Marcin Adam Nowakowski - Człowiek i zwierzę w limerykach

Jaki jest koń, każdy widzi - mówi jedno ze znanych powiedzeń, ale to – jaki jest człowiek i jaki jest ów koń w przypadku limeryków Edwarda Leara nie jest już tak jednoznaczne, gdyż relacja człowiek – zwierzę w jego utworach nie może być rozumiana, analizowana i interpretowana w sposób niepodważalny, zakończony „prawidłowymi wnioskami", gdyż  wszelkie twierdzenia w tym temacie winny podlegać stałej dyskusji, jak i systematycznej ewaluacji.
Owa dyskusyjność, hiperbolizacja wizerunku bohaterów, humor,   a przede wszystkim absurd są wyznacznikami twórczości angielskiego mistrza nonsensu.
Bohaterowie limeryków Edwarda Leara to postaci przerysowane. Są nierozsądni, niezaradni i żyją we własnym świecie logiki. Nie cieszą się poważaniem, ani urodą, czy sprawnością fizyczną. Mają natomiast mnóstwo wad, kompleksów i przyzwyczajeń, które powodują, że czytelnik danego tekstu nie tylko zastanawia się nad ich realnością, prawdopodobieństwem, ale też logicznością wydarzeń, w których biorą udział. Bo czy logiczną może być  sytuacja, w której na krzaku może siedzieć pisklę (lub ptak) cztery razy większe od owej rośliny? Logicznie rzecz ujmując, opisaną sytuację można rozważyć w kilku wariantach:  a) krzak nie jest krzakiem, b) pisklę nie jest pisklęciem, c) ptak nie jest pisklęciem ani krzak nie jest krzakiem,  d) ptak jest ptakiem, ale krzak nie jest krzakiem, e) krzak jest krzakiem, ale ptak nie jest ptakiem; ale u Leara zastosowana hiperbolizacja wizerunku pisklęcia i człowieka, zarówno w obrazie, jak  i za pomocą słowa, uświadamia istnienie absurdalnej, ale realnej w wyobraźni czytelnika rzeczywistości. Obraz opisanego ptaka, którego proporcje w stosunku do krzaka, jak i samego człowieka, są znacznie zaburzone, potęguje humor  sytuacyjny. Ptak w relacji z człowiekiem winien być przecież bezbronny, łagodny, płochliwy i budzący sympatię obserwatora. Tak też został przedstawiony na ilustracji towarzyszącej tekstowi i choć jest on nienaturalnych, absurdalnych  wręcz rozmiarów nie budzi przerażenia. Ów ptak, który byłby ciekawszym obiektem obserwacji (i absurdu) jako pisklę nie boi się człowieka, a wręcz przeciwnie - z zaciekawieniem patrzy w oczy swemu obserwatorowi, jakby chciał go zapytać o to, który z nich jest bardziej realny i który z nich jest ważniejszy w tekście (i ilustracji). Człowiek powinien owo pisklę podziwiać w ciszy, skupieniu i oddaleniu. W limeryku Leara – „pewien gość"  wskazuje na konieczność ciszy ze względu na obecność ptaka na krzaku, ale szepcze słowo „cisza" stosując wykrzyknienie, co już stanowi sprzeczność samą w sobie (nie można wszak szeptać z użyciem wykrzyknień) i jednocześnie z opryskliwością i drwiną w głosie określa fizyczne parametry obserwowanego zwierzęcia. Sam nie jest jednak zbyt poważnie i nonszalancko traktowany przez autora tekstu. Ta drwina i sprzeczność w zachowaniu i wypowiedzi „pewnego gościa" nie tylko podkreślają humorystyczny charakter całej sytuacji (gigantycznych rozmiarów ptaszysko siedzi na mikroskopijnym wręcz krzaczku), ale też wywołuje u czytelnika konieczność odniesienia opisanej rzeczywistości  do świata realnego, w którym podobne  skojarzenia oraz wyolbrzymienia mają często miejsce (choć czynione są zwykle w sposób, który nie ma na celu urażenia kogokolwiek) i podkreślają  komizm określonej sytuacji.  Nie bez znaczenia dla humorystycznego efektu zabawy słowem są użyte w tekście rymy męskie: wszak-ptak-krzak, które w rozumowaniu nonsensowym mogą potwierdzać metarzeczywistość świata opisanego w limeryku, w którym – być może – właściwym byłoby stwierdzenie: „wszak ptak to krzak".
Learowi udało się więc, za pomocą nieprecyzyjnej ilustracji, gry słów i skojarzeń, sprzeczności oraz wyolbrzymienia, ośmieszyć w tak krótkim i nieskomplikowanym utworze postrzeganie świata jako logicznej rzeczywistości, w której wszystko jest proporcjonalne, przewidywalne i rozumiane w sposób przyczynowo-skutkowy.
Mistrz nonsensu kpi również ze skojarzeń kulturowych. W jednym z jego limeryków można dostrzec nawiązanie do znanych motywów mitologicznych: historii pięknej Heleny oraz konia trojańskiego, z tą różnicą, że wątek Heleny Lear przeciwstawił wizerunkowi i zachowaniu wykreowanej przez siebie „pewnej dziarskiej kobiety". Bohaterka utworu Leara jest okrutna, wręcz bestialska i „od much ogromnych się roi". Zabija owady „łupiąc je w łeb" lub „topiąc je pod pompą", co jest przecież postępowaniem niegodnym dziewicy. Ocalałe owady, z nieznanego powodu, wkłada na drąg i zanosi do Troi. Olbrzymie muszyska stają się więc synonimem przynoszącego zgubę podarunku – konia trojańskiego. Z tą różnicą, że ten podarunek zostaje przyniesiony do miasta przez mieszkankę Troi. Towarzysząca tekstowi ilustracja potęguje jedynie efekt komiczny, choć przecież opisana sytuacja wcale nie jest śmieszna. Widok okrutnej dziewicy niosącej muchy, które przyniosą - w domyśle -  zgubę miastu jest sprzeczny z ukształtowanymi w świadomości czytelnika cechami dziewicy (np. delikatność, uczynność, dobroć), jak i perspektywą  spodziewanego nieszczęścia, którego powodem mają być przerośnięte owady. Zestawienie dziewicy z okrucieństwem, którego się dopuściła (zabójstwo much), jak i sam kontrast między kulturowym wyobrażeniem konia trojańskiego  i Learowskich much jest w stanie jedynie rozbawić czytelnika, który przewrotnie śmieje się nie z powodu zabawnej treści utworu, lecz komizmu wynikającego z zabawy motywami znanymi z klasycznych tekstów kultury.
Edward Lear nie szczędzi kpin również w stosunku do snobistycznych wyobrażeń na temat mądrości. Bohaterem jednego ze swych limeryków czyni zmartwionego starca – symbol troski, odpowiedzialności i mądrości życiowej oraz sowę – również symbolizującą mądrość. Są oni do siebie bardzo podobni wizerunkowo. Siedzą obok siebie, skowyczą  i bzyczą , co budzi sympatię i szacunek czytelnika. Tę sielankową wręcz koegzystencję dwóch „mądrych głów" burzy nie tyle świadomość nierealności przesiadywania sowy w towarzystwie człowieka, co zaskakujące, humorystyczne zakończenie – starzec (nazwany w ostatnim wersie „starym grzdylem osowiałym") i sowa „ciągną piwo z goryczą" i na pewno z podświadomie przypisywanymi im atrybutami nie mają nic wspólnego. W tym przypadku autor ponownie zadrwił słowem i obrazem nie tylko z frazeologii, ale i kulturowych skojarzeń utartych w świadomości czytelnika, który nie spodziewał się, że bohaterowie symbolizujący mądrość, rozsądek i powagę, mogą zostać ukazani w przewrotny i kontrastowy sposób (starzec, symbol mądrości – stary grzdyl osowiały, symbol zniszczonego i bezsensownego życia). Podobnie dzieje się w przypadku limeryku, którego bohaterem jest „pewien człeczyna z Biskaju" studiujący książki  wśród gawronów i wron. Ten poczciwy miłośnik przyrody, zainteresowany wiedzą i nauką budzi sympatię czytelnika, choć kontrastowo otoczony jest krzykliwymi z natury gawronami i wronami – uosobieniami zła, śmierci, nieszczęścia i głupoty. Samo nazwanie mężczyzny „uczynnym człeczyną" czyni z niego bohatera pozytywnego, sympatycznego i budzącego litość, choć groteskowego jednocześnie. Studiowanie książek w niesprzyjającym towarzystwie  wron i gawronów potęguje poczucie sympatii czytelnika, choć rozbawia. Ilustracja do tekstu wzmaga poczucie śmieszności utworu. Wspomniane ptaki, które z natury winny przeszkadzać w nauce, same spoglądają w otwartą książkę i sprawiają wrażenie uczących się. Tylko jeden ptak nie jest zainteresowany książką – bardziej ciekawią go obrócone o 180 stopni stopy mężczyzny, na które radośnie ów kruk spogląda. Obraz u Leara nie budzi wielkich wątpliwości, wspomaga zrozumienie utworu, ale przede wszystkim pomaga w stworzeniu przez odbiorcę (non)świata, w którym opisana sytuacja jest jak najbardziej realna, zwyczajna, choć jednocześnie komiczna, wywołująca uśmiech, a nawet drwinę.
Mistrz nonsensu śmieje się również z głupoty, wykonywania czynności pozbawionych sensu i praktyczności. Wykorzystuje przy tym stereotypy dotyczące określonych zwierząt i ludzi. W jednym z limeryków zwraca uwagę na zawziętość Francuzki, która uczyła tańczyć kaczęta. Kaczki również były francuskie, a więc równie zawzięte, co ich nauczycielka.  Upór powoduje nieporozumienie kobiety  z kaczkami. Kobieta poczuła się dotknięta, gdyż zwierzęta zawzięcie powtarzały dźwięki „kwa, kwa", czyli odgłosy charakterystyczne dla swego gatunku. Francuzka nie zwracała przy tym uwagi na nielogiczność swego przedsięwzięcia. Efekt komiczny w tym limeryku wywołany jest nie tylko poprzez skojarzeniową analogię: zawzięte francuskie kaczki i zawzięta Francuzka, ale i absurdalność całej sytuacji – kaczki uczące się tańczyć i urażenie Francuzki. Co warte uwagi – w tekściei ilustracji jest mowa o tańcu, ale uśmiech budzą również  słowa wypowiadane przez Francuzkę i dźwięki będące odpowiedzią kaczek oraz towarzyszący tekstowi obraz nieudolnie tańczących zwierząt w towarzystwie nieco rozhisteryzowanej Francuzki. Podobnie jak zawzięta Francuzka postępuje pewien nieokrzesany gość, który „do chodzenia przyuczał ryby". Bohater, jak i czytelnik nie zwracają większej uwagi na humorystyczny nonsens tej „edukacji", gdyż większe zainteresowanie budzi zaskakujące zakończenie – dwuznaczne przesłanie bohatera, który w obliczu swej porażki („ryby padały nieżywe") stwierdza, że nie podobają mu się „te Giby", co można dwojako odbierać – „Giby" to w utworze nazwa jeziora, nad którym mężczyzna uczy chodzenia, ale też „giby" można odczytać jako ruch (sposób) padania zwierząt, z którego ów gość jest wyraźnie niezadowolony, co widoczne jest na ilustracji dotyczącej tekstu.
Absurdalność zachowania jest częstym motywem w limerykach Leara. Jego bohaterowie to choćby starsza kobieta wachlująca dla ochłody kurczaki,  paniusia karmiąca burą psinkę szynką i dżemem z porzeczek, hodowca śpiewający i świstający na gwizdku dla swych kaczek i świń, gość żyjący w gnieździe z pewną sową i gazda jeżdżący na żółwiu. Wszystkie te postaci z reguły mają przyjazny wygląd, choć mądrość i logika nie są ich mocną stroną. Ich zachowania, cechy, postawy i atrybuty czynią z nich (non)bohaterów nonsensowego świata. Towarzyszą im sytuacje, zjawiska i przerysowane (w treści i obrazie) zwierzęta, z którymi żyją w swoistego rodzaju symbiozie. A mimo to wszyscy ci bohaterowie śmieszą współczesnego odbiorcę. Czynią z niego równie (nie)realistycznego adresata, a jego uporządkowany świat przemieniają w rzeczywistość rządzoną logiką nonsensu. W tę rzeczywistość doskonale wpisują się ilustracje do tekstów, które swą absurdalnością, prostotą  i grą między słowem a wizerunkiem (obrazem) potęgują komizm sytuacyjny tych utworów.
Zauważyć trzeba, że ilustracje zwierząt nie zawsze mają humorystyczny charakter. Często nie tylko ludzie, ale i zwierzęta budzą odrazę, niechęć i strach. Obraz  śmieszy nie treścią, lecz kontrastem między postaciami. Tak jest choćby w przypadku limeryku, w którym „pewien pan w Bukareszcie biegał z bezpańskim szczeniątkiem po mieście (…)". Ów pan jest postacią niezwykle zabawną i budzącą sympatię czytelnika. W jego zachowaniu i wyglądzie nie ma niczego nadzwyczajnego, a jedyną wątpliwość może budzić celowość używania dzwonka i ostrzegania mieszkańców Bukaresztu. W tekście nie znajduje się jednak żadne wyjaśnienie takiego postępowania. Gdyby nie załączona ilustracja – limeryk byłby wręcz pozbawiony  treści nonsensowych i humorystycznych. To właśnie obraz opisanego przez Leara „bezpańskiego szczeniątka" i jego kontrastowe zestawienie z wizerunkiem „pewnego pana" nie tylko śmieszą, ale i przerażają swą wyrazistością i skalą wyolbrzymienia. Szczeniątko przedstawione jest bowiem jako groźna bestia z wrogim spojrzeniem. Monstrualne psisko jest kilkakrotnie większe od mężczyzny, który trzyma zwierzę na przykrótkiej smyczy. Pies nie sprawia wrażenia zadowolonego z sytuacji, w której się znajduje. Budzi przerażenie i wstręt, a nawet obawę o los „malutkiego" mężczyzny.  Gra i kontrast między ilustracją a tekstem stają się w tym limeryku gwarantami efektu humorystycznego. Podobna sytuacja ma miejsce w relacjach między karłem z Titicaca, który „chował bardzo dużego szczeniaka". Analogia między karłem a „bardzo dużym szczeniakiem" już sama w sobie zawiera elementy komizmu. To, że karzeł może być ambitny, ani to, że jakiś bardzo duży psiak może być łakomy nikogo nie dziwi. Efekt humorystyczny, wywołuje to, że psiak zjada karła, który wyhodował własnego oprawcę (komizm sytuacyjny), jak i kontrast  wizerunku karła i budzącego sympatię ogromnego „szczeniaka-karłożercę". Jednak nie zawsze zwierzę, choć groźne, musi budzić odrazę. Czasem wręcz właściwe są mu ludzkie odruchy. Tak jest w przypadku limeryku, którego bohaterem jest panna z Saint-Denis-du-Sing, którą gonił okropny byk. Zwierzę to, nazywane w tekście „okropnym i krwiożerczym", a  na ilustracji przedstawione w sposób nie budzący najmniejszego strachu ani odrazy, speszyło się, gdy zostało obrażone przez swą niedoszłą ofiarę, która dodatkowo groziła mu rydlem. Komizmowi sytuacji –  byk goni pannę; byk boi się rydla i peszy się z powodu obraźliwego sformułowania –  towarzyszy zabawa słowem i obrazem (epitety odnoszące się do byka są sprzeczne w stosunku do wizerunku zwierzęcia na ilustracji).
Świat i bohaterowie limeryków Edwarda Leara często pozostają w jawnej sprzeczności, ale jednocześnie wzajemnie się uzupełniają. Tworzą literacką, absurdalną rzeczywistość zgodną z logiką nonsensisty, w której bez kontrastu, wspomnianej sprzeczności wywołanej grą słów i obrazu efekt komiczny nie mógłby istnieć. Te utwory to swoistego rodzaju groteskowa manifestacja twórcy, podejmującego tematy zbiorowej nietolerancji wobec wszelkich indywidualnych dziwactw, niedołęstwa, egoizmu i kultu pozorów.