BURAKOWSKI - KONSTANTYCH FATALNE ZAUROCZENIE POLSKOŚCIĄ.

W XIX i XX wieku dwu wybitnych Rosjan o imieniu Konstanty miało „romanse" z polskością. Różniło ich bardzo wiele, ale i łączyły istotne podobieństwa. Ich miłością było wojsko, odczuwali sympatię do Polski i starali się – jak umieli – działać na jej rzecz, chcieli „wrosnąć" w Polskę. Wreszcie na zakończenie tych „romansów" czekało ich odrzucenie przez Polaków, klęska polityczna i rozczarowanie osobiste. Upoważnia to autora do ich „zamknięcia" w jednym szkicu. 1. Pierwszy z naszych bohaterów to Konstanty Pawłowicz Romanow – Wielki Książę, drugi z kolei syn cesarza Rosji Pawła I (1796-1801). – Paweł I został carem trochę z przypadku. Katarzyna II, jego matka, była przekonana, nie bez racji, że Paweł  nie nadaje się na władcę i upatrzyła na spadkobiercę korony carskiej swego wnuka, najstarszego syna Pawła – Aleksandra. Katarzyna zmarła jednak nagle, bez sporządzenia formalnego aktu wyznaczającego następcę. Władzę objął więc naturalny następca, Paweł, człowiek niezrównoważony, niekonsekwentny, pełen kompleksów i sprzeczności tak w życiu osobistym jak i (co gorsze) w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Rychło wywołał niechęć szlachty, możnowładztwa, wojska i duchowieństwa i po pięciu latach rządów został zamordowany przez spiskowców pod wodzą hrabiego Piotra Pahlena (zapewne nie bez milczącej zgody najstarszego syna Pawła Aleksandra, następcy tronu). Nieudany władca miał jednak liczne i bardzo udane potomstwo - piękne córki i czterech synów, z których dwaj, najstarszy i trzeci w kolejności, rządzili imperium rosyjskim ponad pół wieku (dokładnie 54 lata – Aleksander I w latach 1801-1825, a Mikołaj I w latach 1825-1855).
Drugi w kolejności syn Pawła, Konstanty, bardzo różnił się od swoich braci – tak fizycznie jak i strukturą psychiczną. Aleksander, Mikołaj i Michał byli bardzo przystojnymi mężczyznami (Aleksander I i Mikołaj I uchodzili wręcz za najprzystojniejszych monarchów Europy swoich czasów), byli inteligentni, pracowici i pragnęli być władcami. Konstanty natomiast był urody raczej przeciętnej i przejął wiele negatywnych cech swego ojca – był porywczy i niekonsekwentny w działaniu, kochał wojsko i ceremoniały wojskowe, choć inteligentny nie przykładał się zbytnio do nauki. Nie sposób jednak uznać go za nieuka lub matołka. Po spartańskim wychowaniu pod okiem Katarzyny II posiadał sporo wiedzy i umiejętności, namiętnie zgłębiał wiedzę o wojsku i mówił swobodnie 5 językami (rosyjski, grecki, francuski, niemiecki, polski). A przede wszystkim od dziecka odczuwał niechęć do władzy monarszej. Już jako małe dziecko powtarzał często: „On (Aleksander) będzie cesarzem, a ja gwardyjskim doboszem". I władcą nie został choć miał na to kilkakrotnie szanse – niespełnione także z jego woli.
Babka, Katarzyna II, wiązała z Konstantym, od chwili jego urodzin, swe wielkie rodzinno-polityczne marzenie – odtworzenia cesarstwa greckiego (bizantyjskiego) z dynastią rosyjską. Stąd imię dziecka. Gdy otrzymała widomość o urodzinach drugiego syna Pawła, rozpromieniona oświadczyła: „Przed paru godzinami urodził się przyszły władca Konstantynopola. Na imię mu będzie Konstanty, a moi generałowie i feldmarszałkowie niech myślą o tym, jak zdobyć Konstantynopol (…). Dla uczczenia tak radosnej chwili niech działa twierdzy Pietropawłowskiej dwunastu salwami obwieszczą radosną wieść, mam już drugiego wnuka, następcę Paleologów".
Cesarzem bizantyjskim Konstanty nie został – z winy generałów i feldmarszałków, którzy, mimo wielu sukcesów w wojnach z Turcją, nie zdołali zdobyć Konstantynopola. Ale nie tylko z ich winy – także przeciwdziałania innych mocarstw europejskich, które chroniły Turcję przed ostatecznym pogromem, by nie dopuścić do nadmiernego wzrostu potęgi Rosji. Później zgłaszano wiele razy propozycję włożenia na głowę Konstantego korony polskiej. W 1787 r. król Stanisław August chciał go usynowić i wyznaczyć na dziedzicznego władcę Polski, propozycję tę ponowił w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej. W 1807 r., po utworzeniu Księstwa Warszawskiego, Napoleon proponował by dziedzicznym władcą tego państwa został Konstanty. Podobne propozycje zgłoszono po pokonaniu Napoleona i utworzeniu Królestwa Polskiego („Kongresowego"). Do wszystkich tych propozycji Katarzyna II, a później Aleksander I odnieśli się z rezerwą, gdyż sprzyjało by to zachowaniu suwerennego państwa polskiego. Realizacji tych pomysłów, a później objęciu tronu carskiego nie sprzyjała w późniejszych latach także sam Konstanty. Wręcz przeciwnie. W 1825 r., po przedwczesnej śmierci Aleksandra I mógł bez przeszkód wstąpić na tron carski. Rosyjskie elity polityczne odnosiły się z rezerwą do kolejnego pretendenta do tronu, Mikołaja, a Konstanty był w Rosji popularny, wręcz lubiany. W czasie wojen napoleońskich (szczególnie pod Austerlitz i w kampanii 1812-1813 r. wykazał się odwagą, troską o podległych mu żołnierzy i wielu rozsądnymi decyzjami. Był m. in. pomysłodawcą organizacji w armii rosyjskiej pułków ułańskich (lekka jazda), które sprawdziły się w działaniu. Po niespodziewanej śmierci Aleksandra I (1.XII.1825 r.), pośpiesznie przysięgę na wierność Konstantemu, jako cesarzowi, złożyły: Rada Państwa, Senat i jednostki wojskowe w całym imperium (poza Królestwem Polskim, gdzie im tego zabronił sam Konstanty). Nawet więc w przypadku chęci Mikołaja sięgnięcia po tron, przewaga leżała po stronie jego starszego brata. Lecz również Mikołaj złożył Konstantemu przysięgę wierności. Jednak Konstanty stanowczo odżegnał się od przyjęcia korony. Już w 1822 r. wręczył Aleksandrowi I pismo abdykacyjne, a gdy po jego śmierci otrzymał od rosyjskiego ministra sprawiedliwości przesyłkę zaadresowaną „Jego Cesarska Mość Konstanty I", rozkazał ją, nierozpieczętowaną, odesłać do Petersburga „do właściwego adresata" – tj Mikołaja. Żonie Joannie oświadczył: „Bądź spokojna, nie będziesz panować". Po blisko miesięcznym bezkrólewiu i stanowczej odmowie Konstantego władzę więc objął Mikołaj. Decyzję tę przyśpieszyło wojskowe powstanie dekabrystów (25 grudnia 1825 r.) wymagające zdecydowanych działań ze strony władz (na marginesie: dekabryści również popierali Konstantego, ich głównym hasłem było: „Konstanty i konstytucja"). To bardzo rzadko spotykany w historii przypadek, gdy dwaj pretendenci do korony wielkiego mocarstwa wzdragają się ją przyjąć.
Koniec końców Konstanty, po utworzeniu decyzjami Kongresu Wiedeńskiego Królestwa Polskiego (1815), mianowany został wodzem naczelnym armii Królestwa z bardzo szerokimi kompetencjami, a równocześnie wodzem Korpusu Litewskiego (wojska rosyjskie rekrutowane na terenach zaboru rosyjskiego poza Królestwem). W lipcu 1819 r. Aleksander I powierzył mu także zwierzchnictwo nad zarządem cywilnym guberni zachodnich (korespondencja urzędowa z tych guberni kierowana była nie do Petersburga, a do Warszawy). W tzw. „guberniach zabranych", podobnie jak w Królestwie językiem urzędowym i w szkolnictwie był polski, także system prawny kontynuował stan przedrozbiorowy (statut litewski obowiązywał tam aż do roku 1840). W tej sytuacji Królestwo Polskie i ziemie przyłączone do Rosji po II i III rozbiorze tworzyły, mimo dzielącej je granicy, jednolity polski obszar językowo-kulturalny, a częściowo i administracyjny, co miało dla trwania i rozwoju polszczyzny ogromne znaczenie. W cesarstwie rosyjskim ale na polskim uniwersytecie (Wilno) uczyli się Adam Mickiewicz i cała plejada koryfeuszy literatury i nauki polskiej. A Konstanty był faktycznie wicekrólem rozległych ziem zachodnich cesarstwa. To częściowe odrodzenie Polski po zaborach wydawało się ówczesnym Polakom wręcz cudem. Mógł więc Alojzy Feliński, w pierwszą rocznicę utworzenia Królestwa Polskiego (1816), napisać z pełnym przekonaniem hymn sławiący nie cara ale króla polskiego Aleksandra, którego refren brzmiał: „Przed Twe oblicze zanosim błaganie/Naszego Króla zachowaj nam Panie". I chyba dobrze, że autor nie dożył (zmarł w 1820 r.) dnia (a nadszedł on już po 15 latach), gdy jego pieśń, po wielu przeróbkach, stała się wołaniem o przywrócenie Polski z wydźwiękiem antyrosyjskim.
Królestwo Polskie otrzymało konstytucję najbardziej liberalną w całej ówczesnej Europie. Nadspodziewanie pomyślnie rozwijało się w nim (a także w guberniach zabranych") szkolnictwo (4 wyższe uczelnie) - w Warszawie, Kielcach i Wilnie i życie kulturalne. Mimo zniszczeń wojennych, po kilku latach niepowodzeń, od 1820 roku zaczęła się także dynamicznie rozwijać gospodarka pod kierownictwem ówczesnego ministra skarbu księcia Ksawerego Druckiego-Lubelskiego. Nowe państwo, prawie suwerenne, było, tworem bardzo udanym, o dużych perspektywach rozwojowych, nawet  z nadzieją na poszerzenie terytorium o gubernie zachodnie Cesarstwa, z którymi tworzyła już, jak wspomniano wyżej, jednolitą przestrzeń językową i kulturalną. Wielki Książę Konstanty, „wicekról" z biegiem lat poczuł się bardziej Polakiem niż Rosjaninem (biegle mówił po polsku) i wyrażał nadzieję, że przeżyje nad Wisłą do śmierci, otoczony, jeśli nawet nie miłością to szacunkiem Polaków.
Konstantego z Polską i Polakami łączyła nie tylko sprawowana funkcja  i zamieszkanie w Warszawie. Od dawna fascynowały go także… Polki.
Życie osobiste wielkiego Księcia przez długie lata nie było udane, równie niestabilne, jak i jego charakter. Ożeniony wcześnie (miał wtedy 19 lat) przez ojca z księżniczką sasko-koburską Julią Henriettą Augustą (po przejściu na prawosławie przechrzczoną na Marię Fiodorownę), mimo urody i raczej miłego usposobienia żony, rychło przestał z nią obcować. Wdawał się w przelotne miłostki, a żona nie pozostawała mu dłużna – stała się niemal oficjalną kochanką księcia Konstantego Czartoryskiego (brata znanego z historii Polski księcia Adama). W 1800 roku Wielki Książę poważnie zakochał się w księżniczce Helenie Lubomirskiej, dla której nawet polecił wykonać swój portret w stroju …kościuszkowskiego kosyniera. Lubomirscy jednak, mimo przychylności córki dla Księcia, nie pozwolili by ich córka została kochanką Konstantego bez widoku na małżeństwo (był przecież ciągle żonaty). Po trzech latach zapałał miłością do innej polskiej księżniczki Janiny Czetwertyńskiej zwanej Żanetą, ale i tu spotkało go, mimo przychylności panny, niepowodzenie. Przeszkody były istotne. Siostra Janiny, Maria, po mężu księżna Naryszkina, była oficjalną metresą starszego brata Konstantego – Aleksandra, teraz już cara. Jednoczesny romans dwu braci z dwiema siostrami to było zbyt wiele, nawet jak na bardzo liberalne obyczajowo stosunki na dworze petersburskim. Mimo przychylności Żanety car nie pozwolił więc Konstantemu na związek z Żanetą. Po tych niepowodzeniach z Polkami, Konstanty nawiązał trwały związek z urodziwą Francuzką, Józefiną Friedrichs, żoną feldjegra. Przetrwał on 11 lat, a jego owocem był udany syn Paweł, który później otrzymał tytuł hrabiowski i nazwisko Aleksandrow (na cześć starszego brata Konstantego). Okazało się jednak, że fascynacja Konstantego Polkami nie wygasła. Wkrótce po zainstalowaniu się w Warszawie dobiegający 40-tki Konstanty zwrócił uwagę na Joannę hrabiankę Grudzińską. Trudno ganić jego wybór – Wszystkie trzy siostry Grudzińskie były udane, ale Joanna była z nich chyba najbardziej pociągająca. Książę Piotr Wiaziemski – rosyjski poeta, polonofil blisko związany ze środowiskiem warszawskim – tak ją scharakteryzował w liście do przyjaciela: „Nie była piękna, lecz piękniejsza od każdej piękności. Jasne, gęste włosy, niebieskie, pełne wyrazu oczy, miły, pociągający uśmiech, słodki, dźwięczny głos, gibki stan i jakaś świeżość moralna i czystość – wszystko to zlewało się w harmonijną całość zupełnie swoistego rodzaju". Konstanty zabiegał o jej względy kilka lat i „zapłacił" za nią cenę wysoką. – Wymusił na bracie – carze zgodę na rozwód z Marią Fiodorowną (które od 1801 roku mieszkała w Niemczech) i na małżeństwo z „poddanką" w zamian za zrzeczenie się praw do tronu i klauzulę, że ewentualne dzieci z małżeństwa z Joanną, kobietą nie należącą do żadnego domu panującego, nie będą miały praw do tronu rosyjskiego (małżeństwo morganatyczne). Co więcej, Konstanty nie wymagał od Joanny, żarliwej katoliczki przejścia na prawosławie. Ślub tej pary był aż potrójny; cywilny, katolicki i prawosławny.
Wszystko wskazuje na to, że małżeństwo to było bardzo udane, choć bezdzietne i oboje małżonkowie byli szczęśliwi. Joanna – inteligentna, miła, bezkonfliktowa i utalentowana muzycznie, bardzo szybko zdobyła wielką sympatię rodziny carskiej. Bardzo ją lubiła carowa – matka, Aleksander I, a później Mikołaj I, w czasie pobytów w Warszawie spędzali z nią wiele czasu, przesyłali upominki z Petersburga i wyjazdów zagranicznych. Najmłodszy z braci, Wielki Książę Michał często przebywał w Warszawie. Joanna, z gruntu apolityczna i brzydząca się intrygami, nie zamierzała wpływać na poczynania polityczne męża i układy personalne. Łatwo natomiast dostrzegalny był jej pośredni wpływ na męża. Po roku 1820, stopniowo wyzbywał się gwałtowności, wykazywał więcej rozwagi, otrzymywane raporty, informacje i donosy uważnie analizował a przed podjęciem decyzji radził się osób kompetentnych. Mniej wyżywał się w paradach wojskowych i mustrze a za to często wizytował szpitale i wojskowe izby chorych, opiekował się chorymi i zwalnianymi ze służby weteranami. Poziom służby zdrowia w wojsku osiągnął bardzo wysoki poziom, podobnie zaopatrzenie i wyposażenie wojska. Nie tylko Konstanty uważał, że wojsko Królestwa jest jedną z najlepszych armii europejskich. Jak relacjonowali współcześni, Konstanty nie wyzbył się do końca swych dziwactw ale przybrały one bardziej sympatyczną formę.
Konstanty reprezentując Królestwo Polskie i gubernie zachodnie, starał się, ze znacznym powodzeniem, chronić je przed unifikacyjnymi zakusami dworu petersburskiego, reprezentowanego w Radzie Stanu Królestwa przez komisarza carskiego Mikołaja Nowosilcowa. Bagatelizował rolę młodzieżowych tajnych organizacji, wojskowych i uniwersyteckich, popierał niezwykle pobłażliwe wyroki sądów i decyzje Sejmu Królestwa budzące zastrzeżenia Petersburga, sprzeciwił się udziałowi armii Królestwa w wojnie rosyjsko-tureckiej lat 1828-1829.
Tak więc lata 20-te były tak dla Królestwa jak i rodziny Wielkiego Księcia okresem bardzo pomyślnym. Nic nie zapowiadało burzy a tym mniej katastrofy. Wybuch Powstania Listopadowego był więc dosłownie gromem z jasnego nieba – niezrozumiałym dla rządu Królestwa, Konstantego i Petersburga. To niezrozumienie zagrożenia trwało długo po „nocy listopadowej", wszystkie ośrodki decyzyjne łudziły się, że jest to nieodpowiedzialny wybryk młodzieży który rychło zostanie opanowany. Można było się tak łudzić, bo przecież przeciwnikami konfrontacji z Rosją była nie tylko elita polityczna – generalicja i wszyscy czołowi przedstawiciele władz Królestwa, lecz także ogół społeczeństwa.
Co sprawiło zatem, że ten wyskok młodzieżowy, rzeczywiście skrajnie nieodpowiedzialny, dość nieporadnie przygotowany i pozbawiony wizji przyszłości, miał przybrać wymiar apokaliptyczny, przekształcić się w jedną z najkrwawszych wojen XIX-wiecznej Europy o rozległych skutkach politycznych. – Przyczyn było wiele – tak o charakterze ogólniejszym jak i właściwym tylko Królestwu a ogromną rolę odegrały też przypadki. Po pierwsze lata 20-te XIX wieku przesycone były „atmosferą rewolucyjną", będącą efektem idei Rewolucji Francuskiej i ustaleń Świętego Przymierza mocarstw europejskich po pokonaniu Napoleona – usiłujących powstrzymać rozwój idei rewolucyjnych i demokratycznych. Spiski, bunty, rewolucje wstrząsają w tym okresie całą Europą – od Portugalii po Rosję (powstanie dekabrystów 1825 r.). Od tej „atmosfery" nie była wolna i Polska. Wręcz przeciwnie – styk kwestii narodowej z walką o przemiany demokratyczne i postęp społeczny – sprawiły, że grunt Polski był dla ruchu o wolność, bardzo żyzny. Maurycy Mochnacki w swych wspomnieniach pisze, że „duch rewolucji był naturą w powietrzu Polski". Drugą przyczyną była konstytucja Królestwa Polskiego – bardzo na swoje czasy liberalna i niezbyt precyzyjnie określająca kompetencje władzy ustawodawczej (Sejm), wykonawczej (rząd) i sądowniczej. Prowadziło to do długotrwałych sporów, przekształcających się niekiedy w działania bliskie szlacheckiej anarchii Polski przedrozbiorowej (działalność środowiska tzw. „kaliszan"). Trzecią przyczyną było przekonanie, nie tylko rządu ale i wszystkich elit Królestwa, że Królestwo Polskie i jego demokratyczny ustrój są tak wielkimi wartościami dla Polaków, że nikt nie odważy się ich naruszyć. Stąd zadziwiająco pobłażliwe traktowanie przez sądy i rząd Królestwa nielegalnych organizacji uważanych za niegroźne, młodzieżowe wybryki. Sprzyjało to krzewieniu się „antyreżymowego" podziemia. Za taki rozwój sytuacji niemałą część odpowiedzialności ponosi osobiście Wielki Książe Konstanty ciągle bagatelizujący spiski i proszący Petersburg o wyrozumiałość wobec ich członków. Czwartą przyczyną, bardzo istotną bo bezpośrednią, była sytuacja w armii polskiej, o cechach schizofrenicznych. Konstanty stworzył dość dużą (40 tysięcy żołnierzy), doskonale wyposażoną i wyszkoloną armię, zapewnił też jej dopływ kwalifikowanych kadr przez rozbudowę szkolnictwa wojskowego (ze Szkołą Podchorążych w Warszawie na czele). Doceniała to generalicja i wyżsi oficerowie ale wśród młodszej kadry oficerskiej nastroje był wrogie Konstantemu. Z jakiego powodu? Nie tylko z uwagi na wypadki poniżania młodych oficerów przez Księcia (te miały miejsce głównie w latach 1815-1820). Przede wszystkim z ograniczonych możliwości awansowania podchorążych. Etaty w armii Królestwa szybko zostały zapełnione a przerost szkolnictwa wojskowego sprawił, że brak było możliwości zatrudnienia absolwentów. Młodzi ludzie, zamiast już po roku podchorążówki trafiać do jednostek, po 3-4 latach „kisili się" w szkole, co sprzyjało nastrojom buntu i spiskom. A za winnego braku perspektyw zatrudnienia podchorążowie winili wodza naczelnego, tj. Konstantego, i generalicję. Potwierdziła się stara, niehumanitarna, prawda, że najlepszym sposobem rozwoju wojska i utrzymania jego morale jest wojna. Okazało się, że z tego punktu widzenia, udział wojska polskiego w wojnie rosyjsko-tureckiej, związany ze śmiercią wielu młodych oficerów i awansami, byłby dla popularności Wielkiego Księcia korzystny. Piątą i szóstą przyczyną sprzyjającą przekształcaniu się spisku w powstanie narodowe, była jakobińska determinacja spiskowców i szybkie zdobycie przez nich, przy wsparciu ludu warszawskiego (a ściślej młodzieży rzemieślniczej i studenckiej), arsenału ze znaczną ilością broni. Spiskowcy rozpoczęli działanie od próby zabójstwa Konstantego i zabicia wielu generałów z kierownictwa ministerstwa wojny i dowódców jednostek odmawiających akcesu do ruchu. Ślepy, krwawy terror i zabójstwa, dość przypadkowe, musiały wiązać się z odpowiedzialnością sprawców. A po opanowaniu Arsenału w ręce młodzieży trafiło kilkanaście tysięcy karabinów i wielka ilość amunicji, co sprawiło, że stłumienie ruchu siłą już po dwudziestu czterech godzinach musiało się wiązać z walkami i śmiercią wielu ludzi. Członkowie rządu, Senatu i Sejmu mieli powody przypuszczać, że w przypadku wyraźnego potępienia ruchu, spotka ich los opornych generałów a rządy przejmie ulica. Siódmą wreszcie i chyba decydującą przyczyną było przekonanie Konstantego, że jest to jednak tylko ruchawka, rząd zdoła sam opanować sytuację i nie wolno tłumić ruchu siłą a szczególnie włączać do walki oddziałów wojska rosyjskiego. Polecił on wycofać z Warszawy wojska rosyjskie a co więcej zabronił generałom polskim, wiernym sobie, w pierwszych dniach powstania jakichkolwiek akcji przeciw spiskowcom (nawoływał do nich m.in. gen. Wincenty Krasiński, bohater wojen napoleońskich, ojciec jednego z trzech wieszczy – Zygmunta Krasińskiego).
Mijały tygodnie a potem i miesiące bez wojskowej riposty rosyjskiej. We władzach Królestwa coraz większe wpływy uzyskiwali młodzi rewolucjoniści i zmieniały się nastroje ogółu społeczeństwa. Miejsce osłupienia i potępienia zajęły euforia patriotyczna i nadzieja, że spełni się cud i Polska „kongresowa" choć mała i otoczona mocarstwami, bez rozlewu krwi odzyska pełną suwerenność. Cud jednak nie nastąpił.
Po wkroczeniu wojsk rosyjskich w granice Królestwa (6 lutego 1831 r.) już po kwartale (klęska głównych sił polskich pod Ostrołęką, 26 maja) sytuacja militarna powstania staje się beznadziejna a kryzys państwa pogłębiały niesnaski wśród elit politycznych i brak zdecydowanych działań. Niepowodzenia wojska polskich, mimo świetnego jego wyszkolenia i wyposażenia, przyśpieszyło nieudolne dowództwo i oportunizm kolejnych wodzów naczelnych (J. Chłopicki, M.G. Radziwiłł, J. Skrzynecki, H. Dembiński) z których żaden nie wierzył nie tylko w możliwość zwycięstwa ale i sens powstania. Zginęło ok. 40 tys. żołnierzy polskich, zbliżona ilość osób opuściła kraj po klęsce powstania i udała się na emigrację. Ubytek „z dnia na dzień" ok. 2 % ludności kraju i to w zdecydowanej większości młodych mężczyzn i elit polityczno-kulturalnych, to już olbrzymia strata. Ale nie była to strata jedyna. Wziętych do niewoli żołnierzy Królestwa wcielono do armii rosyjskiej i wysłano na Kaukaz (walki z Czerkiesami i Czeczenami). Zmniejszono autonomię Królestwa, zlikwidowano uniwersytety polskie w Warszawie i Wilnie oraz szereg innych szkół i instytucji, skonfiskowano ok. 10 % posiadłości ziemskich a majątki powstańców przekazano w ręce generałów rosyjskich i polskich wiernych Carowi (był wśród nich wspomniany wyżej gen. Wincenty Krasiński). Powstanie stanowiło także wygodny pretekst dla Prus i Austrii do ograniczenia autonomii na zagrabionych przez te państwa ziemiach polskich i wzmożenia germanizacji. Bezsens i szkodliwość powstania widzieli już współcześni historycy. Paweł Popiel, galicyjski polityk i publicysta, sam w młodości uczestnik powstania, tak lapidarnie zrekapitulował jego skutki w swoich „Pamiętnikach 1807-1892": „Ci, co podpalali na znak ruchu szopę na Solcu, nie wiedzieli, że podpalają również byt Królestwa i wojska, Uniwersytetu Warszawskiego i Wileńskiego, szkół krzemieckich i bazyliańskich, statut litewski i sądownictwo na ziemiach zabranych". A brytyjski historyk Norman Davies pisze: „Tragedia Powstania Listopadowego leży w fakcie, że było ono całkiem niepotrzebne (…) wydarzenia 1830-1831 były poprzedzone okresem, w którym główna część narodu polskiego cieszyła się większą swobodą niż w jakimkolwiek innym okresie rozbiorów".
Olbrzymie straty poniosła również Rosja. Śmierć ok. 40 tysięcy żołnierzy i ogromne nakłady materialne osłabiły na wiele lat jej potencjał militarny. Ale bodaj bardziej dotkliwe dla Rosji były straty polityczne. Dostarczyły one kręgom konserwatywnym argumentów, że demokracja nie popłaca i trzeba zaostrzyć reżym policyjny w Cesarstwie. Rosja straciła też sporo międzynarodowego autorytetu moralnego zdobytego po pokonaniu Napoleona.
Okres Powstania to również schyłek życia Wielkiego Księcia Konstantego – tragiczny pod każdym względem. Jak wspomniałem już wyżej, zabronił on podległym sobie wojskom rosyjskim i polskim ataku na powstańców i zwolnił z podległości sobie oddziały polskie. Po kilkudniowym pobycie w Wierzbnie pod Warszawą, rozpoczął odwrót z Królestwa, mając nadzieję, że Polacy sami uporają się z problemem. Ciągle przekonywał brata – cara, że to młodzieńczy wybryk i prosił o wspaniałomyślność wobec Polaków. 9 grudnia 1830 r. pisał do Mikołaja I: „Jeszcze raz polecam Waszym względom zabłąkany naród, który nie jest winien w całości (…). Litości dla nich, drogi i nieoceniony bracie i wyrozumiałości dla wszystkich – oto błagania brata, który miał nieszczęście poświęcić lepszą część swojego życia na zorganizowanie armii, która teraz zwraca oręż przeciw swojej Ojczyźnie".
Wycofujący się powoli ku granicy Królestwa Konstanty był żegnany godnie a nawet z żalem przez władze wojewódzkie i powiatowe oraz polskich dowódców wojskowych. I jemu i Joannie okazywano wiele sympatii. Mimo zamachu na swoje życie nie odczuwał nienawiści do Polaków. 6 grudnia zwierzał się Księżnie Izabelli Czartoryskiej w Puławach, że nie może zrozumieć nienawiści Polaków, bo starał się działać na ich rzecz, sam czuje się raczej Polakiem niż Rosjaninem i miał nadzieję, że będzie nad Wisłą żył do śmierci. „Moja kariera na zawsze skończona, nie ma świecie wdzięczności". Tragedię Konstantego pogłębiała ciężka i nasilająca się choroba żony (serce, nerwy). Nie śpieszył się do Petersburga, świadomy, że Rosjanie obwiniają go o fatalne rozegranie spraw polskich. Dłużej zatrzymał się w Witebsku, z uwagi na zły stan zdrowia żony. Ciężkie dni Konstantego przerwała niespodziewana śmierć. 5 czerwca zachorował na cholerę i zmarł 22 czerwca 1831 w wieku 52 lat. Żona przeżyła go tylko o pół roku. Przewidywała: „Nie przeżyję rocznicy tej strasznej nocy warszawskiej"; zmarła dokładnie w rocznicę powstania – 30 listopada 1831 r., krótko po północy. Oboje pochowani zostali z monarszym ceremoniałem – on w Petersburgu, ona w podziemiach katolickiego kościoła w Carskim Siole.
Wielki Książę Konstanty spotkał się jako polityk z jednoznacznie negatywną oceną historiografii - tak polskiej, jak i rosyjskiej. Polacy upatrują w nim jedną z zasadniczych przyczyn wybuchu powstania, z uwagi na rozbudowę policji i tajnych służb w Królestwie oraz niewłaściwe traktowanie oficerów. Rosjanie twierdzą, że bagatelizowanie przez Konstantego spisków w Królestwie a następnie jego brak zgody na szybkie i radykalne rozprawienie się ze spiskowcami było przyczyną przekształcenia się ruchu nielicznej grupki spiskowców w powstanie narodowe. Zarzuty jednej i drugiej strony należy uznać za zasadne, z tym tylko zastrzeżeniem, że postępowanie Konstantego wobec oficerów było przyczyną drugorzędną. Niewątpliwe jest natomiast, że Wielki Książę nie posiadał cech niezbędnych dla wybitnego polityka i władcy: umiejętności rozważnego i godnego postępowania na co dzień, konsekwencji i determinacji we wdrażaniu swoich zamierzeń a przede wszystkim intuicji politycznej. Natomiast jako człowiek budzi Konstanty współczucie – nie nadawał się na władcę ale musiał nieść jej ciężar z uwagi na urodzenie.

Ważniejsza literatura.
Władysław Bortnowski – Wielki Książę Konstanty i Joanna Grudzińska,  (1961).
Ludwik Bazylow – Dzieje Rosji 1801-1917, ( 1977).
Wielki Książę Konstanty. Zarys biograficzny, (1900).
Tadeusz Łepkowski – Warszawa w powstaniu listopadowym, (1957).
Wacław Tokarz – Sprzysiężenie Wysockiego i noc listopadowa, 1925.
WEPWN t.14.
Enc. Britannica. Micropaedia vol. 3.


2. Biografia drugiego Konstantego, którego połączył nieudany romans z Polską, była zupełnie inna. Inny był też finał tego romansu – nie tragedia osobista i narodowa ale „tylko" osobiste rozczarowanie.
Konstanty Rokossowski urodził się 21 grudnia 1896 r. w Warszawie. Wywodził się ze zdeklasowanego środowiska szlacheckiego. Jego ojciec Polak, pracował jako inspektor na kolei, matka, Rosjanka, również szlachcianka, z domu Owsiannikowa, była nauczycielką w Pińsku. Rokossowscy byli rodziną szlachecką o starych tradycjach, wywodząca się z Wielkopolski. Konstanty wśród swoich przodków miał możnowładców XVI-XVII – wiecznych i oficera Księstwa Warszawskiego. Rokosowscy (przez jedno „s"), z tytułem barona, mieli też włości w okolicach Wielkich Łuk (obwód pskowski) – stąd pomnik Marszałka w Wielkich Łukach i informacje w wielu publikacjach (w tym w Wielkiej Encyklopedii PWN!), że urodził się w Wielkich Łukach. Rodzina mieszkała w Warszawie. Po rychłej stracie rodziców (ojciec zmarł w 1905 r., matka w 1911 r.), Konstanty wychowywał się w majątku swego wuja, ziemianina, a potem w Warszawie u innego wuja, właściciela zakładu kamieniarskiego. Uczył się w Szkole Kupieckiej (przy ul. Świętokrzyskiej), ale naukę przerwał (był to chyba skutek udziału w manifestacjach patriotycznych i robotniczych i związanego z tym uwięzienia na Pawiaku). Potem pracował w zakładzie kamieniarskim należącym do jego wuja, który nawet proponował mu udział w zakładzie – pod warunkiem zdobycia kwalifikacji zawodowych. Jednak nie handel czy też kamieniarstwo miało stać się jego zawodem i powołaniem.
2 sierpnia 1914 r. (w dzień po wypowiedzeniu przez Niemcy wojny Rosji), niespełna 18 – letni Konstanty wstąpił jako ochotnik do wojska idąc w ślady swego starszego brata (5 Kargopolski Pułk Dragonów). Szybko wyróżnił się jako żołnierz. 2-krotnie ranny i 3-krotnie odznaczony za odwagę Krzyżem Św. Jerzego, w 1916 r. awansowany został na kaprala. Po Rewolucji Październikowej związał się z bolszewikami (w partii od 1918 r.) i walczył w Gwardii Czerwonej (później Armia Czerwona). Szybko awansował, już w 1920 r. dowodził pułkiem. Po ukończeniu w 1925 r. Wyższej Szkoły Kawalerii (tu jego kolegą był inny późniejszy słynny dowódca – Georgij Żukow), dowodził kolejno pułkiem, brygadą, dywizją i korpusem kawalerii. Wyróżnił się w walkach na Dalekim Wschodzie, w Mongolii i Mandżurii, pełnił też jakiś czas funkcję doradcy wojskowego przy rządzie Mongolskiej Republiki Ludowej. W 1938 r. oskarżony o szpiegostwo na rzecz wywiadu japońskiego i polskiego, został na 3 lata uwięziony, poddany torturom i skierowany do łagru na Dalekiej Północy. Zwolniony i amnestiowany na osobistą interwencję marszałka Siemiona Timoszenki, ówczesnego komisarza (ministra) obrony ZSRR, w marcu 1940 r. objął dowództwo 9 Korpusu Zmechanizowanego. Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej (22 czerwca 1941 r.) wyróżnił się w walkach obronnych na zachodniej Ukrainie, a następnie pod Jurcewem i Smoleńskiem. Coraz bardziej doceniany, szybko awansował i odegrał istotną rolę w niemal wszystkich najważniejszych wydarzeniach na froncie wschodnim. 16 Armia pod jego dowództwem odegrała decydującą rolę w obronie Moskwy (późna jesień 1941 r.) a dowodzone przez niego Fronty (kolejno: Briański, Doński, Centralny, I Białoruski, II Białoruski) wyróżniły się we wszystkich największych bitwach II wojny: stalingradzkiej, na Łuku Kurskim, białoruskiej, przy forsowaniu Odry i szturmie na Berlin. Był głównym autorem operacji „Bagration" na Białorusi, której efektem było rozgromienie niemieckiej Armii „Środek" (22 dywizje) oraz wyzwolenie Białorusi i wschodniej Polski. W ostatnich dniach wojny błyskotliwym desantem morsko-lotniczym wojska II Frontu Białoruskiego zdobyły duńską wyspę Bornholm, będącą potężnie ufortyfikowaną, kluczową bazą marynarki niemieckiej na Bałtyku. Pod dowództwem Rokossowskiego, w składzie I i II Frontu Białoruskiego, walczyły wojska polskie (I i II Armia Wojska Polskiego). W czerwcu 1944 r. otrzymał tytuł Marszałka ZSRR.
Przez historyków, tak radzieckich, jak i zachodnich, Konstanty Rokossowski uznany został za jednego z najwybitniejszych dowódców okresu II wojny światowej. Czemu zawdzięczał karierę i osiągnięcia wojskowe? Oczywiście dużą rolę odegrała jego wiedza wojskowa i ogromne doświadczenie zdobyte na rozmaitych stopniach dowodzenia. Ale to tylko punkt wyjściowy. Miał wrodzoną intuicję, która pozwalała mu szybko i zdecydowanie podejmować decyzje i w trudnych sytuacjach dostosowywać błyskawicznie działania do zmieniających się okoliczności. Dowodził zdecydowanie a w razie konieczności potrafił twardo bronić swych racji i przeciwstawiać się decyzjom przełożonych, w tym także Józefa Stalina. Równocześnie uważnie wsłuchiwał się w opinie podwładnych, nawet szeregowych. Wysokie wymagania wobec podwładnych łączył z wymaganiami wobec samego siebie. O jego intuicji i umiejętności błyskawicznego dostosowania decyzji do zmieniających się okoliczności, świadczy choćby incydent z wczesnych lat jego kariery wojskowej. W 1918 r. dowodzony przez niego dywizjon kawalerii bez wcześniejszego rozpoznania zaatakował białogwardzistów we wsi Wiktoryńska k/Iszymu (zachodnia Syberia). Okazało się jednak, że we wsi stacjonują poważne siły z artylerią. Powstał zamęt ale przeciwnik, po zorientowaniu się, że został zaatakowany przez niewielki oddział, łatwo mógł pokonać kawalerzystów. Rokossowski zdecydował, z niewielką grupą wybranych kawalerzystów, przypuścić atak na baterię ostrzeliwującą atakujących czerwonogwardzistów i po dotarciu do niej rozkazał dowódcy baterii: „Widzisz Kozaków? Ognia! Będziesz strzelał do nich – daruję ci życie!" Artylerzyści białych odwrócili działa i otworzyli ogień do „swoich" przyczyniając się do ich pogromu. Wieloma podobnymi zachowaniami i decyzjami Rokossowski wykazał się w pierwszych miesiącach wojny z Niemcami, gdy w czasie walki w okrążeniu lub odwrocie od błyskawicznych decyzji zależał los całych dywizji, korpusów i armii. „Wadą" Rokossowskiego był na pewno… nadmiar odwagi, jego osobistej oceny sytuacji na pierwszej linii frontu – nawet gdy dowodził już armiami i frontami. Przypłacił to kilkakrotnymi ciężkimi ranami.              
Konstanty Rokossowski wyróżniał się nie tylko umiejętnościami dowódczymi. Powszechną sympatię budziła jego troska o podwładnych, unikanie niepotrzebnych strat (wcale nie powszechna wśród czołowych dowódców radzieckich), skromność, ujmujący sposób bycia – także w odniesieniu do szeregowych żołnierzy. Osobowość Rokossowskiego harmonizowała z jego powierzchownością – był wysokim, silnym, wysportowanym blondynem o niebieskich oczach i regularnych rysach twarzy. Fascynował kobiety tak w Rosji jak i później w Polsce, ale był wiernym mężem. Marszałek Georgij Żukow, podwładny a potem przełożony Rokossowskiego, tak go charakteryzuje: „Rokossowski był wspaniałym przełożonym. Doskonale znał rzemiosło wojskowe, precyzyjnie formułował zadania, mądrze i taktownie sprawdzał wykonanie rozkazów. Wnikliwie obserwował podwładnych i chyba najlepiej potrafił docenić i popierać inicjatywę podległych mu dowódców. Wiele dawał ludziom, a zarazem umiał uczyć się od nich (…). Bardziej utalentowanego, pracowitego, wewnętrznie zorganizowanego i o większym uroku osobistym wśród naszych dowódców nie spotkałem." Prawnuczka Marszałka, Ariadna Rokossowska, wspomina: „Dziadka uwielbiają weterani wojny ojczyźnianej. Jego wielbiciele, kiedy słyszą moje nazwisko, ustawiają się do mnie w kolejce. Mówią, że był najlepszym z marszałków."
Po zakończeniu działań wojennych, Konstanty Rokossowski mianowany został głównodowodzącym Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej (29 maja 1945 r.), z siedzibą w Legnicy. 6 listopada 1949 r., formalnie na dwukrotnie ponawianą prośbę rządu polskiego, uzyskał obywatelstwo polskie i mianowany został ministrem obrony narodowej Polski ze stopniem polskiego marszałka. Tę propozycję Stalina przyjął bez entuzjazmu. Miał dystans do polityki i chciałby być „zwyczajnym" żołnierzem. Od 1950 roku był także członkiem Biura Politycznego PZPR a w latach 1952-1956 również wicepremierem. Po dojściu do władzy Władysława Gomułki w październiku 1956 r. odwołany został z zajmowanych stanowisk i wrócił do ZSRR (nie zgodził się na pozostanie w Polsce w roli emeryta z dożywotnią pensją marszałka). W ZSRR pełnił następnie szereg odpowiedzialnych funkcji, m.in. wiceministra obrony narodowej (1958-1962), dowódcy Zakaukazkiego Okręgu Wojskowego i głównego  inspektora Armii Radzieckiej. Nigdy nie skarżył się na niewdzięczność Polaków, przekonany, że wartość człowieka określają jego czyny a nie uchwały. Niezbyt elegancko i honorowo zachowała się generalicja polska, przed odjazdem Rokossowskiego do Moskwy. Prywatnie wizyty pożegnalne odważyli się złożyć mu tylko dwaj generałowie  i to młodzi ( w tym podobno Wojciech Jaruzelski). A zdawało się, że „przyjaciół miał tak wielu".
Jakie wrażenia i jaki dorobek pozostawił Rokossowski w Polsce po blisko 11-letnim pobycie? – Po kontaktach osobistych i służbowych – pozytywne. Podwładni i inni znajomi wspominają go jako człowieka łatwego w kontaktach, inteligentnego i dowcipnego, z uwagą wysłuchującego rozmówców. Historycy wojskowości i generalicja polska, także ludzie o zupełnie odmiennej orientacji politycznej, nie przeczą, że przyczynił się wydatnie do rozwoju Wojska Polskiego. Jako minister Obrony Narodowej dokładał starań, by armię polską rozbudować i unowocześnić („przesadził z koni na samochody"), rozbudować jej infrastrukturę militarną, socjalną i szkoleniowo-naukową. Natomiast ocena polityczno-historyczna działalności Marszałka w Polsce, przez polskie ośrodki decyzyjne i środki masowego przekazu, po transformacji ustrojowej, jest miażdżąco negatywna. Rokossowskiemu zarzuca się przede wszystkim: - że reprezentował w Polsce interesy radzieckie i w gruncie rzeczy sprawował kontrolę nad polityką polską z ramienia Moskwy – wręcz był nadzorcą stalinizacji Polski(!), wymuszał na władzach polskich ogromne kredyty na rozbudowę armii i przemysłu zbrojeniowego, co przyczyniło się do kryzysu gospodarczego i społecznego, włączał armię polską w radziecką infrastrukturę militarną, przesycił polskie siły zbrojne i uczelnie wojskowe dowódcami i doradcami radzieckimi, represjonował przedwojennych i przybyłych po wojnie z zachodu oficerów polskich, kierował do pracy przymusowej w górnictwie, w zmilitaryzowanych formacjach, poborowych wywodzących się ze środowisk wrogich reżimowi panującemu w Polsce. Ba, zarzuca mu się nawet, że przenosił wzorce radzieckie w każdej dziedzinie – od regulaminów poczynając na nieliczeniu się ze stratami ludzkimi (!) kończąc.
Jak należy ocenić te i im podobne zarzuty? Z umiarkowanym sceptycyzmem i odrobiną zdrowego rozsądku – a niekiedy tylko ze wzruszeniem ramion. Przede wszystkim trzeba pamiętać o kontekście historycznym, o czasach w których działał Rokossowski. Okresu totalitaryzmu nikt nie mógł przeżyć nieskalany a już na pewno człowiek z elit politycznych reżymu. Ale i w tamtych czasach byli politycy i przywódcy bardzo różni, wśród nich i tacy, którzy starali się postępować przyzwoicie. Do nich niewątpliwie należał Rokossowski. Niektóre z wymienionych wyżej zarzutów nie wytrzymują najmniejszej próby obiektywnej analizy. Co to, np. znaczy, że „włączał armię polską w radziecką infrastrukturę militarną?". Polska była oficjalnym sojusznikiem ZSRR i ścisła współpraca wojskowa z ZSRR była tak samo naturalna jak a.d. 2009 r. między Polską a NATO i USA. Owszem, w armii polskiej znajdowało się ok. 500 radzieckich oficerów i wykładowców wojskowych ale ogromna większość z nich przybyła do Polski wcześniej, nim Rokossowski objął stanowisko ministra – wraz z 1 i 2 Armią Wojska Polskiego. Bez ich udziału niemożliwe było stworzenie w Polsce w 1945 roku nowoczesnej armii i szkolnictwa wojskowego – przecież po stratach wojennych, Katyniu i decyzji lwiej części oficerów z sił polskich na Zachodzie o pozostaniu na emigracji, w wojsku polskim w kraju wyżsi oficerowie przedwojenni byli nieliczni. System pracy przymusowej żołnierzy w kluczowych dla kraju dziedzinach gospodarki (głównie w górnictwie ale nie tylko) był faktem ale trzeba wziąć pod uwagę, że była to konieczność w pierwszym okresie powojennym (przerzedzenie kadr fachowych i załóg robotniczych przez wojnę) stosowana również w krajach zachodnich. W „brygadach pracy" pracowali zresztą nie tylko represjonowani synowie „wrogów ludu". Większość rekrutów trafiła do nich z własnej woli, gdyż służba wojskowa związana ze zdobyciem zawodu była atrakcyjną alternatywą dla wielu poborowych, szczególnie ze wsi. W aktualnie obowiązujących w Polsce ocenach Marszałka zupełnie przemilcza się jego ogólne zasługi dla rozwoju armii polskiej lub choćby taki „szczegół", że zajmowane bezpośrednio po wojnie prze jednostki radzieckie (65 Armia gen. Pawła Batowa przeniesiona do ZSRR w czerwcu 1948 r.) obiekty wojskowe przekazywano władzom polskim w dobrym stanie. Wojsko polskie i instytucje cywilne otrzymały koszary i inne obiekty mieszkalne oraz infrastrukturę towarzyszącą (szpitale, obiekty sportowe, domy kultury) wyposażone i w pełni gotowe do użytkowania.
Konstanty Rokossowski zmarł 3 sierpnia 1968 r. w Moskwie. Urna z jego prochami została wmurowana w mur kremlowski, podobnie jak prochy innych wybitnych dowódców z czasów II wojny światowej. Rodzina chciała by został pochowany obok żony i córki na cmentarzu Nowodziewiczym w Moskwie, ale władze nie zgodziły się na przenosiny. Był wyróżniony najwyższymi odznaczeniami wielu państw. M.in.: ZSRR – 2–krotnie tytułem Bohatera Związku Radzieckiego, 7-krotnie Orderem Lenina, Orderem Zwycięstwa (jako jeden z 29 kawalerów tego orderu); Polska: Krzyżem Wielkim Orderu Virtuti Militari (Order Virtuti Militari I Klasy), Orderem Budowniczych Polski Ludowej i Orderem Krzyża Grunwaldu kl. I ; Francja: Legią Honorową kl. I oraz Gwiazdą „Grand Officier"; Wielka Brytania: Krzyżem Komandorskim Orderu Łaźni z Gwiazdą; USA: Legia Zasługi; Dania: Krzyż Christiana X. 30 marca 1949 r. , w czwartą rocznicę wyzwolenia Trójmiasta, Rady Miejskie Gdańska, Gdyni i Sopotu przyznały mu tytuł Honorowego Obywatela Gdyni i Gdańska oraz nazwały jego nazwiskiem ulicę w Sopocie (dziś, co symptomatyczne, ulica nosi ona nazwę Bohaterów Monte Cassino). Tytuły Honorowego Obywatela przyznały mu także rady miejskie Gliwic, Legnicy, Wrocławia i Kartuz. Większość z tych decyzji pod rozmaitymi pretekstami cofnięto. W Rosji wzniesiono kilka pomników Rokossowskiego, w tym najokazalszy, z mauzoleum, w Wielkich Łukach.
Czy Rokossowski był Polakiem czy Rosjaninem? Niewątpliwie osobiście czuł się bliżej związany z Rosją, w której przeżył większość dorosłego życia i z którą był związany osobą i wychowaniem matki. To niewątpliwe – równie jak to, że pamiętał o swoich polskich korzeniach i był z nich dumny. Zawsze podkreślał swoje polskie pochodzenie, mówił nienaganną polszczyzną (po rosyjsku mówił z wyraźnym polskim akcentem). W jego moskiewskim mieszkaniu jednym z czołowych akcentów był polski biały orzeł na ścianie; dokładał też starań by jego córka i wnuki mówili po polsku i znali polską literaturę. Podobnie jak Książę Konstanty miał nadzieję, że umrze nad Wisłą szanowany przez Polaków. Jego starszy brat był po 1918 roku policjantem w Polsce. Młodsza siostra, Helena, całe życie spędziła w Warszawie (zm. 1982 r.). Do końca jej życia brat, a potem jego rodzina, przekazywali jej 10% uposażenia Marszałka. Po śmierci Heleny pamiątki po Marszałku wzięło Ministerstwo Obrony Narodowej, nie wiadomo co się z nimi stało.

Ważniejsza literatura:
W. Białkowski – Rokossowski. Na ile Polak?, 1994
K. Rokossowski – Żołnierski obowiązek, 1972 (wyd. polskie).
Jak pradziadek kochał Polskę. Rozmowa z Ariadną Rokossowską.„Polityka" Nr 45/2009
Wielka Encyklopedia PWN  2004, t. 23.
Enc. Britannica. Micropaedia Vol. 10.     

3. Wielki Książę Konstanty Pawłowicz Romanow i marszałek Konstanty Rokossowski to postaci mocno związane z historią Polski. Wielowymiarowe i niełatwe do jednoznacznej oceny. Ale, niestety, oceniane dziś u nas jednowymiarowo, jako czarne postaci historii Polski. Księciu Konstantemu przypisuje się niemal wyłącznie rozbudowę tajnej policji w Królestwie i maltretowanie oficerów, marszałkowi Rokossowskiemu „rusyfikację" wojska i nadzorowanie „stalinizacji Polski". Ich zasługi dla polskości i żywo okazywaną sympatię do Polski przemilcza się. Potępienie jest totalne, równające się wymazaniem z historii Polski. Żaden z nich nie ma dziś w Polsce pomnika i ulicy ze swoim nazwiskiem a noty biograficzne w podstawowych źródłach informacyjnych są skrajnie skrócone z wyolbrzymieniem szkód (często dyskusyjnych) wyrządzonych Polsce i z pominięciem ewidentnych zasług.  Pouczające jest porównanie not w polskiej 30 – tomowej Wielkiej Encyklopedii PWN i brytyjskiej Encyclopaedia Britannica (Micropaedia o nieco mniejszych rozmiarach – 10 tomów lecz każdy o znacznie większej objętości niż w przypadku WE). W Enc. Britannica nota o Księciu Konstantym jest ponad 2-krotnie dłuższa niż w WE, i zawiera takie „szczegóły" jak obrona autonomii Królestwa i sprzeciw wobec planów wysłania wojsk Królestwa na wojnę w Turcją 1828-1829 (czego brak w WE) oraz opatrzona wizerunkiem Księcia (którego też brak w WE). Znacznie krótsza jest też w WE nota o Rokossowskim, wypełniona w znacznej części informacjami (w znacznej części wątpliwej wartości) o jego działalności jako Ministra Obrony Narodowej i bardzo skróconymi wiadomościami o karierze wojskowej i roli w II wojnie światowej.  W sali audiencyjnej Ministerstwa Obrony Narodowej w Warszawie, gdzie wiszą portrety kolejnych polskich wodzów, usunięto podobiznę Rokossowskiego (portretu Konstantego, jako przedstawiciel  zaborców nigdy tu nie było, choć był niewątpliwym kreatorem jednej z najlepszych w historii Polski armii narodowej.     
Podobnie skrócone i tendencyjne są w WE, w większości, noty dotyczące postaci z historii Rosji, szczególnie wiążących się z dziejami Polski. Tak więc Polacy, już na poziomie podstawowej informacji karmieni są niepełną i tendencyjnie skrzywioną wiedzą o Rosji. Czemu to służy i komu przynosi szkody?  Polsce nie służy na pewno i przynosi jej szkody.